Konwenty Południowe - Recenzja gry: Szczęść Boże. Wielka Gra Karciana

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana

szczesc boze gra karciana

lacerta

Wydawca: Lacerta
Autor: Wolfgang Kramer, Michael Kiesling
Rodzaj: Karciana, Ekonomiczna, Worker Placement
Poziom skomplikowania rozgrywki: Niski do średniego
Losowość: Niewielka
Gra składa się z:
- 239 kart;
- 4 plansz graczy;
- 7 żetonów szycht;
- notatnika do punktacji;
- instrukcji.

Górnictwo ma w Polsce, szczególnie na południu, duże znaczenie. Niegdyś był to zawód nie tylko dochodowy, ale i wiążący się z dużym prestiżem, mający swoje bogate tradycje i narosłą wokół niego kulturę, zwłaszcza na Śląsku. Obecnie, mimo gospodarczej zapaści, węglem kamiennym nadal stoi większość naszej energetyki, a co za tym idzie, także gospodarki. Wydobycie czarnego złota przebyło długą drogę, odkąd na początku XX wieku stawiano w naszym kraju podwaliny pod tę gałąź przemysłu energetycznego. Dzięki nowej propozycji wydawnictwa Lacerta możemy na chwilę przenieść się do tamtych czasów, epoki silników parowych napędzanych węglem i poczuć, jak to jest – zarządzać własną kopalnią na prężnie rozwijającym się rynku. Oto „Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana”.

Podobnie jak swój planszowy pierwowzór, gra opiera się na mechanice worker placement. W każdej kolejce rozgrywki (jest ich pięć, sześć lub siedem, odpowiednio na czworo, troje lub dwoje uczestników) gracz ma do dyspozycji karty górników (o wartościach od 1 do 5), za pomocą których może opłacać akcje spośród dostępnych na stole kart. Każdy kolejny wykonujący daną akcję płaci drożej, musząc dołożyć o jednego górnika więcej niż jego poprzednik (można płacić kilkoma kartami naraz, ale trzeba wystawić dokładnie tylu górników, ilu wymaga sytuacja – ani jednego więcej). Ruchów dostępnych w turze jest mnóstwo i na początku bardzo łatwo się w tym wszystkim zgubić. Możemy dobierać karty wózków (oznaczające wydobyty węgiel), wagonów i parowozów (potrzebnych do dowożenia węgla do klientów), zdobywać nowe zlecenia i cele (będące źródłem punktów potrzebnych do wygranej) czy kupować ulepszenia (pozwalające zwykle wykonać więcej akcji w turze) lub udziały (zapewniające więcej punktów przy realizowaniu niektórych zleceń). Mało tego, robotników trzeba starannie dzielić między dobieranie potrzebnych kart a wydobycie i realizację zamówień (również osobne dwie akcje). Jeśli zaś pośród dostępnych na stole elementów brakuje tego, który akurat jest nam potrzebny, jest jeszcze akcja dociągania, droga, ale pozwalająca zajrzeć w głąb jednej wybranej talii w nadziei, że to, czego szukamy, ukrywa się na głębokości do czterech kart. Jest tego bardzo dużo – jak więc grać, by wygrać?

szczesc bozeNajważniejszym źródłem punktów w „Szczęść Boże” jest realizacja zamówień – karty tej akcji mają swoją wartość punktową, odbiorcę oraz określoną liczbę wózków węgla, jaką trzeba będzie dostarczyć, aby zapunktować. Gra sprowadza się więc do kompletowania zestawów elementów, które tylko razem przyniosą nam punkty. Nie wszystkie jednak do siebie pasują – aby pomyślnie wysłać dostawę do klienta, trzeba zebrać wagony i wózki tego samego „herbu” (są cztery) i umieścić je na odpowiedniej z trzech ramp (każda ma dwa herby, których wagony można przy niej ustawiać). Z początku wydaje się to dość zawiłe, w praktyce jednak działa dobrze i dodaje rozgrywce nieco trudności – o ile mechanika gry „na papierze” wygląda na skomplikowaną, a w działaniu okazuje się przejrzysta, o tyle sam poziom trudności też jest niski tylko z pozoru. Kluczem do sukcesu w grze jest bowiem nie tyle realizacja większej liczby zamówień niż robią to przeciwnicy, co maksymalna optymalizacja ograniczonej liczby ruchów. Lepszy efekt uzyskasz, biorąc mniej zamówień, za to takich, za które możesz uzyskać dodatkowe punkty dzięki udziałom w konkretnych spółkach (fabryki, porty, huty, elektrownie), celom długofalowym czy po prostu wydobywając węgiel wyższej jakości (niektóre z kart wózków także dają punkty!). Najważniejsze jest więc umiejętne organizowanie własnych i dostrzeganie korzyści tam, gdzie nie widać jej na pierwszy rzut oka. Często o zwycięstwie decydują pojedyncze punkty uzyskane dzięki właśnie takim ledwie dostrzegalnym smaczkom!

