Recenzje mang

The Hitman's Fave – Idolka zabójcy

Autor: Rintarou Ooshima
Gatunek: akcja, komedia, seinen, 15+
Wydawnictwo: Waneko
Liczba tomów: 3+
Cena okładkowa: 27,99 zł
Recenzja została napisana po przeczytaniu 2 tomów
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, co w czasie wolnym robią profesjonalni mordercy? Choć jest wiele środków ostrożności, których główny bohater musi przestrzegać każdego dnia, aby jego tożsamość się nie wydała, to nic nie powstrzyma go przed wspieraniem jego ulubionej idolki!
Edou Owaru to płatny zabójca znany w całej Japonii, a jego precyzyjność i brak wahania przyniosły mu miano „maszyny do zabijania”. Był to bardzo trafny przydomek… do czasu, aż poznał Kaorin, małą znaną idolkę pop z zespołu Rosaceae! Jako jej fan, Edou doświadczył wielu nieznanych mu wcześniej emocji, a idolka poruszyła jego sercem do tego stopnia, że postanowił porzucić swoją kryminalną przeszłość. Niestety, półświatek przestępczy nie zostawi go w spokoju tak łatwo…
Zacznijmy od tego, że komedia akcji jest ciekawym tworem – dobra manga tego gatunku powinna umiejętnie łączyć te dwa aspekty tak, aby się uzupełniały, i żeby żadna ze stron nie przytłaczała drugiej. Czytałam w przeszłości serie, w których komedii było po prostu za dużo, przez co ważne wydarzenia sprawiały wrażenie trywialnych i zbudowaną na tym fabułę ciężko było brać na poważnie, choć narracja tego widocznie wymagała.
Z radością mogę stwierdzić, że „Idolce Zabójcy” udało się ten balans osiągnąć – jest to historia, która umie się dobrze bawić, ale wie, kiedy trzeba zachować powagę. Manga ta nie bagatelizuje świata przestępczego, ale też nie kreuje go jako zbyt mrocznego i przesadnie krwawego, co z pewnością jest dużym plusem. Komedia natomiast jest zabawna i momentami wyjątkowo kreatywna, a mandze nie brakuje uroczych momentów. Najbardziej podobały mi się żarty, w których Endou wykorzystuje umiejętności nabyte jako morderca, aby wesprzeć Kaorin na jej drodze do sławy.
Kreska jest ładna i schludna, jednak moim ulubionym aspektem artystycznym tej mangi jest zdecydowanie to, że przez sposób, w który są narysowani, Endou i Kaorin wyglądają, jakby byli postaciami z dwóch różnych serii. Uwielbiam opowieści o mało prawdopodobnych przyjaźniach, więc ten wybór autora jest prawdziwą wisienką na (bardzo smacznym) torcie.
Bardzo podobają mi się również okładki tej mangi, a jeśli mowa konkretnie o polskim wydaniu, to papier, na którym wydrukowana jest obwoluta, jest teksturowany, co stanowi fajny detal.
Gdyby miała się na coś poskarżyć, to byłby to fakt, że czasami rysunki w scenach akcji były niejasne i trudno było mi zrozumieć, co się dzieje, ale nie wpływało to zbytnio na przyjemność, którą czerpałam z czytania tej pozycji. Choć wierzę, że ani ja, ani nasi drodzy czytelnicy nie są płatnymi mordercami, to uważam, że szczęście płynące ze wspierania swojego idola jest czymś, co zrozumie wiele osób. Z lekkim sercem mogę więc polecić tę mangę. Bonus punkty dla każdego, kto lubi japońską muzykę!














