Konwenty Południowe - Relacja z konwentu: Pyrkon 2017 - Czy było warto?

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

PYRKON 2017
28-30 kwietnia
Pyrkon. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć cóż to za impreza, ale dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – jest to największy Festiwal Fantastyki w Polsce. Jak co roku przyciągnął rzesze ludzi do Poznania. Tym razem data wydarzenia przypadła na ostatni weekend kwietnia, tj. 28-30.04. Pogoda nas nie rozpieszczała, bo najcieplej nie było. Nie ostudziło to jednak naszego zapału i bawiliśmy się świetnie. Po więcej szczegółów zapraszam do rozwinięcia.

Festiwal rozpoczął się w piątek o godzinie 10:00, a oficjalne zamknięcie imprezy miało miejsce o 19:30 w niedzielę. Osoby posiadające jednodniową wejściówkę mogły przebywać na terenie konwentu do godziny 6:00 dnia następnego (wg informacji podanych na stronie wydarzenia). Tym razempyrkon2017 wejście organizatorzy bardzo dobrze rozplanowali wejścia na teren festiwalu, dzięki czemu nie było gigantycznych kolejek i chaosu, jak w zeszłym roku. Do dyspozycji mieliśmy wejście wschodnie, północne i zachodnie. Osoby, które wykupiły akredytację wcześniej, mogły odebrać swoją wejściówkę przy wejściu wschodnim, natomiast Ci, którzy kupowali bilet na miejscu, musieli udać się do wejścia północnego. Było to bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ tłum został rozdzielony na dwie mniejsze grupy, a dzięki większej ilości wejść, przepustowość była znacznie lepsza. Osoby, które otrzymały już identyfikator, mogły opuszczać i wracać na teren imprezy dowolnym  wejściem. Podczas akredytacji, każdy otrzymywał informator konwentowy oraz smycz z identyfikatorem. Pierwsze 6 tys. osób zdobyło także kostkę do gry.

Przydałaby się mapa i kompas.

Tak, zdecydowanie. Teren festiwalu jest spory i trzeba się trochę nachodzić. W tym roku Pyrkon wykorzystał 12 pawilonów, z czego 8 zostało przeznaczonych na atrakcje, bloki programowe itd. Część z nich pełniła podobne funkcje jak w zeszłym roku. Znacząca zmiana dotyczyła miejsc do spania, które tym razem znalazły się w pawilonach 3 i 3A. Było tutaj zdecydowanie więcej miejsca niż w pawilonie 5, gdzie teraz znajdowali się wystawcy. Według mnie, przez tę zmianę cała impreza przeniosła się na północną część terenu. Z jednej strony skróciło to trochę odległości, ale z drugiej Plac Marka opustoszał. Oczywiście wpływ na to miała także pogoda i zmiana lokalizacji ogródka piwnego. Większość wolała siedzieć w ciepłych pawilonach, niż marznąć na dworze. Wspomniany ogródek piwny znalazł się obok dystryktu 10, między pawilonem 5 i 6A. Tam znajdowały się też punkty gastronomiczne oraz blok gier bez prądu/planszówki. W tym miejscu spokojnie można było odprężyć się ze zpyrkon2017 gry bez prądunajomymi przy %. Pawilon 15. jak co roku pełnił funkcję programową, to tam można było zdobyć autografy od naszych ulubionych autorów i innych gości. W pawilonie tym znajdowała się również Sala Ziemi, w której odbyła się maskarada. Niestety, zabrakło mi czasu na wszystkie rozrywki. Nie udało mi się np. dotrzeć do pawilonu 14, gdzie ulokowana była strefa fabularna. Za to kilkakrotnie przechodziłem przez 5A, który był w całości przeznaczony do gier elektronicznych. Tutaj duży plus, ponieważ większość budynków, w których odbywały się atrakcje, zajmowali wystawcy. Punkty z gastronomią były ze sobą połączone tunelami. Dzięki temu można było przemieszczać się bez wychodzenia na zewnątrz, poza teren konwentu.

Prawie po kolei.

Pawilon 5 był pierwszym, w którym się znaleźliśmy, zaraz pyrkon2017 po wejściu na teren festiwalu od strony północnej. To tutaj znajdowali się wszyscy wystawcy, 171 stanowisk, a do tego blok dziecięcy oraz czytelnia komiksów na antresoli. Nie było możliwości, żeby ktoś nie znalazł tu czegoś dla siebie. Kolejnym miejscem, w które się udałem, była strefa fantastycznych inicjatyw. Tam ulokowane było nasze stanowisko. Jeśli ktoś chciał, to mógł nas odwiedzić, porozmawiać i dowiedzieć się, jak wygląda nasza praca „od kuchni”, a przy okazji wziąć udział w małym konkursie. Stąd znajomi zaprowadzili mnie do „naszego” kącika w pawilonie 3, po czym mogłem ruszyć na podbój Pyrki.

