Konwenty Południowe - Recenzja mangi„W miasteczku piasku i błękitnych łusek” Autor: Yoko Komori

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

w miasteczku piasku i blekitnych lusek

W miasteczku piasku i błękitnych łusek

JPF

Autor: Yoko Komori
Wydawnictwo: J.P.Fantastica
Ilość tomów: 2
Cena okładkowa: 25,20zł

„W miasteczku piasku i błękitnych łusek” to interesująca manga, która urzeka czytelnika unikalną atmosferą. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że J.P. Fantastica wydała ją w Polsce, nie czekając aż zwróci uwagę innych wydawców spoza Japonii. Było to tym większe ryzyko, że jest to komiks niszowy. Jednak tym chętniej spróbuję wam ją zarekomendować.

Główna bohaterka komiksu, Tokiko Aoyama, przeprowadziła się wraz z ojcem do nadmorskiego miasteczka Sunanomori. Poza poszukiwaniem wytchnienia po niepowodzeniach, jakie spotkały jej rodzinę w Tokio, dziewczynka miała jeszcze jeden powód, by tam zamieszkać. Chciała przekonać się o prawdziwości lokalnej legendy mówiącej o tym, że okoliczne wody zamieszkują syreny.

Od mangi „W miasteczku piasku i błękitnych łusek” nie należy oczekiwać wybuchowej akcji ani przejaskrawionego romansu, które przyciągają największe zainteresowanie czytelników. To niespieszenie rozwijająca się nastrojowa opowieść rozgrywająca się na przestrzeni kilku miesięcy, a czas Tokiko oraz jej nowych kolegów i koleżanek jest tutaj odmierzany przez rytm roku szkolnego oraz oczekiwanie na zbliżającą się uroczystość ku czci lokalnego bóstwa – Morzywita.

Życie Tokiko, tak samo jak jej rówieśników, jest zwyczajne, a zarazem ciekawie zarysowane. Fabuła umiejętnie łączy ze sobą kilka wątków związanych z jej przeszłością, które – przeplatając się ze sobą – nie utrudniają śledzenia biegu wydarzeń. Wiele uwagi poświęcono relacjom dziecka z rodzicami, jak również między nimi, zaznajamianiu się z nowym środowiskiem i szukaniu swojego miejsca w świecie. Niebagatelną rolę odgrywa także próba odkrycia przez dziewczynkę lokalnych tajemnic związanych z bóstwem Morzywitem oraz jego posłańcami – syrenami obu płci. Właśnie w tym miejscu komiks mnie porwał, gdyż autorka niczym Guillermo Del Toro w filmie „Labirynt fauna” umiejętnie zaciera granice między dziecięcą wyobraźnią a rzeczywistością. Byłem na tyle zafascynowany tym wątkiem, że trochę się rozczarowałem nie tyle przedstawioną odpowiedzią, co faktem, że autorka nie pozostawiła czytelnikowi możliwości alternatywnej interpretacji wydarzeń.

Urzekło mnie także przedstawienie społeczności zamieszkującej Sunanomori. Tak, tym razem chyba można mówić nie tylko o jednym czy dwóch bohaterach, którzy biorą na swoje barki ciężar pociągnięcia opowieści, ale właśnie o bohaterze zbiorowym. Młodzież, ludzie w średnim wieku i osoby starsze nie tylko żyją własnymi problemami, ale wręcz mieszkają w różnych światach. Dzieci są zainteresowane przede wszystkim życiem gwiazd czy modnymi ubraniami, tylko okazjonalnie angażując się w duchowe życie miasteczka, zaś osoby starsze pielęgnują tradycję. Ludzie ci jednak, choć tak różni, tworzą jedną społeczność. Dlatego właśnie Tokiko jest tak ciekawą bohaterką, gdyż jak w soczewce skupia się w niej cała skomplikowana rzeczywistość – nie tylko dziecięca, ale też ta pełna problemów ludzi w średnim wieku i tajemnic przeszłości uświęconych przez osoby starsze. Tokiko wszystko rozumie i ocenia na swój własny, indywidualny sposób.

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, to postawiono na prostotę – nie odnajdziemy tutaj pełnych detali rysunków postaci czy teł. Bohaterowie już na pierwszy rzut oka wydają się sympatyczni i od razu można ich polubić. Przypatrując się im, mimowolnie wspominałem powieść graficzną „Persepolis” Marjane Satrapi ze względu na kontrasty czerni i bieli w sposobie rysowania postaci. Silnie emanująca emocjami opowieść nie potrzebuje barokowej oprawy, by się spodobać. Niestety, tłumaczenie pewnych zwrotów grzecznościowych nie przypadło mi do gustu. Stosowanie polskich zdrobnień do japońskich imion chyba trochę wymknęło się spod kontroli, gdyż co rusz zasypują nas kwiatki typu „Tokiś” czy „Sayuś”. Wbrew założeniom, nie czułem, że manga jest dzięki temu wierniejsza japońskiemu oryginałowi, lecz japonizowana trochę na siłę.

Jeśli mam uparcie szukać wad mangi „W miasteczku piasku i błękitnych łusek”, byłaby nią właśnie wspomniana zwyczajność. Podczas lektury nieraz zastanawiałem się, czy opowieść nie zmieni swego charakteru i co bardziej porywczy widz nie przeoczy, co autorka miała na myśli, oczekując bardziej fantastycznej interpretacji utworu. Ale dzięki zachowaniu spójności gatunkowej pokazano nam bogaty obraz japońskiego życia, choćby nawet na przykładzie fikcyjnego miasteczka. Dla fanów japońskich klimatów oraz wzruszeń jest to pozycja warta polecenia.