Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tokyo Ghost

„Tokyo Ghost”

Nazwa Wydawnictwa

Autorzy:  Rick Remender (scenariusz); Sean Murphy (rysunek); Matt Hollingsworth (kolory)
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Liczba stron: 288
Cena okładkowa: 109,00 zł

Rzeczywistość roku 2089 jest, cóż, paskudna. Zasoby naturalne środowiska zostały praktycznie w całości wykorzystane, co skazało ludzkość na życie w brudnych, paskudnych, przerośniętych miastach, wśród zanieczyszczonych oceanów i w opadach kwaśnych deszczy. Jeśli jednak myślicie, że to jest smutne, powinniście zobaczyć, co się stało ze społeczeństwem: WSZYSCY są uzależnieni od sieci. Dziesięciolecia taniej, łatwo dostępnej i odmóżdżającej rozrywki sprawiły, że sterowanie naiwnymi ludźmi jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Tłum dostaje swoje upragnione igrzyska i namiastkę chleba – a korporacyjne elity robią, na co tylko mają ochotę, czyli pławią się w całkowitej dekadencji. Tak z grubsza przedstawia się zarys świata w serii komiksów „Tokyo Ghost” autorstwa scenarzysty Ricka Remendera, rysownika Seana Murphy’ego oraz kolorysty Matta Hollingswortha. Seria istnieje od roku 2015, została zakończona w 2016 na tomie dziesiątym, a jej wydanie zbiorcze w Polsce zostało przygotowane przez wydawnictwo Non Stop Comics pod koniec 2020 – i właśnie jemu będziemy się dzisiaj z niepodzielną uwagą przyglądać.

Na tle tego uroczego obrazka poznajemy parę protagonistów. Debbie Decay i Led Dent pracują dla pana Flaka – głowy Flak Corporation, jednego z największych graczy na wyspach Los Angeles – jako stróże ładu i porządku na ulicach miasta. Ona – luddystka, od dzieciństwa spędzonego z wiecznie podłączoną do Sieci matką serdecznie nienawidząca techniki i postępu. On – również niechciany dzieciak, który, upokorzony na oczach ukochanej przez bandę oprychów, dał się przerobić na napakowanego cybernetyką superżołnierza. Dent, jak większość społeczeństwa, jest kompletnie uzależniony od programów – jego hełm wyświetla mu je wszystkie naraz nawet wtedy, kiedy obwieszony bronią prowadzi swój służbowy motocykl. Deb opiekuje się nim jak tylko może w nadziei, że spod powłoki otępiałego mięśniaka uda się jej jeszcze kiedyś wydobyć mężczyznę, którego kiedyś kochała. Tych dwoje staje przed niezwykłą okazją: pan Flak wysyła ich bowiem jako swoich szpiegów do zrujnowanego Tokio, ostatniego miejsca na Ziemi niezajętego przez korporacje. Prezes Flak Corporation szczerze pragnie zasobów, których zazdrośnie strzegą tambylcy. Dla Debbie to okazja, o której od zawsze marzyła – zobaczyć świat nietknięty przez wszechobecną konsumpcję… I jeszcze raz spróbować zawalczyć o duszę Leda.

Powinienem to powiedzieć już teraz: „Tokyo Ghost” jest komiksem dla dojrzałego odbiorcy. Widowiskowa przemoc i bluzgi to jedno, mało tego, ukazane w nim społeczeństwo jest po prostu opętane seksem i pornografią. Wszędzie roi się od mało subtelnych nawiązań, a główny antagonista dosłownie paraduje z genitaliami na wierzchu i co i rusz robi z nich ostentacyjny użytek. Nie jest to, dodajmy, epatowanie dla samego epatowania, bo zdecydowanie przysłużyło się to wykreowaniu tej widzianej w krzywym zwierciadle wizji społeczeństwa przyszłości, niemniej jednak – zostaliście ostrzeżeni.

Historia opowiedziana w „Tokyo Ghost” jest wciągająca, chociaż niekoniecznie bardzo ambitna. Wyprawa Debbie i Leda do państwa-ogrodu przebiega z grubsza tak, jak można by się spodziewać po przeczytaniu lub obejrzeniu dziesiątek tytułów bazujących na podobnym motywie. Dość standardowo prezentuje też typowy morał o tym, że ludzkość niszczy planetę, na której żyje, w pogoni za szczęściem, którego nie może dostać. I chociaż to wszystko już gdzieś widzieliśmy, podlane solidną dawką akcji i zaprezentowane w oszałamiający sposób broni się znakomicie.

Myślę jednocześnie, że prawdziwą treścią tej opowieści jest relacja Debbie i Leda. Tło psychologiczne obu postaci jest mocno rozbudowane – cały kontekst znajomości obojga poznajemy dzięki pojawiającym się czasem retrospekcjom ukazującym wspomnienia bohaterki. Krótko mówiąc: jest to związek z ogromnymi problemami, z których fakt, że jedna jego połowa jest pogrążonym w niemal całkowitej katatonii cyber-ćpunem wcale nie jest największym. Mimo że główny motor tej historii to coś specyficznego dla świata – uzależnienie od zaawansowanej techniki – zadziwiająco łatwo znaleźć w niej odniesienia do naszych czasów, do zjawiska pogłębiającej się izolacji człowieka od człowieka, nawet pomiędzy dwojgiem ludzi żyjących ze sobą.

Strona wizualna komiksu jest znakomita. Los Angeles przyszłości krzyczy tysiącem neonowych świateł oraz ekranów transmisyjnych, świetnie kontrastuje z soczystą, uspokajającą zielenią ostatniego wolnego zakątka na Ziemi. Kreska jest ostra, wyrazista, zaś wizerunki postaci charakterystyczne i stylowe. Przyznaję, na początku trochę śmieszyły mnie obcisłe gatki, w jakie wciśnięto napakowanego Denta oraz jego bojowy motocykl, którym dałoby się jeździć chyba tylko po idealnie płaskiej nawierzchni – ale po pewnym czasie nawet to wskoczyło na miejsce jako pasujący element całości.

Największe wrażenie zrobiły na mnie sceny akcji. W „Tokyo Ghost” rozwałki nie brakuje – moją całkowicie ulubioną jest samurajski pojedynek Leda z jednym z oprychów z jego odległej przeszłości, zrealizowany w postaci gry cieni na tle nocnego nieba, wyłamujący się z wszechobecnej orgii kolorów w tak nagły, że aż niewiarygodny sposób. Sean Murphy, autor rysunków, jest przy okazji absolutnym mistrzem opowiadania historii w niebezpośredni sposób – upakowuje każdą swoją ilustrację ogromną wręcz ilością szczegółów do zauważenia przez spostrzegawczego czytelnika. To ostatnie sprawia, że do „Tokyo Ghosta” na pewno wrócę jeszcze kilka razy, by znaleźć te wszystkie rzeczy, które przeoczyłem, a które dają lepsze pojęcie o tej niewiarygodnej wizji zdegenerowanego świata.

Pora na małe podsumowanie. „Tokyo Ghost” jest dla mnie komiksem po prostu wybitnym. Chociaż nie opowiada ambitniej, zawiłej ani oryginalnej historii, to robi to w sposób niezwykle angażujący, okraszony świetną kreską i kolorystyką. Jeżeli, podobnie jak ja, do tej pory nie mieliście okazji go poznać, wydanie zbiorowe jest najlepszą z możliwych okazją, aby te braki nadrobić. Polecam zarówno koneserom cyberpunku, dystopii jak i komiksu w ogóle.