Wszystko to sprawia, że rozgrywka w „Szczęść Boże” wymaga ciągłego skupienia – dostępne karty wciąż się zmieniają, a najlepsza optymalizacja działań jest możliwa tylko dzięki ciągłemu dopasowywaniu swojej strategii do tego, jakie posunięcia są w danej chwili możliwe i które z nich przyniosą najwięcej korzyści. Interakcji negatywnej prawie nie ma – a przynajmniej nie bezpośredniej, często jednak zdarza się, że gracze wchodzą sobie w paradę, gdy jeden zgarnie drugiemu sprzed nosa element, który był potrzebny obu – albo wykona tę samą akcję, sprawiając, że dla przeciwnika będzie ona droższa. Z pozoru marginalna, także ona okazuje się mieć ogromne znaczenie dla sukcesu w grze, choć strategia oparta na niej wydaje się bardzo trudna do wdrożenia. Wszystko to sprawia, że rozgrywka wciąga i jest naprawdę emocjonująca. Jedynym etapem, który nieco psuje to dobre wrażenie, jest moment podliczania punktów na koniec rozgrywki – elementów mogących zapewniać korzyść jest bardzo dużo i często łączą je różne zależności, łatwo więc pomylić się, coś ominąć albo policzyć jedną rzecz dwa razy. Z pomocą przychodzi specjalny notes dołączony do pudełka, pozwalający zapisywać rezultaty żmudnego podliczania w uporządkowany sposób – i chociaż nie lubię, gdy w grach pojawiają się elementy „jednorazowe”, muszę przyznać, że ten okazuje się nieocenioną pomocą.

Gra wydana jest bardzo elegancko – karty są dobrej jakości, choć ich brzegi łatwo się brudzą (koszulki wskazane!), a plansze i żetony zrobione są z grubej tektury. Szata graficzna jest co najmniej przyjemna – zadowalająco szczegółowa, utrzymana w ciepłej, żywej kolorystyce, budząca skojarzenia z ilustrowanymi zbiorami opowieści ludowych, bądź z afiszami z przełomu XIX i XX wieku. Świetnym pomysłem było umieszczenie w pudełku kartonowych przegródek do samodzielnego montażu – nie zapomniano nawet o woreczku strunowym, choć w grze bierze udział dosłownie kilka żetonów. Jedyne, do czego mógłbym mieć zarzuty, to instrukcja: jest dość krótka i choć opisuje szczegółowo wszystkie posunięcia i zawiłości rozgrywki, mogłaby zostać opatrzona ciut większą liczbą przykładów.

„Szczęść Boże: Wielka Gra Karciana” jest jedną z niewielu pozycji w ostatnim czasie, w przypadku których od razu po zakończeniu partii natychmiast miałem ochotę na kolejną rozgrywkę, co jest o tyle niezwykłe, że zazwyczaj nie bawi mnie ani worker placement, ani gry z niewielką dozą negatywnej interakcji. Ta jednak jest przemyślana, a element losowy nie tyle decyduje o wyniku partii, co o warunkach, na jakich jest rozgrywana. Jest na tyle prosta, by dało się przy niej odprężyć, a jednocześnie oferuje wystarczająco dużo różnych kombinacji, strategii i możliwości optymalizacji, by gracze, którzy lubią drobiazgowe analizy sytuacji na stole doskonale się w niej odnaleźli. W dodatku bardzo zgrabnie pożeniono mechanikę gry z jej tematyką, co sprawia, że zawierając kolejne umowy handlowe można naprawdę poczuć się jak prawdziwy węglowy baron. Szczerze polecam!