Konwenty Południowe - Relacja: KoKon - Czy da się zrobić konwent w miesiąc? - Dea

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Chęć jak najszybszego rozpoczęcia sezonu konwentowego w tym roku zaprowadziła mnie na KoKon – mały koniński konwent fantastyki, który odbył się po raz pierwszy 22-23 stycznia 2016 roku. Impreza wzbudziła moje zainteresowanie głównie tym, że organizatorzy zapowiedzieli ją zaledwie miesiąc przed jej rozpoczęciem. Byłam szczerze ciekawa, czy konwent organizowany na ostatnią chwilę naprawdę może się udać.

Ze względu na nadzwyczajny tryb organizacji, przepływ informacji był nieco utrudniony. Jako zgłaszająca punkt programu, o godzinie, o której miałam przeprowadzić moją prelekcję, dowiedziałam się dopiero z opublikowanego programu w środę przed imprezą. Niestety, bez wcześniejszego kontaktu dotyczącego godziny – ani mailowego, ani telefonicznego. Większość informacji na stronie ukazywała się z lekkim opóźnieniem, poszczególne zgłoszenia startowały później niż powinny. Myślę jednak, że nie można winić za to organizatorów, a raczej pośpiech i ogólne zamieszanie.

Na uwagę z pewnością zasługuje podzielenie konwentu na dwie części. Organizatorzy postanowili cały piątek przeznaczyć na świat wirtualny, gry komputerowe oraz filmy. Sobota z kolei poświęcona była na bardziej tradycyjne formy fantastyki – literaturę, planszówki, cosplay – wszystko co łączy świat fantazji z realnym. Takie rozłożenie atrakcji pozwoliło KoKonowi na zgromadzenie podobnych tematycznie atrakcji w zbliżonym czasie, a co za tym idzie – zachęcenie wielu niezdecydowanych na przyjazd. Na terenie Młodzieżowego Domu Kultury, w którym odbywała się impreza, znajdował się sleeproom, który był dużym plusem imprezy, ponieważ większość małych konwentów zwyczajnie o nim zapomina. Ja niestety miałam możliwość przyjazdu jedynie w sobotę, czego bardzo pożałowałam już w momencie opublikowania piątkowego planu.

Co było w nim takiego ciekawego? Przede wszystkim turnieje i konkursy. KoKon zadbał o odwiedzających, organizując turnieje dwóch najpopularniejszych gier internetowych ostatnich lat: League of Legends oraz Hearthstone. Było też kilka wiedzówek: trzy mangowe oraz jedna dotycząca Star Wars. Zorganizowano także sporą strefę wolnego grania oraz LaserTag, który moim zdaniem był najciekawszą atrakcją całego KoKonu. Co prawda wzięcie udziału w rozgrywce wymagało wcześniejszej akredytacji oraz dopłaty, ale pomysł na takie urozmaicenie konwentu jest z pewnością oryginalny. Gdybym tylko miała okazję, chętnie wzięłabym w tym udział.

Gdy przybyłam na konwent w sobotę około 9:00, zaskoczył mnie profesjonalizm akredytacji. Jako prelegentka zgłaszałam wcześniej chęć udziału i moje dane były już w bazie, więc identyfikator został mi przyznany praktycznie od ręki. Zdziwiło mnie jedynie, że każdy uczestnik musiał podać bardzo szczegółowe dane osobowe, jak na przykład numer telefonu lub PESEL. Szczerze przyznam, że wzbudziło to moją nieufność. Identyfikator, który otrzymałam, jest bardzo estetyczny. Do kompletu dostałam także folijkę i smycz. Każdy mógł wziąć przy wejściu wydrukowany program oraz mapkę budynku dla siebie – to również drobny szczegół, który rzadko spotyka się na tak małych konwentach, a znacząco ułatwia życie.

Co do samych atrakcji sobotnich, bardzo się cieszę, gdy na młody konwent przyjeżdżają sławy. Główny gość KoKonu, Aneta Jadowska, wygłosiła niesamowicie inspirującą prelekcję na temat pisania. Była ona również transmitowana przez Spacja TV na Youtube, gdzie można było oglądać ją na bieżąco. Świetny pomysł, którym (przynajmniej moim zdaniem) powinny zainspirować się większe konwenty. Dobrze zorganizowany był też games room. Tytułów było niewiele, ale każdy mógł znaleźć tam coś dla siebie. Motyle (tacy KoKonowi gżdacze) bardzo chętnie tłumaczyli zasady. W organizację włączył się też Kolski Klub Gier Bitewnych. Przyjechali, by podzielić się swoją pasją i chętnie wszystko tłumaczyli - nawet największym laikom - z czym to się je. Taka otwartość z ich strony sprawiła, że nawet osoby niezorientowane w fantastyce miały co robić.

Niestety, jak wiadomo, nigdy nie może być zbyt różowo. KoKon również posiadał wady. Jedną z nich był konkurs cosplay, którego duża część zainteresowanych nie mogła obejrzeć, gdyż godzinę i formę konkursu zmieniono w piątek po południu, a informację opublikowano jedynie na Facebooku. Ja również niestety nie mogłam go obejrzeć, czego bardzo żałuję. Na scenie królowała Miko – konińska gwiazda cosplayu, wielokrotnie już doceniana, która podbiła serca jury strojem Ary z gry Elsword. Zaskoczyła mnie również ogólna liczba cosplayerów, których można było spotkać na korytarzach. Było na czym zawiesić oko!

Bardzo zawiodłam się też jako organizatorka prelekcji. Mój punkt przesunięto o piętnaście minut wcześniej i niestety, mimo tego, że musiałam podać im swój numer telefonu oraz e-mail, nikt się ze mną nie skontaktował, by mnie o tym poinformować. Sala, którą dostałam, w ogóle nie była przystosowana do prowadzenia atrakcji. Stoły i krzesła (których było aż osiem) były ustawione do turnieju gwinta, który wcześniej odbywał się w tej sali. Gdyby nie przyjacielska atmosfera panująca na konwencie, dzięki której od razu znalazłam kogoś do pomocy, zapewne sama ustawiałabym stoły pod ścianami, spóźniona na własny punkt programu.

Całość imprezy została jednak uratowana przez niesamowicie sympatycznych ludzi z pasją, którzy się tym wszystkim zajęli. Organizatorzy, którzy byli wszędzie, Motylki, które zawsze wiedziały co gdzie i jak, otwarci ludzie, którzy z imprezą współpracowali (serdecznie pozdrawiam bardzo pozytywnie zakręcone panie z fotokącika!), wszyscy oni byli tak pomocni i życzliwi, że nie sposób gniewać się za małe niedociągnięcia.

Nie jestem więc całkowicie zadowolona z KoKonu. Były niedociągnięcia, były problemy organizacyjne i było niedoinformowanie. Całość jednak oceniam bardzo pozytywnie i z niecierpliwością czekam na kolejny KoKon, bo dawno tak dobrze nie bawiłam się na konwencie. Mam tylko drobną radę dla organizatorów: mimo, że udowodniliście, że da się konwent zmontować w miesiąc, spróbujcie dać sobie następnym razem więcej czasu i zrobić to tak jak należy. Jeśli poprawi się organizacja tej imprezy to myślę, że ma ona szansę stać się jedną z bardziej znanych w Wielkopolsce.