Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

hideout

Hideout

JPF

Autor: Masasumi Kakizaki 
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 1
Cena okładkowa: 25,20zł 

„Oto gorąca, tropikalna wyspa. Istny raj na ziemi. Jednak nie dla wszystkich...” – taki początek opisu okładkowego przeczytać możemy sięgając po tomik. Nie ukrywam, że już na samym początku skojarzył mi się z tym opisem motyw z gry „Dead Island”, zwłaszcza gdy wiedziałam, że jest to manga z gatunku horror. Dotąd nigdy nie sięgałam po mangi o tej tematyce ze względu na to, iż byłam przekonana, że rysowany horror nie jest w stanie wywołać takich emocji jak gra czy film. Ale, jako że mam słabość do opowieści z dreszczykiem, postanowiłam dać jej szansę.

„Proszę cię... o ty, nieznany czytelniku, w którego ręce trafił ten rękopis...”

Do sięgnięcia po ten tytuł zdecydowanie zachęca klimatyczna i niepokojąca obwoluta z piękną grafiką. Te ogromne oczyska i pazury „rozrywające okładkę” już na starcie budują klimat grozy i niepokoju, a jednocześnie są bardzo intrygujące i zachęcające by zajrzeć do środka. Sam dobór papieru jest również strzałem w dziesiątkę! Prawdę powiedziawszy, okładka po zdjęciu obwoluty –  mimo swej prostoty – nadal pasuje do tego, z jaką fabułą mamy do czynienia.

Hideout wita nas kolorowymi stronami z tajemniczym wstępem pierwszoosobowym. Czytelnik zostaje przygotowany na to, że historia będzie opowiadana przez jednego, w domyśle głównego bohatera. Kolorowe strony zachwyciły mnie stylem. Kiedy jednak przeszłam do standardowych czarno-białych stron nie byłam zadowolona. Ciężko było mi na początku przywyknąć do kreski. Wydawała mi się wręcz koszmarna i jedną z gorszych jakie widziałam. Okazało się jednak, że musiałam najwyraźniej w świecie się do niej przyzwyczaić. Po kilku kolejnych stronach zaczęłam ją lubić, a nawet uznałam, że niesamowicie pasuje do opowiadanej historii. Styl bardzo dobrze wpisał się w gatunek. Na pochwałę zasługuje również dobór papieru, gdyż czerń wygląda na nich rewelacyjnie, a całkowicie zaczernionych stron w tej mandze nie brakuje. Rysunki, które mają wzbudzać niepokój i strach moim zdaniem spełniają swoją funkcję, zwłaszcza kiedy czyta się ją w ciemnym pokoju z pomocą skromnej lampki!

Ale przecież walory wizualne w mandze to nie wszystko! 

Fabułę Hideout mogę śmiało uznać za niebanalną, mimo kilku przewidywalnych motywów. Przede wszystkim zapunktowała u mnie bardzo filmowa narracja głównego bohatera, Seiichi Kirishimy. Jest on zawodowym pisarzem, który „spisuje” historię poznawaną przez nas. Dzięki temu możemy bez problemu w pewnym stopniu zrozumieć motywy jego działań. Poza opisywaną „teraźniejszością” mamy do czynienia z przebitkami z przeszłości Kirishimy, a wszystko jest tak dobrze wyważone, że czytając nie gubimy wątków. Całość po prostu składa się w logiczną całość. Autor mangi wspomina na ostatnich stronach, że duży wpływ na jego twórczość miały dzieła Stephena Kinga i myślę, że to zdecydowanie widać w Hideout. Przechodząc już do samej historii – mamy głównego bohatera Seiichi Kirishime, któremu życie dawało ostro w kość, co zdecydowanie zaczęło bardzo źle wpływać na jego psychikę. Chciał wszystko naprawić, a przede wszystkim chciał odbudować swoje relacje z żoną, które również były niezbyt dobre, wręcz bliskie rozpadowi związku. Seiichi chcąc zacząć wszystko od nowa zabiera swoją ukochaną na wycieczkę na piękną tropikalną wyspę. Tam opowiada jej o wodospadzie, który polecany jest parom, ze względu na swoje „magiczne” właściwości. Cały ten czas kobieta jest bardzo sceptycznie nastawiona do całej wyprawy i ciągle wyraża swoje niezadowolenie. W drodze do owego wodospadu małżeństwo gubi się w przerażającym, obrosłym w mroczne historie miejscu, gdzie nadal można było znaleźć wiele ludzkich szczątek czy ciał. Do tego w samochodzie zabrakło paliwa... No, co złego może się stać? I co mrocznego można spotkać w takim miejscu? Po tej lekturze przekonamy się, że nie zawsze fantastyczne potwory są straszniejsze od ludzi.

Jak wspomniałam wcześniej, spotkamy się z kilkoma przewidywalnymi i znanymi z klasycznych horrorów motywami. Są jednak i takie (moim zdaniem te bardziej znaczące dla fabuły) momenty, które są dość oryginalne i zaskakujące. Przede wszystkim pozytywnie wpłynęło na mnie zakończenie, o które się bałam, gdyż wiele horrorów po prostu się na nich wykłada. Zakochałam się też w filmowym podejściu do przedstawienia fabuły, tytuł z pewnością wspaniale prezentowałby się jako anime, a dodatkowe dźwięki dodałyby niesamowitego klimatu grozy!

