Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wilczyca i czarny ksiaze

Wilczyca i czarny książę

waneko

Autor: Ayuko Hatta
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 16 (zakończona)
Cena okładkowa: 19,99 zł

Erika Shinohara to typowa nastolatka, która po rozpoczęciu nauki w liceum próbuje się dopasować do swojej nowej klasy. Aby nie zostać odludkiem, zaprzyjaźnia się z dwoma dziewczynami, które uwielbiają przechwalać się swoimi chłopakami. Sama oczywiście nie ma i nigdy nie miała chłopaka, więc postanawia skłamać. Udaje przed nimi, że jest w cudownym związku, ale przez przypadek dowiaduje się, że jej "przyjaciółki" nie do końca wierzą w jego istnienie. To skłania Erikę to zrobienia zdjęcia pierwszemu lepszemu przystojnemu chłopakowi, którego spotkała na mieście i pokazania go dziewczynom jako dowód, że naprawdę posiada partnera. I tu zaczyna się cała nasza historia, ponieważ okazuje się, że Sata, bohater miłosnych opowieści Eriki, chodzi z nią do tej samej szkoły. Dziewczyna postanawia porozmawiać z nim i przyznać się do swoich kłamstw. Ten natomiast zgadza się udawać jej chłopaka, pod warunkiem, że Erika zostanie jego... psem.


"Wilczyca i czarny książę" to kolejny tytuł z gatunku shoujo, który został zekranizowany w 2014 roku w postaci 12 odcinków anime. Jest to jeden z wielu szkolnych romansów, którego akcja rozgrywa się, gdy nasi bohaterowie są licealistami. Biorąc to pod uwagę, zabierając się za lekturę pierwszego tomu spodziewałam się raczej czegoś, co będzie przyjemne i lekkie, jednak skończyłam czytać z dość mieszanymi uczuciami.
Na pierwszy ogień autorka pokazuje nam Erikę i jej "przyjaciółki", które są nadzwyczaj irytujące. Serio, dziewczyny w romansach zwykle są nie do zniesienia, ale te przekraczają wszelkie granice. Na szczęście później robią się trochę bardziej znośne (może dlatego, że jest ich mniej?). Shinohara przez cały tomik jest dla mnie postacią zupełnie bez wyrazu – nie ma jakichś specjalnych cech charakteru, które w jakikolwiek sposób by ją wyróżniały, a jedyne, czego się o niej dowiadujemy to to, że bardzo chciałaby mieć chłopaka. Natomiast Kyouya Sata, cóż... Nie mam pojęcia, co o nim myśleć. Odnoszę wrażenie, że ma wątpliwe społecznie zboczenie na punkcie psów i zachowuje się co najmniej dziwnie. Kreowany jest na postać o dwóch osobowościach - jedną znaną wszystkim, wspaniałego "księcia" i drugą, tą "złą" i sadystyczną. Pomniejszą rolę gra tutaj też najlepsza przyjaciółka Eriki, która wydaje się być jedyną postacią zachowującą zdrowy rozsądek.
Fabuła przebiega tak, jak ma to miejsce w każdym romansie - wspólny wypad nad morze, choroba Kyouya Sata i Erika nadciągająca z pomocą... Czyli dość banalnie i przewidywalnie. Nie ma tu nic zaskakującego. Pod koniec nasza bohaterka uświadamia sobie, że szukając miłości, może mogłaby dać szansę naszemu tytułowemu księciu.


Nie chcę mówić, że ta manga jest zła – bo nie jest. Jest za to bardzo ładnie narysowana, to przede wszystkim. Nie jest to pierwsza pozycja tej autorki (o czym wspomina w swoim przywitaniu na samym początku) i to widać. Fabularnie przebiega... prawidłowo. Bo czego nowego spodziewać się po kolejnym romansie? Tylko samo rozpoczęcie perypetii naszej dwójki głównych bohaterów jest dość infantylne. Nie czyta się jej tak źle, kiedy zignoruje się dwie upierdliwe przyjaciółki i czasem lekkie przekoloryzowanie tej "ciemniejszej strony" Kyouya Sata.
Przejdźmy do strony technicznej – na obwolucie pierwszego tomu mamy oczywiście naszego zabójczo przystojnego księcia. Niespecjalnie podoba mi się czcionka tytułu - ale wiadomo, to już raczej kwestia gustu. Na okładce nie ma nic ciekawego – zwykła, szara, z tytułem mangi. Na samym początku mamy spis treści - nie jest on zbytnio przydatny, bo strony są w większości nieponumerowane, ale jest. Dalej w mandze po boku strony mamy dwa dopiski autorki mangi, która opowiada trochę o swoim życiu i perypetiach z fryzjerką.
Jeśli chodzi o tłumaczenie – czytało się raczej przyjemnie, w większości wypowiedzi były stylizowane na język młodzieżowy, ale jest jedna rzecz, która mnie drażniła – słowo "wkuźwia". To psuło każdą wypowiedź, w jakiej się pojawiło, bo ani nie brzmi dobrze, ani nigdzie nie pasuje.
Podsumowując – jeśli jesteś fanem romansów, myślę, że tytuł przypadnie ci do gustu, bo im dalej w las, tym lepiej. Jeśli nie – raczej sobie odpuść i poczytaj coś innego.