Fantastyka

  • Relacja z konwentu - FALKON 2016 - Czego Pyrkon mógłby się nauczyć od FALKONu?

    W tym roku, 4-6 listopada odbyła się XVII (siedemnasta) edycja festiwalu fantastyki FALKON. Oczywiście ponownie miejscem wydarzenia były Targi Lublin oraz niedaleko położona od nich Szkoła Podstawowa nr 20 przy ulicy Jarosława Dąbrowskiego. Nocleg zapewniony został w Szkole Podstawowej nr 31 przy ulicy im Lotników Polskich, około 2 kilometry od Targów. Tym razem motywem przewodnim byli wszelkiej maści superbohaterowie. Jako że poprzednią edycję festiwalu odwiedziłem jako sędzia PMM (Puchar Mistrza Mistrzów), to nie mogłem w pełni poczuć ducha imprezy, która w tym roku przyciągnęła około 9500 uczestników. Teraz postanowiłem to nadrobić i opowiedzieć Wam, czy warto odwiedzić Lublin w listopadzie.

  • Fotorelacja z FALKONu 2016 [ZDJĘCIA]!

    Poniżej zamieszczamy trzy przyciski kierujące do naszych fotorelacji z festiwalu fantastyki FALKON 2016. Serdecznie zapraszamy!

    Falkon 2016 by AlchelorPokaz Mody Alternatywnej na Falkon 2016 by Alchelorfalkon_2016 by Marcus
  • Recenzja książki: Arkady Saulski - „Czarna kolonia”

    czarna kolonia

    Arkady Saulski - „Czarna kolonia”

    drageus Autor: Arkady Saulski
    Wydawnictwo: Drageus Publishing House
    Liczba stron: 339
    Cena okładkowa:29,90 

    Jednym z najczęściej poruszanych wątków w książkach science fiction jest eksploracja Kosmosu, w tym kolonizowanie innych planet. Pierwszym oczywistym celem jest w tym przypadku Mars, nie zliczę też w ilu wersjach przedstawiono już problem jego przysposobienia do zamieszkania przez ludzi. Czy do tego kotła pomysłów da się jeszcze dorzucić coś nowego? Jak się okazuje, wyobraźnia autorów nie zna granic. Zapowiedziana na początku tego roku „Czarna kolonia” Arkadego Saulskiego zwracała uwagę nie tylko tym, że miała stanowić powieściowy debiut tego autora, ale przede wszystkim tematyką, która wydawała się być nieco cięższa od dotąd rozważanej. Miałam przyjemność zapoznać się ze wspomnianą pozycją.

    Terraformacja Marsa nie przebiegła tak dobrze, jak było to planowane. Technologia, którą zastosowano w tym przypadku, nie miała wad: stopniowe wytworzenie atmosfery, sprowadzenie wody (ziemskiej!), rozmieszczenie roślin przebiegało bezproblemowo – do czasu. W pewnym momencie bowiem jakby planeta postanowiła wziąć sprawy we własne ręce – przyjęła otrzymane dary i zinterpretowała je na własny sposób, dotyczący też zagospodarowania terenów. Niepowodzenie pierwotnego planu spowodowało daleko idące skutki: zamiast być idealnym miejscem do życia dla ziemskiej elity, Mars stał się celem przerzutu biedoty i elementu przestępczego, a wszystko to pod płaszczykiem propagandy o nowym, wspaniałym świecie tylko czekającym na odważnych pionierów.

    Kolonia w sektorze szóstym – to tam skierowane zostają jednostki wojskowe, wraz z główną bohaterką, Kerą Puławską. Wysyłane tam pod pozorem wzmocnienia ochrony obiektów oddziały na miejscu zastają ruiny i związane walką z buntownikami wojsko. Gra nie wydaje się warta świeczki, a jednak uwaga najbogatszych korporacji, a wraz z nią i sił zbrojnych, kondensuje się coraz bardziej na tym skrawku planety. Jakie tajemnice może on skrywać?

