Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł mangi

Sekaiichi Hatsukoi (tomy 1-4)

Nazwa Wydawnictwa

Autor: Shungiku Nakamura
Gatunek: komedia, romans, yaoi (18+)
Wydawnictwo: Waneko
Liczba tomów: 14+
Cena okładkowa: 19,99 zł

Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów.

Sekaiichi Hatsukoi to jeden z popularniejszych tytułów BL (Boys Love), który doczekał się nawet adaptacji anime. Czy jednak jest to tytuł obowiązkowy dla fanów gatunku? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w poniższej recenzji. 

Czytając Sekaiichi Hatsukoi wejdziecie do wydawnictwa mangowego drzwiami i oknami, poznacie perypetie jej bohaterów i sekrety pracy jako redaktor. Manga bawi i uczy, nie oszczędza przy tym gorących scen między dwojgiem mężczyzn. Oj będzie tego trochę.

Zacznijmy od ciekawostki. Manga była wydawana głównie w magazynie Emerald. W zwykłych okolicznościach byłaby to informacja nieistotna, jednak nie tym razem, bowiem właśnie w takim magazynie rozgrywa się akcja naszej mangowej historii. Napisała ją Shungiku Nakamura, która jest odpowiedzialna również za „Junjou Romantica”. Obie mangi osadzone są w jednym uniwersum –miejsce akcji to wydawnictwo Marukawa, a Sekaiichi dzieje się dokładnie w ich dziale dotyczącym magazynu Emerald. 

O czym jest fabuła? Ritsu Onodera jest synem właściciela wydawnictwa, w którym również pracuje. Mimo to chciałby dojść wszędzie o własnych siłach i poczuć „sprawczość” w swoich działaniach. Jednak przede wszystkim chciałby, aby inni go docenili za to co robi, a nie umniejszali kim jest jego ojciec i, że ma podane wszystko „na tacy”. Może znacie kogoś, kto pracuje w firmie rodziców? Tutaj dostajemy analogiczną sytuację. 

Ritsu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce: zwalnia się i zatrudnia w przypadkowym wydawnictwie. Dostaje pracę, jednak nie do końca tam, gdzie chciał. Zamiast zajmować się literaturą, w której się specjalizował, dostaje przydział do mang shoujo. Dodatkowo okazuje się, że jego redaktorem naczelnym zostaje Takano Masamune z którym kiedyś się kochał i z którym nawet był przez chwilę w związku. Bywa niezręcznie, choć nie na długo. 

Dochodzą do wniosku, że ich zerwanie było nieporozumieniem, jak to już czasem bywa w mangach tego typu - dużo nieporozumień i bohaterzy, którzy nie umieją się ze sobą komunikować. Na szczęście zła passa zostaje zerwana całkowicie w czwartym tomie, wcześniej możemy jednak dostrzec u nich przebłyski szczerości wobec siebie, ale po alkoholu. Wracając – mimo nieporozumienia w sprawie zerwania Onodera nie zamierza być już z Takano, bo lata walczył, aby o nim zapomnieć. Co na to Takano? Chce zrobić wszystko, aby sprawić, że ten znowu wyzna mu miłość. Ich relację i to, do czego ona doprowadzi będziemy śledzić na tle pracy wydawnictwa, a dokładniej działu magazynu Emerald.

Główne miejsce akcji było jednym z moich głównych powodów sięgnięcia po mangę. Warto o nim wspomnieć parę słów. Obserwujemy sytuacje i informacje „od kuchni”. Wchodzimy do wydawnictwa i tam też dowiadujemy się, jak to wszystko funkcjonuje: że Japończycy to pracoholicy – nie wiadomo po co oraz dlaczego gonią za terminami kosztem zdrowia. W mandze dowiemy się między innymi co to jest ozalid, jaka jest rola redaktora i działu handlowego oraz jak ważna jest drukarnia i jak z nią rozmawiać w czasie pracy w redakcji. Nie możemy zapominać też o roli kawy, bo bez niej nic w świecie nadgodzin nie byłoby możliwe. 

