
„Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu”
![]()
Autorzy: Caryl Férey, Cortentin Rouge
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Liczba stron: 152
Cena okładkowa: 99,90 zł
Wyobraźcie to sobie. Republika Południowej Afryki. Czasy po apartheidzie. Ziemie, które należą do białej mniejszości, zwanej Afykanerami, mają zostać poddane procesowi redystrybucji, na czym z całą pewnością zyskają czarnoskórzy obywatele tego kraju. To, co napisałem, ma miejsce nie tylko w naszej rzeczywistości, ale i jest doskonałym tłem dla komiksu. To tło postanowił wykorzystać duet Corentina Rouge’a oraz Caryla Féreya. Panowie stworzyli opowieść kryminalną i połączyli ten gatunek z aktualną sytuacją polityczną panującą w RPA.
W komiksie nadchodząca reforma jest źródłem konfliktów pomiędzy białymi i czarnymi mieszkańcami tego kraju. Choć są ludzie, którzy próbują zapomnieć o dawnych krzywdach, nie jest to łatwe. Sytuacja jest tak napięta, że jedna iskra może wzniecić pożar. Na terenie winnicy należącej do Kobusa Pienaara, dochodzi do morderstwa jednego z czarnoskórych pracowników, co nie poprawia już i tak napiętych relacji pomiędzy zatrudnionymi a rodziną Pienaarów. Sprawę ma rozwiązać porucznik Shane Shepperd, przed którym zarówno właściciele, jak i pracownicy, próbują ukryć mroczną przeszłość tego miejsca. W dodatku sam policjant jest w intymnej relacji z córką jednej ze stron politycznego konfliktu.
Komiks ma interesujące założenia fabularne, ale mimo to miałem wrażenie, iż wątek polityczny to tło i nic więcej. Oczywiście, im bliżej końca, tym bardziej wątki morderstwa i polityki się zazębiają, przez co nie ma się wrażenia, że coś nie zostało do końca wykorzystane. Tempo też jest przemyślane – autorzy umiejętnie przeplatali spokojniejsze momenty z akcją, ale mam wrażenie, że początek wydaje się trochę przeładowany informacjami. Musiałem trochę dłużej posiedzieć nad kilkoma pierwszymi stronami, aby zapamiętać jakieś fakty, szczególnie tam, gdzie akcja ma miejsce w parlamencie. Nie było źle – mniej więcej udało mi się określić, kto jest z kim powiązany i jakie ma cele. Zresztą pomaga temu sama konstrukcja opowieści, bo do momentu rozpoczęcia właściwego śledztwa, mamy czas na zapoznanie się z postaciami.
Niestety postacie nie wypadają jakoś szczególnie ciekawie. Są dobrze napisane, ale nie zostaną w mojej pamięci na dłużej. Głównie przez to, że komiks często skacze od jednej osoby do drugiej i nie mamy zbyt dużo czasu na poznanie ich bliżej. Wyjątkiem jest porucznik Shepperd, który z uwagi na to, że rozwiązuje sprawę, dostał najwięcej czasu ekranowego (jeśli można tak o tym pisać w kontekście paneli komiksowych). Dobrze wypada też jeden z pracowników winiarni imieniem Nelson, który może i nie pojawia się zbyt często w historii, ale pod koniec jego postać ma większe znaczenie.
Komiks jest ślicznie narysowany i chylę czoła autorom, że nie przesadzili z nadmiarem koloru żółtego i nie sięgali po niego równie często, jak filmowcy z Hollywood używający pomarańczowego filtru w filmach, których akcja dzieje się w Meksyku. Komiks do recenzji dostałem w sztywnej oprawie, a sam jest wielkości atlasu, ale przy bardziej popularnych, mniejszych wymiarach, piękne okienka utraciłyby dużo na swej szczegółowości.
Komiks został wydany w Polsce przez Non Stop Comics i w mojej opinii jest to bardzo dobre wydanie, jeśli chodzi o przekład. Mam jednak małe „ale” do pewnych decyzji podjętych przy tłumaczeniu. Nie przetłumaczono niektórych kwestii – postać może powiedzieć „My God!”, zamiast czegoś w stylu „O mój Boże!”. Jest to tak specyficzne, że od razu zwróciło moją uwagę. Tak samo przyciągające uwagę są momenty, w których postacie nieraz używają popularnego angielskiego przekleństwa na literę „F”, aby potem sobie przypomnieć, że znają polskie odpowiedniki, w tym soczyste przekleństwo na literę „K”. Myślę, że nie jest to niedopatrzenie, a decyzja, której nie potrafię zrozumieć.
„Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu” to solidny komiks dla dorosłego odbiorcy (zawiera krew, przemoc, wulgarny język i sceny erotyczne), który może wydawać się czymś egzotycznym, tym bardziej dla polskich czytelników. Jeśli szukacie czegoś, co można łatwo pochłonąć w jeden lub góra dwa wieczory, to może być komiks dla was. Nie oczekujcie jednak tego, że historia i tym bardziej postacie zostaną w waszej głowie na dłużej. To naprawdę dobry kryminał, który nie próbuje być niczym wybitnym i całe szczęście.














