Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Agnieszka Miela - „Śmiech Diabła”

Nazwa Wydawnictwa

Wydawnictwo:  Zysk i S-ka
Liczba stron: 480
Cena okładkowa: 31,52zł

„Śmiech Diabła” swoją premierę miał w październiku ubiegłego roku, kiedy to został wydany w niewielkim nakładzie przez mało znane wydawnictwo Kłobook, które niedługo potem ogłosiło upadłość. W tym roku, a dokładnie szesnastego marca, tytuł powróci do księgarni nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Agnieszka Miela, którą co niektórzy mogą znać z antologii „Szczecin z dreszczykiem II”, w której znalazła się jedna z jej prac, dopiero teraz ma swój prawdziwy debiut na polskim rynku. W dodatku całkiem udany i obiecujący.

Głównym bohaterem książki jest najmłodszy z rodu Arminów – Bertrama. Ten, wygnany przez ojca i obarczony winą za śmierć matki, ma tułać się po świecie do momentu pomszczenia krzywd klanu. Będąc półmartwym, zostaje przygarnięty przez małą dziewczynkę, Wilgę, która nie dość, że zaprasza go do własnego domu, to jeszcze przekonuje resztę dość licznej rodzinki, że należy się nim zająć. Los bywa jednak przewrotny i ironiczny, więc ów klan, na którego terenie znalazł się Bertram okazuje się rodziną nikogo innego, jak właśnie Starego Lisa – osoby, której zabicie zlecono chłopakowi. Bertram, przepełniony żalem do ojca i wdzięcznością do nowej przyjaciółki, postanawia wyrzec się własnego klanu i sprzymierzyć się z człowiekiem, którego miał zabić.

Bohaterowi nie można co prawda odmówić świetnych technik walki, zdolności przetrwania w każdych warunkach i nieosiągalnej dla nikogo innego zwinności w walce, ale ma on również tendencję do przysłowiowego pchania palców między drzwi, czym niejednokrotnie narazi się najstarszemu z Wranów. Zaledwie po pięciu rozdziałach okazuje się jednak, że bohater stanowi zaledwie tło dla porywczej, dumnej i osamotnionej Wilgi, która musi znosić wykluczenie z życia klanu przez to, że nie urodziła się mężczyzną. Nie liczy się nawet fakt, że w zdolnościach szermierskich i zwinności przewyższa połowę z swoich braci. Po pogromie, jaki spotyka ich rodzinną wioskę, rozpoczyna ona swoją samotną podróż w poszukiwaniu zemsty, a młody Armin wraz z dwoma przyrodnimi braćmi ruszają jej tropem.

Cały klimat tej historii, wygląd wypraw i sposobu życia bohaterów, a nawet ich mentalność przywodzą na myśl podania o Wikingach. W krwi Starszych Rodów nie brakuje dzikości, dumy, honoru i czasami wręcz desperackiej odwagi. Ponadto wszystkie wątki przeplata wiara w Starych Bogów, którzy są świetnie wykreowanym połączeniem wielu mitologii i wierzeń, w tym naszych rodzimych. Sam świat jest zaskakująco obszerny, bo akcja nie zostaje zamknięta w jednym mieście czy kraju ani nie snuje się tylko po kamienistych i nijakich bezdrożach, za to obejmuje zarys całego kontynentu. Autorka w bardzo malowniczy i pobudzający wyobraźnie sposób kreuje go ze wszystkimi terenami, rasami, a nawet ich religiami czy historią. Nie trudno jest dzięki temu poczuć się jego częścią świata przedstawionego.

Fabuła i pomysł, jakie prezentuje Agnieszka Miela wciągnęły mnie bez reszty. Zarówno sam motyw buntu i osamotnienia rudowłosej Wilgi, jak i nieustannie zwisająca nad wszystkimi bohaterami boska ręka są tak dobrze zaplanowane i przemyślane, że trudno jest oderwać się od lektury, pomimo tego, że akcja wcale nie jest aż tak wartka, a przyspiesza tylko przy scenach walki. Według mnie ma to swój urok i w pełni współgra z nastrojem powieści. W końcu cały czas trwamy w podróży, mozolnym szukaniu wskazówek i prowadzeniu śledztwa, mającego na celu odkrycie tajemnicy dziwnych istot kryjących się w cieniu.

Powieść jest zdecydowanie z kategorii dobrego dark fantasy, a jej realia i drastyczność niektórych opisów definitywnie wykluczają ją jako książkę dla dzieci, młodzieży, a nawet co wrażliwszych dorosłych. Nie zabrakło tu bowiem szczegółów dotyczących gwałcenia kobiet, rabowania wiosek, bólu, wstydu i bezradności. Znajdziemy też tu brutalność, okrucieństwo i strach, wzbudzany zwłaszcza przez ród Arminów. Pojawiające się wspomnienia mordowania przez nich noworodków poprzez roztrzaskiwanie ich czaszek o kamienie, palenia zakładników i zabaw, jakie urządzali sprawia, że po plecach przebiega dreszcz. Autorka nie poskąpiła szczegółów i groteskowo-malowniczych opisów, które potrafią mocno zapaść w pamięć. Krew, pot, łzy i świadomość tego, że całym tym światem rządzi tak naprawdę jedna zasada – zabij lub daj się zabić, sprawia, że żaden fan dark fantasy nie powinien czuć się tu zawiedziony.

Pomimo tak dobrego pomysłu nie odbyło się bez potknięć. Autorka wprowadza wiele przeskoków czasowych, które niekiedy posuwają akcję o tydzień, a nawet o trzy lata. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie brak przejść między nimi. O przeskoku dowiadujemy się tak naprawdę kilka stron po jego faktycznym dokonaniu, kiedy bohaterowie niby przypadkiem wspominają, że to wydarzenie, opisywane chwilę wcześniej, działo się jakiś czas temu. Ten brak wyraźnego rozdzielenia między poszczególnymi okresami przygody utrudnia czytanie – a nawet męczy. Ponadto wszystkie wydarzenia podczas tych nieopisanych okresów, wszystkie przyczyny nagłych przemian wewnętrznych bohaterów pozostają niedopowiedziane. W wielu przypadkach opisano jedynie skutki wydarzeń, ale nie ich przebieg czy przyczyny. Wprawia to w poczucie zagubienia, a nawet dezorientacji. Podobnie ma się sprawa wątków pobocznych, które są urywane lub niedokończone. Mnie osobiście drażniło to od samego początku książki aż po spis treści. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czegoś brakuje, że mogło to zostać lepiej rozwiązane. Niektóre z takich wątków, jak chociażby ten o wojnie religijnej i tajemniczej rasie nieludzi, który został zaledwie liźnięty, bardziej rozbudzał moją ciekawość niż filozoficzne monologi Bertrama. Liczę jednak na to, że autorka zostawia sobie w ten sposób materiał na kolejne tomy, a nie bezpowrotnie je porzuca.

„Śmiech diabła” to debiut mający w sobie niesamowity potencjał, ale brak spójności i zbyt wiele przeskoków czasowych i wolno płynąca akcja sprawiły, że lektura jest przyjemna, ale nie porywająca. Jedne wątki świdrowały mi głowę swym niedopowiedzeniem, o innych zapomniałam już po odłożeniu książki. Mimo tego powieść jest ciekawa, oryginalna, a autorka zdecydowanie ma pewien talent do prowadzenia fabuły. Jestem ciekawa, jak rozwinie ona dalsze losy bohaterów i żywię nadzieję, że w kolejnych tomach będzie już tylko lepiej.