Konwenty Południowe - Relacja z konwentu: Animefest - Leszek u Cześka czyli Polska atakuje Brno

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Akredytacja i takie tam...materiałowe opaski

Wyjazd na Animefest od dawna mi się marzył, w końcu to „zagramanica”, tam wszystko jest inne. Powiedzmy.

Razem z Lolą przyjechałyśmy noc wcześniej, by na spokojnie zwiedzić miasto. Jak się okazało, nasz hostel miał idealne połączenie z halami Expo „Vystaviste Brno”.  W piątek zajechałyśmy w skwarze i ukropie na teren konwentu, który był podobny do naszych Targów Poznańskich. Akredytacja przebiegła bardzo sprawnie, ja – jako media, i Lola, z racji tego, że było mało pracy przy akredytacji, weszłyśmy od razu. Na wejściu dostałyśmy opaski. Ja wybrałam Chaotica, Lola – Angelic Heaven. Nie wiedziałyśmy, co to znaczy. Do czasu… Nim jednak nacieszyłyśmy się conplace, musiałyśmy udać się do szkoły sleepowej, która była czynna dopiero od godziny 19, więc walizki zostawiłyśmy w tymczasowej przechowalni potem znów na targi.

Piątek zleciał nam głównie na zwiedzaniu terenu, na którym odbywał się konwent, spotkaniu z polską ekipą, zapoznaniu się z planem atrakcji oraz wystawców. Tam też Polaków nie brakowało. Widać Czesi lubią nasz towar. Bardzo mi ulżyło, jeśli chodzi o barierę językową, bałam się, że pomimo podobieństwa języków nie dogadamy się. A tu niespodzianka, szło całkiem dobrze. Ewentualne niezrozumiałe wyrażenia zastępowaliśmy angielszczyzną. Nie obyło się oczywiście bez zabawnych sformułowań.

– So…you have this thing called „suche płody”.
– Yes.
– It’s peanuts, rice, beans… Dry food.
– Right.
– In polish it sounds like dry fetus.

– Oh God, now I know why abortion is illegal in Poland.

Piątek zakończyłyśmy szybkim prysznicem po spotkaniu ze znajomymi w hostelu i jeszcze szybszym padnięciem na materac.

Sobota była inna. Dla mnie nawet bardzo, bo w czwartek „spaliłam się na raczka” i wszystko bolało. Musiałam nałożyć na siebie białą farbę, a potem podkład, żeby to jakoś wyglądać. Wiecie, że biała farba stanowi świetną izolację dla alergików wrażliwych na kosmetyki?

Wystawcy

Wystawców było niemało, sporą grupę stanowili Polacy, pojawili się m.in. CosCon, MadArtisians czy BlueBox. Standardowo stoiska zlokalizowano w jednym budynku, klimatyzowanym, a to ważne na ówczesną pogodę. Znalazł się tam również kącik napraw dla cosplayerów, co pewnie niejednemu osobnikowi pozwoliło uratować strój.

Były też stoiska gastro – buble tea, kuchnia azjatycka, typowa słowiańska kiełbasa z bułą (w namiocie z bogatszym menu). Była też MANA. Wiecie co to MANA? Nie, nie MP, potionów nie rozdawali…chociaż? MANA to produkt spożywczy – jedzenie i picie w jednym, rzecz stworzona dla astronautów. 300ml takiego „cosia” zastępowało jeden posiłek ze wszystkimi niezbędnymi składnikami.

MANA…BYŁA ZA DARMO! Nie smakowała wspaniale, trochę jak mleko z mąką, była bardzo gęsta, ale naprawdę po kilku łykach już się tego nie czuło, a faktycznie nie chodziło się głodnym.

Oprócz strefy gastro i wystawców była też aleja artystów. Tam znalazło się miejsce dla wszelkiego rodzaju sztuki – czy to Digital art, czy standardowych farbek, czy też ołówka. Miłym zaskoczeniem było jedno ze stoisk z idolkami (tak, wiem, idolki), gdzie jeden z merchów był mężczyzną przebranym za idolkę. Tak, idolkę, dziewczynę! Miał zgrabniejsze nogi niż większość ludzi, których znam. I jakie gładkie!

W alei artystów znalazło się też miejsce, w którym nawet maniacy figurek mogli znaleźć coś dla siebie. Tam oto odbyła się wystawa niesamowitych zdjęć różnych postaci z anime czy gier. Z tym, że wyglądało to jak cosplay w świetnym ujęciu. Nie. Nie, moi mili. To były zdjęcia figurek. Figurek, które znalazły się w odpowiednim otoczeniu, a fotograf uwiecznił je na fotkach. Lola i ja musiałyśmy obejrzeć kilkanaście razy całą wystawę, żeby upewnić się, że to nie cosplay czy kadr z anime lub gry.

Kultura – rzadkość na polskich eventach

Dopiero wtedy coś do mnie dotarło. Tam było naprawdę wielu mężczyzn i chłopców przebranych za kobiety. Crossdress, trapy–jakkolwiek tego nie nazwiemy – nie miały negatywnego odbioru! Panowie naprawdę mieli gust jeśli chodzi o wdzianka i wyglądali dobrze, niejeden by się pomylił!

