Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Munchkin Legendy 2/3 - Faunie Igrzyska

Recenzja munchkin faunie legendy Konwenty Południowe

black monk

Wydawca: Black Monk
Autor: Andrew Hackard
Rodzaj: Karciana
Poziom skomplikowania rozgrywki: Łatwa
Losowość: Średnia
Gra składa się z: 
110 kart drzwi oraz skarbów

Nierzadko bywa tak, że dodatki do gier planszowych niewiele wnoszą do samej rozgrywki, a są jedynie zapychaczami albo ciekawostkami. Jest dobrze, kiedy taki dodatek jest w stanie przedłużyć nam średni czas gry, a jeszcze lepiej, kiedy ją widocznie zmienia i urozmaica. Przykładem podobnej praktyki jest lwia część rozszerzeń do „Munchkina”.

Kiedy dowiedziałem się, że będę recenzował „Munchkin Legendy 2/3”, zastanawiałem się, co można na jego temat napisać… Już pierwsze pięć minut partii, utwierdziło mnie w przekonaniu, iż będę miał coś do powiedzenia.

Zacznijmy może od tego, że nie jest to jeden dodatek, a dwa nieco mniejsze (o nazwach „Faunie Harce” oraz „Mityczne Sandały”), wpakowane do jednego wora o nazwie „Faunie Igrzyska”. Jak zwykle zapakowane są w małe, kartonowe opakowanie, które z racji swoich rozmiarów można bez problemu zabrać wszędzie ze sobą. Jego wadą jest jednak szybkie niszczenie się i niezbyt wygodne przechowywanie kart, szczególnie, jeżeli ktoś zechce je zafoliować, a jest to dosyć często stosowana praktyka. Po dodaniu 110 (WOW!) kart, które zawiera dodatek, pudełko z podstawki jest wypełnione po brzegi. Zawsze zastanawiam się, jak przechowywać karty w przypadku gry, która z dodatkami potrafi posiadać ich kilkaset…
Skupmy się teraz na opisaniu, co dodatki „Faunie Igrzyska” wprowadzają do gry. Pierwszy z nich (a może ten drugi ;-)): przede wszystkim nową rasę i klasę – Faunów i Gladiatorów. Nie rozwodząc się niepotrzebnie, Gladiator to taki bardzo dopakowany wojownik, posiadający, w zależności od przedmiotów oraz przeciwnika, premie do siły bojowej, natomiast Faun… Faun jest chyba połączeniem Niziołka i wojownika. Posiada on ciekawą opcję zmiany wyniku rzutu kością oraz, tak jak Gladiator, lekką premię bojową, o ile nie używa hełmu. Już samo to sprawia, że walki z potworami stają się jeszcze bardziej widowiskowe i coraz częściej liczenie bonusów po obu stronach nie zatrzymuje się na liczbie dwucyfrowej (co w „Munchkinie Cthulhu” z dodatkami jest na porządku dziennym).

W tandemie znajdziemy także mnóstwo nowych kart przedmiotów, potworów, klątw i innych ciekawostek, a to wszystko okraszone absurdalnym humorem i prześmiewczym klimatem Munchkina. Nie brakuje tu wielu nawiązań do filmów, seriali, książek i masy innych popkulturalnych akcentów. Sięgając do talii, by daleko nie szukać, trafiamy na reptilianina w garniaku, klątwę utraty klasy z wizerunkiem ogolonego krasnoluda, czy Wielkiego Złego Wilka, dmuchającego w dosyć oczywistych celach (a jeżeli nie wiesz o co chodzi, to wstydź się i przeczytaj jakiś zbiór bajek… czy coś).

Podsumowując, twórcy gry nadal trzymają wysoki poziom, pomimo istnienia tylu wariacji i dodatków tej gry, że głowa może rozboleć od prób zapamiętania ich wszystkich, a rozegranie choć partii każdej odsłony w ciągu jednego posiedzenia musiałaby zająć naprawdę dużo czasu. Niemniej, wciąż uważam, że warto sięgnąć po ten tytuł! Każdy Munchkin oferuje nam nieco inną rozgrywkę, zupełnie wyjątkowe karty, dopasowane tematycznie do głównego nurtu danej edycji oraz świetne ilustracje, które mogliście podziwiać w zapowiedzi na naszej stronie WWW i fanpage’u. Mam nadzieję, że seria będzie za 10 czy 20 lat tak samo popularna (lub bardziej), jak jest teraz.