Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Imię i nazwisko: Jakub Kołecki
Nick: Zel
Wiek: 24
Skąd: Warszawa
Strona: Zel COShorse
Wywiad

Mitsu: W jaki sposób zacząłeś swoją przygodę z cosplayem, oraz jaki był Twój pierwszy projekt?

Zel: To jest bardzo długa historia. Skracając ją, fortunnym z perspektywy czasu, zbiegiem okoliczności postanowiłem wybrać się na mój pierwszy mangowy konwent, którym był Negicon w 2006 roku. Wyczytałem na stronie konwentu, że główną atrakcją będzie Wielka Gala Cosplayowa, a organizatorzy zachęcali do wzięcia udziału, więc stwierdziłem, że głupio byłoby nie spróbować. W związku z tym, że była to jeszcze epoka, gdy nikt nie słyszał o perukach, postać dobierałem nie tylko pod kątem sympatii, lecz również długości włosów - gdyż wtedy miałem je o wiele dłuższe niż dzisiaj. Finalnie, mój pierwszy projekt to Kuchiki Byakuya z "Bleacha", który był strojem mocno na poziomie roku 2006...

M: W Polsce bardzo mało jest mężczyzn cosplayerów, możemy powiedzieć, że masz swego rodzaju misję! Masz w tym wszystkim jakiś swój autorytet, inspirację? Kto to?

Z: Faktycznie, mężczyzn w polskim cosplayu jest niewielu, aczkolwiek tą misją jestem zaskoczony. Pamiętam konkursy, gdy byłem jedynym facetem biorącym udział, co z roku na rok się zmieniało - i mam nadzieję, będzie zmieniać się dalej. A, jeżeli jakiś mój występ kiedykolwiek zachęcił jakiegoś chłopaka do występów scenicznych w cosplayu, to bardzo się cieszę - ale nic mi nie wiadomo na temat tego, bym był jakimś bezpośrednim wzorcem podążania tą drogą. Jeśli idzie o autorytety, to także poważny termin i ciężko jest mi się jednoznacznie do niego ustosunkować i wskazać konkretną osobę. Aczkolwiek moja praca nad cosplayem z pewnością ma masę inspiracji, które czerpię z bardzo wielu źródeł. Często jest to muzyka, postaci przewijające się w czytanych przeze mnie książkach, komiksach, albo filmach.

M: Co sprawia Ci największą satysfakcję, a czego nie lubisz robić przy strojach? Czy jest to wykonywanie broni, zbroi, szycie, kryształki, czy jeszcze inne rzeczy?

Z: Na pewno nie lubię ślęczeć nad kolejną próbą wykonania tego samego elementu, bo coś poszło nie tak, albo niezgodnie z oczekiwaniami. Jeśli idzie o techniczne wykonanie stroju, to zawsze wolałem dłubać sobie przy propsach czy mniejszych elementach, na rzecz siedzenia przy maszynie. Natomiast zdecydowanie największą satysfakcję dają mi zawsze występy przed publicznością. Dlatego najprzyjemniej mi się pracuje przy tworzeniu pomysłów na występ, opracowywania choreografii walk i przygotowywaniu do wcielenia w cosplayowaną postać. Zwłaszcza, kiedy te prace odbywają się w grupie!

M: Czy wśród wszystkich wykonanych przez siebie strojów masz jakiś jeden wyjątkowy/ulubiony?

Z: Great Saiyaman jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ uwielbiam "Dragon Ball", a poza tym nosiłem go najczęściej ze wszystkich moich strojów, przy różnych okazjach. Równie, o ile nie bardziej istotny był dla mnie Gutts z mangi "Berserk", przygotowany na finały ECG 2013. Wykonanie tego stroju było jednym z moich cosplayowych marzeń jeszcze z 2006 roku.

M: Ile czasu zazwyczaj poświęcasz na stworzenie stroju?

Z: Przy moim systemie pracy nad strojem, ciężko jest wyliczyć faktyczny czas. Muszę to robić po pracy, czyli wieczorami i w weekendy. Zwykle mam na warsztacie kilka elementów jednocześnie. Są stroje, które robiłem dwa tygodnie (jak zbroja Ikkiego z "Saint Seiya"), jak i takie, które zajęły mi nawet kilka miesięcy.

