Konwenty Południowe - Relacja z wydarzenia: Warsaw Comic Con - Do trzech razy sztuka

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Pyrkon długo nie miał godnej konkurencji, był też imprezą obowiązkową dla każdego fana fantastyki i nie tylko. Niemniej, prawdopodobnie przez ten swoisty monopol, impreza ta traciła na jakości, podejściu do uczestnika i kilku innych aspektach. I wtedy pojawił się Warsaw Comic Con, promujący się hasłem „Pierwszy Comic Con w Polsce”. I jest to prawda, lecz nie był to pierwszy Comic Con, który próbowano zorganizować. W zeszłym roku w Kielcach inna organizacja wpadła na podobny pomysł, który nie doszedł do skutku. Dodatkowo, tydzień po wydarzeniu, o którym traktować będzie ta relacja, miał się odbyć jeszcze inny Comic-Con, tym razem organizowany przez niemiecką firmę i posiadający prawa do marki (różnica to dywiz między członami nazwy). Niemal w ostatniej chwili, bo na nieco ponad trzy tygodnie przed planowanym terminem, impreza została odwołana i ogłoszono, że łączy się z Warsaw Comic Con, co spowodowało niewiarygodną liczbę problemów, od rezerwacji hotelowych w odpowiednim terminie, przez odwołanie zaproszonych gości, na zamieszaniu z akredytacjami kończąc. Ale z tego całego chaosu wyłonił się wreszcie ten jeden, właściwy Comic Con, który odwiedziło 46 896 osób! Jak wyszło? Sprawdźcie!

Pierwsze wrażenie jest ważne

Pierwsze oznaki zauważyłem już podczas podróżowania po Polsce, tygodnie przed imprezą. Przy większych drogach dojazdowych mogliśmy mijać wiele dużych bilbordów promujących wydarzenie. Ponadto stoisko promujące Warsaw Comic Con na Pyrkonie było świetnie zrealizowane, a ilość rozdawanych biletów i gadżetów powalała. Widać było, że organizator – Ptak Warsaw EXPO – wpakował gigantyczne kwoty w promocję.

Drugim efektem „wow” była wielkość terenu, na którym odbywał się event. Trzy (właściwie dwie, ale o tym później) gigantyczne hale, z wielkimi reklamami festiwalu. Potężny parking na kilkanaście tysięcy miejsc (w sobotę i niedzielę wypchany po brzegi…), flagi sponsorów obu imprez (nie zapominajmy, że w czwartek i piątek odbywał się tutaj też Good Game Warsaw), wielkie bannery… Jak wspomniałem, na promocji nie oszczędzano. Niestety sprowadzono nas na ziemię ceną parkingu – 20 zł za dzień. Jeżeli ktoś przyjeżdżał na pełne 13 godzin imprezy, to nie był duży koszt, natomiast osoby chcące tylko przejść po halach cena mogła zaboleć. Na szczęście szybko się okazało, że dla akredytowanych mediów parking jest w zestawie z wejściówką.

Akredytacyjny zerg rush!

Po znalezieniu miejsca parkingowego należało się zakredytować. Do wyboru mieliśmy kilka kas, które otaczały oba użytkowe budynki wydarzenia co kilkadziesiąt metrów. My mieliśmy się akredytować w wejściu VIP, co wynikało z maila, który otrzymaliśmy przed imprezą. Niestety tu wyszedł pierwszy zgrzyt w przepływie informacji między pionami, gdyż okazało się, że nie jest to odpowiednie wejście. Na szczęście obsługa wykazała się pełnym profesjonalizmem i zaprowadzono nas, gdzie trzeba. Przy akredytacji otrzymaliśmy twardy identyfikator na białej smyczy oraz profesjonalną, plastikową opaskę. Jest to o tyle wygodne, że taka opaska się praktycznie nie poci, jak to ma miejsce przy papierowych – wzmocnionych odpowiednikach z mniejszych imprez, i praktycznie nie ma szans na jej zgubienie/odpięcie. Do zestawu możnainformacja było dobrać informator rozmiaru A3, złożony na pół, a zawierający niezbędne minimum informacji, czyli mapkę, gości i kilka najważniejszych atrakcji. Szybko się go pozbyłem, bo nie był zbyt przydatny przy halach ustawionych jedna za drugą. Wystarczyło jedno przejście po każdej z nich i już było wiadomo, gdzie co jest. Poza tym, na ścianach i w przejściach wywieszono duże plakaty i dostępne były specjalne maszyny z informacjami (takie jak w marketach, z ekranem dotykowym).

