Konwenty Południowe - Instrukcja obsługi cosplayera, czyli konwentowe savoir vivre

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Możesz kontrolować jedynie własne zachowanie. Ale nie reakcje innych ludzi.

Emily Giffin – „Coś niebieskiego”

Powyższy cytat znalazłem w Internecie, szukając czegoś, co zabrzmi dość inteligentnie, by artykuł przykuł uwagę wymagających odbiorców, którzy całość artykułu oceniają po pierwszym zdaniu. Z tej strony ponownie PsychoStalker, autor „Januszy konwentowych” i „Pozerów”. Zapraszam do przeczytania artykułu będącego instrukcją obsługi cosplayera. It’s showtime!

Na początek parę słów odnośnie do komentarzy pod poprzednim tekstem. Pozwolę sobie odpowiedzieć na, moim zdaniem, najlepsze:

a) Ograniczenie do mang, anime itd. A co z…?

Można by to jeszcze rozbudować o postacie z uniwersów, ale nie oryginalne, wariacje na temat i całą resztę. Artykuł nie jest o tym, CZYM jest cosplay, a o tym, JAK są traktowani cosplayerzy i dlaczego. Dlatego też nie wdawałem się w szczegóły.

b) Zrobić akcję o dyskryminowaniu i zlekceważyć męską część. Jak można?

W odpowiedzi wykres – zebrane i przeliczone informacje pozyskane pod postem dotyczącym tematyki pytań/uwag/naruszeń, które słyszą cosplayerzy.
wykres

PS: mężczyźni to jedynie 5% osób, które się wypowiedziały i, co ciekawe, wszystkie uwagi ich dotyczące to komentarze typu „ta postać ma inny plecak”. Już jasne, dlaczego opisuję głównie zachowanie wobec kobiet?

c) Japonia to kraj tradycji...

Ależ oczywiście, że ten wyspiarski kraj to kraina, gdzie tradycja jest wciąż żywa. Dodatkowo japońska tradycja mówi, że nie wolno wtrącać się w sprawy drugiego człowieka, a religia nie ma wpływu na obyczajowość społeczną, chociażby dlatego, że w Japonii mamy dwie dominujące religie. Pamiętajmy, że ten kraj daleki jest od konserwatyzmu moralnego. A dla niedowiarków przykład: http://joemonster.org/art/32368. Problemem jest postrzeganie obyczajowości i moralności na sposób europejski, a więc opierający się na schemacie, gdzie społeczeństwo określa, co jest normalne (tzw. norma społeczna), a wszystko, co jest poza tym, jest naruszeniem i wykroczeniem. W azjatyckiej kulturze naruszeniem jest to, co ingeruje w sferę życia drugiej osoby i porządku publicznego. Stąd w Japonii nawet najbardziej wyzywający cosplay jest akceptowany jako czyjaś indywidualna sprawa.
W Polsce jest natomiast obiektem łamiącym „moralność ogółu” i szufladkowany na równi ze zbyt krótką spódniczką.

d) Patol przecież tego nie zrobi…

W przypadku osób zaburzonych nie mamy do czynienia jedynie z ocieractwem. Spektrum chorób i schorzeń psychicznych jest ogromne. Ktoś, kto czuję potrzebę przyjechania na konwent tylko po to, by pooglądać skąpo ubranych uczestników spełnia już parę kryteriów diagnostycznych. A co do argumentu „80 zł”… 300 godzin na oddziale psychiatrycznym (w charakterze personelu oczywiście) nauczyło mnie, że naprawdę chorzy pieniędzy nie liczą.

A teraz do rzeczy. Cosplay jako zjawisko w naszym kraju przybiera na sile jak Genki-Dama karmiona mocą Ziemian. Wielu intryguje, innych zdumiewa, dla wszystkich jest czymś niespotykanym. Jest jak jednorożce spotkane w MPK albo smok gadający pod Miejskim Domem Kultury o zbyt drogich wejściówkach na zlot. Co zrobić, aby na widok cosplayerów nie zostać spetryfikowanym? Co powiedzieć, by zyskać w ich oczach, zamiast zarobić cios piankową maczugą?

