Konwenty Południowe - Recenzja gry "Astro Jam"

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Astro Jam

astro jamtrefl joker line Wydawca: Trefl Joker Line
Autor: Michał Kołos, Wojciech Rzadek
Rodzaj: Strategiczna
Poziom skomplikowania rozgrywki: Niski
Losowość: Istotna
Gra składa się z: 
- 4 elementów planszy;
- 97 kart;
- 28 drewnianych pionków (13 paczek, 12 astronautów, 3 roboty);
- 5 żetonów przedmiotów;
- Instrukcji w języku polskim, angielskim i niemieckim

Eksploracja kosmosu! Cóż za cudowna sprawa – żyjemy w czasach, kiedy najnowsze zdobycze technologii pozwalają nam oderwać się od niebieskiego globu, na którym przyszliśmy na świat i sięgnąć gwiazd... Na razie, co prawda, tylko zdalnie, ale kto wie, co przyniesie jutro? Jakkolwiek inspirująca i zachęcająca może być taka wizja, należy pamiętać, że wycieczka w kosmos to niebezpieczna sprawa – wystarczy zabłąkany kawałek kosmicznej skały, by zagrozić życiu wszystkich jej uczestników oraz narazić całą misję na tragiczne niepowodzenie. Właśnie o takiej sytuacji, choć z drobnym przymrużeniem oka, traktuje nowa gra planszowa autorstwa Michała Kołosa oraz Wojciecha Rzadka, wydana nakładem Trefl Joker Line – oto „Astro Jam”.

Zabłąkana asteroida przywaliła w badawczą stację kosmiczną. Zrobił się, oczywiście, straszny bałagan, jednak z tej sytuacji da się jeszcze wybrnąć – komputer pokładowy wypluwa z siebie instrukcje napraw, jakich załoga musi natychmiast dokonać. Gracze wcielają się w liderów dwóch do czterech zespołów astronautów, które starają się naprawić usterki zgodnie z tymi wytycznymi. Każdy zespół chce zdobyć dla siebie jak największą chwałę za udział w zażegnaniu tej kryzysowej sytuacji, będą więc one przeszkadzać sobie nawzajem w wykonywaniu celów, jednocześnie chcąc dokonać napraw "po swojemu". Nie do końca to zdrowe ani sportowe, ale cóż – w ekstremalnym stresie człowiek nie jest sobą...

Celem gry jest zdobycie pięciu punktów – znajdując wśród rozmieszczonych na planszy żetonów jeden z pięciu przedmiotów i zanosząc go we właściwe miejsce, wszystko to wskazane przez odpowiednie karty leżące na stole w miejscu widocznym dla wszystkich graczy. Każde z trzech dostępnych w danej chwili zadań ma też warunek dodatkowy, czyli miejsce, które trzeba odwiedzić w tej samej kolejce, aby zarobić dodatkowy punkt. Zestawy cel - cel dodatkowy - przedmiot są układane w sposób losowy poprzez wykładanie odpowiednich kart. Sterowani przez graczy astronauci (pod komendą każdego z graczy jest ich trzech) poruszają się po planszy zbudowanej z czterech segmentów pokrytych kratką kwadratowych pól – tylko i wyłącznie po liniach prostych. Dzielnym kosmicznym pionierom można wydawać rozkazy za pomocą specjalnych kart akcji pozwalających poruszać się i rzucać do siebie przedmioty, przemieszczać astronautów przeciwnika oraz roboty (z których pomocy skorzystać może każdy, nie wiadomo więc, czy posłuszna w danej chwili maszyna za moment nie zrobi czegoś głupiego, co pokrzyżuje nasze szyki!), a także rozrzucone po stacji śmieci (ich rolą jest, oczywiście, blokowanie drogi i utrudnianie całej operacji), a nawet wskazać jednego astronautę, który uda się na patrol w skafandrze dookoła stacji, co na pewien czas wyłączy go z gry.

Zasady są na tyle proste, że ich zrozumienie w krótkim czasie nie nastręcza żadnych trudności, a stwarzają duże możliwości, jeżeli chodzi o wybór strategii albo utrudnianie działań przeciwnika, często w nieoczekiwany i nagły sposób. Spora liczba możliwych sytuacji sprawia, że gra upodabnia się nieco do szachów – chociaż model i ogólny przebieg rozgrywki pozostają takie same z partii na partię, ciężko tu mówić o powtarzalności. Co ciekawe, zakaz ruchów po skosie świetnie oddaje desperackie próby manewrowania w zerowej grawitacji, wskutek czego niejednokrotnie trzeba sporo się natrudzić, by móc podnieść przedmiot, który wydaje się leżeć bardzo blisko. Nieco gorzej sprawuje się element losowy w postaci kart akcji – bardzo często do zrealizowania czyściutkiej operacji przechwycenia przedmiotu brakuje jednej, kluczowej karty, która jak na złość nie chce dotrzeć przez kilka kolejek z rzędu. Chociaż jest w pełni zrozumiałym, że czynnik losowy ma ograniczyć przewidywalność rozgrywki oraz dostępność akcji o najbardziej gwałtownym wpływie na przebieg gry - i stwarzać przez to większe emocje - bywały sytuacje, w których przez niefortunny dociąg przez pewien czas mogłem tylko popychać walające się po stacji paczki, podczas gdy moi astronauci widocznie robili sobie przerwę na kawę, a przeciwnik w najlepsze kończył naprawy stacji.

Gra wydana jest prosto, ale schludnie. Swobodna, lekko żartobliwa oprawa graficzna świetnie pasuje do klimatu panującego podczas gry. Karty, jak przystało na Trefla, wydrukowano na porządnej jakości papierze i pokryto śliską warstwą ochronną dla mniejszego odkształcania wskutek intensywnej gry, zastrzeżeń nie budzi również złożona z czterech tekturowych elementów plansza ani tym bardziej drewniane figurki. Nie ma więc fajerwerków, zachowano za to solidny standard. Instrukcja napisana jest w swobodny, humorystyczny sposób i także ma to swoje zalety, jeśli jednak mogę wskazać jakieś uchybienia, to właśnie w niej – objaśnia ona pewne kwestie w sposób dość pobieżny i mało dokładny (przykład - czy przedmiot zabierany przez astronautę opuszcza planszę? Nie, ale w instrukcji brakuje przykładu, który by to ilustrował, a można się tego domyślić dopiero po opisie jednej z akcji!). Rozpracowanie gry tak prostej nie nastręcza jednak wielkich trudności i nawet mimo pewnych wątpliwości można zaraz wrócić do rozgrywki.

Podsumowując – Astro Jam jest całkiem ciekawą pozycją dla osób, które cenią sobie gry strategiczne wymagające ciągłego analizowania sytuacji na stole oraz wszystkich możliwych posunięć, a także ze sporą dozą negatywnej interakcji. Duża istotność elementu losowego dyskwalifikuje ją jako grę turniejową i może czasem frustrować, jednak gdy się do tego przyzwyczaić, można miło spędzić przy niej parę chwil... A także poczuć, jak to jest zmagać się z nieubłaganym brakiem prawa powszechnego ciążenia.