Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Maciej Liziniewicz - „Czas Pomsty”

Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 416
Cena okładkowa: 39,90zł

Można odnieść wrażenie, że polskie powieści z historią w tle przeżywają prawdziwy rozkwit. W dodatku jest też duże zainteresowanie mitologią Słowian. Już niejedni próbowali łączyć te wątki. Spróbowali tego między innymi Komuda, Piekara, Sapkowski. W ostatnim czasie podjęła się tego kolejna osoba i tak oto do księgarni trafiło dzieło Macieja Liziniewicza.

Już na samym wstępie poznajemy głównego bohatera – mężczyznę o długich szarych włosach, posępnym spojrzeniu i twarzy zdobionej blizną. Nosi na plecach miecz i podróżuje w milczeniu. Zapachniało „Wiedźminem”? Jednak Żegota Nadolski wcale nie jest zabójcą potworów, a żołnierzem i właśnie wraca z wojny. Jego dobytek został zniszczony podczas najazdu Tatarów, a żona wraz z dziećmi zabita. On sam coraz częściej zdaje się myśleć o tym, by dołączyć do nich. Jakby tego wszystkiego było mało, to na zgliszczach jego rodzinnego domostwa osiadł inny szlachcic, nie zważając na to, że Żegota nadal żyje. Do starego żołnierza wracają jednak siły, a w żyłach zaczyna gotować się krew, gdy dowiaduje się, że to wcale nie Tatarzy zabrali mu to, co miał najcenniejsze. Wyrusza więc na poszukiwanie sposobu rozwikłania tajemnicy morderstwa rodziny i sposobu odpędzenia złych mocy, które niczym czarne chmury kłębią się nad nim. To wcale nie jest dla szlachcica łatwe, pomimo legend, jakie o nim krążą, że żadnej walki mieczem nie przegrał, bo jak ma pokonać coś, co nie krwawi?

Tu też pojawia się ciekawa sprawa, bo książka okazała się bardziej mroczna, niż się tego po niej spodziewałam. Głównie przez zaskakująco lekki stosunek do śmierci wykazywany przez bohaterów oraz dokładne opisy ran i cierpienia, którego przez całą historię nie brakuje. Nawet humor, który pojawia się od czasu do czasu, jest raczej czarny. Dodatkowo sam element fantasy podbija tą mroczną aurę przez obecności potwora, a także wiedźm i tajemniczego czarownika. Trzeba jednak oddać autorowi, że niezwykle sumiennie i wiernie nakreślił realia historyczne XVIII wiecznej Rzeczypospolitej. W tle obserwujemy wojny i konflikty, którymi nękana była ojczyzna, oraz panujące w niej stosunki międzyludzkie. Autor stara się również odtworzyć sposób myślenia ówczesnych ludzi, którzy głęboko wierzyli w istnienie wiedźm i demonów. Dla nich obcowanie z rozmaitymi domniemanymi potworami było codziennością. Współczesny czytelnik poza dosłownym odbiorem ma też możliwość logicznego przeanalizowania zjawisk, zwłaszcza że sam autor podpowiada pewne dość wiarygodne wyjaśnienia istnienia zjawisk nadprzyrodzonych. Poza tym jest też intryga, gonitwy, wędrówka i pojedynki, które najczęściej powodowane są legendarną dumą i awanturnictwem naszej szlachty. Dla mnie stanowiły też pewną perełkę, bo są opisane niezwykle dynamicznie, przyjemnie i w sposób, dzięki któremu nie sposób się od nich oderwać. Z niezwykłą łatwością przychodzi wczucie się w klimat toczonych walk, wręcz gdzieś z tyłu głowy słychać brzęk stali. Powieść ma wszystko to, co powinna mieć dobra pozycja awanturniczo-przygodowa, ten gatunek nawet bardziej pasuje mi do niej niż fantastyka czy powieść historyczna.

Dużym plusem jest tu też archaizacja słownictwa nie tylko w dialogach, ale i narracji. Autor zrobił to przyjemnie dla oka, nie szarżował z wyrażeniami, oddał ducha powieści, a ponad wszystko uczynił to łatwym w odbiorze, nawet dla ludzi niemających wcześniej do czynienia z tym typem słownictwa. Do minusów za to zaliczę z pewnością niektóre wątki, które albo są przepełnione nazwiskami, o których i tak po minucie się zapomina, albo ciągną się niemiłosiernie długo, czasami wręcz nudząc. Nawet jeżeli są to tylko poboczne perypetie mające stworzyć tło dla głównego wątku, to pomimo tego mogły być lepiej dopracowane.

Powieść sama w sobie nie jest jakimś wielkim odkryciem, nie wnosi też nic zaskakującego i odkrywczego do gatunku. Czuć w niej wpływ prac Komudy, a nawet Sapkowskiego. Jest mroczna, brutalna i owiana pogańską wiarą naszych przodków. Zdecydowanie nie jest to coś pisane ku pokrzepieniu serc, jak to czynili dawni wieszcze i Nadolski nowym Kmicicem nie zostanie. Maciej Liziniewicz wykreował jednak bardzo wiarygodny i powodujący dreszcze świat, a nawet zdołał poprowadzić w nim historię z naszą rodzimą mitologią w tle. Moim zdaniem autor ma zadatki na to, by odnieść sukces i sama z chęcią to sprawdzę, sięgając po kolejny tom.