Od atrakcji głowa pęka

Jak zwykle, tutaj nie można się nudzić. Można za to dostać istnego zawrotu głowy od nadmiaru atrakcji. Do wyboru mieliśmy dziesiątki sal prelekcyjnych, w których odbywały się: warsztaty, konkursy, wykłady, pyrkon2017 strefa autografówwystawy i wiele więcej. Często brakowało miejsc i nie każdy mógł dostać się na wyczekiwane przez siebie wydarzenie. Gigantyczne kolejki ustawiały się w strefie autografów. Każdy chciał zdobyć upragniony podpis i zamienić choćby słówko z ulubionymi autorami, rysownikami i innymi twórcami. Trudno się temu dziwić - okazji do spotkania tak niesamowitych gości nie mamy przecież na co dzień. Mało? No to lećmy dalej. W pawilonie 7 czekały na nas fantastyczne wioski, w których można było się odprężyć i przenieść do zupełnie innego świata. Zobaczyć stroje, wziąć udział w różnych aktywnościach oraz zrobić pamiątkowe zdjęcia. W siódemce można też było dać upust swoim emocjom, a to wszystko podczas walk na arenie – oczywiście w granicach rozsądku. Dla osób wolących nieco spokojniejszy rodzaj rywalizacji, najodpowiedniejszym miejscem był pawilon 6A, gdzie znajdowały się gry bez prądu. Bitewniaki, karcianki i nieco bardziej łagodne planszówki, ale przy tym wciąż bardzo emocjonujące. Jeżeli ktoś był na konwencie sam, to nie było problemu żeby do kogoś się dołączyć i pograć, nawiązując tym samym nowe znajomości. Był to jeden z bardziej obleganych pawilonów, a do tego czynny całą dobę. Ponadto cały pawilon 5A zamienił się w wypasiony Blok Gier Elektronicznych, coś w rodzaju małego PGA. Mogliśmy tu znaleźć gry retro, konsole oraz strefę Indie Games. Odbywały się tutaj liczne turnieje z wartościowymi nagrodami. Trudno było zakosztować wszystkich atrakcji, zwłaszcza, że w wielu miejscach wciąż działo się coś ciekawego. pyrkon2017
Przechadzając się od pawilonu do pawilonu, starałem się zapamiętać jak najwięcej, by móc wam to teraz opisać. Rozmawiałem z ludźmi, widziałem ich wesołe twarze. Rodziny z dziećmi, wszyscy poprzebierani. Pyrkącik dla najmłodszych. To wszystko tworzy niesamowitą atmosferę. Widzimy różne pokolenia i wiemy, że to nie jest wydarzenie tylko dla młodzieży, ale dla wszystkich. W każdym z nas drzemie dziecko i miłość do fantastyki. Dorośli z nostalgią podziwiali mnogość atrakcji, wspominając lata swojej młodości. Dzieciaki cieszyły się, spotykając swoich ulubionych bohaterów z bajek.

Nadchodzi ciemna strona mocy

„Star Wars” zdecydowanie cieszyły się ogromną popularnością. Na każdym kroku można było spotkać żołnierzy Imperium bądź rycpyrkon2017 Star Warserzy Jedi. Dobrze, że potrafili się powstrzymać i nie roznieśli wszystkiego podczas starć. W pawilonie 15 na II piętrze znajdowała się wspaniała wystawa właśnie z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Kostiumy, hełmy, kombinezony, a nade wszystko modele Bernarda Szukiela i Krzysztofa Wilczyńskiego. Można było również przywdziać płaszcz imperatora i stanąć twarzą w twarz z samym mistrzem Yodą. Warto było tam zajrzeć, jak również odwiedzić kantynę Star Wars w pawilonie 8. W jego pobliżu znajdował się też punkt spotkań Star Wars. Tak więc Gwiezdne Wojny były widoczne praktycznie na każdym kroku.

Podsumowując

Uważam, że tegoroczny Pyrkon był słabszy niż poprzednie dwie edycje. Pewne kwestie uległy znacznej poprawie, jak choćby zwiększenie liczby wejść, co pozwoliło uniknąć pewnego chaosu i przydługich kolejek na zewnątrz. Mimo to, trochę nie pasowało mi rozmieszczenie atrakcji w pawilonach (choć może być to kwestia przyzwyczajenia). Poza tym wydaje mi się, że uczestników było mniej niż w zeszłym roku. Plac Marka świecił pustkami, a przecież zawsze tętnił życiem. Czegoś w tej edycji po prostu mi zabrakło, a może to przez zmęczenie, bo na konwencie zjawiłem się dopiero w sobotę, po dość długiej podróży? pyrkon2017 Fairy TailMożliwe. Głosy uczestników były różne. Jedni byli zachwyceni - szczególnie ci, którzy wzięli udział w wydarzeniu pierwszy raz. Drudzy natomiast uznali, że co roku jest tak samo. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas Pyrkonu nie idzie się nudzić i ja również świetnie się bawiłem. Miło spędziłem czas wśród znajomych, spotkałem tych, których od dawna nie widziałem, bo na co dzień mieszkają na drugim krańcu Polski. Tak jak na większości konwentów poznałem też masę nowych ludzi. Nie zastanawiajcie się więc, jeżeli nigdy nie byliście na Pyrkonie. Koniecznie powinniście przyjechać za rok. Czasem coś wypada lepiej, a czasem gorzej, ale jedno jest pewne – warto tu być!


Sabat