Konwenty Południowe - Wywiad: Hall of Fame Cosplay - Twins Cosplay

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Imię i nazwisko: Patrycja i Laura Bugajewska
Nick: Twins
Wiek: 21
Fanpage: Twins cosplay
Miasto: Żory
Wywiad

Himetsu: Która z was pierwsza zaczęła fascynować się cosplayem? Jedna z was "zaraziła" drugą czy obie jednocześnie się tym zainteresowałyście?

Twins Cosplay: Cosplay sam w sobie zainteresował nas chyba jakoś na pierwszym konwencie, chociaż to było tak dawno, że nie pamiętamy dokładnie. Spodobała nam się idea przebierania się za postaci z gier i filmów – na tyle, że zapragnęłyśmy spróbować swoich sił w tej zabawie. Jakie są tego efekty, widzicie sami. Stroje robiłyśmy zawsze razem, w miarę możliwości do pary, chociaż zdarzało się, że coś wyszło pojedynczo, głównie dlatego, że nie zawsze możemy obie pojechać na konwent. 

H: Jakie były wasze początki z wykonywaniem strojów?

TC: Prymitywne! Neko i pokojówki królowały! A poważnie – początki bywały trudne i nerwowe. Jeszcze zanim poznałyśmy techniki pracy czy w ogóle materiały, to kombinowałyśmy, jak się da i z czego się da, a efekty nigdy nie były zadowalające. Teraz już mamy nieco więcej doświadczenia i z każdym strojem jest coraz lepiej; szukamy także nowych tkanin czy sprzętów.

H: Co sprawiało wam trudności?

TC: Chyba wszystko. Zrobienie odpowiedniego wykroju było męką, uszycie czegokolwiek katorgą, nie mówiąc już o odpowiednim złożeniu elementów i pomalowaniu ich. Nawet mocowanie bywało zbyt trudne!

H: Który moment wykonywania stroju jest waszym ulubionym? 

TC: Trudno to określić, ponieważ zależy od elementu i chociażby humoru. Na pewno początek jest najtrudniejszy i niezbyt emocjonujący, bo jeszcze nic nie widać prócz góry materiałów. Później zaczynają się schody, wiele elementów wprowadza chaos, a my nie lubimy chaosu! Można powiedzieć, że najlepszy moment to chwila ukończenia stroju i upchnięcia go do walizki w bezpieczny sposób, co nieraz bywa arcytrudne...

H: Czy macie plany na nowe kostiumy?

TC: Oczywiście! Nie możemy ich zdradzić, ale powiemy, że będzie kilka projektów, w tym jeden duży – zaplanowany na Pyrkon 2018. Będzie coś z filmu, coś z gry, także własna kreacja. Trzymajcie kciuki za te stroje!

H: Jest jednak cień nadziei, że można będzie was spotkać na Fotoconie?

TC: Oczywiście! W przyszłym roku... Wszystko przez to, że dopiero teraz możemy zabrać się „na poważnie” za stroje i ten rok zostanie poświęcony ich tworzeniu. Wiadomo też, że nie pojedziemy tam z byle czym. Fotografowie, szykujcie się!

H: Na jakie eventy planujecie wybrać się w tym roku?

TC: Raczej nie jeździmy na eventy. Zaplanowany mamy jedynie Pyrkon oraz Tsuru, reszta czasu poświęcana jest sesjom zdjęciowym.

H: Czy praca przeszkadza wam w rozwijaniu pasji? Mam na myśli to, że pracując, macie mniej czasu.

TC: Obecnie mamy mieszane uczucia w tej kwestii. Na pewno trudniej jest zabrać się do zrobienia stroju, ale z drugiej strony wystarczy troszkę motywacji. Damy radę! W ostateczności zostają weekendy!

H: Czy zdarza wam się pokłócić podczas wykonywania strojów?

TC: To już chyba u nas zwyczaj. Kłócimy się o różne rzeczy, od wyboru stroju po wykonanie, ale są to raczej niegroźne sprzeczki i nie wpływają znacząco na naszą współpracę.

H: Czy myślałyście, aby wykonywać cosplaye na zamówienie?

TC: Ani przez chwilę o tym nie myślałyśmy, ponieważ to wiąże się z szyciem na obce wymiary (a z doświadczenia wiemy, że nie każdy potrafi się dobrze zmierzyć), z dużymi wysyłkami czy chociażby zajmowaniem czasu. Z chęcią pomagamy mniej doświadczonym radą, nawet manualną pomocą, jeżeli są z okolicy, ale tworzenie na zamówienie odpada.

H: Co sądzicie o cosplayu w Polsce?

TC: Nie bardzo śledzimy tego typu rzeczy. Jednak można powiedzieć, że Polacy, jako kreatywni ludzie, zaczynają wynosić cosplay na coraz wyższy poziom, który zaraz będzie ciężko dogonić! Zaczynają się ruchome elementy, a my ledwo LEDy podłączamy...

H: A jak, waszym zdaniem, jest z podejściem ludzi do cosplayu? Chociażby na facebookowych grupkach.

TC: Wolałybyśmy nie wypowiadać się na ten temat. Każdy ma inny pogląd na cosplay, w inny sposób się tym zajmuje. Kto nas zna, ten wie o naszym ciętym języku, a w tym temacie mogłoby paść parę niecenzuralnych słów.

H: Czy spotkałyście się z hejtem, kiedy zaczynałyście przygodę z cosplayem? Pytam, ponieważ zauważyłam, że komentarze bez konstruktywnej krytyki bardzo często widnieją pod zdjęciami początkujących osób.

