Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Cortex 2

cortex 2 box ujednolicony

rebel

Wydawca: Rebel
Autor: Johan Benvenuto, Nicolas Bourgoin
Rodzaj: Logiczna, Imprezowa
Poziom skomplikowania rozgrywki: Prosty
Losowość: Duża, ale nieważna
Gra składa się z: 
- 90 kart, w tym: 10 kart faktur, 6 kart wyzwań, 74 karty testów;
- 6 układanek 4-częściowego mózgu

W dobie coraz nowszych, coraz bardziej nietypowych rozwiązań mechanicznych w grach planszowych jest czymś odświeżającym spotkać tytuł, który bierze coś z pozoru banalnego, co wszyscy znamy z dzieciństwa... i zaskakuje cię tym na nowo. Gdybym miał jednym zdaniem opisać moje wrażenia z „Cortex 2”, tytułującej samą siebie „Mądrą grą”, mniej więcej właśnie tak by ono brzmiało. I wiecie co? To faktycznie jest mądra gra.

Ale nie uprzedzajmy faktów. Czym właściwie jest „Cortex”? Najprościej – grą towarzyską opartą na refleksie, logice, spostrzegawczości i kojarzeniu. To talia kart zawierających wariacje dziewięciu łamigłówek plus jedno bonusowe wyzwanie będące być może najbardziej niezwykłym elementem całości. Wraz z innymi graczami będziecie rozwiązywać zagadkę po zagadce – dobieracie i odsłaniacie nową kartę z talii na zmianę, a osoba, której wydaje się, że zna poprawną odpowiedź, zasłania kartę ręką, odpowiada, a potem sprawdzamy wynik. Jeśli ci się udało, zabierasz daną kartę na rękę. Jeśli nie, przepadło – przechodzimy do następnej.

No dobrze – ale na czym polegają wspomniane zagadki? Dorosłemu podchodzącemu do zabawy wydadzą się one banalnie proste, ale zapewniam, że to wrażenie jest absolutnie złudne i łatwo pryska już po pierwszej rundzie zabawy. Są tu więc klasyczne labirynty, gdzie należy wskazać właściwą ścieżkę wiodącą do celu, dopasowanie elementu odpowiadającego całości, jest „znajdź niepasujący szczegół” oraz „wskaż motyw, który pojawia się tylko raz” (mocno kojarzy się z „Dobble”. Znacie „Dobble”?)... A także pokręcone wyzwania na wielozadaniowość i podzielność uwagi, w których trzeba jednocześnie pokazać na palcach jednej ręki (właściwej ręki! Nie tej, tej drugiej!) jedną liczbę, jednocześnie wypowiadając inną i przyklepując kartę wyzwania. Nie brzmi jak dobra zabawa? Ta-ak... No to spróbujcie zrobić to jak najszybciej, zanim ktoś z oponentów zwinie wam sprzed nosa te jakże łatwe punkty. Gwarantuję, że odejdziecie od stołu z lekkim powątpiewaniem we własne zdolności umysłowe.

Jest też zadanie specjalne, które od czasu do czasu pojawia się na szczycie talii – a podjąć je może osoba, która ostatnia udzieliła poprawnej odpowiedzi na zagadkę. W każdym zestawie znajduje się dziesięć specjalnych, tłoczonych kart faktur – ich czar polega na tym, że różnią się w dotyku. Mamy więc kartę-fotografię zardzewiałego łańcucha, która całkiem wiernie oddaje wrażenia dotykowe, jakie ma się, biorąc do ręki pokryte nalotem ogniwa. Jest zdjęcie papużki, przesuwając palcami po którym czujemy się tak, jakbyśmy dotykali prawdziwej papugi. Mamy chropowaty asfalt, poznaczoną wzorami skorupę żuka... Na początku gry możemy je przez chwilę oglądać i dotykać, potem jednak zostają zasłonięte – a kiedy jeden z graczy dobierze kartę sygnalizującą wyzwanie, zamyka on oczy, podczas gdy inny gracz podsuwa mu pod dłoń wybraną przez siebie fakturę. Trzeba wtedy zgadnąć, czego właściwie dotykamy... Proste? Pewnie, że nie!