1. Jak się zwracać do cosplayerów?

Jak do ludzi. Forma „Pan” i „Pani” obowiązuje tak samo wobec człowieka w „kamiennej zbroi”, jak i tego w garniturze. Czasami może się wydawać, iż osoba jest młoda i chcielibyśmy się do niej zwrócić wprost. Why not? Od czego mamy imiona postaci (o ile je znamy)? „Ej, Goku!” nie jest co prawda najlepszym sposobem, ale, po pierwsze, nie spowoduje raczej wrogiej reakcji – ponieważ korzysta z tak zwanego dystansu psychicznego. Zwracamy się nijako „do postaci”, nie do osoby ją odgrywającej. Oczywiście w dzisiejszych czasach mamy nicki, pseudonimy (PsychoStalker na przykład), ale są one znane nielicznym. W ostateczności można podejść, powiedzieć archaiczne „cześć” i obserwować reakcję. Według zasad społecznych to osoba o lepszej „pozycji” w danej sytuacji reguluje bliskość kontaktu. Jeżeli cosplayer odpowie „dzień dobry”, mamy do czynienia z budowaniem dystansu i lepiej korzystać z form grzecznościowych. Z kolei „cześć” pozwala nam mówić na luzie (ale wciąż z szacunkiem).

2. Zły dotyk boli przez cały konwent 

Skoro już o dystansie mowa – psychologia uczy o tzw. odległościach personalnych. Wyróżnia przy tym odstęp (podany wraz z sugerowanym sposobem rozwiązywania problemów na tym dystansie): publiczny (powyżej 3,5 m – dystans strzału z pistoletu), społeczny (1,2 m – 3,5 m – atak włócznią lub mieczem), indywidualny (45 cm – 120 cm – atak nożem) oraz intymny (45 cm – 0 cm – przytulenie „na misia” lub rzut zapaśniczy). Każdy z nich odpowiedni jest w innej sytuacji. Nas interesuje przejście z indywidualnego do intymnego, czyli: co się dzieje pomiędzy „mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?” a „gdzie z łapami?!”. Stając bardzo blisko kogoś wchodzimy w jego strefę intymną. Pomimo nazwy nie wiąże się ona jedynie z seksem, ale też z poczuciem bezpieczeństwa. Dla człowieka to ostatnia linia obrony własnego „ja” przed ingerencją świata zewnętrznego. Wkroczenie w nią siłą jest zarezerwowane dla wybranych (policja, przymus bezpośredni), dobrowolne jest natomiast oznaką zaufania. Nie bez znaczenia jest mowa ciała. Gest obejmowania kogoś (jednostronny) świadczy o uznaniu kogoś jako „przynależnego” („to mój chłopak/dziewczyna”). Obustronny świadczy o dużej zażyłości (np. matka obejmująca tulące się dziecko, para zakochanych). Pamiętajmy o tym, gdy postanowimy nagle objąć cosplayera. Zawsze należy wcześniej zapytać, a dla opornych jest art. 197, paragraf 2 i art. 217 kk., gdyż dotykanie innej osoby w sposób, którego sobie nie życzy i na który nie pozwala, jest karalne (art. zależy od miejsca, gdzie się dotykało). Chcesz dla śmiechu złapać za biust? Uważaj, bo w aresztach też są tacy, co nie pytają, gdy łapią…

Skoro to wszystko jest takie ważne, tak opisane i w ogóle strach kogoś palcem w ramię dotknąć, to dlaczego część cosplayerów się na to godzi? Ponieważ granice osobiste są rzeczą dalece indywidualną. Czasami są na tyle elastyczne, że ograniczony kontakt fizyczny z drugą osobą (np. na czas zdjęcia) nie powoduje stresu. Nigdy jednak nie należy zakładać, że mamy do czynienia z „elastycznym” przypadkiem.

