Konwenty Południowe - Recenzja książki: Aleksandra Ruda - „Sztylet ślubny”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

sztyletslubny

Aleksandra Ruda - „Sztylet ślubny”

papierowy ksiezycWydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 448
Cena okładkowa: 42,99 zł

Dawno, dawno temu przeczytałam książkę o młodej dziewczynie, która uciekła z domu, żeby pójść na wojnę. „Dawno” oznacza tu dokładnie styczeń zeszłego roku, a więc sporo czasu upłynęło od owej chwili. Tym bardziej ucieszyłam się, mogąc sięgnąć po kontynuację przygód Mili Kotowienko i jej szalonej grupki towarzyszy. Papierowy Księżyc nie spieszył się z jej wydaniem – czy było warto więc tyle czekać? Czy domysły na temat pochodzenia i tożsamości głównej bohaterki okazały się prawdą? Czy zakochany w niej troll doczekał się wzajemności? No cóż, jedno można powiedzieć – działo się dużo!

Wyczerpana do cna i srogo poturbowana, drużyna Głosów Królewskich nadal wędruje przez przez tereny pomroki. Zapędzili się tam w poszukiwaniu kolejnych śladów obecności narzeczonej Jaromira, Jasnoty Hak, której echo magii udało się w okolicy uchwycić – jednak w obecnym stanie bohaterowie nie mogą sobie pozwolić na wiele. Wszyscy są zmęczeni i nieco podupadają na duchu, zależy im więc tylko na znalezieniu bezpiecznego kąta do wylizania ran. Ziemie uldonów nie są jednak miejscem przyjaznym zagubionym wędrowcom – napotykane tu i ówdzie spalone ludzkie wioski świadczą o tym, że wokół dzieje się coś bardzo złego, a czające się w krzakach wilkołaki i inne groźne stwory nie poprawiają drużynie samopoczucia. O narastającym zagrożeniu świadczy jednak najdobitniej pogarszający się stan elfa-uzdrowiciela. Aż do momentu, w którym furgon zostanie otoczony przez pomrokę, stwory wysysające energię z żywych. Jedyną szansą będzie poświęcenie niemal całości drużyny, by przeżyć mogła jedna osoba, by mogła dotrzeć z wiadomością do władcy… Ale jest jeszcze jedno wyjście. Sposób, który będzie wymagał od Mili odkrycia najbardziej skrywanego sekretu… własnej tożsamości.

Jeśli czytelnikowi w tomie pierwszym brakowało wartkiej akcji (nie sądzę!), to tu będzie jej aż nadto. „Sztyletowi ślubnemu” trzeba dać chwilę na rozpęd, ale kiedy już to nastąpi, akcja płynie wartko aż do końca. A jak docenia się wtedy wiadomość, że to nie ostatnia powieść o Mili! Motyw przewodni znajdziemy już w tytule, będą nim więc śluby. Ale czy więcej niż jeden? Oj, to zdecydowanie bardziej skomplikowane, niż można to sobie z początku wyobrażać. Mamy nadal zakochanego trolla, który zdaje się nie przyjmować do wiadomości faktu, iż Mila zainteresowana jest nim wyłącznie w przyjacielski sposób, Jaromira, sfrustrowanego koniecznością pogoni za arystokratyczną narzeczoną wyraźnie niechętną planowanemu małżeństwu, Daezaela, który tylko patrzy, jak w tym wszystkim namieszać jeszcze bardziej, a wreszcie Tisę, żywo przeżywającą utratę szans na zbliżenie się do kapitana. A potem wszystko rozpada się na kawałeczki... by poskładać się w zupełnie nową całość, pozostawiając czytelnika w pewnym oszołomieniu.

Po pierwsze: bawiłam się przednio, z oddaniem kibicując Mili w jej próbach opanowania tak barwnej kompanii. Po drugie – mimo wszystko niemal straciłam do niej serce, gdy nastąpił przełom w fabule i pewne delikatne informacje wyszły na jaw, inne zaś z konieczności musiały wskoczyć na swoje miejsce. Podobny kryzys przeżyłam zresztą wkrótce ponownie, jako że autorka sypie komplikacjami niemal bez umiaru, co dla mnie momentami sprawiało wrażenie przesadzonego… Ale potem szybko układało się w spójną całość i pozwalało historii na toczenie się w odpowiednim tempie. „Sztylet ślubny” da nam nie tylko znacznie więcej wiedzy o każdym z bohaterów, wprowadzi też kilku całkowicie nowych, co do których nie spodziewaliśmy się, że w ogóle mogą w tej historii zaistnieć. Wygląda na to, że kupiecka córka z rozległą blizną na plecach ukrywa znacznie więcej, niż chciałaby i mogła przyznać. Pytaniem, które przewija się przez większość książki i wcale nie znika przy jej zakończeniu jest zaś: jak to teraz wszystko wyprostować?

Pozostając jednak jeszcze w temacie kryzysu: nie do końca podoba mi się przemiana, jaka nastąpiła w pewnym momencie w charakterze Mili. Z konkretnej panny stała się bowiem osóbką znacznie mniej zdecydowaną, bardziej skoncentrowaną na sobie, wręcz egocentryczną, a ponad wszystko zafiksowaną na punkcie własnego zamążpójścia. Po części jest to uzasadnione, z drugiej jednak strony nie pasuje do niej niezważanie na uczucia towarzyszy, byle tylko dążyć do zapewnienia sobie pewnego komfortu psychicznego na zasadzie „nie wiem, czego chcę, ale chcę tego teraz”. Ponadto cześć z postaci pobocznych wydaje się zupełnie nie zważać na widoczne aż nadto wady jej charakteru – najlepszym tego przykładem jest jaśnie wielmożny Mezenmir Nóż, który właśnie scenę jej egotycznego zamroczenia wybrał na stwierdzenie, że zaczyna rozumieć, co w Mili widzą inni. Cokolwiek zobaczył, nie podzielił się jednak tą wiedzą, a szkoda, bo w tamtej chwili wywarła na mnie wrażenie zgoła odwrotne od zainteresowania czy zaintrygowania. To przejściowe, na szczęście – a może nawet te żenujące odrobinę momenty dodają postaci Mili nieco więcej wiarygodności, oddalając ją od obrazu kobiety bez skazy. Ostatecznie zobaczymy po prostu, co będzie dalej.

Ogólne wrażenia mam jednak podobne jak po przeczytaniu pierwszego tomu, czyli: „kiedy kolejna część i czemu tak późno?”. Lekki, humorystyczny klimat został zachowany, dzieje bohaterki i jej towarzyszy angażują jak wcześniej, pozostawiając po sobie uczucie tęsknoty i potrzebę sięgnięcia po kolejną część – a więc można powiedzieć z całą pewnością, że jest dobrze. Zakończenie zaś obiecuje, że komplikacji będzie jeszcze więcej… Polecam!