Ode mnie manga otrzymuje mocną ocenę 9/10!

Oto gorąca, tropikalna wyspa. Istny raj na ziemi. Jednak nie dla wszystkich...” – taki początek opisu okładkowego przeczytać możemy sięgając po tomik. Nie ukrywam, że już na samym początku skojarzył mi się z tym opisem motyw z gry „Dead Island”, zwłaszcza gdy wiedziałam, że jest to manga z gatunku horror. Dotąd nigdy nie sięgałam po mangi o tej tematyce ze względu na to, iż byłam przekonana, że rysowany horror nie jest w stanie wywołać takich emocji jak gra czy film. Ale, jako że mam słabość do opowieści z dreszczykiem, postanowiłam dać jej szansę.



Proszę cię... o ty, nieznany czytelniku, w którego ręce trafił ten rękopis...”



Do sięgnięcia po ten tytuł zdecydowanie zachęca klimatyczna i niepokojąca obwoluta z piękną grafiką. Te ogromne oczyska i pazury „rozrywające okładkę” już na starcie budują klimat grozy i niepokoju, a jednocześnie są bardzo intrygujące i zachęcające by zajrzeć do środka. Sam dobór papieru jest również strzałem w dziesiątkę! Prawdę powiedziawszy, okładka po zdjęciu obwoluty – mimo swej prostoty – nadal pasuje do tego, z jaką fabułą mamy do czynienia.

Hideout wita nas kolorowymi stronami z tajemniczym wstępem pierwszoosobowym. Czytelnik zostaje przygotowany na to, że historia będzie opowiadana przez jednego, w domyśle głównego bohatera. Kolorowe strony zachwyciły mnie stylem. Kiedy jednak przeszłam do standardowych czarno-białych stron nie byłam zadowolona. Ciężko było mi na początku przywyknąć do kreski. Wydawała mi się wręcz koszmarna i jedną z gorszych jakie widziałam. Okazało się jednak, że musiałam najwyraźniej w świecie się do niej przyzwyczaić. Po kilku kolejnych stronach zaczęłam ją lubić, a nawet uznałam, że niesamowicie pasuje do opowiadanej historii. Styl bardzo dobrze wpisał się w gatunek. Na pochwałę zasługuje również dobór papieru, gdyż czerń wygląda na nich rewelacyjnie, a całkowicie zaczernionych stron w tej mandze nie brakuje. Rysunki, które mają wzbudzać niepokój i strach moim zdaniem spełniają swoją funkcję, zwłaszcza kiedy czyta się ją w ciemnym pokoju z pomocą skromnej lampki!



Ale przecież walory wizualne w mandze to nie wszystko!



Fabułę Hideout mogę śmiało uznać za niebanalną, mimo kilku przewidywalnych motywów. Przede wszystkim zapunktowała u mnie bardzo filmowa narracja głównego bohatera, Seiichi Kirishimy. Jest on zawodowym pisarzem, który „spisuje” historię poznawaną przez nas. Dzięki temu możemy bez problemu w pewnym stopniu zrozumieć motywy jego działań. Poza opisywaną „teraźniejszością” mamy do czynienia z przebitkami z przeszłości Kirishimy, a wszystko jest tak dobrze wyważone, że czytając nie gubimy wątków. Całość po prostu składa się w logiczną całość. Autor mangi wspomina na ostatnich stronach, że duży wpływ na jego twórczość miały dzieła Stephena Kinga i myślę, że to zdecydowanie widać w Hideout. Przechodząc już do samej historii – mamy głównego bohatera Seiichi Kirishime, któremu życie dawało ostro w kość, co zdecydowanie zaczęło bardzo źle wpływać na jego psychikę. Chciał wszystko naprawić, a przede wszystkim chciał odbudować swoje relacje z żoną, które również były niezbyt dobre, wręcz bliskie rozpadowi związku. Seiichi chcąc zacząć wszystko od nowa zabiera swoją ukochaną na wycieczkę na piękną tropikalną wyspę. Tam opowiada jej o wodospadzie, który polecany jest parom, ze względu na swoje „magiczne” właściwości. Cały ten czas kobieta jest bardzo sceptycznie nastawiona do całej wyprawy i ciągle wyraża swoje niezadowolenie. W drodze do owego wodospadu małżeństwo gubi się w przerażającym, obrosłym w mroczne historie miejscu, gdzie nadal można było znaleźć wiele ludzkich szczątek czy ciał. Do tego w samochodzie zabrakło paliwa... No, co złego może się stać? I co mrocznego można spotkać w takim miejscu? Po tej lekturze przekonamy się, że nie zawsze fantastyczne potwory są straszniejsze od ludzi.



Jak wspomniałam wcześniej, spotkamy się z kilkoma przewidywalnymi i znanymi z klasycznych horrorów motywami. Są jednak i takie (moim zdaniem te bardziej znaczące dla fabuły) momenty, które są dość oryginalne i zaskakujące. Przede wszystkim pozytywnie wpłynęło na mnie zakończenie, o które się bałam, gdyż wiele horrorów po prostu się na nich wykłada. Zakochałam się też w filmowym podejściu do przedstawienia fabuły, tytuł z pewnością wspaniale prezentowałby się jako anime, a dodatkowe dźwięki dodałyby niesamowitego klimatu grozy!



Ode mnie manga otrzymuje mocną ocenę 9/10!