    Nic tak nie ożywa atmosfery jak trup, a więc akcję otwiera samobójstwo. Na wyjaśnienie, kto, co i dlaczego przyjdzie jednak czytelnikowi trochę poczekać, jako że pierwsze strony książki poświęcone są budowaniu kontekstu, co zrealizowane zostało w sposób tyleż nastrojowy, co swobodny. Mamy więc fragmenty stylizowane na notki prasowe i wywiady przedstawiające wypowiedzi ekspertów na temat procesu terraformacji Marsa, problemów z tym związanych, jak i komplikacji politycznych czy społecznych zjawiska. Sama fabuła zaczyna się dość opornie, choć opowiadana jest konsekwentnie i bez wpadek logicznych, a bieżące informacje podawane są bardzo oszczędnie. Do czasu – w pewnym momencie następuje przełom, ujawniona zostaje wielka tajemnica, a akcja, dotąd odrobinę opieszała, nagle rusza z kopyta i nie traci tego tempa aż do samego końca.

    Po początkowym chaosie informacyjnym szybko klaruje się konkretna wizja świata. Bardzo szczegółowo zostały potraktowane wątki osobiste: Kera i jej ojciec, ich skomplikowana, acz budząca w czytelniku pewne współczucie relacja, przeszłość Tarkova, a nawet parę scen z życia prywatnego przywódców obu zwaśnionych ze sobą korporacji dają nam pewien ogląd na ich charaktery i motywację. Problemem pozostaje jednak przedstawienie postaci – chociaż te są różnorodne i wiarygodne, wydają się wycięte z jednego szablonu jeśli chodzi o zachowanie. Niewiele uświadczymy faktycznych różnic pomiędzy ich sposobem wypowiadania się czy reakcjami, nawet tło w postaci wątków osobistych niewiele tu pomaga. Najwięcej straconego potencjału widać na przykładzie pułkownika Lebiediewa – to gość, którego sylwetka została bardzo malowniczo nakreślona od razu w pierwszych scenach, w których brał udział. To ktoś, kto sprawiał wrażenie postaci wyjątkowo charakterystycznej, ale w trakcie wydarzeń został sprowadzony do roli egzekutora, po prostu beznamiętnie wykonującego rozkazy. Aż trudno uwierzyć, by nie kryło się za tym coś więcej. Może więc autor szykuje w tym względzie jakąś niespodziankę? Domysły zostawię w tym punkcie i pozwolę się zaskoczyć.

    Złego słowa nie da się za to powiedzieć o warstwie opisowej książki. Klimat ogólny jest faktycznie odrobinę inny, niż się to powszechnie w powieściach science fiction spotyka - a może nie tyle cięższy, co raczej chłodny. Sporo mamy tu korporacyjnych przepychanek o coś, co pozostaje niejawne przez bardzo długi czas, wywołując wrażenie goryczy przy scenach walk o tę wielką niewiadomą. Tę gorycz, żal o niedopowiedzenia i niejasne rozkazy się po prostu czuje. Nie spotkałam się jeszcze z powieścią, w której los żołnierza posłanego gdzieś bez informacji o celu i sensie był tak wyraźnie zaznaczony. Druga sprawa to sceny bitew, które zostały opisane zwięźle, acz dynamicznie i z okazjonalnym fajerwerkiem w postaci pomysłu, w którym atakujący omijają systemy obronne planety za pomocą… zrzucenia na jej powierzchnię całych okrętów. Fragment opisujący tę scenę jest krótki, ale tak malowniczo napisany, że aż trudno nie wyobrazić sobie go w postaci sceny filmowej.

    Seria „Kroniki Czerwonej Kompanii” z całą pewnością nie pokazała jeszcze wszystkich swoich atutów. Więcej, pewna jestem, że najlepsze jeszcze przed nami, a świadczy o tym skokowy rozwój dynamiki w pierwszym tomie serii. Fanom gatunku może przypaść do gustu, chociaż wymaga pewnej dozy cierpliwości ze względu na początkowy brak jasno określonych założeń fabularnych i pewną statyczność. Dla mnie książka dzieli się na dwie części: pierwszą, korporacyjno-dyplomatyczną, dość nudną miejscami, i drugą – po „wielkim wybuchu”, gdzie zaczyna się właściwa akcja i trudno już się od niej oderwać. Polecam więc, może nie jako arcydzieło, ale całkiem przyzwoitą pozycję z widokami na poprawę w kolejnych tomach.

