W weekend, 18-19 listopada, w Zespole Szkół Technicznych w Rybniku po raz dziesiąty odbył się Tsuru Japan Festival. Czy edycję jubileuszową konwentu spod znaku żurawia można uznać za sukces?

Akredytacja i pierwsze kroki

Na conplace dotarłam około godziny 12:00 i nie zastałam żadnej kolejki. Z relacji innych uczestników usłyszałam, że sama akredytacja miała na początku niewielkie opóźnienie, ale poza tym przebiegła bardzo sprawnie. Najkrócej czekali uczestnicy chcący zakupić bilet na miejscu.

Po otrzymaniu opaski, identyfikatora oraz smyczki rozejrzałam się za miejscem do spania. Sleeproom przeznaczony dla mediów był wypełniony po brzegi. Zresztą, problem żeby znaleźć odrobinę miejsca do rozłożenia materaca bądź karimaty był dość powszechny. Na szczęście udało mi się znaleźć kawałek podłogi, gdzie mogłam zostawić torbę, o miejscu do spania niestety nie było już mowy.

Tsuru Japan Festival był bardzo oszczędny w podkreślaniu swojej jubileuszowej edycji. Z zeszłego roku pamiętam choćby bramę torii przy wejściu do jednej z sal. W 2019 roku pojawiły się ozdoby nawiązujące do motywu przewodniego tamtejszej edycji, czyli święta kodomo no hi. W tym roku jedyną dekoracją były biało-fioletowe balony zawieszone na poręczach schodów. A szkoda, bo takie elementy wystroju budują klimat konwentu.

Strefa wystawców to nie tylko manga i anime

Udział w konwencie zaczęłam od rozejrzenia się po stoiskach. Mimo że TJF jest konwentem mangowym, sporo wystawców handlowało również rękodziełem w klimacie fantastycznym. Między printami, breloczkami czy naklejkami z postaciami z gier i anime znalazły się pluszaki, biżuteria, herbatki inspirowane różnymi seriami oraz postaciami, świeczki, a także różne gadżety dla fanów papierowych RPG-ów i słowiańskiej mitologii. Słowem, każdy mógł znaleźć coś unikatowego.

Nie można też nie wspomnieć o stoiskach z mangami, figurkami i japońskimi przekąskami. Znalazło się nawet stoisko Black Monk Games, na którym można było nabyć m.in. gry paragrafowe i RPG.

Darmowe jedzonko smakuje najlepiej

W trakcie konwentu jedzenie można było kupić u wystawców oferujących różne przekąski lub w jednej z okolicznych Żabek. Na tym jednak lista się nie kończy, gdyż w kawiarence Pochi Loves Maid można było zjeść coś smacznego, a jeśli ktoś miał ochotę na sushi, mógł spróbować dań przygotowanych przez Nihon Sushi. Pojawiła się również Ryuconowa bubble tea, a na miłośników japońskich napojów czekało stoisko Yamamoto Matcha serwujące matchę oraz houjichę, czyli herbatę z prażonych liści zielonej herbaty. Największym zainteresowaniem cieszyło się jednak Tsuru Cafe, w której każdy uczestnik konwentu mógł otrzymać darmową Oyakatę. W ofercie znajdowały się także: kawa z ekspresu, różne herbaty, ciasta i drożdżówki. 

Pieski, urodzinowe ciasto i konkurs cosplay

Poza obecnymi na każdym konwencie panelami dyskusyjnymi i prelekcjami, na wydarzeniu pojawiła się Wyspa One Piece, która w swojej salce zorganizowała atrakcje tematyczne, takie jak śpiewanie piosenek znanych z serii. 

Nie była to jedyna sala tematyczna – po raz pierwszy pojawiła się sala LEGO, w której można było rozbudzić swoją kreatywność poprzez budowanie autorskich konstrukcji lub wziąć udział w warsztatach.

Tsuru Japan Festival odwiedzili właściciele lędzińskiej hodowli psów shiba inu „Inari Shrine”, przywożąc ze sobą swoich podopiecznych. W trakcie 2-godzinnego panelu można było posłuchać o charakterystyce czy historii rasy oraz zobaczyć ich przedstawicieli na żywo.

Późnym popołudniem na scenie głównej odbył się koncert Viking C., znanego dawniej pod nazwą Patryk S. Covers, który zaśpiewał openingi i endingi z takich serii, jak: „JoJo’s Bizzare Adventures”, „Soul Eater” oraz „Chainsaw Man”. Od razu po koncercie na scenę wskoczyły idolki z grupy Milky Way Heroes, a zaraz potem, z niewielkim opóźnieniem, odbył się konkurs cosplay.

Osoby biorące w nim udział nie zawiodły oczekiwań, prezentując poziom na tyle wysoki, że jury spędziło około godzinę na wybieraniu zwycięzców. W komisji zasiadało dwóch gości z zagranicy: czeska cosplayerka Germia oraz duet Be More Shonen, który przyjechał do Rybnika z Anglii.

W trakcie oczekiwania na wyniki konkursu wszyscy obecni na sali głównej zostali poczęstowani tortem, wspólnie świętując 10 urodziny konwentu. 

Podsumowanie

Tsuru Japan Festival darzę ogromnym sentymentem i tym bardziej smuci mnie stagnacja, w której to wydarzenie się znajduje. Mimo upływu lat, konwent nie oferuje nic nowego, a pod niektórymi względami nie tyle stoi w miejscu, co wręcz zalicza regres w porównaniu do poprzednich edycji.

Nie idzie to w parze z ciągle rosnącymi cenami biletów – 2-dniowy bilet na Tsuru Japan Festival 2023 był jednym z najdroższych wśród konwentów w tym roku w ogóle, z cenami podobnymi do Animatsuri, wiosennego Magnificonu bądź Hikari. W III turze, od 1 do 17 listopada, należało zapłacić 140 złotych. Jak na dwudniowe wydarzenie odbywające się w szkole, a nie budynku targowym, to bardzo dużo. Dla porównania, w zeszłym roku za wejściówkę trzeba było zapłacić 80 zł w ostatniej turze lub 90 zł na miejscu. W tym roku zakup biletu w I turze to wydatek 100 zł .Rok temu kosztował 60 zł. Zatem cena wzrosła niemal 2-krotnie tylko po to, żeby uczestnicy otrzymali, brzydko mówiąc, odgrzewanego kotleta bez żadnych zapowiedzi zmian na lepsze lub wprowadzających jakikolwiek nowości. Z drugiej strony można dyskutować, czy w takim razie nie jest to pewien sukces – stworzyć konwent, który właściwie niczym  różni się od 9 poprzednich, a i tak zyskuje uczestników. Tsuru Japan Festival nie jest zły jako taki. To po prostu boleśnie powtarzalna impreza, a jej jubileuszowa, 10 już edycja jest tego niezbitym dowodem. Z tego powodu najprawdopodobniej będzie moją ostatnią.