Jeżeli jesteśmy przy wejściówkach, to zauważyłem, że obsługa niespecjalnie pilnowała kupowania wejściówek przez uczestników. Wystarczyło powiedzieć, że się jest na liście cosplayowej, a już można było bez problemu wejść za darmo. Znalazło się kilku kombinatorów, którzy w ten sposób dostali się na imprezę. Podobnie było z rozdawanymi wejściówkami jednodniowymi. Jestem jednak pewien, że to wszystko było wliczone w potencjalne straty, bo wystarczy się zastanowić, ile tych biletów rozdano na Pyrkonie, żeby zrozumieć, że organizatorów stać na wpuszczenie sporej dozy uczestników bez płacenia.

Budynek D – pokaż mi swoje towary

Spróbuję opisać wszystkie hale i przejścia między nimi, począwszy od tego, który znajdował się najbliżej wjazdu na parking i stanowił główne wejście na teren imprezy. Budynek D zawierał przede wszystkim stoiska sprzedażowe, całą armię mniejszych i większych roboty star wars warsaw comic conwystawców, oferujących niewiarygodnie szeroki zakres towarów, od standardowych koszulek, podkładek, poduszek i kubków z nadrukami z ulubionych filmów, seriali, anime i gier, poprzez ręcznie robione wyroby steampunkowe i skórzane, a na książkach, mangach i grach planszowych czy karcianych kończąc. To jednak nie wszystko, bo w ofercie znajdowały się także gry na komputery i konsole czy choćby modele ze „Star Wars” i bajki Samochody, sterowane gestami. Nie sposób tu opisać wszystkiego, ale powiem Wam, że przez lata jeżdżenia na imprezy nie kupiłem tyle, co na tym jednym Comic Conie… Szczególnie że promocje sięgały absurdu (na przykład kolekcjonerskie „Monopoly” z serii „Fallout” kosztowało mnie 80 zł zamiast 159!).

Nie samymi zakupami jednak człowiek żyje i już na tej pierwszej hali można było się o tym przekonać. Nieuważnego spacerowicza przestraszyć mógł zombie ze stoiska AMC promującego serial „Fear the Walking Dead”, wyskakujący nagle znikąd, a fanów wystawx wing witały specjalnie wydzielone salki z modelami samolotów (takimi sporymi, z rozpiętością skrzydeł na około półtora metra, może więcej), przepięknymi budowlami, a nawet całymi terenami zbudowanymi z klocków lego czy choćby modelami z serii „Transformers”. Moc w hali była silna za sprawą stoisk i dużych modeli pojazdów z serii „Star Wars”. Stworzono na przykład maszynę kroczącą albo statek rebelii – X Wing w rozmiarze 1:1! Tutaj też zorganizowano spotkania z polskimi autorami książek (głównie z wydawnictwa Fabryka Słów) oraz, co dla wielu było najważniejsze, umieszczono główną scenę dla gości z zagranicy. Mogliśmy na żywo ujrzeć takie sławy, jak Carice van Houten (Mellisandre z „Gry o Tron”), Hafþóra Júlíusa Björnssona (Gregor „Góra” Clegane z 4 i 5 sezonu „Gry o Tron”), RJ Mitte’a (Syn Walthera „Haisenberga” White’a z „Breaking Bad”) czy Olga Fonda (Nadia Petrova z „Pamiętników Wampirów”), a to nadal nie wszyscy.

gamesroom warsaw comic conJeżeli chcieliśmy odpocząć trochę po tym całym natłoku atrakcji, do naszej dyspozycji był duży i dobrze wyposażony Games Room z grami planszowymi i karcianymi, a wszelkie uwagi mieliśmy szansę zgłosić w pracującym przez cały czas trwania wydarzenia biurze festiwalowym.

