Konwenty Południowe - Recenzja książki: Lisa Maxwell - „Ostatni mag"

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

ostatni mag

Lisa Maxwell - „Ostatni mag”

wydawnictwo dolnoslaskieWydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 488
Cena okładkowa: 39,90 zł

Akcja książki „Ostatni mag” ma miejsce na Manhattanie, Nowy Jork, czas jednak nie jest równie stały co jej miejsce, ponieważ osadzona jest zarówno w przeszłości sięgającej aż do 1902 roku po dobrze nam znaną teraźniejszość. Rozpoczyna się momentem, kiedy to misja głównej bohaterki, Esty, idzie nie do końca zgodnie z planem, a jej drużyna, jak i wszyscy Magini, przez nierozwagę i impulsywność dziewczyny zostają narażeni na niebezpieczne konsekwencje. Mimo to, profesor Lachlan decyduje się powierzyć jej najważniejsze ze wszystkich dotychczasowych zadań, a mianowicie zdobycie Ars Arcana, księgi tajemnic, w której posiadaniu jest Zakon. Dziewczyna, z pomocą swojego daru, jakim jest podróżowanie w czasie, rozpoczyna swój najważniejszy jak dotąd sprawdzian. Musi odzyskać skradziony lata temu skarb od Maga zdrajcy, który oszukał członków swojego zespołu składającego się z Maginów i z nią zaginął..

Muszę przyznać, że na przekór ciekawemu opisowi z okładki, książka z początku kompletnie mi się nie spodobała. Z każdą kolejną stroną moje negatywne nastawienie do niej tylko rosło i rosło. Częste zmiany perspektywy i czasu utrudniały czytanie, i nie pozwalały wczuć się odpowiednio w akcję. Gdy tylko wydarzenie zbliżało się do punktu kulminacyjnego, a czytelnik z zapartym tchem zastanawiał się, co nastąpi dalej, autorka wątek urywała, zastępując go nowym, po czym z kolejnym robiła to samo. Główna bohaterka, Esta, była niezwykle irytująca. Dziewczyna ma wiele zalet, pozornie też wiele wad, ale mimo to jest w jakiś sposób zbyt doskonała. Niby jest impulsywna, co autorka przedstawia jako dużą wadę postaci, jednak to właśnie dzięki temu i co ważniejsze pomimo tego, wszystko wychodzi idealnie tak, jak miało. Opisy innych bohaterów z początku wyglądały też jak jeden wielki żart, czarę goryczy przelało sformułowanie „(…) zbliżając do niej swoją zbyt przystojną twarz”, przy którym wybuchnęłam śmiechem. Na tamten moment był to jedyny opis jakiegokolwiek bohatera, jaki dostałam i zabrzmiał on jak wyjęty z podrzędnego Harlequina, a nie fajnej powieści fantasy, jaką okazała się ta książka.

Dużym plusem lektury na pewno jest wciągająca historia, która z początku wydawała się łatwym i tanim romansem, jednak z biegiem stron wszystko przestawało być jednoznaczne. Gdy już wydawało mi się, że rozgryzłam całą książkę, a przyznaję, że w niektórych momentach tak było, autorka umiała tak zręcznie manipulować linią fabularną, że mimo tej wiedzy byłam zaskoczona, gdy prawda wychodziła na jaw.

Postacie w „Ostatnim magu”, mają własną historię i marzenia, co nadaje im pewnego rodzaju realizmu, ale ich osobowość, gdyby nie ich szczegółowo przedstawiona przeszłość, wydaje się nie istnieć.

Język w książce jest prosty, jednak czasem pojawiają się dziwaczne i z tego, co mi wiadomo, mało znane sformułowania, takie jak „buńczuczne spojrzenie”, co samo w sobie nie stanowi problemu, ale wypada dość śmiesznie w kontraście z dość potocznym słownictwem reszty książki. Możliwe, że jest to po prostu kwestia przekładu. Znajdziemy też całe zdania w języku francuskim oraz hiszpańskim pozostawione bez tłumaczenia, co czytelników nieznających tych języków może wprowadzić w lekki dyskomfort. Na szczęście dzieje się tak tylko w paru miejscach, ale jest gafą ze strony autorki bądź tłumacza. Można by było temu z łatwością zapobiec zamieszczając przypisy z tłumaczeniem.

Drama w powieści Lisy Maxwell goni dramę i w niektórych momentach książka przez swój aż zbyt skomplikowany bieg zaczyna przypominać hiszpańską telenowelę. „Spiski, nieszczęścia i magia!” – tak bym w skrócie opisała tę powieść.

W moim odczuciu „Ostatni mag” jest opowieścią zagmatwaną, a jednak przez prostotę słownictwa łatwą do pochłonięcia w parę wieczorów. Bardzo spodobały mi się rozbudowane historie bohaterów oraz umiejętność autorki do przeplatania komedii z poważniejszymi tonami. Jeśli chcecie przeczytać coś luźnego, co nie wymaga skupienia całej uwagi na tym, o co autorowi tak właściwie chodzi, to ta książka na pewno jest dla was. Samo zakończenie naprawdę mnie wciągnęło i pozostawiło po sobie ogromny niedosyt, przez co z niecierpliwością czekam na drugą część.