Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Tomi Adeyemi - „Dzieci prawdy i zemsty”

Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 408
Cena okładkowa: 39,90 zł

„Dzieci prawdy i zemsty” to druga część trylogii „Dziedzictwo Oriszy”. Pierwsza – „Dzieci krwi i kości” – pozytywnie mnie zaskoczyła, gdy sięgnęłam po nią ponad rok temu. Autorka postawiła sobie wysoką poprzeczkę; w książce było coś nowego i świeżego, co nie pozwoliło przejść obok niej obojętnie. Tomi Adeyemi nie tylko wprowadziła czytelników w piękny świat mitów Czarnego Lądu, lecz także wyraziła swoje zdanie w dyskusji na temat dyskryminacji, przemocy, represji czy segregacji rasowej, ukrywając je pod płaszczykiem powieści fantasy. Od kolejnej części cyklu mogłam więc wiele oczekiwać…

„Dzieci prawdy i zemsty” ponownie zabierają nas do niezwykłego świata. Dzięki poświęceniu Zélie, Amari i Tzaina, wbrew staraniom Inana, udało się przywrócić magię w Oriszy. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. Zdolności magiczne zyskały także osoby, które do tej pory nie miały z magią nic wspólnego. To, co miało zapewnić pokój, jeszcze bardziej zaogniło konflikt. Dyskryminacja, przemoc, agresja są na porządku dziennym, a nad głowami Oriszan wisi widmo wojny domowej. Zélie i Amari muszą podjąć trudną decyzję: opuścić ojczyznę i zacząć nowe życie czy wziąć odpowiedzialność za swój kraj i znów walczyć o pokój. Amari, wspierana przez Zélie i pewna, że brat nie żyje, a matka poprze jej decyzję, postanawia zasiąść na tronie i stać się najlepszą królową dla swoich poddanych – wszystkich bez wyjątku, magicznych i niemagicznych. Niestety, przewrotny los pod postacią jej rodzicielki pokrzyżuje te plany. Szybko do głosu dojdą ukrywane głęboko żale i frustracje, a przyjaźnie i miłości zostaną wystawione na ciężką próbę. Znów trzeba będzie walczyć o to, co najważniejsze, czasem nawet wbrew najbliższym.

Tomi Adeyemi dała swoim młodym bohaterom trudne zadanie do wykonania. Na ich barki zrzuciła odpowiedzialność za losy całego narodu i ta odpowiedzialność zdecydowanie zaczyna ich przytłaczać. Ci, których do tej pory uważaliśmy za dobrych, pokażą się nam od jak najgorszej strony, a podejmowane przez nich decyzje będą czasem pozbawione sensu. Na ich misternie wykreowanych wizerunkach pojawią się rysy, których nie będziemy mogli zignorować, a dzięki ujawnieniu kilku tajemnic być może przychylniejszym okiem spojrzymy na bohaterów z założenia złych. Ale może to i dobrze? Postaci ukazane w tej książce stają się przez to prawdziwsze, bardziej podobne do zwykłych ludzi, którzy popełniają błędy i nigdy nie są idealni. W końcu mamy tu do czynienia głównie z osobami młodymi, wchodzącymi w dorosłość, dlatego nie powinna dziwić ta ich nieracjonalność, emocjonalność, pochopność i chęć działania na przekór wszystkim i wszystkiemu. Może to czasem irytować, ale prawda jest taka, że młodość rządzi się swoimi prawami.

Akcja w „Dzieciach prawdy i zemsty” jest tak samo niestabilna jak emocje bohaterów. Mamy tu prawdziwą sinusoidę – po fragmentach pełnych napięcia przychodzą takie, które mogą nużyć. Potem znów trafiamy w sam środek dramatycznych wydarzeń. Akcja jednak cały czas, konsekwentnie, posuwa się do przodu – w zmiennym tempie, ale nieubłaganie. Do zakończenia, które... Nie, lepiej nie zdradzać zbyt wiele.

System magiczny zaprezentowany w pierwszej odsłonie cyklu został teraz wzbogacony, ale nie na tyle, by całkowicie zaspokoić naszą ciekawość. Poznajemy przedstawicieli kolejnych klanów, dowiadujemy się więcej o ich magii, przyglądamy się rytuałom, ale niewiele ponad to. Jeśli ktoś czekał na konkretne informacje dotyczące bogów, ich historii, powiązań czy wpływu na magów Oriszy, to raczej nie będzie usatysfakcjonowany.

Trzeba przyznać, że książka prezentuje się naprawdę ładnie. Atrakcyjna okładka i ciekawe grafiki na wewnętrznych stronach zachęcają do czytania. Tylko czy warto? Jeśli uznamy tę powieść jedynie za kontynuację „Dzieci krwi i kości”, to uważam, że powinno się po nią sięgnąć, choćby po to, by poznać dalsze losy Zélie, Amari, Tzaina i Inana. Należy mieć jednak na uwadze, że jest słabsza od poprzedniczki i może niektórych czytelników rozczarować.