Oczywiście ważny jest też aspekt szacunku dla cudzej pracy. Zrobienie danego stroju trwa czasem kilkaset godzin ciężkiej, drobiazgowej pracy, którą można łatwo zniweczyćpsujaciągnąć za coś, co do ciągnięcia nie służy. Warto myśleć o cosplayu jak o drogim wazonie naszej mamy. Wolno go dotknąć delikatnie i ostrożnie, w dodatku tylko po zapytaniu o zgodę. Kultura dla opornych: art. 124, paragraf 1 k. w. – czyli dlaczego nie warto łamać komuś różdżki. Czasami strój jest na tyle odporny, że właściciel pozwoli go dotknąć (Ave Stormtroopers). 

Art. 124. § 1. Kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, jeżeli szkoda nie przekracza 250 złotych,podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

§ 2. Usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo są karalne.

§ 3. Ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.

§ 4. W razie popełnienia wykroczenia można orzec obowiązek zapłaty równowartości wyrządzonej szkody lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego.

3. Chcę mieć z Tobą zdjęcie!

Ten punkt moim zdaniem trzeba by rozciągnąć na cały artykuł. O ile motywacja do robienia fotografii jest prosta – chęć utrwalenia momentu spotkania z kimś w naszej opinii wyjątkowym, pragnienie pochwalenia się na serwisach społecznościowych – o tyle dobór momentu i sposobu jest już skomplikowany jak gesty Naruto przed przyzwaniem Gamabunta.

a) Kiedy wolno zrobić zdjęcie?

fotkiZawsze po zapytaniu cosplayera o zgodę oraz podczas jego występów publicznych. Oczywiście czasem zgoda jest niewerbalna, np. kiedy postać, widząc podchodzącą osobę z aparatem, od razu przyjmuje pozę do zdjęcia. NIE WOLNO robić zdjęć, gdy cosplayer wykonuje czynności o charakterze niepokazowym: przebiera się, poprawia elementy kostiumu, je lub pije, nie wspominając o korzystaniu z toalety. Żyjemy w erze photoshopa i nie każdy chce ułatwić innym umieszczenie na zdjęciu, tuż przy jego ustach, czegoś tak obrzydliwego jak… rozgotowana marchewka (a co myśleliście? :-P). Trzeba pamiętać, że strefy osobiste, pomimo że opisuje się je z wykorzystaniem jednostek odległości, mają też inny wymiar: psychiczny. Każdy z nas zachowuje się inaczej przed obcymi, znajomymi, przyjaciółmi i rodziną. To, że steampunkowa piękność dumnie prezentuje się przed obiektywem nie znaczy, że chce być fotografowana podczas ziewania.

b) Jak ustawić cosplayera, by nie naruszyć jego godności?

Odpowiedzią jest prosta zabawa z dzieciństwa – lustro. Stań obok cosplayera i pokaż mu pozę, w jakiej chciałbyś go zobaczyć. W naszym mózgu jest specjalna grupa neuronów (tzw. neurony lustrzane), które nie mają do roboty nic innego jak odczytywanie tego typu zachowań i przekazywanie ich do mózgu w celu ich replikowania. Oczywiście sugestie głosowe pozostają wciąż w łasce, lecz ich nieprecyzyjność jest powszechnie znana.

4. Ja cię wielbię, a ty śpisz…

W trakcie każdej imprezy, która trwa więcej niż jeden dzień, pojawia się ta chwila. Ten moment, kiedy kochana zbroja ciąży, jakby dostała +8 do wytrzymałości i +80 do wagi. Ten piękny gorset zmiażdżył już wszystkie żebra i marzeniem jest, aby go z siebie zdjąć. A tu jeszcze pokaz albo inna atrakcja. I nagle boom, cosplayer usnął oparty o ścianę/krzesło/innego cosplayera. Gdyby był zwykłym uczestnikiem konwentu, mógłby spać nie przeszkadzacdo woli, ryzykując co najwyżej portfel i telefon. Tyle, że to COSPLAYER i zagrożony jest pobudką tylko po to, by zrobiono mu zdjęcie, przybito piątkę, dano dziecku potrzymać blaster. Czemu tak się dzieję? Trudno jednoznacznie ocenić. Myślę, że winę ponosi mentalność części uczestników, która postrzega osoby w przebraniach jako element atrakcji, za którą zapłacili. „Mam bilet, to wymagam!” Niektórzy wciąż myślą, że osoba w stroju Lux promuje grę i ma z tego pieniądze. Gdyby tak było, to na konwent każdy przychodziłby lepiej lub gorzej przebrany i liczył na honorarium. Niestety, nie można winić tutaj samych „nieświadomych”. Gdybym zobaczył, że sprzedawca w sklepie śpi na stoisku z pluszowymi misiami, też bym go obudził. Pamiętajmy, że ktoś, kto stara się swoim kostiumem uatrakcyjnić imprezę, zasługuje też na chwilę odpoczynku. Każdemu kiedyś kończy się mana.

