Konwenty Południowe - Wywiad z pisarzem - Michał Gołkowski (ponownie)

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Wywiad Michał Gołkowski

Michał Gołkowski (ponownie)

Rok urodzenia: 1981
Miasto pochodzenia: Sochaczew
Rok pierwszej wydanej książki: 2013 
Fanpage: Michał Gołkowski - ofiszyl fanpejcz

 

 

 

Wywiad

Arkady Saulski: Właśnie zakończył Pan prawdziwie monumentalną trylogię „Bramy ze Złota”. Nie zwalnia Pan tempa, bowiem już zapowiedział kolejną powieść z cyklu „Stalowe Szczury”, rozgrywającą się w alternatywnym uniwersum I wojny światowej. Skąd zainteresowanie historią?

Michał Gołkowski: Historia zawsze była dla mnie tą ciekawszą, bo ukrytą częścią składową teraźniejszości. Wychowałem się w wielkim, starym domu, pełnym trzeszczących podłóg, dziwnych zakamarków, zakurzonych słojów i stojących wszędzie książek. Nie było miesiąca, żeby dziadek nie wykopał w ogródku czegoś z ziemi – a to monety z XVIII wieku, a to naboju do pierwszowojennego Mosina. Albo gwoździa od trumny, bo zdarzyło się raz i tak!
Jestem potomkiem rodziny humanistów, miłośników języka i jego dziejów, którzy zawsze rozpatrywali książkę przez pryzmat czasów, w których powstawała, i równoległych z nią wydarzeń historycznych. Od małego czułem, że tego, co jest tu i teraz, jest niewspółmiernie mniej od rzeczy, które już były tam i kiedyś – a więc że historia jest o wiele obszerniejsza, jeśli nie wręcz ciekawsza niż teraźniejszość.
Poza tym nikt, nikt nie jest w stanie wymyślić ciągu zdarzeń tak bardzo niesamowitego, niewiarygodnego, obłąkanego i zaskakującego jak to, co czasami dzieje się naprawdę. Najlepsze scenariusze pisze ponoć życie, więc wystarczy sięgnąć pomiędzy karty historii i znaleźć tam wszystko, co potrzebne. Tym bardziej, że historia zatacza koła, a my wyłącznie powtarzamy nowymi słowami te same opowieści.

AS: Pisząc fabuły umiejscowione w okresach historycznych lub quasi-historycznych, z pewnością pracuje Pan na źródłach. Jak wygląda w Pana przypadku kwerenda? Czy natrafił Pan na jakieś źródła, które w toku pisania lub dalszych badań uznał za niewiarygodne lub przeciwnie – bardzo rzetelne a niedoceniane?

MG: Nie wierzę w szykowanie się do pisania książki *przed* rozpoczęciem pracy.
Jeśli miałbym w ogóle nie mieć pojęcia o danym okresie i miejscu – weźmy na ten przykład starożytne, albo i średniowieczne Chiny – to w ogóle bym nie brał się za pisanie o nim, bo musiałoby to być albo skrajną głupotą, albo zwyczajną butą, żeby wierzyć, że można rzetelnie zrobić coś, o czym nie wie się nic. Dlatego też zawsze zaczynam od miejsc i czasów, o których mam już jako taką wiedzę, a potem pogłębiam ją w trakcie, w miarę zapotrzebowania. W ten sposób unikam sytuacji, gdy znajduję coś, co uznaję za tak ciekawe, że koniecznie, nieodwołalnie, musowo chcę to pokazać czytelnikowi – bo wtedy ten ostatni nieodmiennie ma wrażenie, że autor próbuje zabłysnąć, olśnić go swoją wiedzą eksperta. Czytelnicy doskonale czytają nie tylko książkę, ale i jej twórcę, i bardzo szybko wyłapują takie chwile słabości.
Wierzę natomiast w zarażanie ludzi swoją pasją. Nie próbuję pozycjonować siebie jako eksperta od czegokolwiek, bo ja nadal się uczę, uczę wraz z moim odbiorcą, ale zdecydowanie jestem w każdym wypadku pasjonatem danego tematu. Na tej zasadzie zakochałem się w Wielkiej Wojnie podczas pisania „Stalowych Szczurów”. Wcześniej, owszem, interesowała mnie, ale dopiero podczas robienia badań przy pisaniu książki zrozumiałem, jak cudownie obłąkany był to czas.
Źródła są niewiarygodne z założenia, bo piszą je ludzie. Każdy bardziej obszerny tekst literacki musi być w taki czy inny sposób nacechowany poglądami, propagandą lub światopoglądem. Dla przykładu, większość kronik średniowiecznych „cierpi” na chroniczną dyskalkulię megalomańską, wyolbrzymiając liczbę walczących w bitwach i zamieszkujących miasta ludzi dziesięcio-, a najpewniej i dwudziestokrotnie.
Najbardziej niedocenione źródło? Pochodzące z epoki minojskiej krótkie notatki kwatermistrzowskie znajdowane w pałacach Krety. Liczba wydanych oficerom hełmów, odebrane promienie do strzał, zamówione koła do rydwanów. Widać i czuć w tym ogrom oraz złożoność machiny gospodarczo-wojennej, jaką musiała stanowić wówczas ta ikonicznie wręcz piękna wyspa. Zdecydowanie preferuję teksty krótkie, robocze i techniczne od kronik czy peanów na cześć władców, bo to one najpełniej przekazują nam może i wąski, ale niezmiernie wymowny wycinek rzeczywistości.

