Tytuł mangi

„Heartgear”

Nazwa Wydawnictwa

Autor: Tsuyoshi Takaki
Gatunek: akcja, dramat, przygodowy, science-fiction
Wydawnictwo: Waneko
Liczba tomów: 7
Cena okładkowa: 27,99 zł

Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów

Megakorporacje pogwałciły prawa suwerennych narodów i państw! AI zabrało ludziom miejsca pracy! Trzecia wojna światowa zniszczyła ludzkość! O dziwo nie są to obawy związane z obecną sytuacją społeczno-polityczną (choć tak mogłoby się wydawać – ten rok lubi nas zaskakiwać, prawda?), a wstęp do niezwykłej opowieści narysowanej na łamach pewnej niepozornej z wyglądu i tytułu mangi. Mowa tu o „Heartgear” autorstwa Tsuyoshiego Takakiego, która łapczywie pochłonęła moje myśli w ostatnim tygodniu. Niepozornej? Bo brzmiącej jak typowy „oklepany średniak”, reprezentatywny dla gatunku sci-fi oraz postapo. Niezwykłej? Bo ewidentnie stworzonej przez człowieka kochającego ten gatunek i chcącego podzielić się tym entuzjazmem ze swoimi czytelnikami.

  

Cywilizacja na ziemi się załamała. W wyniku wojen, toczonych przez państwa-korporacje, od 200 lat gatunek ludzki uznany jest za wymarły, a na globie jedynym świadectwem społeczeństwa technicznego są wałęsające się różnej maści maszyny obdarzone sztuczną inteligencją zwane Gearami. Ale nie jest to do końca prawda. W zaciszu tego umarłego świata funkcjonuje Zett, robot akademicki, sprawujący czułą opiekę nad ostatnią ludzką dziewczynką Roue. Towarzyszy im nowopoznany Chrome, który, jak się okazuje, nie zna jeszcze swojego programu podstawowego, czyli powodu istnienia. Idylla trójki zostaje brutalnie przerwana, Zetta niszczy obłąkana maszyna, a Chrome przebudza swój program podstawowy, jakim jest ochrona Roue. Zrozpaczeni postanawiają spróbować odbudować przyjaciela z ocalałego rdzenia, ale w tym pomóc im mogą jedynie o wiele inteligentniejsze Geary. I tak właśnie rozpoczyna się ich wędrówka. heartgear2 

„Heartgear” fabularnie brzmi jak opowieść snuta pod gusta młodszego odbiorcy. Owszem, fabuła potrafi być tu bardzo lekka, wiele zwrotów akcji możemy uznać za umowne, a poczucie humoru uznałbym tu za bardzo frywolne (wcale czarujące). Niemniej ta sielankowa strona opowieści jest regularnie dopełniana przez zdecydowanie mroczniejsze aspekty świata przedstawionego. Naturalistyczne obrazy odciętej głowy konia, roboty przypominające potwory z horrorów czy pojawiające się ukradkiem wątki psychologiczne. Sprawia to, że manga ta jest przeznaczona raczej dla dojrzalszego już odbiorcy.  

Siłą tej opowieści drogi jest nie tyle świat przedstawiony (bo jest on zwyczajnie apokaliptycznie pusty, ostatecznie piękny), a bohaterowie. Zapewne nie posiadają konstrukcji charakterologicznej na miarę chociażby Lelouch’a Lamperouge’a, bywają szablonowi, ale dobrze się ich ogląda na tle opowiadanej historii. Roue jest ciekawą świata dziewczynką, wierzącą w to, że Geary są czymś więcej, a Chrome – prostolinijną maszyną wojenną szukającą znaczenia swojego programu podstawowego. Bardzo jasne, prawda? W trakcie ich wędrówki spotkamy inne maszyny posiadające swoje własne charaktery, oryginalne programy podstawowe i ambicje w świecie, gdzie ich panów, ludzi, już nie ma. Są to często naprawdę pogłębione postacie, jak chociażby Rock, robot kamerujący, który nagrywa to, co uważa za piękne. Dlaczego? Sam do końca nie wie. 

Tsuysohi starał się by jego manga, choć uproszczona dla łatwiejszego odbioru, stała silnie umiłowanym przez niego wątkiem “sci”. Stąd raczy nas panelami poświęconymi historii „Heartgeara”, cytatom filozofów, jego własnej wizji rozwoju AI czy wpływowi człowieka na „program podstawowy” (to ostatnie jest szczególnie heartgear2interesującym aspektem). Przypomina to słynne panele z „Ataku Tytanów” Isayamy z informacjami odtajnionymi, a każdy tom posiada na koniec oderwany od głównej linii fabularnej kącik naukowy. Przyglądając się dokładniej narysowanemu światu znajdziemy też parę „easter eggów”. Jeden z kodów kreskowych na twarzy Chrome zaprowadzi nas do „Black Torcha” (innej mangi tego samego autora), pojawi się również kilka nawiązań do dorobku literackiego Isaaca Asimova.  

Ostatecznie trzeba wspomnieć, że „Heartgear” jest naprawdę ładnie narysowaną mangą. Kreska jest przyjemna dla oka, postacie z chęcią się śledzi, a niektóre panele naprawdę zapierają dech w piersiach. Jakby wyciągnięte rodem z „Shadow of the Colossus”. Problematyczna staje się za to miejscami polska lokalizacja. O ile w większości przeczytanych tomów jest zdecydowanie dobrze, o tyle do teraz nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego niektóre tytuły rozdziałów są tłumaczone na polski, a inne, nie? Czemu opis postaci to „Characters”, a skrót fabuły to „Story”? Uważam to za trochę dziwną niekonsekwencję, ale nie psującą pełnego wrażenia płynącego z czytania. 

I tak właśnie wygląda „Heartgear” Tsuyoshi’ego Takaki. To dość krótka (końcowo 7 tomowa) opowieść, ale pełna esencji tego czym jest sci-fi i miłości autora do tego gatunku. Czytając mangę nabywa się wrażenia, że autorowi naprawdę zależy by przez jego historię zakochać się we wszystkich dobrodziejstwach, wątkach iheartgear3niedostępnych zakamarkach tego gatunku, przy jednoczesnym czerpaniu żywej radości obcowania z tym dziełem. A moja porada na koniec? Moi drodzy, „Narodziliśmy się, aż do śmierci więc żyjmy”!