5. Wykaz pytań, których lepiej nie zadawać...

Organizator całej akcji przeprowadził mini ankieto-rozpytanie. Wykres z niego widać powyżej (na samej górze artykułu - przyp. red.). A oto pytania i uwagi, które lepiej sobie darować – bo o ile nikt nas raczej nie zabije piankowym mieczem, o tyle możemy trafić na kogoś, komu zniszczymy imprezę tylko dlatego, że cosplayowy savoir vivre jest dla nas wiedzą tajemną. Podkreślam, że nie omówię tutaj wszystkich pytań. Jeżeli was to zainteresuje, pojawi się osobny artykuł.

a) Masz coś pod spodem?

Pytanie mające za cel zbadać granice. Oczywiście podtekst wskazuje, na to, że osoba pytająca spodziewa się zalotnego „sam sprawdź”. Zamiast tego powoduje zażenowanie
u zapytanego. Na to pytanie nie ma tak naprawdę dobrej odpowiedzi. Każda bowiem sprawi, że „odsłonimy” coś, czego nie chcemy (zakładając, że nie chcemy). Najlepsza odpowiedź to milczenie, gdyż ciężko jest je przekuć w dalsze dociekanie. Cięta riposta jest warta wypróbowania.

b) A wiesz, że ta postać ma/jest (wstaw opis figury), a ty taki/taka nie jesteś?

Tutaj najlepszą odpowiedzią jest: „tak, wiem, no i?” Pozbawia ono pytania zasadniczej funkcji, jaką jest wykazanie, że wie się więcej od kogoś. Pytanie to jest typowym dla Zazdrośnika z poprzedniego artykułu. Pozwala mu się poczuć lepiej, gdyż umniejsza atrakcyjność przebrania, którego zazdrości. Ja osobiście uwielbiam kobiece wersje męskich postaci, zwłaszcza superbohaterów w obcisłych strojach (Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto).

c) Serio tylko tyle masz do zaoferowania? Zrobiłbym to lepiej.

Patrz punkt b): to dlaczego nie zrobiłeś? Ponieważ nie miałeś pomysłu lub chęci. To dwie niezbędne rzeczy. Resztę, jak np. gotowy kostium, możesz załatwić pieniędzmi. Mechanizm poprawiania sobie samooceny czyimś kosztem jest stary i prosty: znajdź obiekt drwin – drwij – czuj się fajniejszy. Powtarzaj to aż do momentu zostania hejterem. PS: kupne stroje też są fajne. Nie każdy (przykładowo ja) ma umiejętności, by zrealizować swój pomysł.