  • Tabela programowa Opolconu

    Wieczorową porą mamy dla Was pewną tabelę. Jest to tabela programowa zbliżającego się wielkimi krokami Opolconu, a znaleźć w niej możecie naprawdę sporo. Oczywiście należy pamiętać, że nie jest to wersja ostateczna i obecny program zapewne ulegnie jeszcze zmianie.

    Z programem zapoznać możecie się tutaj.



  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #4

    Tegoroczny Falkon dobiegł już końca, ale to wcale nie oznacza, że na konwentowej mapie Polski na ten rok wyczerpały się już atrakcje. Dlatego prezentujemy Wam kolejny Poniedziałkowy Flash Konwentowy, wyjątkowo wieczorny, a w nim:

  • Fantasmazuria i bilety

    Za oknem wieje, leje i zdecydowanie za szybko robi się ciemno. Rozgrzejmy się zatem informacją o czerwcu, Mazurach i fantastyce. Od dziś bowiem możecie nabywać bilety na odbywający się w dniach 16-18 czerwca w Ostródzie konwent Fantasmazuria. Dodatkowo dla pierwszych 500 osób, które zakupią bilet 3-dniowy  w przedsprzedaży czeka specjalny pakiet upominków.

  • Kielecki Europe Comic Con przerywa milczenie

    Jak zapewne wiecie, z powodu problemów organizacyjnych kielecki Europe Comic Con miał zostać przeniesiony do Warszawy, jednak od momentu podania owej informacji o losie konwentu nie było wiadomo nic więcej. Teraz jednak wiemy już na pewno, iż ów konwent się nie odbędzie. Udostępniamy także tekst jednego z organizatorów, w którym wyjaśnia on przyczyny takiej decyzji. Zaznaczamy jednak, że nie jest to oficjalne stanowisko konwentu.

  • Przedstawiamy program Elgaconu

    Nie, ta informacja nie będzie z gatunku tych strasznych. Będzie ona miła i sympatyczna, bowiem pojawiła się pełna tabela programowa tegorocznego Elgaconu. Możecie się z nią zapoznać poniżej, a nam pozostaje zaprosić Was do Płocka w dniach 12-13 listopada.

    Program Elgaconu

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #3

    Przełom października i listopada to okres niezwykle bogaty w wydarzenia związane z od zawsze nurtującym nas tematem, jakim jest śmierć i to, co dzieje się później. Nieważne jednak, czy właśnie kończysz swój straszny kostium, stoisz w korku, czy siedzisz przed monitorem, poświęć chwilę na nasz Poniedziałkowy Flash Konwentowy, bowiem w tym tygodniu czeka nas nie lada wydarzenie!

  • Recenzja książki: Steve Parker - „Świat Rynn”

    rynnSteve Parker - „Świat Rynn”

    copernicus corporation Autor: Steve Parker
    Wydawnictwo: Copernicus Corporation
    Liczba stron: 416
    Cena okładkowa: 44,00 zł

    W czterdziestym pierwszym tysiącleciu Imperium Człowieka jest tylko wojna. A zatem - by nie utonąć w morzu innych relacji z niezliczonych frontów, bitwa musiałaby być wyjątkowo zażarta, mieć rekordową liczbę strat po tej czy innej stronie albo doniosłe konsekwencje. Bitwa o Świat Rynn, główną siedzibę Szkarłatnych Pięści, pomiędzy siłami zakonu a orkowym Waaagh! pod wodzą Snagroda, Arcyzgliszczyciela z Charadon, spełniła wszystkie te trzy warunki. To właśnie to starcie, którego ogień pochłonął prawie cały zakon, dziesiątki tysięcy Orków, a wszystkie ważniejsze miasta Rynn obrócił w zwęglone ruiny, jest tematem pierwszej powieści z cyklu „Bitwy Kosmicznych Marines", wydanego przez Copernicus Corporation w tym roku. Oto „Świat Rynn" Steve'a Parkera.