Nie samymi atrakcjami człowiek żyje, czyli co by tu zjeść…

foodtrucki na warsaw comic conKontynuując naszą podróż, docieramy do przejścia między halami D i C, w którym umiejscowiły się Food Trucki. Przekrój oferowanego jedzenia obejmował chyba połowę kuli ziemskiej, zahaczając o Meksyk, kraje arabskie, Orient czy choćby Belgię reprezentowaną przez frytki. Dla fanów słodyczy znalazły się żelki, kebab na słodko (całkiem dziwaczny wynalazek) oraz lody. Dostępne też było piwo (zarówno lane jak i butelkowe), które mogliśmy spożywać na terenie strefy gastronomicznej. Obok tego wszystkiego najedzony człowiek mógł odwiedzić strzelnicę ASG i przetestować, po ilu dobrych piwach będzie w stanie nadal trafiać w cel.

(Budynek) C jak e-sport!

Na fanów elektronicznej rozrywki czekała gigantyczna hala z szerokim wachlarzemvr dostępnych technologii związanych z e-sportem i graniem rekreacyjnym. Znów mogliśmy się natknąć na stoiska sprzedażowe, oferujące sprzęt gamingowy w konkurencyjnych cenach. W wielu miejscach odbywały się różne turnieje, a fan sportu elektronicznego mógł spotkać znanych i profesjonalnych graczy (na przykład Pasha Biceps). Jeżeli lubicie nowinki techniczne, to zdecydowanie powinniście byli odwiedzić stoiska z technologią VR. Udało się nam przeprowadzić wywiad z CEO firmy VR Visio, który znajdziecie na naszym kanale na YouTube pod TYM ADRESEM. Godne polecenia jeszcze było miejsce, w którym mogliśmy za pomocą technologii rozszerzonej rzeczywistości wirtualnej porzucać śnieżkami, rybkami czy dynamitem w pingwinki atakujące nas z każdej możliwej strony. Gra jest na tyle świetnie zrobiona, że każdy, kto ma taką możliwość, powinien w nią zagrać. Dla zainteresowanych, nazywa się ona „Wingless” i można ją znaleźć na Steam Greenlight TUTAJ.

monster energy drink na warsaw comic conNie jest to oczywiście wszystko, co oferował nam budynek. Baczny obserwator/spacerowicz mógł odnaleźć znanych youtuberów (na przykład Wardęgę z jego psim samochodem), napić się Monster Energy Drinka i spróbować swojego wyczucia równowagi na specjalnych walcach, na których znajdowała się deska, lub po prostu wypocząć w wygodnych fotelach biurowo-gamingowych. Na końcu hali mieliśmy też możliwość zakupienia gry planszowej lub karcianej od wydawnictwa G3, które jako jedyne o tej tematyce wystawiło się w budynku C. Ponadto mogliśmy nacieszyć oko wystawami z „Jurrasic Park” i „Star Wars” z modelami i figurami postaci i stworzeń znanych z obu serii. Dla fanów mangi i anime wydzielono dodatkowo jedno pomieszczenie na prelekcje.

W dalszej części budynku, za ścianką oddzielającą, znalazłem też strefę retrogrania, czyli stare gry, na starych konsolach/komputerach. Jeszcze dalej umiejscowiono tytułowy tron scena cosplay na warsaw comic conznany z „Gry o Tron”, na którym można było usiąść i zrobić sobie zdjęcie, strefę autografową, na której w odpowiednich godzinach za 50 zł mogliśmy zdobyć podpis swojego idola oraz kolejną scenę goszczącą w czasie trwania Comic Conu takie atrakcje, jak pokaz mody alternatywnej, koncert zespołu Percival Shuttenbach i konkurs cosplay.

Konkurs Cosplay

Jako stały uczestnik ponad setki imprez fantastycznych, mangowych, esportowych i innych, w naturalny sposób interesuję się tą formą artystyczną. Mowa oczywiście o tytułowym cosplayu. Widziałem blisko sto konkursów i około tysiąca różnych kreacji. Więc kiedy powiem, że poziom strojów i występów na Warsaw Comic Con był naprawdę bardzo wysoki, to możecie wyobrazić sobie, co przegapiliście, jeżeli Was tam nie było. Ale nie ma tego złego. Na chętnych czekają nasze galerie zdjęć z konkursu, niedługo na naszym kanale na YouTube pojawią się też nagrania wszystkich występów. Teraz jednak musicie wierzyć mi na słowo. Już od pierwszego występu byłem pełen podziwu, a następne tylko potęgowały to wrażenie. Prowadzący – Jakub Ćwiek – także świetnie wykonywał swoją robotę i pięknie dopełniał swoją kwiecistą mową obrazu jednego z najlepszych konkursów cosplayu, jaki miałem okazję widzieć. Niestety druga połowa była nieco słabsza, a ilość występów zaczynała w pewnym momencie nużyć, mimo wszystkich superlatyw, o których wspomniałem. Zauważyłem, że do końca konkursu została może połowa, maksymalnie ¾ widowni. I wcale się nie dziwię, bo 33 występów to niemało. A skoro jesteśmy jeszcze przy cosplayu, to dodatkowo muszę pochwalić obsługę techniczną za czysty dźwięk, świetną scenę i bardzo dobre operowanie światłem i dymem. Cała atrakcja była niesamowicie profesjonalna i marzy mi się, by polskie eliminacje do konkursów międzynarodowych również były prowadzone w ten sposób.cosplay na Warsaw Comic Con

