Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Mroźny sobotni poranek, a my pędzimy na kolejny świąteczny event. Tym razem padło na krakowski XmasCon. Start: sobota, 9 grudnia, o godzinie 9:00. Czy warto było wybrać się przed świętami do Krakowa? Jaki był klimat i co zmieniło się od poprzedniej edycji? Na wstępie zdradzę Wam, że w tym roku – pomimo większej liczby uczestników – XmasCon zaliczył regres. Po więcej informacji zapraszam do rozwinięcia.

Rzeczywistość

Wraz ze znajomymi z redakcji przybyliśmy na miejsce grubo po godzinie 9:00, a kolejkakolejkarozciągała się już poza bramy szkoły. Zmarznięci konwentowicze z niecierpliwością oczekiwali na swoją kolej, a my, jak co roku, udaliśmy się prosto do wejścia głównego. Zgubiła nas rutyna. Okazało się, że naszym wejściem jest to przez piwnice, którym wchodzą uczestnicy o statusie VIP, goście, cosplayerzy, wystawcy i atrakcjoniści. Po dostaniu się do szkoły udaliśmy się do wolnego stanowiska i poprosiliśmy o akredytacje. Pojawiły się pierwsze zgrzyty. Otrzymaliśmy informację, że powinniśmy wrócić do kolejki – tak jak wystawcy czy twórcy atrakcji. Osoby odpowiedzialne za panele lub relacjonowanie wydarzenia nie mogły wejść od razu, tylko musiały tracić czas w kolejce, a zwykli uczestnicy byli zmuszeni czekać na prelekcje, które się nie odbędą, bo prelegent stoi w kolejce. Mało tego, w akredytacji na pięciu helperów jeden – na styl południowców – coś robił i znudzonym głosem orzekł: „Czy ty myślisz, że o tej godzinie będę szybko pracować?”. Skoro helper wita nas takimi słowami, to widać, że coś mocno nie gra. Coroczna sprawna akredytacja w tym roku wlokła się niemiłosiernie, a kolejka prawie nie ruszała się z miejsca, ponadto dochodzili nowi uczestnicy. Przeważnie do dwóch godzin od startu nie ma śladu po kolejce, a tutaj… niestety.

Konwentowa ostoja

Czas brać się do roboty, ale najpierw należałoby zrzucić zbędny balast. Tylko gdzie? Po sleepie medialnym ani śladu, w informatorze (pożyczonym od uczestnika, bo w punkcie akredytacyjnym go nie otrzymaliśmy) widnieje na mapce tylko jeden sleep dla wystawców. Przygarnięto nas tam i po rozlokowaniu ruszyliśmy w teren. W sumie było dziesięć zwykłych sleep roomów, cztery VIP-owskie i jeden dla wystawców. Nie oszukujmy się, na tylu, ilu ich było plus media, jeden sleep to za mało. Dodatkowo nie był on odpowiednio opisany i nawet helper szukał w nim miejsca dla zwykłych uczestników.

Święta tuż-tuż

socialTrzeba przyznać, że świąteczne ozdoby były. XmasCon wykorzystał szkolną dekorację i tylko część pomieszczeń organizatorzy przystroili sami. W moim odczuciu przybranie było zbyt „zimne” i trochę mi brakowało wesołego ducha świąt, jednak konwencja została utrzymana, co się chwali. Jeśli chodzi o sam klimat czy nastroje panujące na konwencie, to dało się wyczuć dziwne napięcie. Sami uczestnicy byli zadowoleni, żartujący, wyluzowani, ale nie wszyscy. Mowa tutaj o ochronie, która od lat profesjonalnie zajmuje się zabezpieczaniem takich imprez. Pracownicy ochrony byli jakby dość mocno podenerwowani. Sami uczestnicy to zauważyli, jeden nawet żartobliwie powiedział, że wyglądają jakby szli na wojnę. Pierwsze zdarzenie z ochroną miało miejsce na akredytacji VIP, kolejne na drugiej, kiedy to zabronili osobie z mediów robić zdjęcia kolejki i samej akredytacji. W dość niemiły sposób wyprosili ją stamtąd i nie pomogły wytłumaczenia, że zdjęcia do fotorelacji. Kolejne dziwne zachowanie to nocne przeszukanie i nie chodzi tu o sam fakt, ale o formę. Około godziny 1:00 kilku ochroniarzy weszło do sleep roomu medialnego w celu sprawdzenia, czy nie spożywamy alkoholu i czy wszystko jest w porządku. Nic nadzwyczajnego, ale świecenie latarkami po śpiących uczestnikach, przesuwanie nogą ich bagażu i dyskretne zaglądanie, co jest w środku, a w szczególności konfiskata cudzej własności pozostawia pewien niesmak. Na stole stała ozdobna puszka po wyborowej, właściciela nie było, a ochroniarze sprawdzili zawartość puszki, która okazała się pusta. Zapytali, czyje to, a po usłyszeniu odpowiedzi, że należy do cosplayera i służy jako pojemnik, zarekwirowali. Rano okazało się, że ją wyrzucili.

Czas na coś miłego

Nie myślcie sobie, że są same wystawcynegatywy, bo tak nie jest. Korytarze zapełnione ludźmi, aż ciężko przejść, wielu wystawców oferujących pełen zakres konwentowych gadżetów, sporo młodych przyszłych artystów sprzedających wyroby handmade. Tak więc do wyboru, do koloru. Na wielu stoiskach wisiały kartki informujące o dużych przecenach, które miały dodatkowo zachęcić do kupowania gadżetów. Żyć nie umierać. Sam skusiłem się na kilka kubków i innych drobiazgów, w końcu raz w roku chyba można coś kupić.