6. Widzisz? Reaguj! Czyli jak pomóc drugiej osobie i dlaczego warto.

Ok., to tyle na dziś, dzięki za uwagę. Ponieważ artykuł ma być łatwy i przyjemny, w tym momencie winien się zakończyć. Dlaczego? Ponieważ mało kto lubi zmieniać świat kosztem własnego świętego spokoju. Kiedy dręczą kogoś bliskiego, to co innego. Hurr, durr, na pohybel skur***ynom!!! Ewolucja zadbała o to, by większość ludzi miała instynkt każący bronić własnego stada przed innymi. Tyle że ta biedna cosplayerka przyszła sama i nie ma grupy wiernych obrońców. Ten chłopak, chociaż w wojskowym moro, nie obroni się sam przed drwiącym z niego tłumem. Co w związku z tym możemy zrobić? Zaskoczyć atakującego. Dlaczego emerytka w pociągu uspokoi chuliganów? Bo nikt się nie spodziewa, że zareaguje i już samo to wybija grupę sebiksów z równowagi. Chcecie dowodu? Popatrzcie na typowego ochroniarza. Ten człowiek ma swoje lata, czasem grupę inwalidzką. Dorabia przy ochronie takich imprez w weekendy. Czy jest autorytetem, przed którym zło rozpierzcha się na boki? Nie. Ale nie pozwala czuć się pewnie tym, którzy mają złe zamiary.

Oto podstawy kryminogenezy: aby osoba A zaatakowała osobę B, musi czuć nad nią przewagę. Daje ją np. przeświadczenie, że otoczenie nie zareaguje. Nikt nie zwróci uwagi, bo przecież nie jego się atakuje. Do tego osoba A ma zazwyczaj przewagę liczebną (osoby C, D, E), dzięki czemu rośnie jej poczucie własnej siły (i Herkules d*pa, kiedy wrogów kupa) i może pozwolić sobie na, przykładowo, kąśliwą uwagę. Tutaj każdy z nas staje przed wyborem – reagować czy nie? Może cosplayer się sam obroni? Nawet jeśli, to będzie trudno. Może ktoś inny zareaguje? Zasada rozmytej odpowiedzialności mówi, że każda osoba w tłumie pomyśli tak samo. Dla osoby A brak reakcji to zachęta. Skoro czerpie zyski psychiczne z poniżania, a jednocześnie nie spotyka jej kara, to czemu ma przestać? Oto kilka „tekstów na pomoc”:

„Jakiś problem?” (pytamy cosplayera) – po pierwsze, wybijamy napastnika z poczucia przewagi liczebnej. Po drugie, sprawiamy wrażenie, że jesteśmy tu „od rozwiązywania problemów”, czyli np. jesteśmy organizatorami. A władza, nawet ta pozorna, to potęga.

„A gdzie twój strój?” (pytamy agresora) – wybija z ręki wszystkie uwagi pod adresem wyglądu stroju i samego cosplayera, bo skoro jest ekspertem, to czemu sam się nie przebrał?

„A konkretnie to po co to mówisz?” – na poziomie automatyzmu psychiki powoduje „wybicie” ze stanu satysfakcji w stan szukania odpowiedzi. Nie działa, gdy ktoś ma gotową wymówkę („No bo zrobił to źle i może nie wiedział”).
I dla odważnych:

„Którędy do Pacanowa?” – pytanie musi mieć 10 w skali nietypowości. Powoduje ono zaskoczenie, a cosplayerowi daje czas na zebranie myśli i ewentualną odpowiedź na zaczepkę.

A dlaczego mamy interweniować?

a) Egoizm długoterminowy – reaguj, żeby nauczyć innych, że tak się powinno, bo może kiedyś to twoje „stado” będzie w potrzebie;

b) Egoizm krótkoterminowy – cosplayer, jeżeli ma klasę, nagrodzi cię za pomoc np. fajnym zdjęciem, uśmiechem czy zwyczajnym „dziękuję”, a ty poczujesz się ciut fajniejszy;

c) Bo tak się powinno – oklepane, ale coś w tym jest;

d) bo jesteś orgiem/helperem/ochroniarzem i od tego tutaj jesteś!

Wyszło przydługie kazanie o moralności. Dla osób, które siedzą w temacie, napisałem rzeczy oczywiste. Tym, którzy na konwentach stawiają pierwsze kroki, nakreśliłem, mam nadzieję, jak się sprawy mają.

 

Autorką ilustracji jest Joanna Kamelska, której prace znajdziecie także tutaj: http://aensaevherne.artstation.com/
Dodatkową korektę wykonała Alicja „Vyar” Podkalicka
Redakcja tekstu (pogrubienia i inne takie) - Gerard „Alchelor” Czekaj