Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Imię i nazwisko: Piotr Quell
Nick: Quellu
Wiek: 24
Fanpage: Quell Crafts
Miasto: Poznań
Wywiad

Timantin: Cześć! Tym razem gościmy nikogo innego, jak samego... Quell Crafts! Bardzo nam miło, że zgodziłeś się na chwilę rozmowy. Czy mógłbyś powiedzieć nam co nieco o sobie?

Quellu: Cześć, mi również jest miło, nazywam się Piotr Quell, zajmowałem się malarstwem, a obecnie studiuję rzeźbę na uniwersytecie artystycznym w Poznaniu. Jestem wielkim fanem Śródziemia, geekiem, gamerem i cosplayerem. Cosplayem zajmuję się od stycznia 2015 roku i tak jakoś dalej się one tworzą… *śmiech*

T: W jaki sposób zrodziło się Twoje zamiłowanie do cosplayu? Zainteresowania? Znajomi? Studia? A może był to czysty przypadek?

Q: Pamiętam, że to zrodziło się na pierwszym konwencie, na jakim byłem, a był to Pyrkon 2014. Byłem dość zmęczony szykowaniem pracy dyplomowej i nauką do matury. Moja narzeczona wpadła na pomysł zorganizowania jakiegoś fajnego wyjazdu. Kolega zaproponował Pyrkon. Długo się nie zastanawialiśmy, zebraliśmy drużynę i wyruszyliśmy. Pyrkon był magiczny: atmosfera, klimat i ludzie o podobnych zainteresowaniach. Po zobaczeniu Maskarady stwierdziłem, że też bym chętnie coś takiego zrobił. Po maturze, podczas spotkania z znajomymi, świętując wyniki, pomyśleliśmy, że to dobry moment, by coś porobić, tylko co? To może... zróbmy hełmy? Bez zastanawiania się nad tym dłużej, wstaliśmy i wzięliśmy się do pracy. Wiadomo, wyszło jak wyszło, heh. Ale to sprawiło, że postanowiłem, że jak już dostanę się na studia, to zrobię swój pierwszy cosplay. A jak już robić, to czemu by nie na konkurs? A jeśli na konkurs, to jaki? Więc obrałem Maskaradę 2015 za termin i chwilę debiutu.

T: Co przygotowałeś na swój debiut podczas Maskarady?

Q: Zbroję strażnika Ereboru. Jako fan twórczości Tolkiena oraz doskonałej pracy studia Weta nie mogłem zdecydować się na nic innego. A z racji tego, że wtedy też „Hobbit” był emitowany w kinach, tym bardziej się skłaniałem ku temu, by cosplay inspirowany był właśnie światem Tolkiena.

T: Wspaniale! Widać, że jesteś prawdziwym pasjonatą. Nie każdy zwraca uwagę na takie kwestie, a szczególnie do tego stopnia. Czy napotkałeś jakieś trudności podczas tworzenia stroju? Jeśli niekoniecznie, to co Twoim zdaniem było najtrudniejsze w jego powstawaniu?

Q: Trudności… Hmm. Z racji tego, że byłem za młodu modelarzem, nie wydało mi się to aż tak trudne. Teraz, jak sobie przypominam, strasznie się denerwowałem przy pomiarach i przenoszeniu skali, by wszystko na mnie dobrze leżało i pasowało. Najwięcej czasu poświęciłem chyba właśnie na wyliczenia. Krasnoludzkie pancerze są bardzo geometryczne, więc uznałem, że wszystko musi być idealnie. Kolejnym problemem było dobranie materiałów, chciałem początkowo robić strój z papier-mache, ale wiedziałem, że to będzie nietrwałe. Więc zacząłem badać, z jakich materiałów robią to prawdziwi cosplayerzy. Tak właśnie poznałem twórczość np. Shappi Workshop. Tym bardziej się ucieszyłem, gdy zobaczyłem ją jako jurorkę na moim debiucie, wiedząc, że to ona doceniła moją ciężką pracę, wręczając mi nagrodę za najlepszy cosplay Maskarady 2015! Nigdy nie czułem się tak dumny z siebie.

T: Gratulacje, gratulacje! Jakie to uczucie, otrzymać tak wyjątkową nagrodę? Jak czułeś się stojąc tam, przed tłumem i będąc docenionym jako twórca?