War, war never changes – strefa postapo i namiot fantasy

Po wyjściu z hali C, w drodze do ostatniego już miejsca, czyli hali B, natknąłem się na… samochody. Tak, różne krążowniki szos znane z filmów i seriali. Był samochód z bajki (i w sumie filmu) „Scooby Doo”, pojazd Freda Flintstona, samochód/wehikuł z „Powrotu do przyszłości” i kilka innych, mniej lub bardziej znanych pojazdów. Idąc dalej, wkraczaliśmy do Wioska Postapo na Warsaw Comic Conzupełnie innego świata. Do świata po wojnie nuklearnej, w którym niedobitki ludzkości walczą o przetrwanie, ale robią to całkiem beztrosko i nie zwracając zbytniej uwagi na ponury krajobraz wokół. Są to ludzie twardzi, przyzwyczajeni do podróży, brudu i ciężkich warunków. A przede wszystkim – wiecznie imprezujący. Strefa postapo wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Tyle pozytywnej energii i świetnie wczutych w rolę ludzi spotkać możemy chyba tylko w takich miejscach, jak to. Siedząc i rozmawiając z nimi, można było zapomnieć o otaczającym Cię świecie. Każdego, kto lubi takie klimaty, zapraszam na Ziemie Jałowe, które odbędą się już od 3 do 9 lipca w Będzinie. Na tydzień każdy uczestnik zamienia się w typowego człowieka, który przetrwał atomową zagładę. Naprawdę warto! Obok znajdowała się jeszcze strefa OldTown i namiot lub dwa należące do strefy fantasy. Trzecia i ostatnia hala w całości przeznaczona na wioskę fantasy i strefę postapokaliptyczną nie funkcjonowała.

Błędy początkującego – zalejmy ich hejtem!

No dobra, ale jak to w końcu wyszło organizacyjnie? Pierwszy Comic Con w Polsce to masa wyzwań. Logistyka, ilość odwiedzających, przepływ informacji, zaplecze sanitarne… Wszystko to jest niezwykle ważne, a jednocześnie nie sposób przewidzieć różnych wypadków, kiedy do czynienia mamy z debiutem. Kilka rzeczy wyszło bardzo dobrze, inne zdecydowanie wymagają poprawy.

Na tapet weźmy na początek zaplecze sanitarne. Na każdą halę przypadały dwie łazienki. Odwiedziłem jedną z nich i jakież było moje zaskoczenie, gdy zastałem tam jedną (!) kabinę i dwa pisuary… Sytuację ratowała tyraliera złożona z toalet zewnętrznych typu ToiToi, ale nie do końca załatwiały one sprawę, gdyż nie umyjesz przecież w nich rąk. Nie wiem jak radzili sobie uczestnicy, bo ja korzystałem tylko z toalety w hali, do której nawet nie było kolejek (co jest swoją drogą mocno podejrzane), ale nie mam też pojęcia, jak można by ten problem zniwelować.

Pozostając jeszcze chwilę przy ogólnej czystości, brakowało mi śmietników. Znalezienie kosza zakrawało na zabawę w „Gdzie jest Wally”. I tutaj kolejne zaskoczenie. Mimo naprawdę małej ilości koszów na odpady, na terenie Warsaw Comic Con panował porządek i czystość. Ekipa sprzątająca spisała się na medal.

