Tytuł mangi

„Chronosquad. Tom 2”

Nazwa Wydawnictwa

Autor: Giorgio Albertini, Grégory Panaccione
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Liczba stron: 224
Cena okładkowa: 109 zł

Chronosquad powrócił z drugim tomem. Jak przystało na kontynuację historii, odpowiada on na kilka pytań z poprzedniej części, ale jednocześnie stawia kolejne.

Na wstępie warto zaznaczyć, że po drugi tom Chronosquadu nie powinny sięgać osoby, które nie miały okazji przeczytać pierwszego. Zaczynamy tam, gdzie poprzednio skończyliśmy, a akcja urwała się w dość istotnym momencie. Druga część ma tę przewagę, że nie musi już poświęcać zbyt wiele miejsca na tłumaczenie zasad funkcjonowania świata przedstawionego.

W poprzednim tomie doktor Telonius Bloch był postacią, z którą czytelnicy mogli się poniekąd utożsamić, ponieważ koncept biura podróży zajmującego się organizowaniem wypraw w czasie był dla niego równie obcy, co dla nas. Dlatego w pierwszej części Bloch pełnił raczej funkcję bohatera, któremu tłoczy się do głowy kolejne porcje ekspozycji. Na szczęście w tej odsłonie udało się go całkiem dobrze rozwinąć.

Odnoszę też wrażenie, że druga część jeszcze bardziej skupia się na kolegach Blocha z pracy. Można wręcz pomyśleć, że są oni głównymi bohaterami na równi z doktorem. Beylogu i Penn mają własne wątki, które, choć póki co nie wydają się szczególnie istotne dla głównej historii, sprawiają, że są to postacie z krwi i kości. Szkoda tylko, że antagonista nie został lepiej zarysowany.

Oprawa graficzna nie zmieniła się względem pierwszego tomu. Nadal mamy tutaj styl przywodzący mi na myśl karykaturę. Zmieniła się natomiast kolorystyka. W porównaniu z poprzednikiem znajdziemy tu znacznie więcej barw. Wcześniej lwia część akcji rozgrywała się w Egipcie, natomiast fabuła drugiego tomu została skonstruowana tak, aby dać pretekst do podróży po innych zakątkach świata. Dzięki temu komiks wydaje się bardziej atrakcyjny dla oka.

chronosquad2obrazek2Drugi tom kontynuuje specyficzne połączenie kryminału i cięższych wątków z humorem. To nadal nie jest komiks dla młodszych czytelników. Momentami jest krwawo, a już na pierwszych stronach możemy zobaczyć nagich ludzi w całej swojej okazałości. Bardzo podobają mi się mrugnięcia okiem, którymi autorzy nawiązują do naszego świata. Ja na przykład dowiedziałem się z komiksu, co prezes Google’a robi w wolnym czasie.

Chronosquad całkiem dobrze sprzedaje swój abstrakcyjny koncept jako coś, co mogłoby mieć miejsce w prawdziwym życiu. Dowodem na to są humorystyczne, dwustronicowe reklamy, które pojawiają się w kilku miejscach komiksu. Sam zamiast zastanawiać się, jak to wszystko funkcjonuje, zacząłem przyjmować przedstawione zasady z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Drugi tom jest także lepiej zbalansowany pod względem akcji niż poprzednik. Tak naprawdę w pierwszej części najbardziej intensywne wydarzenia rozegrały się dopiero w samej końcówce. W kontynuacji znacznie częściej coś się dzieje, ale twórcy nie zapomnieli, że finał powinien być najmocniejszym punktem historii. Ujął mnie epilog, który zdradza nam, w jaki sposób pewna postać tak szybko powróciła. Doskonale pokazuje on również uroki konceptu podróży w czasie. Gdybym miał wskazać najmocniejszy punkt Chronosquadu jako serii, byłby nim właśnie pomysł na biuro podróży.

Tutaj drobna uwaga. Komiks został niemal w całości spolszczony. Czemu niemal? W niektórych dymkach nadal znajdują się kwestie w językach innych niż polski. Wspominam o tym, ponieważ możliwe, że jest to celowa decyzja tłumacza, dzięki której niektóre wypowiedzi pozostają dla czytelnika równie obce, co dla bohaterów. Pojawia się tu kilka języków obcych, ale największe wątpliwości wzbudziły we mnie anglojęzyczne dymki na jednej z pierwszych stron. Początkowo myślałem, że to niedopatrzenie ze strony tłumacza, jednak po przeczytaniu całego komiksu doszedłem do wniosku, że nie jest to wpadka, a celowy zabieg.

Drugi tom Chronosquadu lepiej operuje akcją i zmianą otoczenia, a także dodaje kolejne warstwy charakteru postaciom, które znamy z poprzedniej części. Co prawda jesteśmy dopiero gdzieś w środku historii i trudno oceniać ją na tym etapie, ale myślę, że twórcy ominęli jedną z największych pułapek pisania kontynuacji. Rozwinięcie opowieści nie jest wypełnione watą bez faktycznej treści. Zaryzykuję stwierdzenie, że druga część bardziej zachęca do sięgnięcia po trzeci tom, niż pierwsza do przeczytania drugiego. To naprawdę spora rekomendacja.

Tagged Under