Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Splendor

Nazwa gry

Nazwa Wydawnictwa

Wydawca: Rebel
Autor: Marc André (zasady); Pascal Quidault (ilustracje)
Rodzaj: Karciana, Engine building, Set collection
Poziom skomplikowania rozgrywki: Niski
Losowość: Umiarkowana
Gra składa się z: 
– 40 sztonów reprezentujących kamienie szlachetne;
– 90 kart rozwoju;
– 10 kafli szlachty;
– instrukcji po polsku.

Podczas grania w „Splendor” gracze wcielają się w role renesansowych kupców handlujących drogocennymi kamieniami. Zbierają kosztowne minerały i inwestują je w Karty Rozwoju zapewniające zdolność wydobywania jeszcze większych ilości drogocennych ozdób, a także, nade wszystko, Punkty Prestiżu, które są warunkiem zwycięstwa w grze. Jest pięć rodzajów kamieni oraz jeden specjalny – złoty – który reprezentuje dżokera zastępującego dowolny z nich. W czasie swojej tury gracz może wykonać jedną z czterech dostępnych akcji – zebrać po jednym kamieniu z trzech wybranych rodzajów, dwa kamienie z jednego rodzaju (pod warunkiem, że na początku jego tury we wspólnej puli znajdują się chociaż cztery sztuki), zakupić Kartę Rozwoju (jeśli zapłaci zgromadzonymi wcześniej błyskotkami) bądź zarezerwować, czyli dobrać jedną z nich na rękę – za co dostaje również dżokera. Rozgrywka kończy się, gdy jeden z graczy uzyska piętnaście punktów – wówczas ma miejsce jeszcze jedna, ostatnia tura, a na jej końcu ten z uczestników zabawy, kto zgromadził najwięcej punktów, wygrywa.

Prawda, że to brzmi prosto? Cóż, jest takie w istocie. „Gra roku 2015”, jak głosi tekst z frontu pudełka, jest rzeczywiście tytułem, którego zasady da się wytłumaczyć w pięć minut nawet osobom niezbyt obytym ze światem planszówek. Właśnie ta przystępność jest jedną z głównych składowych sukcesu tej pozycji i przesądziła o jej ogromnej popularności. To jednak, że gra ma proste zasady nie oznacza, że jest prostacka.

splendor1„Splendor” jest, by ująć rzecz w najbardziej bezpośredni sposób, produkcją polegającą przede wszystkim na budowaniu silnika, który pozwoli na pewnym etapie rozgrywki wygenerować odpowiednią ilość punktów zanim przeciwnicy zdążą nadrobić dystans i odebrać nam przewagę. Musimy więc wykonywać swoje ruchy jak najskuteczniej, zbierając najpotrzebniejsze nam zasoby i kupując te karty, dzięki którym zdobywanie kolejnych, tych wyżej punktowanych, stanie się szybsze i łatwiejsze. Jednak gdyby chodziło tylko o to, zabawa szybko by się znudziła – dlatego pula dostępnych w grze zasobów jest mocno ograniczona, by wymusić przepychanki z innymi graczami o kosztowności, których wszyscy potrzebują, ale nie wszyscy mogą dostać. Wprowadzono też mechanikę rezerwowania kart. Jeżeli więc widzisz, że twój przeciwnik zbiera zasoby na jedną konkretną kartę, którą sobie upatrzył, nic nie stoi na przeszkodzie, by ją sobie zarezerwować, zmuszając go do przemyślenia strategii od początku. Zarezerwować można w danej chwili najwyżej trzy karty, a jedyny sposób, by pozbyć się ich z ręki i zwolnić miejsce – to wykupić je za zgromadzone kamienie. Nierozważny gracz, zbyt skupiony na krzyżowaniu szyków przeciwnika, sam może zapędzić się w sytuację bez wyjścia.

Jeszcze jeden czynnik będzie wpływać na wynik gry – są to kafle Arystokratów, którzy chętnie będą patronować naszym przedsięwzięciom, o ile zbierane przez nas kamienie trafią w ich gusta. Warunkiem ich sympatii jest zgromadzenie zestawów kart zapewniających odpowiednie premie, a nagrodą za nią – żeton symbolizujący danego mecenasa jubilerskiej sztuki oraz ciut bardziej wymierne trzy punkty. To, wydawałoby się, drobiazg – jednak gra w „Splendor” składa się właśnie z takich drobiazgów. Decyzje, które podejmujemy, wydają się niewielkie i mało znaczące, a ich niebagatelne znaczenie staje się jasne dopiero po rozegraniu kilkunastu partii, kiedy czar nowości i urok nieznanego zostanie zastąpiony przez chłodną, mechaniczną wręcz kalkulację. Dopiero wtedy „Splendor” ujawnia grę, którą jest naprawdę – abstrakcyjną, matematyczną łamigłówkę, wymagającą od gracza znalezienia optymalnej strategii w oparciu o zmieniające się za każdym razem warunki.

Zarzuty? Żadnych wartych wzmianki, może za wyjątkiem jednego: „Splendor” nie jest grą tematyczną. To znaczy, ma temat – była o nim mowa już we wstępie – jednak równie dobrze mogłoby go tutaj nie być i zdecydowanie nie zmieniłoby to rozgrywki. Jeżeli więc szukasz pozycji, która wyciśnie z twoich szarych komórek nieco wysiłku, to zdecydowanie dobry wybór. Trochę gorszy, jeśli chcesz podczas gry rzeczywiście czuć się jak potentat rynku kamieni szlachetnych.splendor2

W ogóle natomiast nie można się przyczepić do jakości wydania. Stoi ona na wysokim poziomie – kamienie szlachetne symbolizowane są przez grube plastikowe sztony, przyjemnie ciężkie i lekko opalizujące pod światłem, zaś karty ilustrowane w barwny, miły dla oka sposób i drukowane na papierze o dużej gramaturze, co zapewnia im odpowiednią trwałość. Pudełko z grą posiada specjalny insert, do którego poszczególne komponenty gry doskonale pasują – karty mieszczą się w przeznaczonej na nie przegródce nawet po zakoszulkowaniu, co stanowi dodatkowy atut dla graczy, którzy chcieliby zadbać o swoją kolekcję.

„Splendor”, jako prosta, ale angażująca gra, stanowi świetną propozycję dla tych z nas, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z planszówkami – albo jako uzupełnienie kolekcji bardziej wytrawnych graczy o coś, za pomocą czego będą mogli wprowadzić znajomych w swoje hobby. Po wielu latach, które minęły od pierwszego wydania nadal jest niezrównana jako gateway – lub po prostu gra lekkiego kalibru, w sam raz na pół godziny wytężania umysłu, kiedy brakuje czasu lub sił na coś bardziej złożonego. Zdecydowanie warta uwagi.