Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Stoję przed lustrem, próbując równo nałożyć czerwoną farbę w sprayu na włosy. Jeszcze tylko maska przeciwgazowa, własnoręcznie zrobiony pancerz i pas z atrapą pistoletu, i mogę ruszać na konwent (Wiem, że strój wojskowy to jeszcze nie cosplay). Już na parkingu widzę innych cosplayerów, którzy włożyli setki godzin w swój strój, nie tak jak ja. Na samym konwencie robię aż zeza rozbieżnego, próbując ogarnąć wzrokiem wszystkie kostiumy, przebrania i rekwizyty.

Wiem jednak, że w całym tym tłumie nie tylko ja patrzę na obcisłe kombinezony wojowniczek z gier video, kuse spódniczki japońskich uczennic i wydekoltowane kostiumy czarodziejek. Gdzieś tam są ludzie, dla których konwent jest niczym zakładka na stronie ze sprośnymi zdjęciami oglądana w 3D. Przyszli tutaj pooglądać nowe gry planszowe, kupić pamiątki, złapać za pupę Katarinę (Uczono mnie, żeby Katarinę atakować od tyłu. Oh wait….) i zobaczyć, czy na stoiskach można jeszcze kupić limitowaną edycję komiksu/książki/plakatu.

Ten artykuł będzie właśnie o nich. Piszę go ja, PsychoStalker - absolwent psychologii UŚ w Katowicach, geek (nerd z dziewczyną) i człowiek uwielbiający dyskusję do rana na temat „dlaczego Moloch musi w końcu pokonać Posterunek?”. Zaczynamy!!!

Cosplay, jak mówi Ciocia Wiki jest „zabawą w przebieranie się” za postacie z gier video, japońskich komiksów (mang) i anime, czyli tzw. japońskich bajek. Jakie te postacie są - wie każdy, kto przytomnie patrzy na świat. Miss Fortune z największym biustem w League of Legends (Zdaniem mojego kolegi Rafała, Gragas ma większy) przykuwa uwagę nie tylko statystykami w grze. Moje roczniki pamiętają „seksowne” ostrosłupy Lary Croft. Nie wspomnę o postaciach z wielu anime jak np. Cross Ange, (Ok., przykład trochę skrajny, ale trafny) gdzie kobiece postacie wpadają ze swoimi wdziękami spokojnie w rozmiar „C” i większy (Nie żebym był ekspertem...). Czy jest w tym coś złego? A skąd. Gry komputerowe tworzone dla stereotypowego nerda specjalnie nafaszerowane są seksualnymi bodźcami, bo te uruchamiają w naszych mózgach ośrodki ekscytacji i przyjemności (dla dociekliwych: m.in. ukł. limbiczny). Twory japońskiej kultury mają liczne podteksty seksualne ze względu na wolność obyczajową, jaka zapanowała w Japonii po II WŚ. Nie wgłębiając się w temat uznajmy zwyczajnie, że seks tam jest i tyle. Można w to grać, można czytać, można oglądać, tak więc czemu nie można by się przebierać?

I tu zaczynamy schody. Rośnie obecnie świadomość środowiska (uczestników konwentów tematycznych) na temat problemu naruszania nietykalności cielesnej i psychicznej osób, które pojawiają się w strojach nawiązujących do ich ulubionych postaci. Nagłaśniane są przypadki, gdzie ktoś dotyka, klepie, ale też zwraca się do cosplayerek w sposób w jaki sobie tego nie życzą i który uwłacza im jako osobom. Mężczyzn przypadki te dotyczą rzadziej lub zwyczajnie ich nie nagłaśniają, co łatwo wytłumaczyć. Męski mózg reaguje inaczej na zainteresowanie płci przeciwnej swoją osobą - matka ewolucja zadbała o to, by nagabywanie przez kobiety nie było przez nas tak źle odbierane - w końcu nic tak nie dba o męskie ego, jak uśmiechy i zainteresowanie niewiast, zwłaszcza atrakcyjnych. Problem dotyczy natomiast kobiet.
Omówię tu cztery typy: „Pozer”, „Janusz Konwentowy”, „Zazdrośnik” i „Patol”

