Konwenty Południowe - Recenzja komiksu „Giacomo Supernova #01: Szampan, menuet i łóżkowe igraszki”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

giacomo 1

„Giacomo Supernova #01: Szampan, menuet i łóżkowe igraszki”

Gindie

Autorzy: Jerzy Łanuszewski (scenariusz), Robert Jach (ilustracje)
Wydawnictwo: Gindie
Liczba stron: 32
Cena okładkowa: 5 zł

Pojęcie libertynizmu narodziło się w Holandii, jednak swój rozkwit przeżyło w XVII wieku we Francji, gdzie z entuzjazmem przyjęło się wśród szlachty. Zakładało powrót do natury, porzucenie zasad moralnych i norm narzucanych przez społeczeństwo i religie, a w ostatecznym rozrachunku: całkowitą rozwiązłość seksualną. Przez jednych wyśmiewana, przez innych brana zupełnie na poważnie jako sposób na życie idea doczekała się wielu interpretacji literackich. A mówiąc już mniej poważnie: co można pomyśleć, widząc komiks science fiction określany mianem libertyńskiego właśnie? Mieszane uczucia to trochę mało powiedziane.

Giacomo Supernova jest człowiekiem wszechstronnym: wykształconym, kulturalnym, obytym, oczytanym i… wybitnie rozpustnym. Poznajemy go w chwili, gdy w barze przechwala się swoimi wyczynami przed żądną wrażeń publiką. Swobodne rozmowy przerywa wkroczenie Bardzo Poważnych Panów, których ubiór i sposób bycia wskazywały na wojskowy dryg i chęć wyrządzenia naszemu bohaterowi krzywdy. Zmywszy się szybko z miejsca zdarzenia, Giacomo zostaje uświadomiony, że osoba prześladująca go to nikt inny, jak tylko sam diuk Ulisses de Alfa-Centauri, z którym łączy go historia pełna zniszczonych ideałów, zawiedzionego zaufania i zaprzepaszczonej przyjaźni, a konkretnie: romans ze wszystkimi członkami rodziny byłego druha. Nie ze wszystkimi naraz, no gdzieżby – na dwa razy.

Fabuła nie jest szczególnie skomplikowana: ot, dwóch młodych, którzy poróżnili się z pewnych względów i teraz jeden ściga drugiego jak kosmos długi i szeroki. Ach, wspominałam już, że komiks gatunkowo można określić jako science fiction? Ano właśnie, Giacomo jest uwodzicielem na skalę galaktyczną i takie też będą jego poczynania. Dość powiedzieć, że jego obietnica, że już nigdy nie prześpi się z żadną z pań z rodziny diuka skutkuje tym, że na kolejnym przyjęciu ląduje w łóżku z panami. Ponownie wszystkimi naraz. Każdy by się wkurzył, prawda? Nic dziwnego, że Ulisses zdecydowany jest dopaść go i wyzwać do walki na śmierć i życie. Jednak czy na pewno jego motywem jest zemsta, osobista obraza, złamana obietnica? Oj, zdziwicie się.

Humor zaprezentowany w komiksie jest trywialny do prymitywnego włącznie, opiera się na niewybrednych nawiązaniach i freudowskich pomyłkach, których bohater będzie się doszukiwał w pozornie zwykłych zdaniach. Nie każdemu przypadnie to do gustu, sądzę jednak, że w większości przypadków wywoła na twarzy czytającego uśmiech, nawet jeśli będzie on podszyty pewnym zażenowaniem. Sceny łóżkowe będą pojawiały się dość często w sposób nie tylko kompletnie niecenzuralny, ale i groteskowo wyolbrzymiony (seks z olbrzymką? Pewnie, będzie o czym opowiadać fanom!), gołe członki i cycki występują powszechnie. Stylizacja głównego bohatera na siedemnastowiecznego francuskiego uwodziciela jest nawet dość urokliwa.

Rysunki Roberta Jacha są bardzo proste, podstawowe wręcz, nie zachwycają urodą, ale oddają wszystko, co przedstawić powinny. Nie ma problemu ze zorientowaniem się w nastroju chwili, mimika postaci, choć uproszczona, jest bez zarzutu, brakuje trochę dynamiki w scenach pościgów. Przyznam też, że chętniej zobaczyłabym komiks w wersji kolorowej niż faktycznie zastosowanej w nim skali szarości. Na osłodę na końcu dodano krótką scenkę z Giacomo odpowiadającym na pytania publiczności oraz kilka artów, wykonanych przez zaprzyjaźnionych twórców, tu akurat jest na co popatrzeć.

Wspomniane we wstępie mieszane uczucia przedstawiają się mniej więcej tak, jak już to gdzieś powiedziałam: jest to rozbawienie podszyte lekkim zażenowaniem. Mogę tylko przyznać, że i humor, i tematyka komiksu trafiły do mnie (nie wiem jakiego słowa użyć, by nie zostało użyte przeciwko mnie! – to robi człowiekowi lektura „Giacomo Supernova”), z całą pewnością zapoznam się też z kolejną częścią, a Waszej uwadze polecam zeszyt pierwszy, „Szampan, menuet i łóżkowe igraszki” – do własnych eksperymentów.