    Doniesienia o zbliżającym się wrogu docierają na Rynn i do uszu Mistrza Zakonu Pedro Kantora w uroczysty dzień, kiedy Szkarłatne Pięści świętują założenie Zakonu. Uroczystości nie zostają przerwane, ale niezwłocznie po ich zakończeniu kompania pod wodzą kapitana Drakkena wyrusza na pobliski świat – Badlanding - by zbadać pogłoskę o rzekomej inwazji. Misja kończy się fiaskiem, na które składają się niesubordynacja jednego z młodych zwiadowców oraz lekceważenie przeciwnika – Drakken ponosi śmierć, a z osiemdziesięcioosobowej grupy na Rynn wracają niespełna trzy dziesiątki, prawie wszyscy niezdatni do walki. Przynoszą jednak przechwyconą wiadomość: samozwańczy wódz Snagrod zbiera nowe Waaagh!, którego kolejnym celem jest właśnie forteca Astartes...

    Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas lektury „Świata Rynn", to kapitalne opisy. Bardzo obrazowo i trafnie oddano tutaj dostojeństwo i splendor towarzyszące uroczystym ceremoniom i tradycjom Adeptus Astartes, których to cech trudno było szukać u innych autorów piszących na ten temat – choćby u Williama Kinga w jego „Kosmicznym Wilku". Czytając powieść Parkera naprawdę łatwo wsiąknąć w akcję i mieć wrażenie, że jest się właśnie tam, w środku wydarzeń. Znakomicie wypośrodkowano balans pomiędzy szczegółowością opisu a dynamiką akcji, która dzięki temu nie musi ani na chwilę zwalniać. Bo i też nie powinna – w końcu to książka o ogromnej bitwie. I jak na taką przystało, również opisy starć stoją na przyzwoicie wysokim poziomie. Świetnie zbudowany klimat ponurej desperacji, która ogarnia dzielnych wojowników Imperatora, kiedy wszystko wydaje się iść nie po ich myśli jest tak gęsty, że aż namacalny – to dokładnie tak, jak powinno być ze wszystkimi osadzonymi w tym uniwersum powieściami.

    Akcję śledzimy tylko i wyłącznie ze strony ludzi Imperium, nie uświadczymy ani momentu, kiedy dane byłoby czytelnikowi spojrzeć na nią z punktu widzenia jednego z zielonoskórych. To zabieg jak najbardziej odpowiedni, dzięki któremu obcy, barbarzyński najeźdźca pozostaje tym, kim miał być – głupią, zwierzęcą, wiedzioną wyłącznie żądzą krwi bestią. Bohaterów wykreowano dość minimalistycznie, bardziej skupiając się na wydarzeniach wokół nich niż na ich wewnętrznych przeżyciach, a pomimo tego obdarzeni są charakterem i znakomicie pasują do opowiadanej historii. Astartes świetnie wpasowują się w swój archetyp – twardzi, heroiczni, za wszech miar obowiązkowi i honorowi - a jednak każdy z nich przejawia pewne cechy, które sprawiają, że jest inny od reszty. Nawet drobne postaci epizodyczne, jak majordomus czy imperialna szlachta mają w sobie coś, co wnosi tu nieco wyjątkowości, nadając całości posmaku futurystycznego eposu rycerskiego.

    Świat Rynn" jest solidną powieścią, nie tylko jak na książkę o akcji osadzonej w znanym z gier świecie, ale jak na fantastykę w ogóle. Mogę go z czystym sumieniem polecić każdemu, kto ceni sobie militarystyczne science fiction o dużym rozmachu, nawet jeśli z Warhammerem 40 000 nie miał wcześniej większej styczności. Jako że jest do dopiero pierwszy tom bardzo długiego cyklu, już teraz wiem, że nie będę mógł doczekać się kolejnych.

  • Przedstawiamy pełny program FALKONU

    No i jest! Mamy dla Was pełny, oficjalny i finalny program tegorocznego FALKONU. Zapraszamy do zapoznania się z nim, wchodząc pod poniższy link. Dość powiedzieć, że będzie się działo. Jednocześnie informujemy, iż od tego momentu wszelkie ewentualne zmiany dostępne będą w formie papierowej przy kasach i w punktach info.