„Pozer” to najłatwiejszy do zaobserwowania przedstawiciel. Otóż obserwując tłum można w miarę łatwo odszukać grupkę gimnazjo-liceo-studentów śmiejących się głośno i zwracających na siebie uwagę. Siedzą/stoją oni w dosyć ruchliwym punkcie i starannie obserwują każdą osobę, wzajemnie pokazując sobie te, które uważają za atrakcyjne. Gdyby kończyło się na podziwianiu myślę, że ten artykuł by nie powstał. Co jednak gdy nasza Hana Song (Postać z gry Overwatch ciesząca się ostatnio popularnością jako temat cosplayów) stanie się obiektem najniebezpieczniejszego zjawiska we współczesnym świecie: męskiej rywalizacji? Tak jak u wilków, tak i w świecie ludzi musi istnieć hierarchia. Potrzebujemy jej, by znać swoje prawa i obowiązki, a ponadto wiedzieć, kto jest kim i komu się przymilać, a kogo olać. W okresie adolescencji zabawa ta jest szczególnie widoczna ze względu na kształtującą się tożsamość społeczną młodego człowieka. Stąd przedstawiciele takiej grupy postrzegają takie zachowanie jako przejaw odwagi nobilitujący ich w oczach kolegów. Nie kieruje się on przy podejmowaniu takich zachowań własną pomysłowością. Zwykle pomysły podsuwa Lider - osoba mająca głupie pomysły, lecz na tyle rozsądku, by zamiast realizować je samemu, zmuszać do tego osobę o najniższej pozycji w grupie. Ma tu do dyspozycji narzędzia wpływu społecznego: napiętnowanie, wykluczenie i oczernienie. Jeżeli osoba wyznaczona nie zrealizuje pomysłu, naraża się na napiętnowanie mianem „mięczaka” (tak, wiem, że mięczak to słowo z ubiegłego wieku, ale tu chodzi o symbol), może zostać wykluczony z grupy lub też informacja o jego porażce (zwycięstwie zdrowego rozsądku nad instynktem stadnym) zostanie puszczona w obieg, psując mu opinię. Zanim taką osobę odeślemy w myślach do 7. kręgu piekielnego, pamiętajmy, że w wieku dorastania koledzy są wyrocznią, bogiem i katem. Dlatego też tekst: „Ale z Ciebie N.(tu wstawić imię losowego matołka) jajcarz. Jak ją strzeliłeś w tyłek to aż podskoczyła” przesłania wszystkie możliwe konsekwencje, jakie może ponieść „Pozer”. Dla niego to +5 do respektu, niestety dla poszkodowanej -100 do zabawy i dobrego samopoczucia.

„Janusz Konwentowy”, czyli osoba w złym punkcie czasoprzestrzeni. Być może przyszedł tutaj jako ojciec lub dziadek. Może jest specem od elektryki i jego firma obsługuje imprezę. Nieważne. Liczy się, że wbrew własnej woli (najczęściej) znalazł się wśród osób, które z jego perspektywy są „smarkaczami, które mają siano w głowie i marnują pieniądze rodziców na wygłupy zamiast się uczyć”. Ma gdzieś atrakcje konwentu, a atmosferę kojarzy z ciśnieniem w oponie swojego Passata. Chodzi za dzieckiem, które ma pod opieką lub od awarii do awarii. Nagle spostrzega postać w krótkiej spódniczce i mundurku szkolnym, zbyt dojrzałą jak na podstawówkę. I w tym momencie aktywuje się tryb „KryzysWiekuŚredniegoBardzo”. Jego istota polega na tym, że mężczyzna w pewnym wieku zaczyna tęsknić za czasami swojej młodości. Zamiast jednak pochlipać do starych zdjęć, postanawia być młodym po raz drugi. A jak w czasach swojej młodości okazywał dziewczynom zainteresowanie? Klapsem, sprośnością. Pamiętajmy, że w czasach, gdy seksualność wzorowano na wyzwolonej rewolucją obyczajową Europie Zachodniej ów Janusz był młodym, napompowanym testosteronem młodzieniaszkiem. Wtedy utrwalił sobie pewne zachowania, które w owym czasie może i były ok. Po małżeństwie z Grażyną testosteron opadł, a z nim również i zainteresowanie innymi kobietami. Jasne, wciąż lubił popatrzeć, ale to tyle, bo żona jeszcze ładna, a i apetyt mniejszy. Jest to efekt hormonu, który u mężczyzn i kobiet odpowiada za przywiązanie i opiekę - oksytocyny. Zwalcza on jurny testosteron i uspokaja naszego Janusza. Ale teraz, gdy dziecka już nie trzeba bawić, a Grażynę najchętniej by się zamieniło na 20 lat młodszą blondyneczkę, wraca poczucie, że przecież „kiedyś byłem cool, a więc teraz pewnie też jeszcze jestem”. Co tam mięsień piwny. I gdy dziecko akurat gra na automacie lub zajmuje się inną atrakcją, podchodzi do owej uczennicy i dotyka, gdzie nie powinien, albo rzuca tekst o tym, co by jej zrobił gdyby był 20 lat młodszy. W jego mniemaniu jest uwodzicielski. Wraca poczucie, że każda kobieta może być jego. Małe, zgnębione przez Grażynę ego budzi się do życia. Reakcja samej zainteresowanej nie ma znaczenia. Bo oto on, Janusz poczuł się męsko. O tym, że 16 letnia dziewczyna w mundurku szkolnym i przepasce na oku (Pozdrawiam fanów Another), właśnie została napastowana przez starego faceta, co na 100% zepsuło jej konwent, a kto wie, czy nie spowodowało traumy.