Moc atrakcji

planszówkiJak to zwykle bywa, jedne atrakcje są bardziej oblegane, inne mniej. Tutaj większość sal była zatłoczona, do niektórych nie dało się nawet wejść. Standardowo do wyboru mieliśmy salę kulturową, gdzie mogliśmy dowiedzieć się co nieco o kulturze Wschodu, dwie panelowe – w pierwszej w sobotę o 13:00 odbyło się spotkanie autorskie z Katarzyną Clio Gucewicz. Dalej znajdowała się sala III Najemnego, Kinomicorner, dwie przeznaczone dla Anime 24 (I i II), WTF Azja. Dla osób kreatywnych były: ArtRoom, Dorigami i NanoKarrin, w każdej z nich można było się wykazać i spróbować swoich sił w sztuce. Wierzcie mi, nie każdy się do tego nadaje, ale podjąć próbę zawsze można. W Sali Cosplay oczywiście mogliśmy dowiedzieć się przydatnych rzeczy na temat cosplayu. Oprócz tego wszystkiego były też osu!room, Ultra Star, oblegane przez wiele osób Console Room oraz Gry Planszowe. Pojawiła się również sala z AMV-kami, której dawno nie widziałem na konwentach. No i oczywiście nie zabrakło Maina, głównej sali, gdzie znajdowała się scena, odbyły się próby cosplayu, jak i sam konkurs cosplay, o którym poniżej.

Cosplayowe problemy

Przyznam, że spóźniłem się kilka minut i ominęły mnie dwa pierwsze występy, nie sądziłem jednak, że konkurs rozpocznie się planowo. Sala pełna, przejścia ewakuacyjne wyznaczone, ratownicy w pogotowiu, ochrona czuwa. Wcisnąłem się z przodu i oglądnąłem… 37 występów. Kilka z 43 zaplanowanych odwołano, ale 39 to i tak sporo. Mieliśmy powtórkę z zeszłorocznego Tsuru – tam również było ponad 40 występów. Tutaj na szczęście konkurs trwał nieco ponad dwie godziny. Ciężko wysiedzieć tyle czasu w jednej pozycji, po turecku. Osoba, która zajmowała się zgłoszeniami, przesadziła, ale człowiek uczy się na błędach i za rok chyba weźmie to pod uwagę. cosplayPod względem przygotowania, jak i samego przebiegu scenki były bardzo zróżnicowane. Jedne nudne i bez sensu, a inne wprawiały w zachwyt. Niestety, przez problemy techniczne kilka występów ucierpiało. Podczas całego konkursu kilkakrotnie zdarzyły się falstarty bądź pomylono podkład. Jednak największa wpadka osoby technicznej/zajmującej się cosplayem popsuła występ Victorique. Podczas scenki Victorique śpiewała na żywo do podkładu i w pewnym momencie muzyka się zacięła, co wybiło z rytmu cosplayerkę i popsuło całą choreografię. Zestresowana uczestniczka zeszła zasmucona ze sceny. Takie rzeczy nie powinny się zdarzać. Po pewnym czasie organizator ją przeprosił, ale niesmak pozostał. Można go było zmyć czerwonym barszczem z uszkami, który jak co roku był rozdawany po konkursie, na wzór wigilijnej kolacji.

Jedzonko

bubbleteaSkoro już mowa o barszczyku, to tak pokrótce opowiem o tym, czego można było skosztować na XmasConie. Zapasy uzupełniano na stołówce mieszczącej się na lewo od wejścia głównego. Tosty, zapiekanki, ciepła herbata w dobrej cenie – taki konwentowy standard. Pojawił się też Airy Fairy, który był głównym sponsorem konkursu cosplay. Nie zabrakło Waszego ulubionego sushi serwowanego przez Hidamaru Sushi. Czegoś na słodko można było skosztować w Taiyaki House, a po jedzeniu, żeby w gardle nie zaschło, warto było zahaczyć o Bubble Tea. Stoisko znajdowało się tam, gdzie zawsze.  Dodatkowo w  pobliżu szkoły konwentowej mieścił się lewiatan oraz pizzeria.

Sanitaria

Od zeszłego roku prawie nic się nie zmieniło, oprócz liczby działających natrysków. Do dyspozycji uczestników była jedna szatnia oraz jedno pomieszczenie z prysznicami. Znajdowało się w nim 6 natrysków, bez kabin czy też kotar, z ruchem wahadłowym – dziewczyny wchodziły na przemian z chłopakami. Pochwała należy się też helperom, którzy na bieżąco sprzątali łazienki oraz dbali o ogólny ład. W toaletach nie brakowało papieru, był porządek. W ogóle na terenie całej szkoły helperzy zajmujący się sprzątaniem naprawdę bardzo dobrze się spisali.

Spadek formy

Niestety, uważam, że w tym roku XmasCon zaliczył duży organizacyjny spadek w stosunku do poprzedniej edycji. Kilka rzeczy, które zawsze działały, popsuły się, jak chociażby akredytacja, miały miejsce wpadki podczas konkursu cosplay i ogólna atmosfera wśród ochrony i organizatorów nie była najlepsza. Natomiast uczestnicy byli w dobrych nastrojach, panował świąteczny klimat. W ogóle to było nas trochę więcej – dobrze, że zainteresowanie konwentem wzrasta, a nie maleje. Jednak przydałoby się wprowadzić coś nowego, aby trochę odświeżyć XmasCon.
To już ostania nasza relacja w tym roku, tak więc chciałem Wam życzyć w imieniu całej redakcji:
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I UDANYCH PODBOJÓW KONWENTOWYCH W 2018!!!

Sabat