Konwenty Południowe - Recenzja gry karcianej: Boss Monster

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Boss Monster


Wydawca: Trefl Joker Line
Cena (wydawcy): 89,00 zł
Rodzaj: Karciana
Poziom skomplikowania rozgrywki: Średni
Losowość: Średnia
Gra składa się z:
- Talii 8 kart bossów;
- Talii 75 kart komnat;
- Talii 31 kart czarów;
- Talii 25 kart typowych bohaterów;
- Talii 16 kart legendarnych bohaterów;
- Instrukcji w wersji skróconej i pełnej;


Pierwsze, co urzekło mnie w „Boss Monster”, było pudełko. Ładny design, czarny kolor i grafika rodem z pegasusa. Odezwały się we mnie wspomnienia, kiedy to ze znajomymi siedzieliśmy przy starym telewizorze kineskopowym i zagrywaliśmy się w takie tytuły jak: „Mario Bross”, „Contra” czy „Tank”… W dodatku materiał, z którego wykonano opakowanie, jest gruby i wytrzymały. Po otwarciu przywitała mnie plastikowa wstawka z trzema przegródkami na karty oraz kartonik ze skrótem zasad gry. Oczywiście znalazło się także miejsce dla kilkunastostronicowej instrukcji.

Karty są wykonane bardzo dobrze i zostały ozdobione miłymi dla oka grafikami, w podobnym klimacie co okładka pudełka. W dodatku nawiązują do wielu znanych serii gier i filmów, zachowując akcent humorystyczny, jednak nie tak oczywisty i rzucający się w oczy jak ten znany z „Munchkina”. Wielu geeków ucieszy się na te smaczki skierowane głównie w ich stronę.

Sama rozgrywka przedstawia się następująco: jesteśmy bossem podziemi – jednym z kilku legendarnych potworów, takich jak meduza, wampir, lisz czy mumia. Atakuje nas zgraja bohaterów, która próbuje zgładzić straszydło, a naszym zadaniem jest obrona poprzez rozbudowywanie pełnych pułapek i potworów podziemi, które do nas prowadzą. Każda tura składa się w sumie z czterech faz.
Początek rundy – odkrycie bohaterów i dociągnięcie karty z talii komnat do ręki.
Faza budowy – jak sama nazwa wskazuje, to wtedy rozbudowujemy nasze włościa.
Faza przynęty – kiedy rozpatrujemy skarby w naszych komnatach, co decyduje o tym, którzy bohaterowie wyruszą do danego bossa (gracza).
Faza przygód – bohaterowie przechodzą podziemia, ginąc lub raniąc bossa.
Celem gry jest zabicie tylu bohaterów, aby zebrać 10 PD (Punktów Doświadczenia), jednocześnie nie otrzymując więcej niż 4 rany (przy piątej boss umiera, co oznacza koniec gry dla danego gracza).

Dodatkowo warto wspomnieć o talii czarów, która wspomaga graczy w ubijaniu bądź spowalnianiu bohaterów forsujących ich komnaty. Jednak to nie wszystko, ponieważ części czarów można użyć do uprzykrzenia życia przeciwnikom! Jest to bardzo dobra opcja, zwiększająca element rywalizacji między graczami i sprawiająca, że rozgrywka staje się jeszcze bardziej nieprzewidywalna i dynamiczna.

Niestety gra wygląda na niedopracowaną, przynajmniej jeśli chodzi o instrukcję. Już przy pierwszej partii mieliśmy problem ze sprecyzowaniem kilku zasad dotyczących budowy komnat mimo dokładnego przeszukania i przeczytania całości instrukcji i jej skróconej wersji. Nie ma też słowa o tym, co się dzieje z komnatami w przypadku przejścia więcej niż jednego bohatera. Niestety są to dość ważne aspekty gry, które skutecznie zaburzały rozgrywkę oraz zmusiły nas do ustalenia własnych zasad, które uzupełniły te braki. Sama gra nie należy do skomplikowanych ani nie porwie nas na długie godziny. Jest to raczej pozycja, w którą warto zagrać raz na jakiś czas i dla rozgrzewki przed czymś ciekawszym. Nie jest to zła gra. Po prostu czegoś jej brakuje, by stała się naprawdę ciekawa. Praktycznie nie ma w niej różnorodności. Raptem cztery rodzaje bohaterów, kilka komnat, które powtarzają się po wielokroć, i garść bossów. W połączeniu z nieścisłościami w instrukcji daje nam to grę przeciętną.

Podsumowując, jeżeli jesteś fanem „starych gier”, polecam ze względu na żarciki, oprawę graficzną i łatwość rozgrywki. Jednak bardziej wymagający gracz zawiedzie się na tytule „Boss Monster”.


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękujemy wydawnictwu Trefl.