„Zazdrośnik” atakuje tak mężczyzn, jak i kobiety. Ma on do nich żal, o to, że przygotowali świetne przebrania, a teraz nie mogą się opędzić od pochwał, zachwytów i fotografów. Nie potrafi sobie poradzić z tym, że ktoś inny niż ona jest w centrum uwagi. Stąd postanawia uszkodzić strój, obrazić lub spróbować ośmieszyć obiekt zazdrości. Tyle. Nie ma tu wielkiej psychologii. Natomiast przydałby się dobry psychoterapeuta, ponieważ nieumiejętność radzenia sobie z tym, że nie jest się „w świetle reflektorów” to objaw psychopatologii i bez fachowej pomocy może kiedyś zniszczyć takiej osobie życie.

Wisienką na torcie jest „Patol”, który jak nazwa wskazuje, swoim zachowaniem reprezentuje chorobę lub zaburzenie z pokroju psychologii klinicznej. Mamy tu do czynienia z ekshibicjonistami, ocieraczami (Fani ocieractwa, jeśli ktoś nie wie o co chodzi) i całym szeregiem innych zaburzeń psychicznych i seksuologicznych. Po czym odróżnić ich od reszty? Po tym, że ich zachowanie przekracza granicę głupoty „Pozera”, jest bardziej nachalne i agresywne niż „Janusza Konwentowego” oraz skupia się nie tyle na stroju jak u „Zazdrośnika”, ale też na osobie go noszącej, przy czym świadczy o chęci zrobienia jej krzywdy. Typ ten jest najgorszy, ponieważ ciężko wytłumaczyć wszystkie jego odmiany. Reaguje on w sposób nieadekwatny na bodziec, jakim jest wygląd cosplayera, a co za tym idzie, ma zaburzone postrzeganie świata otaczającego. Dla zaburzonych seksualnie widok „żywej” postaci z gry jest bardzo silnym bodźcem podniecającym. Nie potrafią oni z powodu choroby kontrolować swojej reakcji na niego i stąd np. łapią za rozporek (własny) lub rzucają się z łapami na cosplayera w celu zaspokojenia swoich dziwacznych fantazji. Tak naprawdę spotkać możemy ich nie tylko na konwentach, ale tez w komunikacji miejskiej, w markecie (W dziale z damską bielizną, ale nie tylko), w kinie oraz wszędzie indziej. Są to osoby, które tak bardzo uwikłały się we własne wyobrażenia, że ciężko im nawet zdać sobie sprawę z tego, co tak naprawdę robią - nie mówiąc już o konsekwencjach.

Jest jeszcze ostatnia część: cosplay, a nasza kultura. W Japonii, jak wiemy, nie ma rzeczy dziwnych czy takich, które oburzają swoją wulgarnością. Jest to kraj dalece liberalny, jeśli chodzi o moralność - i to jest w nim piękne. Polska natomiast jest krajem, gdzie obyczajowość wpływa na wszystko - od ubioru, przez zachowanie ludzi, a na prawie kończąc. To, co w Japonii uznaje się za normę, w kraju nad Wisłą może uchodzić za odszczepieństwo i dziwactwo. Dwa przykłady:

Chodzenie po ulicy lub jazda komunikacją publiczną w przebraniu. W Japonii nikt nie zwróci uwagi na tyranozaura w pociągu. W Polsce taka osoba ryzykuje metkę osoby chorej psychicznie.

