Recenzje mang

„Jej opowieść o Shim Chong”
Autor: Seri, Bi-wan
Gatunek: dramat, romans, girls love, historyczna, 13+
Wydawnictwo: Waneko
Liczba tomów: 8 (7 + historia dodatkowa)
Cena okładkowa: 39,99 zł
Recenzja została napisana po przeczytaniu 2 tomów
Kiedy przeczytało się już w swoim życiu wiele książek, obejrzało mnóstwo seriali i filmów, miało się styczność z licznymi mangami, trudno jest człowieka czymś zaskoczyć. Większość wątków jest powtarzalna i co gorsza, przewidywalna. Każdy bohater pierwszoplanowy boryka się z tymi samymi problemami, a wszyscy złoczyńcy zawsze kończą tak samo. Dlatego właśnie każdy, nawet ten najmniejszy powiew świeżości, jest dla mnie tak istotny.
Nie będę więc ukrywać, że sięgając po „Jej opowieść o Shim Chong”, doskonale zdawałam sobie sprawę, z czym będę miała najpewniej do czynienia. Jednak już po przeczytaniu pierwszych 30 stron czułam, że historia, której się spodziewałam, nie jest tą, którą dostałam. Uwierzcie, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło, jak lektura tej mangi. Byłam gotowa na cukierkową opowieść nieszczęśliwych kochanków, a dostałam zdecydowanie o wiele więcej.
Dobrze, ale może zanim podzielę się z wami moimi wrażeniami, pozwólcie, że wtajemniczę was w fabułę tej historii.
Opowieść przedstawia nic innego jak losy młodej dziewczyny, która została okrutnie potraktowana przez jakże przewrotny los i wiedzie życie pięknej (chociaż nieco zaniedbanej) żebraczki (kto by się spodziewał, że żebraczka może być odrobinę niezadbana?), mając pod opieką niewidomego ojca. Brzmi to jak wstęp do łzawej historii, której głównym morałem ma być to, że dobro zawsze zwycięży, wiem… ale poczekajcie, bo to nie koniec! Co prawda jej życie w niczym nie przypomina tego, które wiodą rówieśniczki, a codzienne troski również zdecydowanie odbiegają od tych, które powinny w tym wieku zaprzątać jej myśli. Shim Chong zmuszona jest kraść i żebrać, aby dotrwać kolejnego świtu. To właśnie na tym mija jej każdy dzień – na walce o przetrwanie.
Wszystko ulega jednak zmianie, gdy w jej życiu pojawia się piękna Lisica – i nie, nie mam tu na myśli tego zwierzaka. Naszą Lisicą jest powabna i delikatna niczym wiosenny kwiat, świeżo upieczona żona kanclerza, okrzyknięta mianem Lisiego Demona, który przybywając do wioski, sprowadził na nią tylko nieszczęście. Jak doskonale wiemy z lekcji historii, najlepiej całą winę zrzucić na młodą i piękną kobietę, która nijak jest w stanie się obronić. Kochani, mamy tu klasyczny przykład losów Heleny Trojańskiej – okrzyknięto ją czarnym charakterem, a w rzeczywistości to nie ona rozpoczęła krwawą wojnę, ponieważ przyczyny jej wybuchu były znacznie bardziej złożone. Nie mam racji? Ale dobra, wracając do meritum i naszej Lisicy…
Jak na pewno możecie się domyślić, losy tych dwóch panienek się ze sobą splatają, co początkowo trochę kojarzyło mi się z bajką Barbie o Księżniczce i Żebraczce, chociaż może odrobinę też z Kopciuszkiem? Dlatego mile się zaskoczyłam, kiedy okazało się, że jestem w całkowitym błędzie.
Chciałabym zauważyć, że zawsze, gdy czytam o silnych, niezależnych kobietach, mam na twarzy uśmiech, ale tutaj mamy do czynienia z dwoma – na ten moment historii – „słabymi” kobietami, które, żyjąc w świecie zdominowanym przez mężczyzn, muszą wywalczyć sobie prawo do wolności i niezależności. Innymi słowy, walczą one zwyczajnie o prawo do życia.
Młoda żona kanclerza znalazła sojuszniczkę i oparcie choć reszta jej nowej, okrutnej rodziny z całego serca jej nie znosi. Natomiast młoda żebraczka upolowała naiwną, bogatą dziewczynkę, która może stać się jej przepustką do lepszego świata. Do tej pory wszystko zapowiadało się bardzo obiecująco, ale wtedy zaczęły pojawiać się wypowiedzi, spojrzenia i myśli, które zmieniły wydźwięk tego, co przeczytałam do tej pory. Nasze bohaterki zaczęły się do siebie zbliżać i wcale nie mam tu na myśli relacji czysto koleżeńskiej. Właśnie w tym miejscu pragnę się na chwilę zatrzymać, żeby podziękować niebiosom za to, że żyjemy w XXI wieku. Wracając, o czym to ja? A tak!
Powolutku między Lisicą a Żebraczką zaczęła rodzić się cienka nić porozumienia, ale nie tylko. Bowiem oprócz tego, w niemiłosiernie powolnym tempie, zaczęło kiełkować uczucie, które, coś tak czuję, sprowadzi je na drogę pełną cierpienia – klasyk. Tak też rozpoczyna się nasz slow burn.
Nic w tej historii nie jest banalne ani oczywiste, zwłaszcza Lisica, która pod fasadą makijażu i pięknych szat skrywa więcej tajemnic niż nasza Chong podejrzewa. Czy będzie to jednak opowieść o toksycznej relacji, pełnej manipulacji? Czy może początek pięknej miłości między tymi dwoma kobietami, które spotyka tragiczny koniec? A może wszechświat się nad nami zlituje i pozwoli tym dwóm kobietom na odrobinę szczęścia? Ciężko jest mi to jednoznacznie stwierdzić po przeczytaniu zaledwie dwóch tomów, ale mam przeczucie, że może to być gdzieś pomiędzy tymi trzema opcjami.
Ogromnie cieszy mnie, gdy w literaturze autorzy bawią się historią i łączą ją z fikcją, tworząc tym samym zupełnie nową rzeczywistość, tak jak ma to miejsce w „Jej opowieści o Shim Chong”. Wykorzystywanie realiów historycznych i motywów kulturowych oraz inspirowanie się dawnymi opowieściami niezmiennie stanowią dobry punkt wyjścia, jednak istnieje bardzo cienka granica między przerysowaniem takiej opowieści a dobrym jej poprowadzeniem. Dlatego tak ważne jest, aby znać umiar i wiedzieć, które fakty i postacie można nagiąć do swojej woli, a których nie wolno ruszać.
Szczerze? Jestem zakochana w tej opowieści pełnej morderczych kobiet, intryg i walki. Gdy tylko skończyłam drugi tom, od razu zamówiłam kolejny. Niech to będzie dla was wyznacznikiem tego, jak bardzo polubiłam postacie, grafikę i samą historię.
PS. Proszę o więcej takich cudowności na rynku wydawniczym <3







