Konwenty Południowe - Recenzja manhwy „Siesta” Autor: Lee Young-you

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

siesta

Siesta

yumegari

Autor: Lee Young-you
Wydawnictwo: Yumegari
Ilość tomów: 5
Cena okładkowa: 22,90 zł

Nie jestem docelowym odbiorcą wschodnioazjatyckich komiksów – mang, manhw itp. – adresowanych do dziewcząt (w Japonii podgatunek ten określany jest jako shōjo), dlatego moje spotkania z nimi kończyły się różnie: niekiedy zachwytem, a innym razem lekkim załamaniem nerwowym. Szczęśliwie manhwa pt. „Siesta” pozostawiła więcej dobrych niż złych wrażeń.

Dia Canto została osierocona w dzieciństwie i choć przygarnęła ją kochająca rodzina zastępcza, to dziewczyna nie miała lekkiego życia. Po pierwsze, opiekunowie nie posiadali środków na jej dalszą edukację, a po drugie, Dia nie była zwykłym człowiekiem, tylko osobą obdarzoną nadnaturalnymi zdolnościami, tzw. miotaczem pocisków. Przez swe moce wpadła w końcu w kłopoty, z których wybawił ją niejaki Cid Leon, dziedzic fortuny najpotężniejszej w świecie korporacji zbrojeniowej. Co prawda Cid uznał po wszystkim, że Dia go nie interesuje, ale jego babcia, usłyszawszy trochę inną wersję tego, co zaszło, postanowiła uczynić z dziewczyny ochroniarza Cida. W związku z tym zapewniła jej miejsce w elitarnej szkole – Królewskiej Akademii Parco. I wszystko byłoby pięknie, gdyby „podopieczny” Dii nie był psychopatą erotomanem.

Czy ostatnie zdanie zmroziło wam krew w żyłach? Jeśli tak, to niepotrzebnie, bo Cid nie jest manhwowym wcieleniem Hannibala Lectera, choć tak samo jak szkoła, do której uczęszcza, ma swoje dziwactwa. Podstawą dla rozwoju fabuły jest rywalizacja między dwoma szkolnymi stronnictwami. Na czele pierwszego, siejącego chaos i występek, stoi Cid, zaś drugie to samozwańcza szkolna policja, tzw. E.E., której przewodzi jego brat Faz. Postawiona w niezręcznej sytuacji Dia musi jakoś lawirować między dwoma stronnictwami, a jednocześnie spróbować odnaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości, co będzie dla niej karkołomnym zadaniem, bo szkoła jest pełna intryg niczym pałac sułtana.

W Królewskiej Akademii Parco uczą się nie tylko zwykłe dzieci, ale też wspomniani miotacze nabojów. Jednym z nich jest Cid i właśnie przez niego szkoła ucieka się do radykalnych środków, by choć trochę nie przypominać Dzikiego Zachodu. Ale czytelnik szybko dojdzie do wniosku, że to słuszne podejście, bowiem chłopak pod byle pretekstem stosuje przemoc wobec szkolnych kolegów. Jednak jest on też zdolny do miłości, uwielbia zwłaszcza psy i dziewczyny noszące biustonosze w rozmiarze od D wzwyż. Dia, choć zdaniem Cida z przodu jest „płaska”, to w żadnym razie nie ma płytkiej osobowości. Dziewczyna, z początku zdezorientowana, zaczyna brać coraz większy udział w szkolnym życiu i chroni wyrośniętego łobuziaka tak przed otoczeniem, jak i rodziną, a przede wszystkim przed nim samym. Faz z kolei to typ księcia z bajki, dzięki czemu ma wierne grono wielbicielek, które same (ale niezbyt często) pchają się mu do łóżka. Jednak ma on swoje zaskakujące słabości i wierzy, że cel uświęca środki.

Czasami miałem wrażenie, że bohaterowie są przerysowani i autorka musiała się trochę hamować, żeby nie popaść w farsę. A przecież „Siesta” nie jest do bólu naiwnym shōjo, którego bohaterki rozpaczają z powodu zakazu wchodzenia w związki kazirodcze, a nadobni bishōnen uwodzą facetów, których błędnie uznali za przedstawicielki płci przeciwnej. Znajdziemy tutaj bowiem kilka interesujących koncepcji, jak np. to, że w nietolerancyjnym, pełnym hipokryzji i zachowawczym społeczeństwie rozpasanie seksualne jest zwiastunem nadchodzącej burzy, względnie że nienawiść do rzeczywistości społecznej może przejawiać się miłością do zwierząt. Nie wiem tylko, czy autorka wplotła w fabułę te wątki całkowicie świadomie, czy to tylko moja nadinterpretacja. Jednak nie skłamię, gdy napiszę, że – może trochę na przekór – polubiłem bohaterów „Siesty” i uważnie śledziłem ich poczynania.

Akcja manhwy „Siesta” osadzona jest w otoczeniu przypominającym to zachodnioeuropejskie, śródziemnomorskie. Nie dziwi zatem typowa dla tego regionu architektura, lecz zaskoczyło mnie, jak nieraz mało wysiłku włożono w narysowanie niektórych budynków umiejscowionych na dalszym planie. Jeśli szanowny czytelnik jest mężczyzną nieobeznanym z gatunkiem shōjo, to pospieszę z pewnym wyjaśnieniem: w shōjo, odwrotnie niż w shōnenach, to męscy bohaterowie są zabójczo piękni, a kobiety co najwyżej zgrabne i zadbane, ale nic ponadto. Nie powinien zatem dziwić nawał przystojnych, smukłych chłopców o wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych, śniadej karnacji itd. Pomimo tego długo się zastanawiałem, skąd u autorki wziął się pomysł, by jednej z bohaterek nadać kształty (także ust) i przyodziewek godny lalki z seks shopu. Podsumowując, mahnwa jest ładnie narysowana, pełna typowych dla gatunku postaci wychodzących poza kadr czy kwiatowych ozdobników, ale nie wyróżnia się ani szczególnie pozytywnie, ani negatywnie na tle konkurencji.

Wyznaję zasadę, że dobry komiks zdobędzie serce czytelnika bez względu na jego wiek czy płeć, dlatego starałem się przedstawić „Siestę” przez pryzmat własnych doświadczeń z innymi pozycjami z gatunku shōjo. Moim zdaniem to solidna, choć trochę przejaskrawiona manhwa, a zainteresowanie wzbudzi przede wszystkim wśród docelowej grupy czytelniczek i czytelników. Tym niemniej śledzenie przygód Dii i jej szkolnych kolegów dostarczyło mi niemało przyjemności.