Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Recenzja mangi Log Horizon

Log Horizon

studiojg

Autor: Mamare Touno, Kazuhiro Hara
Wydawnictwo: Studio JG
Liczba tomów: 10
Cena okładkowa: 24,99 zł

Zawsze uważałam, że porównania nadają wypowiedziom bardzo osobistego charakteru. Na ich podstawie można domyślić się paru rzeczy na temat autora – słusznych lub nie. Recenzję „Log Horizon” zdecydowałam się zacząć właśnie od porównania. Ach… To tak bardzo przypomina mi oglądanie sportowych anime…

Uprzejmie proszę – powstrzymajcie się od krzyków i linczów. Miejcie litość, dajcie się człowiekowi wytłumaczyć… Co (w moim odczuciu) łączy oba te typy? A to, że zazwyczaj, zaczynając czytanie/oglądanie, nie mam absolutnie zielonego pojęcia o co chodzi. I o ile, jasne, zdarzyło mi się w szkole grać w koszykówkę czy siatkówkę, o tyle moja wiedza na temat gier MMO, phi! Jakichkolwiek gier, jest znikoma. Każda osoba, próbująca nauczyć mnie grać, ma w zanadrzu jakąś zabawną historię na ten temat. No i od tego właśnie mam takie „Log Horizon”. Może nie gram w gry, ale teraz przynajmniej wiem, o co w nich chodzi (a przynajmniej żyję w takim złudzeniu).

To nie jest light novel wyłącznie dla „wtajemniczonych”. Skoro taki laik jak ja (stopień oporności nieskończony) wszystko zrozumiał, to uwierzcie – jest tłumaczone bardzo przejrzyście. Krótko, więc nie nudzi, ale wyraźnie. Rzeczywistość wirtualna staje się dla człowieka czymś absolutnie naturalnym. Jednakże nie w takim stopniu, jak dla samych uczestników.

„Log Horizon” jest kolejnym tytułem wykorzystującym pomysł zamknięcia graczy w świecie gry. Mieliśmy ich już kilka, chociażby „Sword Art Online” (za chwilę do tego wrócę) czy „Overlord”. Wyobraźcie to sobie – siedzicie przed komputerem, szamiąc orzeszki i grając w ulubioną grę (…da się tak?). Wtem ni z tego, ni z owego zapada ciemność i mdlejecie. Budzicie się już w grze. I nie możecie wyjść. Ups, osobiście przycupnęłabym gdzieś w kącie i czekała na wybawienie. To jest, przed rozpoczęciem przygody z „Log Horizon”! Teraz postąpiłabym zupełnie inaczej (raczej nie łudziłabym się na ten ratunek).

Reakcja każdego z nas byłaby inna, bo nie jesteśmy tacy sami. Niektórzy radziliby sobie lepiej, inni gorzej. Na pewno fajnie byłoby już znać realia gry. Nasi główni bohaterowie – Shiroe, Naotsugu i Akatsuki, znają je dosyć dobrze. W końcu najwyższy level nie wypracował się sam. To akurat wspólna cecha wszystkich tytułów, które wymieniłam. Jednakże ma to swoje jasne uzasadnienie – kto by czytał light novel o kimś, kto zwinął się w kłębek i zaczął płakać? I tak przez kilkaset stron - nuda. No więc doświadczenie w boju jest.

Nasi bohaterowie w ogóle są dosyć nieźli – bez płaczu i załamywania rąk, po prostu wzięli się do roboty. To właśnie tym zjednali sobie moje serca: spokojem ducha i próbą zachowania optymizmu. Przyznam szczerze, że nie byłam pewna, czy spodoba mi się „Log Horizon”. Skąd ta nieufność? Odpowiedzialność za nią zrzucam na głównego bohatera „SAO”. Zaznaczam od razu, że nie czytałam tytułu. Nawet nie obejrzałam go w całości, nie dałam rady właśnie przez ciągłe zadręczanie się, depresyjne myśli i obwinianie się postaci. Wkurzał mnie (oj, czuję w powietrzu niebezpieczeństwo…). Nie krytykuję tu tytułu – nie mam do tego prawa, skoro nawet nie poświęciłam więcej czasu na obejrzenie go do końca. Przedstawiam jedynie, co różni recenzowany przeze mnie tytuł od, bądź co bądź, jego bardzo popularnego odpowiednika. A nie mówiłam, że porównania pozwalają poznać człowieka?

Cudowne w „Log Horizon” są również dopełniające się charaktery bohaterów. Dzięki temu bywa zabawnie, ale też całkiem poważnie czy refleksyjnie. Brak tu monotonii a język jest przystępny, czyta się to niezwykle płynnie, wręcz pożera.
Opisy są na tyle barwne, że można przewijać w głowie obrazy nie dodając zbyt wielu szczegółów „od siebie”. I osobiście całkiem mi się podoba ta rzeczywistość. Postapokaliptyczna, a do takich zawsze miałam słabość. Natura zwycięża nad pracą człowieka, ruiny budowli obrośnięte roślinnością,… Czy tylko ja się rozmarzyłam? Fakt, nie wiem czy mają tam ciepłą wodę, a o elektryczności z całą pewnością mogłabym zapomnieć. Również kwestia jedzenia przedstawia się tam niezbyt ciekawie (niczego nie brakuje, spokojnie, brak oznak kanibalizmu jak u ludzi zdesperowanych – na razie. Ale mam nadzieję, że „na później” też). Może jednak zostanę tutaj i będę sobie kupować kolejne tomiki, czytać, marzyć… Brzmi to rozsądniej. No i kto by się zajął moim chomikiem? (Nie mam chomika ale ta wymówka pozwoliła mi poczuć się mniej niekomfortowo z tym, ze tak sobie cenię komfort).
Co jeszcze podoba mi się w „Log Horizon”? Ilustracje. Ostre linie, ładne postacie. Fakt, za dużo sobie nie pooglądałam, ale liczy się jakość, nie ilość, prawda? A w tej kwestii cenię sobie prostotę, surowość i przystępność.

„Log Horizon” jest dla każdego, kto lubi gry bądź nie. To rozrywka zapewniająca akcję, ale również potrafiąca zwrócić uwagę na kwestie, o których sami nigdy byśmy może nie pomyśleli. Sądzę, że każda teoria na temat zachowania ludzi w takiej sytuacji, jest na swój sposób ciekawa. Warto zastanowić się nad różnymi stronami ludzkości, zachowaniami zarówno społeczeństwa, jak i jednostki. A jak uczyć się lepiej, niż przez zabawę? Dlatego też zachęcam do zapoznania się z tym światem i jego mieszkańcami. Obejdzie się nawet bez wspomnianych wcześniej orzeszków, bo akcja jest na tyle dynamiczna, że naprawdę wciąga.