Sponsorowane:Konwent Animecon 2022 - baner

Pomimo kłopotów związanych z włamaniem na Fanpage’a i stronę www, konwent grupy B-Team odbył się i gościł około 1500 osób. Jaki był? Czy warto było jechać przez pół Polski, żeby zostać wojownikiem, magiem czy innym bohaterem?

Na początek muszę poinformować Was o tym, że na konwencie występowałem w roli organizatora konwencyjnego, twórcy atrakcji i jako media. Mimo, iż byłem jakoś związany z tworzeniem imprezy, nie wpłynie to na moją ocenę i nie zamierzam niczego ukrywać.

Konwencja B6: The Game (jak sama nazwa wskazuje) to gra MMO osadzona w świecie Tridust. Główną atrakcją tego świata jest coroczny „Festiwal Bohaterów”, w którym udział biorą istoty z wielu różnych światów. Dostać się tam można przez portal, który otwiera się w niemal każdym uniwersum, od kosmicznych stacji po fantastyczne krainy. Krakowska grupa jak zwykle mocno stawiała na klimat. Czy im się to udało? Myślę, że tak. Po kolei jednak.

Początek przygody

kolejka na konwent mangi i anime B6: The GameNa konwent dotarłem o godzinie 10:30 w piątek (nie licząc czwartku). Przed budynkiem stała już piękna kolejka, a przecież akredytacja miała się rozpocząć o 14:00. Jako konwencyjny wszedłem bez problemu i zakredytowałem się. Dostałem ładną smycz, tekturowy identyfikator w standardowym (małym) rozmiarze, na którym z jednej strony znajdowało się miejsce na nick, z drugiej zaś grafika. Jedna z trzech do wyboru: z łuczniczką, gladiatorem (wojownikiem) lub magiem. Do zestawu dołączony był także informator w rozmiarze A5, stylizowany na starą księgę. W środku był godzinowy spis atrakcji z podziałem na sale. Znalazłem też mapkę szkoły, która także narysowana była w konwencyjnym klimacie. I tutaj mam zastrzeżenie, gdyż była bardzo słabo czytelna… Trudno było zlokalizować, gdzie co dokładnie jest. Prócz mapki znalazłem też kartę postaci do wypełnienia i zabawy konwencyjnej. Po otrzymaniu pakietu wyruszyłem zwiedzać szkołę, póki była stosunkowo pusta. Stanowisko biletowe przystrojono szarym papierem imitującym skały. Rozstawienie było podobne do tego z zeszłego roku. Za wejściem, po prawej stronie zaczynały się stoiska wystawców, po lewej natomiast – stołówka. Zaskoczeniem dla mnie było Foto – studio na korytarzu, zaraz obok wejścia do strefy gastro… W następnym korytarzu umiejscowiono jeszcze więcej wystawców. Z tego miejsca mogłem wybrać jedną z dwóch dróg. Na bagna (głównie sale prelekcyjne na obu piętrach) oraz do kolejnego korytarza, w którym swoje miejsce znalazła Yatta, orgroom, helproom i Senny Las (sleeproomy) na wyższych piętrach. Zarówno bagna, jak i las przystrojono siatką maskującą imitującą zieleninę. Konary drzew namalowane były na brązowym papierze.  Na najniższym piętrze „zbudowano” karczmę i kuźnię wraz z pierścieniem ognia (podłoga to lawa :D). Ulokowano tu także Ultrastara, DDR-y, Osu! I konsolówkę.

Czas, start!

akredytacja na B6: The Game - konwencie mangi i anime w Krakowie

Około godziny 13:20 zaczęto wpuszczać uczestników konwentu. W zamyśle były kolejki dla ludzi z opłaconymi wcześniej wejściówkami i dla tych, którzy płacili na miejscu. Niestety, jako że szkoła była w remoncie, rusztowanie uniemożliwiało otwarcie drzwi na oścież i otwarta była tylko jedna połowa. Mimo to proces akredytacyjny przebiegał nadzwyczaj sprawnie. Specjalnie stałem w połowie wielkiej kolejki ze znajomym i rozmawiając – obserwowałem szybkość przesuwania się ludności. Plus dla B-Teamu. Bardzo szybko zabrakło też miejsc do spania. Momentalnie wszystkie sleeproomy wypełniły się po brzegi, następne oberwały korytarze, by w końcu stało się jasne, że każdy wolny kawałek podłogi jest salą sypialną. Trochę udało się rozładować tłok, dzięki przerobieniu maina na sleeproom na część nocy. O 18:00 rozpoczęła się konwencja. Wszyscy, którzy chcieli się bawić w robienie questów, zdobywanie poziomów, epickie walki z potworami, czy starcia na arenie, musieli najpierw udać się do gospody  „Pod Dzikim Kapelusznikiem” i wypełnić swoje karty postaci. Ilość ludzi zainteresowanych tematem przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Na niewielkiej powierzchni piętra -1 pojawiło się blisko 80 osób! Chwilę trwało zanim udało się wytłumaczyć zasadę działania kart, wspólnie je wypełnić i podbić pieczątkami, ale koniec końców wszyscy zostali obsłużeni. O 20:00 miałem przyjemność prowadzić pierwszą z walk arenowych, która trwała dwie i pół godziny! Walki odbywały się w systemie turowym, w drużynach sześcioosobowych. Jest to mój autorski system ;-).  Po pojedynku miałem zamiar wrócić na noc do domu, ale zawiódł mnie krakowski system komunikacji miejskiej i wyszedłem dopiero po 3:00 w nocy.

