Wezwanie Cthulhu z serii Mistrzowie Grozy od wydawnictwa IX

Kolekcja „Mistrzowie Grozy”

Wydawnictwo IX

Wydawnictwo: IX
Liczba stron: Około 90 na książkę
Cena okładkowa: 38 zł

W moje ręce trafiły ostatnio cztery niewielkie, ale interesujące mnie tomiki. To część nowej serii „Mistrzowie Grozy” od Wydawnictwa IX, w ramach której otrzymałem następujące klasyki: „Zielona Herbata” Josepha Sheridana Le Fanu, „Wezwanie Cthulhu” H.P. Lovecrafta, „Później” Edith Newbold Wharton oraz „Upadek domu Usherów” Edgara Allana Poe. W serii jest jeszcze choćby „Wielki Bóg Pan” Artura Machena czy „Wierzby” Algernona Blackwooda. Nie ma najmniejszego sensu rozwodzić się nad samą fabułą i analizować te historie od zera – mówimy tu o absolutnych klasykach literackiego horroru. Wystarczy wspomnieć, że znajdziemy tu doskonały przekrój niesamowitości: od gotyckiego rozkładu u Poego, przez subtelne historie o duchach Wharton i paranoiczny lęk przed demonicznym dręczycielem u Le Fanu, aż po przytłaczającą kosmiczną grozę u Lovecrafta. Czujcie się zachęceni, bo to pozycje, które kształtują popkulturę do dziś.

Okładki książek z serii Mistrzowie GrozyWarto zwrócić uwagę na warstwę językową nowej edycji. Za przekład odpowiada Krzysztof Grudnik i przygotował on wersję unowocześnioną. Wiele starszych tłumaczeń, na przykład tych lovecraftowskich, bywało w przeszłości mocno archaicznych. Pamiętam z własnego doświadczenia, że lektura potrafiła iść dosyć topornie – wymagała większego skupienia, a sam język nierzadko utrudniał odbiór. Wydawnictwo postanowiło odświeżyć polszczyznę, wychodząc z założenia, że pisarze ci używali po prostu języka im współczesnego. Ten zabieg się sprawdził. Tekst jest znacznie przystępniejszy. Na plus wypada też mnogość przypisów, które na bieżąco wyjaśniają poszczególne zwroty, wątki czy mniej zrozumiałe odniesienia.

Istotnym elementem kolekcji jest samo wydanie. Seria ukazuje się w formacie kieszonkowym (120×165 mm). Książki oprawiono w twarde okładki z czarnym motywem bazującym na szarych wzorach. Na tym tle umieszczono prostą grafikę w określonym kolorze przypisanym do autora – Poe dostał czerwień, a H.P. Lovecraft fiolet. Te barwne elementy, takie jak główna grafika czy szlaczek nad nią, są częściowo odblaskowe, podobnie jak zdobienia na grzbiecie. Widać tu dbałość o detale, ponieważ nawet kod kreskowy, cena i numer ISBN z tyłu okładki zostały dopasowane do kolorystyki danego tomu. Wewnętrzny grzbiet z materiałowym wykończeniem również utrzymano w kolorze przewodnim. Do książek dodawane są zakładki korespondujące z tymi motywami. Z praktycznego punktu widzenia, kieszonkowy format mocno ułatwia transport i sprawdza się podczas czytania gdzieś w trasie.

strona tytulowa green tea mistrzowie grozyNie obyło się jednak bez pewnych braków. Skoro wydawca postawił na tak spójną formę wizualną, fajnym dodatkiem byłyby barwione brzegi stron od zewnętrznej strony – jakaś ukryta grafika widoczna po zamknięciu książki albo chociaż pociągnięcie ich na czarno. Taki detal dobrze dopełniałby całości. Trzeba też mieć na uwadze objętość tych dzieł, oscylującą w okolicach 90 stron, przez co przeczytanie jednego tomu to dosyć krótki moment. Zależnie od oczekiwań, może to być zarówno wada, jak i zaleta.

Podsumowując, inicjatywę oceniam zdecydowanie na plus. Można mieć w ładnym, kieszonkowym wydaniu znane dzieła grozy, które łatwo ze sobą zabrać, dobrze prezentują się na półce i nie zajmują na niej wiele miejsca. Są przy tym wizualnie spójne. To całkiem udane odświeżenie klasyków i pozostaje liczyć na to, że seria będzie kontynuowana.

Tagged Under