Tytuł mangi

„Make the Exorcist Fall in Love. Egzorcysta nie do wyrwania”

Nazwa Wydawnictwa

Autor: Aruma Arima
Gatunek: akcja, komedia, dramat, horror, romans
Wydawnictwo: Waneko
Liczba tomów: 15+
Cena okładkowa: 27,99 zł

Recenzja została napisana po przeczytaniu 3 tomów

Na początku była manga, a manga była u Arimy, a Arima był mangą... czy jakoś tak? Potem było coś o egzorcyście prawiczku, kuszonym przez malarkę z Pinteresta, a ostatecznie to za wszystkim stał szatan. Nie mogę mieć pewności, bo moja ostatnia wizyta w kościele miała miejsce „bardzo dawno temu". Jednak według Księgi „Make the Exorcist Fall in Love" pióra proroka Arimy oraz pędzla mistrza Fukayamy tak właśnie jest. Dodatkowo Watykan (chyba z braku personelu?) zaczął rekrutować w swoje szeregi nastoletnich księży, zakonnice na prawo i lewo rzucają cudami, a populacja czarownic oraz sukubów nie dość, że się zwiększyła, to te zaczęły ostentacyjnie chodzić okrakiem. A to wszystko w tle dramatów miłosnych nieletniego kapłana, który, chociaż imieniem nie został pobłogosławiony, to ma ponoć pokonać czającego się na ludzką niewinność Szatana. Trudno w to uwierzyć, ale księga właśnie tak głosi, a ja stałem się chyba jej oddanym apostołem...z naciskiem na „chyba".

make the exorcist fall in love1Żarty żartami, ale fabularnie seria nie odbiega znacząco od tego, bądź co bądź, przerysowanego opisu. Śledzimy losy nieletniego, ale pełnego żarliwej wiary tytułowego egzorcysty (imię nieznane), któremu przeznaczone jest pokonać swą wielką mocą Pana Zła. By nie było łatwo, musi skupić się również na zadaniu pobocznym: ochronie naszej drugiej głównej bohaterki – malarki Imuri Atsuki, której Zło wprost zagraża. Jak zwykle, sytuacja jest bardziej niejednoznaczna, bo Imuri jest w zmowie z Szatanem, który nakazuje jej naszego księdza uwieść. Kurtyna opada.  

Bądźmy szczerzy, fabuła nie brzmi na rewolucyjną w swej istocie, ma się naturalne wrażenie, że gdzieś już się tę opowieść słyszało i to być może niejeden raz. Sztampa? Tak, ale też pozory, bo to tylko albo i aż trampolina dla wielu innych wątków. Nasz protagonista, pełen traum i nieprzepracowanych doświadczeń, musi mierzyć się z ciężarem swej powinności, wobec własnych pragnień. Występujące tu gromadnie postacie poboczne (m.in. zakonnica Lea czy ksiądz Dante) również stają naprzeciw mroków swoich przeszłości.  Wiele rzeczy tu na ten moment nie wiemy, ale mogą być to faktycznie mocne i niepokojące wątki tej serii. Po czym przypominasz sobie, że jest to głównie komedia i w sumie nie widzisz sprzeczności. Za to najsłabiej wypada Imuri Atsuki, bo ta wydaje się jak na ten moment najmniej ciekawa, a wątek dojmującej przeszłości najbardziej prostolijijnym jak się da. 

make the exorcist fall in love2Świat przedstawiony kręci się (z niewymagających tłumaczenia powodów) wokół imaginarium judeochrześcijańskiego. I to budziło moje obawy, bo być może specjalistą w tej dziedzinie nie jestem, ale japońskie wyobrażenie religii zachodniej bywa, cóż, powiedzmy, że lekko infantylne, często na poziomie „High School DxD”. Sypię jednak głowę popiołem, bo autorzy naprawdę mnie zaskoczyli. Liczby nawiązań do Biblii nie zliczę. Odwołań do „Boskiej Komedii” Dantego, mitologii greckiej, „Lewiatana” czy tekstów około chrześcijańskich nie śmiałem przewidzieć. Swobodna żonglerka Starym i Nowym Testamentem szokowała. I występuje to nie tylko w piśmie, ale nawet w tym jak niektóre postacie wyglądają. Nauczyłem się tu mimochodem wiele, a fakt, że Waneko posługiwało się przy tłumaczeniu Biblią Tysiąclecia, naprawdę doceniam. Klimat burzy miejscami powtarzające się słowo „mana”, bo trąci isekaiową nutą. Poza tym? Postać księdza zostaje moim oficjalnym generatorem randomowych cytatów z Biblii. 

Ale „Egzorcysta” to również pięknie narysowana opowieść. Okładki, a szczególnie pierwsza, klimatem przypominała mi starą dobrą estetykę postaci z gier na RPG Makera - postać księdza jest jakby wyjęta z „Mad Father" czy może „Ib". Tomiki są barwne, ale utrzymane w jednolitej estetyce, a panele, zarówno te przedstawiające dynamiczną walkę, jak i okruchy życia, są wystarczająco dopieszczone. Plus współgrają dobrze klimatycznie: sceny, które powinny budzić niepokój to właśnie robią, a te rozsiewające luźny klimat...rozsiewają. 

Nie marnując już cennych pikseli tej strony. „Make the Exorcist Fall in Love” to najzwyczajniej w świecie historia dająca dużo radości i satysfakcji zarówno na płaszczyźnie czytania, jak i oglądania. W trzech tomach zmieszczono naprawdę wiele, a kolejne zapewne dadzą nam jeszcze więcej. O co chodzi z łóżkiem księdza? Co się przydarzyło Wergiliuszowi? Zamierzam się wkrótce dowiedzieć. A wy, porzućcie wszelką nadzieję, którzy tej mangi nie przeczytacie!