Q: Fenomenalne, magiczne, wyjątkowe! Długo by można wymieniać, a i tak nie byłbym w stanie opisać pełni uczuć towarzyszących mi wtedy na scenie. Za każdym razem, gdy widzę ją na mojej półce, to moje serce napełnia się dumą. Stojąc tam, czułem się zmęczony, głodny (heh), zmieszany, zaskoczony, ale przede wszystkim szczęśliwy! Nigdy nie sądziłem, że moja praca może się podobać tak wielu ludziom!

T: Czy to właśnie ten event jest Twoim ulubionym, czy też najbardziej pamiętnym?

Q: Choć odwiedziłem już bardzo wiele eventów, konwentów, imprez masowych czy też targów gier, to z Pyrkonem jestem najbardziej zżyty. Jest to mój pierwszy i najbardziej pamiętny konwent.

T: A jak w kwestii Twoich strojów i wszelkich tworów? Który z nich jest najbardziej pamiętnym lub najmocniej napawa Cię dumą?

Q: Myślę, że każdy strój nauczył mnie czegoś nowego. Przy krasnoludzie uczyłem się pracy z pianką EVA. Potem robiłem Vesemira, który nauczył mnie szycia i plecenia kolczugi. Robiąc Ivana („Heroes might and magic VII”) pierwszy raz używałem materiałów termoplastycznych typu Worbla, a miecz odlewałem w żywicy. To było wyzwanie! Robiąc Ragnara Lodbroka uczyłem się pracy w skórze i wykonałem tarczę zgodnie z tym, jak robią to rekonstruktorzy historyczni. A mój Dovakiin dał mi szansę opanowania wielu technik i pracy w metalu. To było wyzwanie, odlanie, polerowanie, heh, a myślałem, że ciężko się żywicę poleruje. Ale, odpowiadając na twoje pytanie, Dovakiin zdecydowanie!

T: Przyznam, że Dovakiin to również mój ulubiony strój, znajdujący się w Twojej kolekcji. Planujesz pojawić się w nim podczas któregoś przyszłorocznego eventu? Czy to jednak zbyt wcześnie na jakiekolwiek gdybania?

Q: Absolutnie nie jest za wcześnie! Na pewno pojawię się w nim na Pyrkonie! Oraz, jeśli się wyrobię, z następnym dużym projektem.

T: Zdradzisz nam, nad czym tak rezolutnie pracujesz?

Q: Oczywiście! Nie jest to jakaś wielka tajemnica, chyba że poliszynela, heh. Obecnie wracam do początków i zdecydowałem się na strój pewnego władcy ciemności z pięknym złotym pierścieniem. Już zdecydowałem, że przy tym projekcie też pouczę się nowych technik i część pracy będzie wykonana za pomocą druku 3D. Choć to nie jedyny projekt, bo jeszcze kończę mój strój Jiraiyi z „Naruto” – jest jednak już na tyle skończony, że nie traktuję go już jako nowy projekt.

T: Wychodzi na to, że będzie to kolejny raz, gdy połączysz ze sobą miłość do fantastyki, sztuki oraz z pewnością kilku innych umiłowanych dziedzin, prawda?

Q: Tak. Zdecydowanie. Ale ważny jest też dla mnie samorozwój, warto sobie kłaść poprzeczkę nieco wyżej. Kocham to, co robię, inaczej bym tego nie robił. Mam tylko nadzieję, że się wyrobię z terminem, bo detali do zrobienia jest mnóstwo. Ten projekt jest naprawdę pracochłonny.

T: Stuprocentowo, nie ma innej możliwości. Będziemy bacznie przyglądać się przygotowaniom. Powiedz, czy istnieje coś bądź ktoś, będący Twoim źródłem inspiracji?

