Konwenty Południowe - Recenzja komiksu: „Gedeon"

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Gedeon

„Gedeon”

Gindie Autor: Daniel "Gedeon" Grzeszkiewicz
Wydawnictwo: Gindie
Liczba stron: 224
Cena okładkowa: 49 zł

Surrealistyczny komiks - chyba tak najlepiej można określić pierwszą historię tego zbioru opowiadań, zatytułowanego tak samo jak pseudonim autora. Zazwyczaj wstępne strony komiksu mają za zadanie zachęcić czytelnika do dalszego czytania go, ale w tym przypadku było inaczej. Co kilka stron autor daje nam sarkastyczny komentarz odnośnie własnego dzieła. Normalnie odłożyłbym ten komiks po przeczytaniu takiego tekstu i najprawdopodobniej już do niego nie powrócił. Tak się jednak nie stało. Ale zacznijmy od początku.

Na okładce widnieje autoportret autora. W środku widzimy wstęp, a na następnej stronie już rysunki. Jako osoba, która nie przepada za czarno-białymi planszami uznałem że nie mogę mieć wygórowanych oczekiwań, jednakże byłem w błędzie. Książka ta okazała się zbiorem kilkudziesięciu krótkich historii, które zostały narysowane odręcznie. Światłocienie w każdym kadrze zastosowano idealnie i cały komiks można wręcz nazwać dziełem sztuki. Trudno byłoby jednak zdefiniować jakiego rodzaju sztuki, ponieważ każda historia jest stworzona w innym stylu, od rysunku, poprzez malarstwo, aż do grafiki komputerowej.

Fabuła nie jest tym, czego moglibyśmy się spodziewać. Każda historia jest inna, niektóre są lepsze, niektóre gorsze. Ogólnie komiks uważam za dobry. Świetnie komentuje rzeczywistość, robiąc to w sposób satyryczny, tak, aby czytelnik musiał poświęcić więcej czasu historii, przeanalizować ją i odnaleźć głębsze znaczenie. Szczególnie spodobała mi się scena, gdy zniekształcony stwór pyta, dlaczego istnieje i w jakim celu powstał. Odpowiada mu sam Bóg w postaci Toma Cruise’a. Stwór nie dowierza, że Tom to Bóg, dlatego ten zamienia się w Lemmy’ego Kilmistera. Zniekształcona postać przeprasza za niedowierzanie. Pyta, dlaczego tak wygląda, czemu jest nieproporcjonalna. Lemmy odpowiada mu, że wydarzyło się to, kiedy Bogowie byli mali i cały dzień bawili się w glinie, a poza tym mała postać, stworzona na jego podobieństwo nie wyschła. Inni bogowie chcieli go zobaczyć i jak to robią małe dzieci, kiedy są zazdrosne, uszkodzili go i pozmieniali jego kształty. Istota została porzucona, ponieważ bogowie poszli się bawić.

Cały komiks uważam za godny polecenia. Porusza on tematy dzisiejszego tabu oraz zmienia pogląd na pewne aspekty życia społecznego. Dzieło spodoba się każdej osobie, która szuka satyry na dzisiejszy świat oraz odrobiny czarnego humoru.