Praca, praca!

konwencja na B6: The GameWróciłem na ulicę Czarnogórską (na której była szkoła konwentowa) o 11:00. Znów komunikacja, która postanowiła pozbawić mnie na weekend tramwajów przez remont torowiska… Po krótkim „ogarnięciu się” pospieszyłem na arenę przeprowadzić kolejną walkę. Tym razem 5 na 5. Większość dnia wypełniły mi obowiązki konwencyjnego oraz kilkanaście rozmów, w których wypytywałem o wrażenia z B6, co się podoba, a co nie. Zdarzyło mi się też odwiedzić kilka atrakcji, jednak na zaledwie kilkanaście minut każda. Poziom prelekcji był przeciętny. Z tego co sam widziałem, czy też usłyszałem od innych uczestników, nic specjalnie nie powalało na kolana, ale też nie było powodów do niezadowolenia. Nadal niemało ludzi bawiło się konwencją, robiąc masę questów. Helperzy dbali o porządek, twórcy prowadzili swoje atrakcje, konwencyjni dbali o klimat, a wystawcy kusili swoimi towarami. Sielanka. Jedynie dotarły do mnie skargi na… nudę! Skoro nie ma się do czego przyczepić, to zostaje nuda, prawda? Wieczorem były też jakieś problemy z tubylcami, jednak ochrona zadziała natychmiastowo zamykając główne wejście na noc i pilnując tylnego, gdzie przebywali głównie palacze.

Cosplayu nadszedł czas…

Warto wspomnieć, iż przed cosplayem był koncert muzyki japońskiej, na którego końcówkę dotarłem. Zespół w składzie 3 niebrzydkich kobiet i jednego faceta śpiewał japońskie piosenki. Muzykę puszczono z podkładu. Jako muzyk – amator miałem kilka zastrzeżeń do czystości śpiewu i takich tam, ale sam koncert był w porządku i cieszę się z inicjatywy. Cosplay jak zwykle się opóźnił. O całe 11 minut! Toż to skandal! A tak na poważnie, wielkie brawa dla organizacji. Standardowa obsuwa cosplayu to minimum pół godziny. Powyżej, to już grzech i wtopa. Poziom występów był słaby. Jedna niemiłosiernie długa i nudna scenka i kilka mniejszych występów, zauważyłem, że jakość strojów pozostawiała wiele do życzenia. Mam wrażenie, że wszystkie większe plany zostały wykorzystane na NiuConie 6 i dla krakowskiego eventu niewiele zostało. Bez obrazy dla samych cosplayerów. Po prostu w porównaniu do innych imprez, było dosyć słabo. Dwadzieścia występów plus suchary prowadzącego Psiaqa vel Kurczakowa Królewna (czy jakoś tak) zajęło nieco ponad półtorej godziny. Szybko też ogłoszono zwycięzców, dzięki czemu zyskałem nieco czasu dla siebie przed prowadzonym przeze mnie LARP-em. Postanowiłem wykorzystać go na zjedzenie późnego obiadu.

cosplay

LARP

Na moją atrakcję znów postanowiło przyjść około 50 osób. Jest to miłe, acz kłopotliwe, gdyż miejsc jest około 35 (to i tak bardzo dużo jak na LARP) i muszę wypraszać część, a później i tak wprowadzona jest dosyć ostra selekcja polegająca na trudnych warunkach przeżycia. Kto grał, ten rozumie. Kto nie, tego zapraszam serdecznie i z góry przepraszam, jeżeli zabraknie miejsca. Nie jest to zależne ode mnie.

Po skończonej zabawie poświęciłem trochę czasu na szukanie miejsca na nocleg. Udało mi się zasnąć około 5:00… Po krótkim śnie pozbierałem swoje klamoty i wziąłem się do sprzątania konwencyjnych konstrukcji, w czym pomogła mi jakaś miła osoba, która nawet nie była helperem. I chwała jej za to! Oby więcej takich ludzi. O 12:30, półżywy wróciłem do domu.

Podsumowanie

Był to wzorowy konwent! Poza małą ilością miejsca do spania (i czasem także do stania…) nie ma się do czego przyczepić. Może jeszcze poza faktem, że ktoś kradł papier toaletowy z ubikacji… Czego to ludzie nie wymyślą… Silny nacisk na konwencję jest znakiem rozpoznawczym drużyny B. Czy to dobrze? Uważam, że tak. Po coś w końcu jest ta otoczka konwentu, prawda? Szkoda tylko, że mało która organizacja pamięta, że w ogóle coś takiego istnieje i jedynymi oznakami, że jest to jakkolwiek tematyczne wydarzenie są obrazki na identyfikatorach i na/w informatorach.  Mam nadzieję, że B7 (a może już B-Xmass Con 5) odbędzie się w większym budynku, przygotowanym na przyjęcie minimum 3 tysięcy uczestników. Nie oszukujmy się, jest to już event większego kalibru. Oceniam B6: The Game na 9 punktów na 10.

Ocena: 9/10

Tagged Under