Konwenty Południowe - Recenzja książki: Jakub Pawełek - „#Wawskie14”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wawskie1

Jakub Pawełek - „#Wawskie14”

warbookWydawnictwo: WarBook
Liczba stron: 400
Cena okładkowa: 39,90

Co by było, gdyby… W temacie wojen światowych powiedziano już wiele – o tym, co można było zrobić inaczej, tym, co pozostało niewyjaśnione i jak mogło wyglądać naprawdę, wreszcie: jak długo będziemy odczuwać skutki tamtejszych wydarzeń. Jednocześnie wielokrotnie teoretyzuje się na temat tego, jak wyglądałaby nowoczesna wojna, rozgrywająca się w krajach wysoko rozwiniętych. Czy to w ogóle jest możliwe? Wizja Jakuba Pawełka, zrealizowana w powieści „#Wawskie14”, wydaje się być wyjątkowo specyficzna, by nie powiedzieć – dziwna. Należało jednak dać jej szansę. O co chodzi? Zapraszam.

Wojna światowa i niemiecka okupacja polskiej stolicy – w roku 2014? Młodzi ludzie, którzy w znanych nam już przecież czasach wiedliby spokojne życie, ucząc się i bawiąc, teraz muszą walczyć o przetrwanie w Warszawie, która dostęp do nowoczesności co prawda uzyskała, ale większość od razu przejął okupant, wydzielając rodowitym mieszkańcom tylko tyle, ile uznał za stosowne. Gdzieś w tym chaosie żyje Damian. pracując w sklepiku specjalizującym się w sprzedaży towarów luksusowych – oczywiście wyłącznie Niemcom. To on będzie świadkiem sytuacji, w której młoda polka, Katarzyna, znana blogerka i infuencerka, będzie wdzięczyć się do swojego niemieckiego „opiekuna”, prosząc go o nowego iPhone’a. Z drugiej strony jest Julia – nastolatka pracująca jako prostytutka, jednocześnie będąca agentką polskiego podziemia. Co te osoby mają ze sobą wspólnego? Pozornie nic, a połączy je przypadek – a także desperacka walka o zachowanie przy życiu siebie i swoich bliskich, gdy w perspektywie pozostających pod niemieckim butem Polaków zaistnieje odsiecz zapowiadana przez Armię Czerwoną.

Trudno wręcz określić, jak abstrakcyjna wydaje mi się wizja połączenia twardych realiów okupacji z taką formą wirtualnego istnienia, jaką jest instagramowa i blogowa sława. Katarzyna, Damian i Julia to osoby z trzech różnych światów, których losy mają się spleść w walce o wolność. Każde z nich jednak będzie miało inny pogląd na bieżące i przyszłe wydarzenia. Pełna poświęcenia dla idei Julia, która płaci najwyższą cenę za sprawę, będzie musiała współpracować z chłopakiem, który dawno zatracił wolę walki – jeśli ją kiedykolwiek posiadał. Dla Damiana liczy się bowiem wyłącznie przetrwanie, dobro matki i jego samego, a metody, które wybierze, będą czysto zachowawcze. A gdzie w tym wszystkim jest Katarzyna Rajska? Po drugiej stronie, wśród Niemców, w roli, która stawia ją w bardzo negatywnym świetle. To najbardziej kontrowersyjna, wzbudzająca najmniej ciepłych uczuć postać w książce – a jednak to od niej zależeć będzie najwięcej.

O ile więc bohaterowie tworzą tu bardzo ciekawy, zróżnicowany zestaw charakterów, o tyle fabuła wydaje się już być mocno niespójna. Z jednej strony mamy więc Warszawę częściowo zniszczoną, pod silnym rygorem dotyczącym poruszania się po ulicach i tego, co właściwie mieszkańcom wolno robić; próby spiskowania, ciągłe zagrożenie, okrucieństwo i dramaty, w tym rodzące się (odrobinę w bólach i jakby mimochodem) powstanie. Z drugiej – życie w najwyższym luksusie (Katarzyna), pozornie bez większej refleksji i zastanowienia nad celem tego wszystkiego. Bohaterowie są mocno współcześni – w większości zbyt emocjonalnie niedojrzali, by unieść ogrom tego, co ich otacza, a jednak postawiono ich w sytuacji bez wyjścia. I tu dzieją się zgrzyty: mamy więc płynne przejścia od dziecinnego niemal buntu do brawurowej odwagi (i z powrotem), cwaniactwo i niesubordynację tam, gdzie kluczowe znaczenie ma dyscyplina, szczęście zamiast rozumu. Jest w tym trochę realizmu, próba przełożenia nietypowej sytuacji na typowe realia, ale nie mogę uznać, że całość jest wiarygodna. Podobnie ma się z zastosowaniem przez autora wątków kompletnie odrealnionych (oddział niemalże nieludzko sprawnych żołnierzy, wkraczających w mroku i eliminujących cicho i skutecznie wybraną grupę, by potem równie nagle zniknąć? O raju…), które po prostu nie pasują do konwencji będącej specyficzną mieszanką powieści wojennej i… młodzieżowej.

Brak tu bowiem zasadniczego czynnika – dokładnego nakreślenia tła sytuacyjnego. To, jak doszło do opisywanej sytuacji, jaki konflikt do niej doprowadził, jak wyglądały lata przeszłe – ma znaczenie większe niż można się było spodziewać. Wrzucenie czytelnika w realia tak dziwne ze współczesnego punktu widzenia, bo będące połączeniem czegoś, co znamy z własnej codzienności i wiedzy już tylko książkowej, nie zdało egzaminu – książka, zamiast angażować, prowokuje do zadawania pytań, na które brak odpowiedzi. Przełożenie czasów okupacji na współczesność to trudne zadanie, wymagające głębokiego namysłu i analizy wielu czynników. Czy zmiany, jakie nastąpiły w mentalności ludzkiej, a zwłaszcza młodzieży, pozwoliłyby na taki, a nie inny obraz świata? Książka może stanowić chwilę przyjemnej lektury dla czytelnika, który niekoniecznie zwraca uwagę na realizm sytuacyjny i konsekwencję w prowadzeniu wątków – dla mnie ten eksperyment, bo tak chyba można nazwać „#Wawskie14”, nie okazał się szczególnie udany.