Konwenty Południowe - Recenzja książki: Ted Chiang - „Wydech”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Ted Chiang - „Wydech”

Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 395
Cena okładkowa: 45 zł

Ted Chiang jest autorem może jeszcze nie bardzo znanym w Polsce, ale zdecydowanie wywołującym ciekawość czytelniczą. Na Zachodzie obsypana nagrodami (kilkukrotne Nebula, Hugo, Locus, Campbell i inne), u nas jego twórczość została przyjęta opornie jako coś, mimo wszystko, nieco egzotycznego, strawnego raczej w krótkich formach. Zbiór „Wydech”, zawierający dziewięć opowiadań o dość szerokiej rozpiętości tematycznej, został w ostatnich miesiącach na nowo przedstawiony czytelnikom przez wydawnictwo Zysk i S-ka. Teksty zawarte w tym zbiorze pochodzą z dość szerokiego spektrum czasowego – najstarszy i najmłodszy z nich dzieli około piętnastu lat, biorąc pod uwagę pierwotną datę publikacji – reprezentują więc różne poziomy warsztatowe, zamysły i źródła inspiracji. Każdy z nich jednak jest wart przeczytania.

Tom otwiera opowiadanie „Kupiec i wrota alchemika”. Główny bohater opowiada niesamowitą wręcz historię, w której spotkał w jednym ze sklepików z artefaktami i wynalazkami człowieka, który skonstruował wrota przenoszące człowieka w czasie. Umożliwiają one podróż o dwadzieścia lat naprzód. Niedowierzającemu klientowi Bashaarat przytacza kilka opowieści o osobach, które zdecydowały się skorzystać z wrót: o jednym, który dzięki temu odmienił swój los na lepsze, drugim, którego chciwość zwiodła na manowce i o żonie, która zapragnęła młodszego kochanka. Kupiec pozostaje sceptyczny – ale czy oprze się pokusie i własnej ciekawości? Już po pierwszym tekście widać, że Chiang lubuje się w skomplikowanej metaforyce i wschodniej konstrukcji opowieści. „Kupiec i wrota alchemika” noszą już drobne znamiona powieści szkatułkowej i zdecydowanie udatnie łączą ze sobą klimaty dalekowschodnie z lekkim science fiction.

Moim ulubionym opowiadaniem był jednak tytułowy „Wydech”, który gatunkowo przynależy już bardziej do klasycznego science fiction. W alternatywnym – być może – świecie żywe istoty, by móc żyć, wymieniają płuca jak butle z tlenem, instalują je w ciele, a zużyte oddają do napełnienia. To bardzo filozoficzny tekst, oparty w znacznej mierze na rozważaniach dotyczących zależności egzystencji od oddechu, a także natury wspomnień, myśli, ich niedoskonałości i metod udoskonalania ich zapisu. Czym jest życie i czy wobec niemożności zapamiętania go bez zakłóceń i wypaczeń ma jakieś znaczenie? „Wydech” jest cięższy w odbiorze od innych w tym zbiorze, ale niesie ze sobą spory ładunek przemyśleń i emocji.

W książce znajdziemy zarówno teksty poważne, jak i humorystyczne, naukowe i baśniowe, inspirowane twórczością Philipa K. Dicka i Monty Pythonem. Nie wszystkie są łatwe w odbiorze. Chiang lubi konsekwencje – a więc bohaterowie jego tekstów zawsze odczują na swojej skórze skutki własnych decyzji, bardziej lub mniej boleśnie, aż do okrutnego karania bezmyślności. Nie ma u niego miejsca na cuda, nie ma siły wyższej, która wyręcza w dążeniu do celu i poszukiwaniu rozwiązań. Już „Kupiec i wrota alchemika” pokazują to dobitnie – bo nadzieja na to, że poznawszy przyszłość, uda się ją jakoś z korzyścią dla siebie zmienić, jest płonna.

Dlatego też powtórzę to, co zawarłam już we wstępie – że po „Wydech” zdecydowanie warto sięgnąć, choć może on nie być miejscami lekturą łatwą. Na pewno będzie on jednak podstawą do przemyśleń, wywoła emocje i przyniesie parę ostrzeżeń co do tego, jak mogą potoczyć się przyszłe losy ludzkości. Nie bez powodu zbiór ten jest miejscami porównywany do popularnego serialu „Black Mirror” – jest w podobnym stopniu angażujący i wymagający odniesienia się do postawionych przed czytelnikiem zagadnień. Dlatego polecam przekonać się samemu.