Drugim, równie ważnym elementem tak dużego wydarzenia jest obsługa. I tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony często pojawiały się problemy natury komunikacyjno-informacyjnej, czyli klasyczne „nie wie lewica, co robi prawica”, ale z drugiej – osoby obsługujące były niezwykle pomocne i mocno nastawione na próbę rozwiązania problemu lub odpowiedzenia na pytanie. W ogólnym rozrachunku wychodzi to raczej na plus. Dodatkowo ochrona była bardzo profesjonalna i uprzejma. Zdarzały się losowe kontrole bagażu, ale to dosyć normalne i nikt z tego problemu nie robił. Medycy też byli widoczni i działali sprawnie, mając do dyspozycji karetkę.

Dojazd! Organizatorzy zadbali o autobusy kursujące między Warszawą a halami expo. Według rozkładu, kursowały one co pół godziny w czwartek i piątek oraz co 15 minut w sobotę i niedzielę. Niestety na żywo nie wyglądało to już tak kolorowo. Pojazdy jeździły dosyć losowo i były wypełnione po brzegi już na pierwszym przystanku, więc często nie zatrzymywały się na kolejnych. Ale nie ma co się dziwić. Stanowiły one jedynie opcję dodatkową, a każdy mógł dotrzeć na własną rękę. Przecież organizacja nie miała obowiązku zapewnienia dojazdu. Wpływ na opóźnienia miały oczywiście korki, bo autobusy wyjeżdżały z jednego z największych miast polski, a później musiały się z powrotem do niego dostać. Takie opóźnienia są normalne, zwłaszcza w godzinach szczytu.

Brakowało mi informatorów! Tak, była dostępna aplikacja mobilna, ale dla mnie była ona nieintuicyjna i niewygodna. Poza tym przez cały czas trwania imprezy miałem problemy z połączeniem internetowym, zapewne przez ilość osób przebywających w jednym miejscu, więc i tak nie mógłbym efektywnie korzystać z tego dobrodziejstwa. Problem w tym, że takie informatory generowałyby dodatkowy koszt. Może więc rozwiązać to ich sprzedażą za jakąś symboliczną sumę? Jestem zdecydowanie za rozpiską atrakcji w formie papierowej. Bardzo ułatwia to planowanie i orientację w rozkładzie odwiedzin. Bo przecież nie każdy wiedział choćby o koncercie i myślę, że dużo więcej osób by w nim uczestniczyło, gdyby odpowiednia informacja była lepiej dostępna.

Kolejki… a raczej ich brak. Akredytacja działała bardzo sprawnie, ale też nie można tego w pełni docenić przez ilość osób, która wchodziła za darmo. Chciałbym zobaczyć, jak poradziłaby sobie organizacja w sytuacji, kiedy prawie każdy uczestnik musi zapłacić za wejściówkę.

Prowadzenie spotkań z gwiazdami… Jak polska część tej atrakcji była prowadzona profesjonalnie i konferansjerzy zabawiali uczestników oczekujących na wejście swoich ulubieńców na scenę, tak główny prowadzący nie podołał swojej roli. Słaby angielski, co zostało dostrzeżone przez widownię, niezbyt dobry kontakt z gwiazdami, drętwość wypowiedzi… Natomiast technicznie wszystko było przeprowadzone profesjonalnie, a zastosowane rozwiązania, jak na przykład przekazywanie części pytań do gości za pośrednictwem specjalnie wydelegowanej osoby bardzo usprawniało przebieg spotkania.
Nikt nie mógł narzekać na brak jedzenia. Wybór i mnogość food trucków, uzupełnione o bliskość restauracji McDonald’s skutecznie zaspokajały potrzeby uczestników.

Podsumujmy!

Właściwie wszystko zostało tutaj napisane i wypunktowane. Czekam z niecierpliwością na drugą edycję, ogłoszoną już podczas trwania Warsaw Comic Con, która będzie znana pod nazwą Comic Con Central Europe i odbędzie się już od 22 do 24 września (w terminie Coperniconu i tydzień po 28. Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi). Dobór takiej właśnie nazwy może sugerować, że będzie to bardziej międzynarodowy event i sprowadzi jeszcze więcej gości, uczestników i atrakcji. Tak naprawdę dopiero ta druga, a może nawet trzecia edycja wydarzenia pokaże nam, czy będzie to Comic Con na miarę pierwowzoru. Tymczasem można powiedzieć z całą pewnością, że ta impreza ma potencjał, a to, czy go wykorzysta, zależy tylko od organizatorów.