Polska jest miejscem, gdzie wciąż uznaje się seksualność za rzecz, której należy się wstydzić i zachowywać jedynie do małżeńskiej sypialni. Stąd obcisłe stroje podkreślające kobiecy wygląd nie są społecznie akceptowalne w miejscach publicznych, co powoduje, że stają się swoistymi „chodzącymi sensacjami”. Stan ten ulega zmianie z powodu ciągle ewoluującej mody kobiecej, jednak w kraju moherem pachnącym jeszcze daleko do standardów Japonii (Może to i dobrze?).

Powyższe fakty niosą ze sobą też niestety pewne konsekwencje. To, co jest bodźcem seksualnym dla danego człowieka, jest wypadkową poglądów, wychowania i doświadczeń z życia. W dzikiej Afryce kobiety nie noszą staników i nie czyni to z nich prostytutek czy obiektów ciągłych napadów na tle seksualnym. Dzieje się tak, ponieważ w kulturze plemiennej jest ściśle określony czas i okoliczności, w jakich aktywność seksualna może być nawiązywana. I wszyscy zadowoleni (Poza kobietami, które, gdy spotykają się z Europejkami w czasie badań etnograficznych, często zazdroszczą im biustonoszy, które pozwalają „ogarnąć” piersi podczas codziennej pracy). Wyobraźmy sobie jak zareagowanoby w naszym kraju na kobietę idącą topless ulicą w środku dnia. Jeśli nie niosłaby transparentu mówiącego o feminizmie, to ktoś zadzwoni po karetkę.

Podobnie jest, gdy mamy do czynienia z osobami w przebraniach. Obcisły kombinezon, wydekoltowania suknia, gorset i wiele, wiele innych części garderoby eksponuje kobiecą urodę, jednak u osób pokroju „Pozera”, „Janusza Konwentowego” czy „Patola” powodują pobudzenie, z którym ci nie potrafią sobie poradzić i reagują jak reagują. Ale przecież nie tylko tak ubrane cosplayerki są dotykane patologicznym zachowaniem. Dlaczego?

Dzieje się tak, ponieważ zarówno sytuacja spotkania (często gęsty tłum), jak i wygląd (zwykle młody) sugerują napastnikom, że są władcami sytuacji. Mało kto wie, że makijaż powiększający oczy jest przez nas odbierany - niezależnie od płci - jako ładny i wywołujący miłe odczucia, ponieważ nasz mózg wiąże go z małym dzieckiem, kotkiem lub pieskiem. Tak, wiem, że to dziwne, ale tak jest i dzieje się to nieświadomie. A kto obawia się dziecka/kotka/szczeniaczka? Daje to napastnikom złudne poczucie przewagi, która pozwala traktować drugą osobę przedmiotowo i wykorzystywać ją do swoich celów. Dodatkowo cosplay jako zjawisko wciąż w Polsce nowe (mam na myśli przestrzeń publiczną), budzi ogromną ciekawość, którą potęgują również same kostiumy - co raz częściej grające, świecące i ruszające się. Stąd czasem zachowania takie jak dotknięcie w dziwnym miejscu nad pośladkami może być tylko nieumiejętnie wyrażoną ciekawością dotyczącą ogona tam doczepionego. Zepsucie skomplikowanego elementu zbroi można wytłumaczyć złośliwością, ale też brakiem doświadczenia oglądającej strój osoby, z takimi przedmiotami. Pamiętajcie, że dla innych ludzi jesteście kimś niespotykanym, realnym tworem niematerialnego świata gier, mangi, książki, anime lub filmu. Jednych niezdrowo podniecacie, innych całkowicie oszałamiacie, ale wszystkich przyciągacie.

Ciekawe ile osób umieściło już PsychoStalkera na liście „tych złych”, którzy starają się usprawiedliwić agresorów kosztem poszkodowanych? Przykro mi, ale osoby te mylą się. Wina ZAWSZE leży po stronie osoby, która narusza prywatność i nietykalność innej osoby, obraża ją, niszczy jej własność oraz w każdy inny sposób nie liczy się z jej prawem do wolności i zachowana godności. Celem artykułu było jedynie przybliżenie możliwych motywów ich działania, ale też wskazanie, że cosplay niesie za sobą w naszej kulturze pewne ryzyko, którego muszą być świadomi wszyscy za to się zabierający. Niemniej chylę czoła przed waszym zaangażowaniem, waszą silną wolą, odwagą w pokazywaniu siebie i pracowitością. Szacun, podziw i do zobaczyska!