    Tabela programowa



  • Cronica w Kopalniach Morii

    Druga Ruda Mithrilu "W Kopalniach Morii" i same góry zatrzęsą się w posadach, gdy w skalnych komnatach zabrzmią melodie pochodzącego z Jaworzna zespołu folkowego Cronica, który potwierdził swój udział w wydarzeniu. Grupa zagra w sobotę, 28 stycznia, a wstęp na koncert nie wymaga uiszczania żadnych dodatkowych opłat. Krasnoludy to jednak potrafią się bawić, prawda?

  • Larpy Najwyższych Lotów odwołane

    FALKON coraz bliżej i już nie możemy się doczekać, dlatego też tym bardziej przykro nam oznajmić, iż tegoroczna edycja konkursu Larpów Najwyższych Lotów nie odbędzie się. Jak podają organizatorzy, powodem takiej decyzji jest zbyt mała ilość zgłoszeń, co uniemożliwia wyrównaną rywalizację między twórcami. FALKON to jednak wciąż ponad 600 punktów programu, dlatego mamy nadzieję, że ta informacja nie ostudzi Waszego zapału.



  • Recenzja książki: Dawid Kain - „Fobia”

    fobiaDawid Kain - „Fobia”

    genius creations Autor: Dawid Kain
    Wydawnictwo: Genius Creations
    Liczba stron: 268
    Cena okładkowa: 29,99 zł

    Czego boisz się najbardziej? Pająków, ciemności, a może otwartych przestrzeni? Statystyki mówią, że już około jedna czwarta społeczeństwa przeżywa w życiu jakieś poważne lęki, a liczba ta sukcesywnie wzrasta. Pewne jest, że taka przypadłość potrafi skutecznie uniemożliwić prowadzenie normalnego życia. Część osób podejmuje próby, by jakoś z tego stanu wyjść, zapisuje się na terapię, zażywa środki farmakologiczne, inni stopniowo usuwają się z towarzystwa, chcąc odizolować się od tego, co wywołuje w nich strach. Jednak w końcu zawsze przychodzi moment, w którym konieczne staje się podjęcie decyzji: poddać się i stracić coś ważnego, czy spróbować przełamać się, by to uratować.

    Magdalena Kordowa cierpi na batofobię – paniczny lęk przed głębią. Jej przypadłość zaczęła się dość niedawno, a nasiliła znacznie po tym, jak zamieszkała z ojcem, również uważanym za człowieka chorego. Ten sam siebie skazał na izolację i coraz bardziej zamyka się w sobie – a także w swoim pokoju, gdzie czas spędza na bezowocnych próbach dokończenia pisania powieści. Pewnego dnia jednak jej podopieczny po prostu znika. Wyszedł, jak co rano, by zjeść w milczeniu śniadanie i już nie wrócił do swojego azylu, pozostawiając po sobie tylko ciszę… i fragment tekstu. Magda dość szybko orientuje się, że jego zniknięcie nie jest przypadkowe, a powieść, którą po sobie zostawił, zawiera wskazówki dotyczące miejsca, do którego się udał - ale też stanowi dla niej wyzwanie, by spróbowała poradzić sobie z własnym lękiem.

    Batofobia faktycznie jest lekiem przed głębokością, ale bardziej namacalną, fizyczną, niż zostało to ujęte w książce - chociaż internetowe źródła podają różne informacje. Przełożenie pojęcia „głębi” na „głębię myśli” pozwoliło na dokładny wgląd w psychikę głównej bohaterki, całkowicie świadomej swojego stanu i w pełni pogodzonej z losem. Zamknięcie się w domu, restrykcyjne filtry w przeglądarkach internetowych (oraz immersjonetowych), odsiewających wszystko, co mogłoby wywołać bardziej złożone emocje bądź skłonić do myślenia, grupy wsparcia, konieczność oglądania tylko rzeczy płytkich i głupich, na których powoli wypracowują się nowe upodobania – to wszystko daje obraz egzystencji ograniczonej w tak skrajny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Dość szybko okazuje się, że będziemy mieli do czynienia z przenikaniem się dwóch sfer: rzeczywistej i powieściowej, gdy osobą, która może pomóc Magdzie w poszukiwaniach, jest bohater pisanej przez jej ojca książki. Trudno to opisać, ale moment, w którym nastąpiło pierwsze takie zetknięcie sfer, może być dla czytelnika sporym zaskoczeniem, nie ze względu na sam motyw, bo nie jest on wcale niczym nowym, ale przez całkowitą bezpośredniość, z jaką nakreślona została wspomniana scena. Łatwo domyślić się, co musiała przechodzić bohaterka przeczytawszy, że właściwie stoi w obliczu faktu dokonanego i musi tylko dopełnić formalności.