W „Cortex” wygrywa ten, kto pierwszy zbierze cztery żetony, które łączą się w całość – kolorowy mózg. Jedną ćwiartkę mózgu możemy uzyskać za odrzucenie z ręki dwóch kart wyzwania pochodzących z tej samej kategorii: a zatem dwa labirynty, dwie wielozadaniówki, dwa specjalne i tak dalej. I tutaj pojawia się kolejny ciekawy smaczek – ręka mieści cztery karty, a jeśli masz więcej, musisz coś wybrać i odrzucić. Ponieważ karty wyzwań mają rózne rewersy, które zdradzają, jakie wyzwanie jest następne w kolejce, można próbować układać swoją rękę pod to, co przyjdzie następne – lub próbować specjalizacji w jednym typie zagadek. To ciekawy mechanizm, który znakomicie wyrównuje szanse, jeśli któremuś z graczy jeden rodzaj wyzwania wychodzi lepiej, inny trochę gorzej...

Powinniście prawdopodobnie przeczytać też informację, że na potrzeby tej recenzji graliśmy w „Cortex 2”, jeden z kilku zestawów dostępnych na rynku. Jest to o tyle ważne, że każdy zestaw oferuje inne zagadki – o tym, co możecie znaleźć w tym konkretnym pudełku, przeczytaliście już wcześniej. O ile mi wiadomo, w każdym zestawie znajdują się również różne karty faktur, działające na tej samej zasadzie, a jednak oferujące rozmaite rzeczy, które można dotykać. Kolejną ważną informacją jest to, że zestawy można ze sobą mieszać i łączyć. Na przykład, jeśli zaobserwowałeś, że twoja grupka najgorzej radzi sobie z wielozadaniowością (tak jak nasza), możesz wyciągnąć podobne zestawy łamigłówek z innych kompletów i połączyć je razem, tworząc coś, co sprawi, że nigdy więcej nie zagracie w tym samym gronie. Zwyrodnialcu jeden.

Polubiłem „Cortex” z wielu powodów. Nie tylko jest to gra niewielka, szybka, szalenie zabawna i sympatyczna, nadająca się zarówno na luźne posiedzenia z rodziną i znajomymi, ale nawet do zabawy z młodszym rodzeństwem bądź własnymi pociechami. Już nawet nie chodzi o to, że jest to produkcja niesłychanie zuchwała, będąca w stanie udowodnić dorosłemu, uważającemu się za bystrego facetowi, że jego dojrzały i cwany mózg naprawdę kiepsko radzi sobie z zagadkami, które dzieci w wieku wczesnoszkolnym rozwiązują z palcem w nosie. Kojarzycie może taki teleturniej, w którym grupka ludzi musi ułożyć się w taki sposób, by zmieścić się w otworze w zbliżającej się do nich ścianie, inaczej wpadną do basenu i przegrają? Za każdym razem, gdy rozpoczyna się kolejna runda, a faceci i babki w śmiesznych kombinezonach z widocznym na twarzach napięciem stają gotowi do kolejnego wyzwania, jest ten moment, kiedy odsłonięty zostaje kolejny absurdalny kształt, do którego muszą się dopasować – i wtedy wszyscy, łącznie z publicznością, myślą coś w rodzaju „chyba sobie żartujesz”. W „Cortex 2”, kiedy zostaje odsłonięta kolejna karta wymagająca od ciebie jednocześnie liczenia oczek w dwóch polach, posługiwania się równolegle obojgiem rąk i aparatem mowy, jest dokładnie ten sam moment niedowierzania. Zaraz potem musisz rozwiązać labirynt, znaleźć wybrakowanego robocika w paru rzędach innych, szybko policzyć brakujące sześcianiki na planszy, a potem zgadnąć, że właśnie pomacałeś papugę. Gdyby wyzwania były w jakiś sposób przewidywalne, dałoby się jakoś w to wdrożyć – ale właśnie ta zmienność, ta konieczność ciągłego (i błyskawicznego!) przeskakiwania między kolejnymi funkcjami naszej szarej galaretki sprawia, że parę sesji z „Cortexem” zmęczy każdego. To wspaniała, inteligentna, rozwijająca gra, która, w przeciwieństwie do wielu gier edukacyjnych daje dziką frajdę i pozwala na mnóstwo śmiechu – głównie z własnej niemocy. Jeśli szukasz imprezówki, ale imprezówki z ppomysłem, która będzie czymś więcej niż pseudośmiesznym odpowiadaniem na głupie pytania, nie szukaj dalej.