Q: Na pewno moim głównym źródłem inspiracji jest studio, które już wcześniej wymieniłem, a mianowicie Weta Workshop. Już w za młodu ich scenografie w trylogii Petera Jacksona wprawiały mnie w zachwyt. Potem sprzedawano w gazetach figurki do kolekcjonowania z „Władcy Pierścieni” i tak, zbierając je, zaczynałem sam tworzyć makiety i modele do nich. Później robili scenografie i kostiumy do wielu innych produkcji, jak na przykład nowy „Ghost in the shell” i za każdym razem niedowierzałem, jak bardzo można dbać o detale wykonania. W samym cosplayu myślę, że mam dwoje faworytów, którzy mnie inspirują, Shappi Workshop oraz Lightning Cosplay. Shappi była moim pierwszym źródłem inspiracji w cosplayu i w sumie poprzez jej tutoriale dowiadywałem się, czym jest pianka czy jak odlewać gemy. Dziś wydaje mi się to dość oczywiste, lecz na początku bardzo mi to pomogło. Poza tym jest przesympatyczną osobą. Lightning Cosplay to pierwsza zagraniczna cosplayerka, która pokazała mi, jak niezmiernie ważny jest sposób dobierania materiałów, jak i różnicowanie ich oraz stosowania różnych technik przy pracy. Po dziś dzień zaskakuje mnie swoją dbałością o detale, starannością wykonania, a także profesjonalizmem.

T: Jakie techniki preferujesz podczas tworzenia?

Q: Zdecydowanie odlewy wszelkiego rodzaju. Lubię rzeźbić formę od podstaw. Mierzenie i robienie wykrojów mnie trochę meczy i kiedy nie są potrzebne, staram się ich unikać. Odlewane elementy dają mi satysfakcję, że zrobiłem coś trwałego i porządnego. Przy częściach z pianki najbardziej obawiam się o uszkodzenia. Choć to lekkie i wygodne rozwiązanie, przyznaję. Ale z reguły dobieram taką metodę, jaka wydaje mi się najbardziej odpowiednia do danego elementu.

T: Zadziwiające. Zdradź proszę, jak udaje Ci się łączyć pasję z życiem prywatnym? Nie odczuwasz braku czasu lub presji? Nie musisz poświęcać jednego na poczet czegoś całkiem innego?

Q: Heh... Brak czasu to mało powiedziane. Staram się jak najbardziej wszystko pogodzić, choć bywa to trudne. Za to w weekendy nie muszę się długo zastanawiać i sięgam po piankę czy inne materiały, i biorę się do dzieła. Presja niestety jest obecna cały czas. Jeden termin goni następny, a jak w międzyczasie coś jeszcze trzeba nagle zrobić, to już w ogóle się zastanawiam, czy mogę spać.

T: „Nie możesz”, a wręcz powinieneś! *śmiech* Jak możemy zaobserwować, żadne czynniki nie powodują u Ciebie braku motywacji, ba! Wręcz pchają Cię ku kolejnym wyzwaniom, które chętnie podejmujesz. Powiedz proszę, czy jako artysta, cosplayer, posiadasz coś na kształt marzeń, których spełnienia wyczekujesz? Czego skrycie pragniesz?

Q: Każdy ma jakieś swoje małe marzenia, w tym również ja. Jako artysta i cosplayer pragnę, by moja praca była doceniana przez innych. By docierała do jak największej liczby odbiorców. Może pewnego dnia to ja kogoś zainspiruję do działania! Kto wie. Byłoby na pewno bardzo miło.

T: Wierzę, że się to ziści. Natomiast czy, jako osoba, posiadasz również jakieś marzenie, które czeka na realizację?

Q: Jako że zawsze inspirowałem się kulturą japońską, to chciałbym zwiedzić Japonię, Nagasaki, Tokyo oraz oczywiście Kioto! Zobaczyć ten kraj zarówno od tradycyjnej strony, jak i współczesnej.

T: I tego właśnie wszyscy gorąco Ci życzymy. Dziękuję za wspaniałą, wypełnioną po brzegi pasją rozmowę. Czy chciałbyś powiedzieć coś od siebie wszystkim, którzy właśnie nas czytają?

Q: Każdy jakoś zaczyna swoją drogę. Gdyby mi ktoś powiedział, co wyjdzie w przyszłości z mojej pasji do fantastyki oraz modelarstwa, i jak to się rozwinie za 15 lat, to w życiu bym mu nie uwierzył. Najważniejsze, to dalej się rozwijać i nie zatrzymywać, a na pewno przerodzi się to w niesamowitą przygodę.

T: Przy tym pozostańmy. Do zobaczenia znów!

Q: Do zobaczenia.