AS: W trylogii „Bramy ze Złota” przedstawia Pan rozmaite kultury umiejscowione na różnych szerokościach geograficznych. Badanie której z nich było najtrudniejsze?
Szczerze mówiąc, nadal zagadką są dla mnie ludy Wielkiego Stepu. To pokłosie diametralnie odmiennej od naszej kultury, mentalności i religii, która przecież przez długi czas stała nie to, że u progu, ale wręcz w przedpokoju średniowiecznej Europy i zupełnie poważnie rozważała wejście w butach na salony!

MG: Absolutnie zafascynowali mnie Ongurowie, czyli lud koczowniczy będący założycielem tak zwanego (nieszczególnie trafnie) Pierwszego Carstwa Bułgarskiego. Pozornie prymitywni nomadzi, którzy pod wodzą obdarzonego nietuzinkową wizją chana zdecydowali się rzucić wyzwanie samemu Imperium Rzymskiemu ze stolicą w Konstantynopolu – i na dość długi czas faktycznie dali radę przyćmić jego blask.
Chan Terwel, bo to o nim mowa powyżej, miał być nieledwie postacią drugo- albo i trzecioplanową. Już czytając o nim czułem, że będzie kimś o wiele ważniejszym, zaś tworząc jego postać poczułem, że w zasadzie to jakby dobrze pomyśleć, to fajnie by było napisać osobną książkę – o nim samym.
To właśnie takie smaczki, takie rodzynki w cieście sprawiają, że pisanie książek daje mi tyle radości i satysfakcji, bo jest to podróż, która nie kończy się nigdy.

AS: Przed premierą „Świątyni na Bagnach” opisywał Pan, iż wiele miejsc nakreślonych w książce jest autentycznych. Czy mógłby Pan wskazać, o które lokalizacje chodzi?

Och, oczywiście 😊
Miejscem, które zainspirowało mnie do napisania samej „Świątyni na Bagnach” był tak zwany Krąg Galindów stojący w lesie pod Białą Piską – uroczym miasteczku, z którego wywodzi się cała rodzina od strony mojej ślicznej małżonki. Polecam każdemu wizytę tam i poczytanie o samym kręgu, bo już nawet historia jego odkrycia jest mocno niesamowita i potrafi zainspirować.
Siłą rzeczy sama „Świątynia” dzieje się właśnie tam! Pośród bezdroży i mokradeł Puszczy Piskiej, na pagórkach i w ciemnych dolinach Mazur Garbatych, pomiędzy największymi jeziorami, z których – gdy dobrze poszukać – można znaleźć rzeczkę, która potem wpada do większej rzeki, toczącej swe wody ku morzu. Te miejsca istnieją naprawdę, trzeba tylko je znaleźć!

AS: „Stalowe Szczury” eksplorują okres Wielkiej Wojny, zaś opowieść Zahreda pozwala Panu na podróż przez różne okresy historyczne. Lecz czy są okresy, o których chciałbym Pan napisać, ale jeszcze nie nadarzyła się okazja? Jeśli tak, to o jakie czasy mogłoby chodzić?

Ojej, ojej! To może powiem, jakie są plany. Tak będzie łatwiej i prościej.
Teraz jestem w trakcie eksplorowania dystopijnej, przyszłościowej wizji Federacji Rosyjskiej, więc zamiast obserwować przeszłość, zabawiam się ekstrapolowaniem przyszłości.
Następne w kolejności są trzy powieści osadzone w XVI wieku, które poruszą temat podboju, a raczej holokaustu Meksyku dokonanego przez wojska Corteza, następnie powstania chłopskiego Floriana Geyera i wreszcie niesławnego Sacco di Roma, czyli złupienia Rzymu przez hiszpańskich kondotierów. Wspólnie stanowią trylogię „Świat we krwi”.
Nieustająco mam w głowie całą fabułę „Ostatniego Cesarza”, czyli powieści stricte historycznej o dojściu do władzy, światłych rządach i w końcu śmierci ostatniego wielkiego i prawdziwego cesarza, czyli Manuela Komnena w drugiej połowie XII wieku w Konstantynopolu.
Kusi mnie tchnieniem dżungli i zapachem świeżo suszonych liści herbaty „Krwawa Kompania”, a więc opowieść o poszukiwaniu ostatnich prawdziwych bogów pośród zapomnianych i opuszczonych miast XVIII-wiecznych Indii.
Ja naprawdę mam więcej pomysłów niż czasu, żeby je spisywać w formie kolejnych książek 😊

Wydane dotychczas pozycje (w chwili publikacji wywiadu):

  1. Cykl Siedmioksiąg grzechu
    Spiżowy gniew, Bogowie Pustyni, Bramy ze złota 1. Świątynia na bagnach, Bramy ze złota 2. Złote miasto
  2. Cykl .S.T.A.L.K.E.R.:
    Ołowiany świt, Drugi brzeg, Droga Donikąd, Sztywny, Powrót
  3. Cykl Stalowe Szczury:
    Błoto, Chwała, Konigsberg, Otto
  4. Cykl Komorniczy:
    Komornik, Komornik ++ Rewers, Komornik +++ Kant
  5. Powieść:
    Moskal.
  6. Antologie:
    Pióra Falkonu - Na nocnej zmianie, Idiota skończony