Akceptację mieli też tzw. furasy. Bawili się z każdym, zaczepiali bez natręctwa, dla mnie świetna atrakcja. Co ważne, na wysokim poziomie, bo nie dość, że z ruchomymi oczami, mechanicznym ogonem czy szczęką, to jeszcze z dźwiękiem?

Kulturą wykazali się też fotografowie, którzy nie robili zdjęć z przyczajenia, pytali, ustawiali, zapraszali na trawkę. Wszystko z taktem.

Kiedy rozmawiałam z jedną z helperek, ciekawa, jak radzą sobie ze zjawiskiem macania cosplayerek, ona tylko pokręciła głową. Tam nie ma czegoś takiego. Tam ludzie myślą inaczej. A jeśli jednak pojawią się „macacze” i jeszcze zaczną coś robić, to patrol zareaguje bardzo szybko i delikwent dowie się, że najpierw trzeba przekalkulować swój pomysł dwa razy, nim się go wdroży w życie. Nie mogłam uwierzyć, że taki kraj jak Polska ma jeszcze z tym problemy i to na taką skalę. Och, cóż, może kiedyś dorośniemy do Czech. Atrakcje pozwolę sobie przemilczeć oczywistych powodów.

Cosplay

Zacznę najpierw od cosplayu pozakonkursowego. Wiąże się to z poprzednim akapitem. W Czechach, nawet gdy nie umiesz szyć czy kleić, to nikt nie ma z tym problemu. Jak umiesz, tak robisz i tak przyjdziesz. Każdy kiedyś zaczynał od przeróbek, obrusu, ceraty, karimaty, dlatego tam każdy ma tego świadomość. NAWET jeśli ktoś chce coś niemiło skomentować, to robi to w swoich grupkach po konwencie. Jednak i takich osób jest mało – tak wynika z opinii helperów czy właśnie cosplayerów, których o to pytałam. 

Bardzo podobało mi się, że nasi sąsiedzi pamiętają o takich seriach jak „Shaman King”, „Slayers”, „Kikki”, „Tygrysia Maska” czy nawet „Magic Knight Rayearth”. Była też Odetta z „Księżniczki łabędzi”! Stroje może nie do Euro, ale ta samotna krystaliczna łza Foremniakowej spływała po policzku.

Cosplay Debiut był dla mnie szokiem. Jurorowali AsgardianFraud, Rav oraz Widdle Wade i mieli naprawdę spory problem z wyborem. Cosplay Debiut, jak sama nazwa wskazuje, to pierwszy raz na scenie. Uczestnicy może i zrobili kilka strojów, jednak nigdy nie wyszli z nimi na scenę. Wiecie, jak one u nas wyglądają? No bywają różne. Tam mieliśmy przyjemność oglądać piękną księżniczkę Kogyoku Ren, niesamowitą Mercy, zaskakującego Medivha czy nawet 2B. Jakość strojów sprawiała, że człowiek zastanawiał się: jak? Niestety, na Cosplay Standard już nie było miejsc, więc pominę omawianie tej atrakcji, bo i różne są wyniki. Wiecie, że wyniki były ogłaszane dopiero w niedzielę? No to już wiecie.

Coś animowanego dla oka

Kiedyś, dawno temu w Polszy pokazywane były AMV-ki. AMVHell czy jak kto wolał – AMV Night.W czasie Animefest odbywał się konkurs na najlepsze klipy w różnych kategoriach: humor, dramat, horror…I uwierzcie mi, że to nazywało się AMV. Jak sama ich nie lubię, tak z tamtych nie chciałam wyjść. Na klipy można było głosować w ciągu trwania całego eventu, a głosy miały ogromne znaczenie nie tylko dla twórców klipów.

Na początku relacji wspomniałam o opaskach w kolorze czerwieni i błękitu. Oznaczały one dwie frakcje i każdy konkurs czy głos miały znaczenie. Wygrała oczywiście moja Chaotica, ale niewielka liczbą punktów. Jeśli dobrze zrozumiałam, to zwycięzcy mogli zagrać koncert dla publiczności, ogłaszając swój wielki sukces.

Atrakcja muzyczna

Gdy kupowało się wejściówkę na Animefest, dostawało się w gratisie bilet na koncert KISS. W osobnej hali odbywał się występ metalowców, a że budynek nie był wyciszony, to pomiędzy dźwiękami konwentu dało się słyszeć muzykę z „kopuły”.

Przystanek…

Przystanek po godzinie 22 był ciekawym miejscem. Wymalowani fani KISS i cosplayerzy patrzyli się na siebie z pytającymi minami: „Nasi?”.

To byłoby na tyle jeśli chodzi o Animefest. Konwent oceniam 9/10. To jest to, co powinno się u nas przyjąć. Niestety, słowa tego nie opiszą, to trzeba zobaczyć, dlatego zapraszam za rok. Bo te 250 zł to naprawdę nic. Organizatorzy konwentu zapewniają wszystko: jedzenie (MANA), miejsce do spania i mapki czytelne jak żadne inne.

Za rok mnie tam nie zabraknie, nie ma takiej opcji! Tu chce podziękować Loli, która ze mną wytrzymała, Adamowi za utrzymanie konwentu na takim poziomie, helperom za bycie ludźmi do rany przyłóż, polskiej ekipie z polskiego getta hostelowego oraz ludziom, którzy tak dobrze przyjęli Polaków. Zapraszamy do siebie!