M: Czy wiążesz z cosplayem swoją najbliższą przyszłość?

Z: Zdecydowanie tak – na ten rok mam już kilka zaplanowanych strojów i wyjazdów. Na pewno będę brał udział w eliminacjach do Eurocosplayu, a także zajmuję się moim prywatnym projektem – Road Cosplay Diaries, który dopiero wystartował. A, żeby tego było mało – jestem ambasadorem Warsaw Gaming Days i przeprowadzam wywiady z cosplayerami w ich cyklu promującym naszą polską scenę. Tak więc, w najbliższej przyszłości mam ręce pełne roboty.

M: Wiemy, że w 2012 roku brałeś udział w eliminacjach do ECG, były to Twoje pierwsze eliminacje? Co możesz nam o nich powiedzieć? Jakieś specjalne sekrety zza kulis?

Z: To były moje pierwsze eliminacje, brałem w nich udział z grupą. Tym, co maluje mi się w głowie najwyraźniej jest fakt, że eliminacje zostały ogłoszone trzy tygodnie przed konwentem, w związku z czym pamiętam mnóstwo pracy i pośpiech. Zwłaszcza, że projekt był duży, musieliśmy przygotować nie tylko stroje, ale też scenografię i prezentację. Dlatego sam konwent upłynął nam właściwie na odpoczywaniu, opracowywaniu szczegółów i czekaniu na konkurs. Pamiętam też, że bardzo się cieszyłem, gdy ogłoszono wyniki i okazało się, że jedziemy do Paryża jako polska reprezentacja, aczkolwiek zmęczenie uniemożliwiło mi okazanie pełnej gamy dzikiego entuzjazmu. Poza samym występem i reakcją konwentowiczów na nasze stroje, najlepiej wspominam rundę jury. Nasza grupa obrała sobie za cel wejście w role postaci już podczas oceniania, czym mogliśmy w jakiś sposób zaskarbić sobie sympatię jurorów, a przynajmniej mam nadzieję, że tak było. Podsumowując, eliminacje do takich dużych konkursów to ogromna ilość ciężkiej pracy, lecz też doskonała zabawa.

M: Czy w najbliższych latach planujesz podejść do konkursu jeszcze raz?

Z: Na razie skupiam się na eliminacjach do Eurocosplayu, ponieważ nie miałem jeszcze okazji polecieć do Londynu jako reprezentant. Planuję wziąć udział również w ECG, ale tym razem może jako solista, chociaż najbardziej lubię występy grupach.

M: Czym jest dla Ciebie cosplay - pracą, czy bardziej hobby?

Z: Zdecydowanie hobby - które wiąże się z dużą ilością pracy!

M: A tak prywatnie, poza wykonywaniem strojów, czym się zajmujesz? Jak znajomi/rodzina odbierają Twoje hobby?

Z: Na co dzień jestem specjalistą od PR i social media, a dorywczo pracuję jako recenzent w magazynie „Otaku”. Jeśli chodzi o znajomych, to w większości cosplayerzy. Rodzina zaś jest zahartowana, bo przed cosplayem uczestniczyłem w rekonstrukcjach średniowiecznych bitew. Mojej mamie pewnie ulżyło, gdy zdecydowałem, że zaczynam robić stroje i spełniać się teatralnie na scenie, zamiast otłukiwać żelastwem po łbie w trakcie rycerskich festynów. Chociaż przyznaję, czasem tęsknie za żelastwem...

Osiągnięcia:
  • 22. MFKiG w Łodzi - Najlepszy strój męski za kostium Ikkiego z "Saint Seiya"
  • Mokon 3 - Zwycięstwo w Eliminacjach do European Cosplay Gathering za grupę z "Zaplątanych"
  • Warsaw Cosplay Taikai - III miejsce za Sakurę z "Gate 7"
  • Love 4 - Runner Up w Eliminacjach do Eurocosplayu za strój Great Saiyamana z "Dragon Ball"
  • 24. MFKiG W Łodzi - Nagroda za najlepszą prezentację solo ze strojem Dante z "DmC"
  • Mokon 4 - II miejsce za Uzu Sanageyamę z "Kill la Kill"