Konwenty Południowe - Recenzja mangi: „Akira” - Autor: Otomo Katsuhori

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł mangi

Akira

Nazwa Wydawnictwa

Autor: Otomo Katsuhiro
Wydawnictwo: JPF
Ilość tomów: 6
Cena okładkowa: 73,50 zł

Film „Akira” z 1988 r. wyrył się w mojej świadomości zanim jeszcze zacząłem oglądać anime czy wziąłem do ręki pierwszą mangę. Redaktorzy czasopism, specjalizujący się nie tylko w japońskim komiksie i animacji, jednym tchem wymieniali ten tytuł z „Ghost in the Shell” jako argument w dyskusji, że anime nie musi być infantylną rozrywką dla młodszego widza. Gdy po latach nadarzyła się okazja do zrecenzowania polskiego wydania mangi, na której bazował legendarny film, nie mogłem z niej nie skorzystać. I choć od momentu, gdy w Japonii ukazał się ostatni tom komiksu, minęło już prawie trzydzieści lat, nadal jest to pozycja godna uwagi, jednak kilka szpilek można jej wetknąć tu i ówdzie.

6 grudnia 1982 r. w rejonie Kantou w Japonii eksplodowała bomba nowego typu, zapoczątkowując tym samym III wojnę światową. Jednak ludzkość przetrwała ten kataklizm, a na miejscu zniszczonego w wybuchu Tokio powstało nowe miasto – NeoTokio. Podniesioną z gruzów metropolię nękały jednak problemy przedwojennego świata, jak np. przestępczość wśród nieletnich. Dwóch łobuzów – Tetsuo i Kaneda –liderów gangu motocyklistów, odkryło na granicy pomiędzy nowym miastem a ruinami starego Tokio pewien sekret skrywany przed opinią publiczną przez wojsko i rząd. Tetsuo i Kaneda znaleźli chłopca z pomarszczoną twarzą i numerem 26 na dłoni. A potem było już tylko ciekawiej, ale też – niczym na kolejce górskiej – coraz szybciej.

Manga „Akira” skupia się na akcji, dając czytelnikowi oraz bohaterom niewiele czasu na oddech. Wraz z rozwojem fabuły odkrywamy tajemnicę, jaką rządzący krajem skrywają przed społeczeństwem. Jednak to odsłanianie prawdy nie odbywa się w szczególnie wyrafinowany sposób, przypomina raczej zwiad bojem, gdyż nasi bohaterowie albo sami pakują się w kłopoty, albo są w nie pakowani przez swoich adwersarzy. Prowadzi to do dość ciekawych sytuacji – niekiedy odnosiłem wrażenie, że ci sami bohaterowie wpadają na siebie w dość podobnych okolicznościach, a efektem tych spotkań jest na ogół zdemolowanie najbliżej, a czasami też trochę dalszej okolicy. Od czasu do czasu wprowadzane są dla urozmaicenia nowe postaci i wątki, ale jakoś nie zaburza to wyżej opisanego przebiegu wypadków. Mimo tej powtarzalności manga nie nudzi, a dzięki dozowanym w odpowiednim czasie skrawkom tajemnicy czytelnik czeka z napięciem na to, co się wydarzy.

Szybkość akcji i niewielkie odstępy czasowe między kolejnymi wydarzeniami to jednak broń obosieczna. W dwojaki sposób cierpią na tym postacie. Ich charaktery są zarysowane bardzo pobieżnie, a motywacja do działania jest niejasna albo uproszczona. Dotyczy to także głównych bohaterów. Wszelkich wątpliwości w tej sprawie można było uniknąć, przybliżając bardziej ich wzajemne relacje w przeszłości, ale tego póki co nam poskąpiono. Szkoda, bo jest tutaj sporo miejsca na ukazanie pogłębionej psychologii postaci. Odniosłem przy tym wrażenie, że mamy tutaj do czynienia ze schematami rodem z mangi dla trochę młodszego czytelnika, traktującej o jego rówieśnikach. Mam na myśli te mangi, w których młodzież w wieku szkolnym rzuca wyzwanie potężnym korporacjom, wojsku, rządowi czy innym „iluminatom” i odnosi sukcesy. W taki schemat wpasowuje się główny bohater komiksu, Kaneda, który nie tylko świetnie prowadzi motocykl, ale też dobrze strzela z broni palnej i laserowej. I to właśnie o Kanedzie, rozwydrzonym, choć sympatycznym chłopaku, który lubi szybkie kobiety i piękne motocykle (a może na odwrót?) można powiedzieć najwięcej, bo pozostałych bohaterów da się w znakomitej większości scharakteryzować w dwóch, trzech zdaniach, niekoniecznie wielokrotnie złożonych. Chciałbym, aby w komiksie uznawanym za klasykę mangi potraktowano te sprawy mniej po macoszemu.

„Akira” to dobrze narysowany komiks. I choć postacie z dzisiejszej perspektywy wyglądają „retro” (i przy okazji bardziej realistycznie), to przypatrując się tłom na pierwszy rzut oka trochę brakuje im czegoś unikalnego. Czy na pewno? Szybko zwróciłem uwagę jak chętnie mieszkańcy NeoTokio zdobią miejskie mury i płoty najróżniejszymi hasłami – od rewolucyjnych, po prorządowe a na zwykłych wulgaryzmach skończywszy, sprawiającymi, iż miałem wrażenie, że trwa tam wojna idei. Pokazują one jakim pełnym napięć społecznych miejscem jest nowo powstała metropolia. Powoduje to, że NeoTokio zaczyna żyć własnym życiem.

Egzemplarze mangi, które otrzymałem, to edycja specjalna, a zatem są znacznie większe niż te z pierwszego polskiego wydania „Akiry” od JPF z lat 1999-2003. Obecne, planowane na sześć tomów wydanie jest bliższe japońskiemu oryginałowi. W przeciwieństwie jednak do mangi „Battle Angel Alita”, która ukazała się w takim samym formacie, tym razem onomatopeje nie zostały spolszczone, lecz pozostawiono je w oryginale i dodano ich tłumaczenie na język polski. Poza tym mangę w tak dużym formacie czyta się znakomicie, łatwiej skupić się detalach rysunków.

Podsumowując, szybko przeczytałem „Akirę”, bo pomimo pewnych niedociągnięć jest to komiks trzymający w napięciu i pełen zwrotów akcji. Warto go przeczytać, nawet jeśli obejrzeliście wcześniej klasyczną animację z 1988 r., gdyż różnic między nimi jest dużo, nie mówiąc już o tym, że film powstał zanim ukazały się dwa ostatnie tomy mangi, więc nie opowiada w całości historii w niej przedstawionej.