Konwenty Południowe - Kawai Time – słodko czy gorzko?

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Rok konwentowy 2018 zacząłem w drugim tygodniu lutego, a Wy? Dzień dobry wszystkim po długiej przerwie. Następny rok bez Love, a we Wrocławiu nie brakuje konwentów, które nawiązują do tematyki 14 lutego. W weekend przed walentynkami, 10-11 lutego, odbyła się pierwsza edycja kolejnego konwentu od NiuCon Team, czyli Kawaii Time. Na początku nie było wiadomo, gdzie się wybrać, bo w tym samym terminie Wrocław Mangowcy zaplanowali drugą edycję Aishiteru. Iść na drugą edycję czy dać szansę pierwszej? Nie było potrzeby zadawać sobie takiego pytania, ostatecznie Aishiteru zostało przeniesione, a na Kawaii przybyło aż około 800 uczestników. Przeczytajcie sami, czy było warto przyjechać.

Akredytacja

Podobnie jak na X-MasTime, przed wejściem nie było kolejki, uczestnicy mogli wchodzić od akredytacjagodziny 8:00, a cała impreza rozpoczęła się o 10:00. W środku kilku nowych uczestników zostało sprawnie obsłużonych przy akredytacji. Na wejściu otrzymaliśmy informator z mapką oraz znany niektórym z zimowego wydarzenia identyfikator-zakładkę. Miłość unosiła się w powietrzu? Tak jak w opisie konwentu – same słodkości. Człon „Time” w nazwie wydarzenia nawiązywał do świąt i okazji, jakie w lutym mają miejsce: Światowy Dzień Nutelli, tłusty czwartek, walentynki oraz chyba najważniejszy – Dzień Kota. Konwent odbył się w tej samej szkole co X-Mass, czyli w Elektronicznych Zakładach Naukowych przy ul. Braniborskiej 57. Według mnie lokalizacja jest świetna, blisko do przystanków (tramwajowego i autobusowego, z których w 10 minut dojedziemy do dworca głównego), a do tego niedaleko do centrum.

Panele i słodkie atrakcje

Tym razem po raz pierwszy nie zastanawiałem się, co robić, tylko poszedłem do sali mangowej 3. Tak się złożyło, że o 10:00 po raz pierwszy poprowadziłem panel dyskusyjny. Mam nadzieję, że uzyskaliście odpowiedź na pytanie „Dlaczego jeździmy na konwenty?”. Nie będę pisał jak było, tym razem sami mnie oceńcie. Dziękuję za tak liczne przybycie, mile mnie zaskoczyliście. atrakcjeSkoro już o panelach mowa, to gdy patrzyło się w informator, dało się zauważyć sporo ciekawych tematów, które zainteresowały słuchaczy, o czym świadczyły pełne sale. Na konwencie nie zabrakło też DDR czy Ultra Stara, przy których można było się wyszaleć. Sala z Rockband, gdzie uczestniczy dawali czadu, znajdowała się na parterze. Natomiast piętro wyżej gamesroom tętnił swoim życiem, tym bardziej że był on dobrze wyposażony. Konsole PS4, okulary VR, a także zdalnie sterowany droid BB-8. Dla osób wolących gry towarzyskie idealna jak zwykle była sala z planszówkami. Tak więc pod względem liczby pomieszczeń z atrakcjami było dobrze.

Teraz będzie słodko

W mainie o godzinie 15:00 odbyła się jedna z chyba najbardziej oczekiwanych atrakcji. Został przeprowadzony konkurs Miss Słodkości. Uczestniczek było niewiele, ale za to jaką miały publiczność! Jedna z nich była tak zawstydzona wyjściem, że towarzyszyły jej dwie inne kandydatki, co samo w sobie było KAWAII! Organizatorzy postarali się i dla zwyciężczyni przewidziano nagrody: torebkę słodkości oraz puchar i dyplom. cosplayJakby tego było mało, o godzinie 19:00 odbył się konkurs cosplay i był to najkrótszy konkurs, jaki dane mi było obserwować. Trochę mnie to zdziwiło, bo zaprezentowało się tylko 5 uczestników. Jak na konwent mangowy i liczbę osób w strojach przechadzających się po korytarzach szkoły, to trochę mało. No ale jak to mówią – nie liczy się ilość, lecz jakość, a stroje całej piątki były starannie przygotowane. Na zwycięzców czekały atrakcyjne nagrody. Szkoda, że na 5 uczestniczek jedna zgarnęła nagrody w dwóch kategoriach, ale widocznie zasłużyła. Tak trzymać!

Pora na głoda, a przy okazji i pamiątkę

Tutaj kolejna zaleta samej szkoły: naprzeciwko jedzonkoniej stoi budynek z logo z czerwonym stworzonkiem w kropki. Ponoć można tam zakupić spore ilości jedzenia (jak to w Biedronce), a zaraz obok jest Lidl. Do centrum miasta 10 minut, gdzie knajpka „goni” knajpkę, a w szkole same pyszności. Hidamaru Sushi jak zwykle zachwycał swoim sushi, a obok mieściła się kawiarenka, gdzie serwowano tosty i kanapki oraz ciepłą herbatę i kawę. Najedzeni i szczęśliwi mogliśmy ruszać dalej, a warto było pomęczyć wystawców, którzy rozlokowali się na parterze i piętrze. Do wyboru, do koloru: wigi, koszulki z nadrukami z różnych serii anime i nie tylko, do tego poduszki, podkładki, kubki, przypinki. Sporo stoisk z różnego rodzaju rękodziełem od młodych, przyszłych artystów. Można było kupić fanarty, naklejki, pocztówki, maskotki, breloczki, biżuterię i wiele innych ciekawych gadżetów.

Sprzeczka o walentynki

Nie sposób nie wspomnieć, że święto miloscpowinno łączyć, a nie dzielić. We Wrocławiu gorąco, serca uczestników płoną i szykują się na miłosne konwenty, ale który wybrać? W pierwszej chwili mieliśmy dwie imprezy o tej samej tematyce zaplanowane na jeden weekend w tym samym mieście. I zrobiło się ciasno i niemiło. Ostatecznie skończyło się tak, że Wrocław Mangowcy przekazali organizację drugiej edycji Aishiteru grupie The Basement oraz Wonderful Wonder Festiwal. Ze zmianą wiązało się przesunięcie terminu imprezy o dwa tygodnie. Tym sposobem problem się rozwiązał, jednak pewien niesmak pozostał. Szkoda tylko, że nie mogę wziąć udziału w drugiej edycji Aishiteru ze względu na termin, jednak życzę wszystkim dobrej i udanej zabawy, postaram się zawitać za rok, jeżeli odbędzie się kolejna edycja.

Czy było warto?

Kawaii Time jest kolejnym małym konwentem od NiuCon Team. Czy się przyjmie i pojawi w przyszłym roku? Nie wiadomo, ale jeżeli zostanie zorganizowana kolejna edycja, to warto się wybrać. W tym roku panowała sielankowa atmosfera, od ludzi biło życzliwością. Może wystrój nie był tak udany jak na grudniowym evencie, ale nie było źle, motyw przewodni i tak „unosił się” w powietrzu. Jak na mały konwent (chociaż patrząc po liczbie zainteresowanych, można rzec, że średniej wielkości), było w porządku. Akredytacja hulała, atrakcji w sam raz, wystawców też. Jednym słowem, udało się. Po raz kolejny NiuCon Team mnie zaskoczył i to pozytywnie.
Do zobaczenia na kolejnych imprezach, teraz moja najbliższa to IEM.

Sabat