Konwenty Południowe - Recenzja: Matthew Marther „Kroniki Atopii” - Patron

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Kroniki Atopii

Matthew Marther - „Kroniki Atopii”

Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 656
Cena okładkowa: 39,90 zł

Śniadanie w Paryżu, obiad w Tokio czy może kolacja w Rzymie? A może doskonałe samopoczucie i piękne, opalone ciało, o które zadbasz leżąc i opalając się na plaży? Nic prostszego! Bądź gdzie chcesz, kiedy chcesz i rób co chcesz, resztą zajmie się twój cybernetyczny klon, zwany prokurą. Przecież mieszkasz na Atopii, wyspie jutra. Świecie, w którym to, o czym śnią naukowcy jest już dostępne. A wszystko dzięki sprytocytom – maleńkim robotom w twoim ciele, które zapewniają pełną kontrolę nad ciałem, a także umysłem. Teraz możesz robić to, na co masz ochotę, a twoja prokura w tym czasie wyprowadzi twoje ciało na spacer. Przecież w dowolnej chwili możesz przenieść się w dowolne miejsce, o którym marzysz lub nawet wejść w czyjąś skórę i czuć to, co odczuwa ta osoba.

Tak w skrócie wygląda świat wykreowany przez Matthew – inżyniera, przedsiębiorcę i wizjonera, który maczał palce w większości technologii jutra. Mimo pełnej sukcesów kariery postanowił wziąć się za całkiem nowe rzemiosło i tak właśnie powstała powieść „Kroniki Atopii”, która jest kawałem dobrego sci-fi.

Sama forma jest dość prosta. Wyspę poznajemy przez pryzmat pierwszoosobowej narracji kilku z jej mieszkańców, których historie przeplatają się w mało znaczący sposób, aż w pewnym momencie zaczynają tworzyć całość. Dzięki temu rozwiązaniu, autor zręcznie manipuluje faktami i sprawia, że ciężko nie zgubić się w gąszczu wydarzeń. Wszak każdy z bohaterów widzi świat inaczej, a okłamywanie siebie samego jest dla Atiopczyków codziennością. Fabuła kręci się w zasadzie wokół dwóch wydarzeń: wypuszczeniu do globalnego użytku systemu rozszerzonej rzeczywistości, zwanym potocznie „psis” oraz nasilających się huraganach zagrażających wyspie. Samo życie obywateli miasta-państwa nie jest usłane różami. Ochrona wolności ponad wszelką miarę w połączeniu z nieskończonymi możliwościami technologicznymi, prowadzi do wielu patologii, które mogą spowodować nawet zagubienie się w wirtualnej rzeczywistości. Wszystko zaczyna wskazywać na to, że utopijne królestwo do złudzenia przypominające Atlantydę, czeka los podobny do jej pierwowzoru. Czy jednak uda się uniknąć katastrofy?

W zasadzie jedynym mankamentem książki jest ilość pojęć specjalistycznych, które chwilami powodują zamieszanie i utrudniają skupienie się na fabule, jednak po pewnym czasie da się do tego przyzwyczaić. Postacie mają ciekawe i różnorodne charaktery i do ostatniej strony się ich trzymają, nie podejmując żadnych irracjonalnych decyzji „dla dobra fabuły”. Dla mnie 9/10.
Tagged Under