TC: Oczywiście, hejtu było sporo. Coś w stylu „nigdy nie zrobicie dobrych strojów” albo – co nas bardzo bawiło za każdym razem – mówienie, że robimy skąpe stroje, chociaż jesteśmy grube! Kreatywnośc naszych antyfanów nie znała granic. Teraz już co prawda zamilkli, ale te słowa były motywacją do pracy. My nie zrobimy?

H: Co was inspiruje do pracy?

TC: Chyba zamiłowanie do fantastyki, kreatywnego spędzania czasu czy chociażby uśmiechy fanów. Nawet kiedy skończymy strój i mówimy „przerwa na pół roku!”, to i tak za tydzień jest już nowy plan. Samo wychodzi. Nie ma się co dziwić, skoro inpiracji jest wszędzie pełno. Pojawia się teraz tyle świetnych filmów czy gier... Sama natura też inspiruje nas w tym roku aż do dwóch projektów.

H: Posiadacie jakieś „lifehacki” dotyczące wykonywania elementów strojów?

TC: W internecie jest tyle tutoriali, że chyba nic nowego nie możemy powiedzieć. Wiele elementów tworzymy na zasadzie prób i błędów.

H: Czy potraficie wyobrazić sobie etap, w którym kończycie wykonywanie strojów?

TC: Można tak powiedzieć. Jeszcze zanim strój jest skończony, już mamy obmyśloną sesję fotograficzną dla niego, to, jak powinien wyglądać ostatecznie. Inaczej jest ze strojami, które projektujemy... A właściwie nie projektujemy, bo to zawsze jest spontan. Ciągle można coś dodać, ulepszyć, zmienić. Tak jest w przypadku ostatniego stroju Khajita Zmory – na Pyrkonie w tym roku poznacie ulepszoną wersję, a także drugą kocią postać. Taka myśl własciwie sama pojawia się głowie, ponieważ czasem robienie jednego stroju ciągnie się miesiącami.

H: Czyli stawiacie na jakość, a nie ilość?

TC: Nie inaczej. Zwłaszcza, że patrzymy na to, co zrobiłyśmy; szukamy błędów i chcemy je naprawić. Lepiej robić jeden strój przez pół roku, ale porządnie, z dbałością o szczegóły.

H: Ile czasu średnio zajmuje wam wykonanie stroju?

TC: Tak jak już wyżej zaczęłyśmy, zazwyczaj wykonanie stroju to kilka miesięcy. Nie zajmujemy się tym, jak większość bardzo znanych artystek, dlatego też nie poświęcamy każdej wolnej chwili cosplayowi i zostaje on ukończony w odległym terminie. Oczywiście jest to także podyktowane dostępnością środków na materiały. Łatwiej jest, od kiedy pracujemy; mamy także stronę na Patronite.

H: Spodziewałyście się, że kiedyś pojawicie się w Hall of Fame?

TC: Absolutnie nie! Totalne zaskoczenie – znaleźć się wśród takich gwiazdeczek! Bardzo, bardzo nas to cieszy.

H: Właściwie teraz zdałam sobie sprawę, że powinnam to pytanie zadać na samym początku - jak długo „bawicie się” w cosplay?

TC: Żebyśmy tak pamiętały... Na pierwszy konwent pojechałyśmy w 2012 roku (albo i wcześniej), ale prawda jest taka, że tworzenie strojów zaczęło się już wcześniej – dawno, dawno temu, chociaż nie wiedziałyśmy jeszcze nic o cosplayu.

H: Czemu akurat cosplay?

TC: A czemu nie? Nie wiemy, jak to dokładnie wyjaśnić. Ot, fajna zabawa – wcielić się w rolę postaci, popatrzeć na uśmiechy ludzi, porobić zdjęcia... No i ciekawa forma spędzania czasu!

H: Jaki był wasz pierwszy konwent, na którym byłyście w strojach?

TC: Japcon, ale nie przyznajemy się do tego, jakie to były stroje!

H: Macie jakiś ulubiony strój?

TC: Zdecydowanie fauny. Nie dość, że przyjemnie się robiło strój bez projektu, to jeszcze bardzo pozytywny odbiór zmotywował nas do tworzenia własnych postaci. Możemy zdradzić, że faunów w planach jest więcej...

H: Jak wy widzicie siebie jako „ceraty”?

TC: My staramy się bawić i po prostu spełniać swoje marzenia, związane z zamiłowaniem do fantastyki i tworzenia. A że przy okazji można załapać się na ciekawe wydarzenia, to nie pozostaje nic innego, jak tylko robienie!

H: Czy macie jakieś stroje, po których macie obtartą skórę czy inne uszkodzenia? Czy jednak wolicie wygodę i nie robicie sobie takiej krzywdy w imię sztuki?

TC: A co to? Nie przypominamy sobie wygodnego stroju. W faunach, jak się można domyślić, dawały się we znaki kopyta, khajitowa mordka nieco odparzyła skórę... Stawiamy na wygląd, ale też w takich przypadkach nie katujemy się. Jeżeli już komfort staje się naprawdę niski, to pora wskoczyć w luźne wdzianka.

H: Czym jest dla was cosplay? Zabawą, formą sztuki czy jednym i drugim jednocześnie?

TC: Zdecydowanie jednym i drugim. Wystarczy spojrzeć na zróżnicowanie poziomu w cosplayu. Niektórzy tak go podnoszą, że to już musi być sztuka... A zabawa pzy okazji!

H: Dzięki wielkie za wywiad, współpraca z wami była przyjemnością. Mam nadzieję, że spotkam was na jakimś konwencie. Życzę wam powodzenia ze strojami. Do zobaczenia!

TC: To my dziękujemy.