Przyznam się, że podczas czytania tej mangi miałam momentami motylki w brzuchu. Autorka tworzy atmosferę tak dobrze, że sceny zbliżeń mniejszych lub większych są naprawdę…  gorące. Jest w stanie sprawić, że utożsamiam się w tym momencie z głównym bohaterem, a to nie jest łatwe. Przykładowo scena ich pierwszego zbliżenia: idą do mangaczki, która nie jest w stanie dobrze narysować pocałunku, więc aby jej to pokazać, Takano z zaskoczenia całuje Onodere. Nie bójcie się jednak o spoiler, to scena z pierwszych stron mang, dodatkowo później będzie ich dużo. Shungiki Nakamura wie, co robi. Zaufajcie jej. 

Mangę czyta się jednym tchem, mimo ilości tekstu jest przyjemna. Trzeba wiedzieć, że jest to potężna liczba linijek jak na romans. Jak dla mnie jest to plus, choć mogłoby być mniej dymków, które nazwałam „niepotrzebnymi rozmyślaniami Onodery”. Pojawiają się one w całej mandze i poznamy je po tym, że zamiast skupiać się na scenie, słuchamy wewnętrznego monologu Ritsu. Po czasie można się do nich przyzwyczaić. 

Kreska w „Sekaiichi Hatsekaiichi hatsukoi twarzesukoi” jest kontrowersyjna. Niektórzy uważają, że jest brzydka, ja natomiast myślę, że jest to styl charakterystyczny dla mangaczki i dzięki niemu jej prace można rozpoznać z kilometra. Na pewno nie skupia się ona na tłach, a na bohaterach. Sceny są dynamiczne, ale czytelne. Jedynym minusem kreski może być to, że postaci są do siebie podobne, co widać na dołączonym zdjęciu ze środka pierwszego tomu. 

Warto pochylić się chwilę nad dodatkiem do mangi, który jest bardziej osobną, pełnoprawną historią. Jest to „Przypadek Shouty Kisy” i rozpoczyna się w tomie trzecim. Kisa pracuje w tym samym dziale, co Onodera. Ma on trzydzieści lat i lubi przelotne historie miłosne, sypia z osobami, które podobają mu się z twarzy i nigdy się nie zakochał. Nie trzeba dodawać, że jest homoseksualny, nadal czytamy yaoi. Pewnego dnia, gdy był w księgarni, zauroczył się w sprzedawcy mang shoujo. Był to Yukina Kou. Kisa obserwował go z daleka, mając świadomość, że nigdy się nie spotkają, bowiem Kou był idealnym księciem. Miał piękną twarz i umiał podrywać. To ten typ, który jest zawsze otoczony wianuszkiem dziewcząt. Dziwnym zbiegiem okoliczności jednak w stalkowaniu Yukiny Kisie przeszkadza jego były chłopak, który robi my awanturę na całą księgarnię. Z opresji przed napastującym ex ratuje Kisę nie kto inny, jak właśnie oślepiający blaskiem dwudziestojednoletni Yukina Kou. I tak zaczyna się historia tej dwójki. 

Na koniec nawiążę do wstępu – gorące sceny w wykonaniu tej mangi nie oznaczają zawsze seksu. Ten pojawia się, jednak nie jest ważnym elementem fabularnym i nie zajmuje dużo stron. Rysowany jest dynamicznie, ale subtelnie, nie pokazując za dużo, aby przypadkiem nie gorszyć nikogo za bardzo. Dlatego jeśli nie przepadacie za takimi scenami, to możecie odetchnąć z ulgą. One są, ale romans zdecydowanie jest na pierwszym planie. 

Jak już wspomniałam wyżej, jest to manga yaoi. Oznacza to, że historia będzie opowiadała o miłości między mężczyznami. Jeśli nigdy nie czytałaś/eś mangi tego typu, to myślę, że warto zacząć od tytułu łagodniejszego, bez wątku seksualnego. Ten tytuł jest bardzo dobry przynajmniej jako drugi lub trzeci z kolei. Jest to na pewno klasyka, o której każdy fan gatunku wie i po którą zawsze warto sięgnąć. Ja nie zawiodłam się i przeczytanie tych czterech tomów pozostawiło mi niedosyt, dlatego na pewno będę sięgać po kolejne. W końcu to dopiero początek historii.