    Z Magdą bardzo łatwo jest się utożsamić. Jest „swojska”, wprowadza z początku klimat rezygnacji i bierności, z którego szybko się otrząsa, rozwijając się w postać bardzo zdeterminowaną i świadomą tego, co chce osiągnąć. Naprzemienne z jej wątkiem przedstawiane są czytelnikowi fragmenty powieści przez nią odnajdywane. Te pisane są w podobny sposób, potęgując wrażenie przenikania się światów. Adam Remiecki (ad rem – jak miło!) właśnie rozstał się z dziewczyną, a jego kwitnącą jak dotąd karierę dziennikarską zaczyna mu utrudniać pewna przypadłość, stopniowo odbierająca mu możliwość komunikowania się z ludźmi. W jego sytuacji można znaleźć wiele analogii do Magdy, a wraz z rozwojem akcji – i jeszcze mocniejszego splatania obu płaszczyzn – będzie się robiło tylko ciekawiej. I dziwniej.

    Przyszłość, bardzo bliska zresztą, nakreślona została w „Fobii” w sposób szczegółowy, chociaż nie od razu można się zorientować, że rzecz wcale nie dzieje się w „chwili obecnej”. Po roku 2017 nastąpił wielki boom na technologię VR, komunikatory internetowe niemal całkowicie zastąpiły tradycyjne metody rozmów (nawet twarzą w twarz), nawet internet już lekko trąci myszką, zastępowany nowocześniejszym immersjonetem. Na niefrasobliwego człowieka na każdym rogu czychają pop-upy z reklamami wszystkiego, co tylko można kupić, jedno nieostrożnie wypowiedziane słowo powoduje atak okienek nakłaniających do skorzystania z odpowiednio otagowanych usług. Tylko komunikacja miejska pozostała na znanym nam poziomie (znamienne, prawda?), przejedziemy się więc wraz z Magdą po Krakowie klasycznym miejskim autobusem. Nie powiem, żeby wizja takiej zmiany w ciągu następnego roku mnie w jakiś sposób kusiła, raczej przeraża swoją agresywnością i wyrachowaniem – nie dziwię się też, że i rożnego typu problemy psychiczne są w takich okolicznościach rzeczą powszechną.

    Kaina znam jak dotąd tylko z bardzo specyficznego „Kotku, jestem w ogniu” (nie licząc opowiadań z antologii „Geniusze fantastyki”), a w porównaniu z tą pozycją „Fobia” jest książką zdecydowanie lżejszą i przystępniejszą. Jest jednak z całą pewnością dziełem robiącym na czytelniku ogromne wrażenie klimatem, szczegółowością charakterów postaci, konsekwentnie prowadzoną fabułą i wreszcie – zaskakującymi w tym nowoczesnym, uwirtualnionym aż do przesytu otoczeniu scenami zwykłego, zdawałoby się, zachwytu nad dostrzeżonym nagle realnym otoczeniem. Choćby ten klimat i zaskoczenie sprawiają, że „Fobia” jest po prostu świetna i warto ją przeczytać.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #2

    I znów nastał poniedziałek. Jaki jest każdy widzi, choć dziś nie wygląda tak źle. Mało tego, może wyglądać jeszcze lepiej, bowiem mamy dla Was kolejny Poniedziałkowy Flash Konwentowy. A co ciekawego czai się w nim tym razem?

  • Recenzja gry karcianej: Munchkin: Edycja jubileuszowa

    Munchkin: Edycja jubileuszowa

    Recenzja gry planszowej karcianej Munchkin Jubileusz

    black monk

    Wydawca: Black Monk
    Autor: Steve Jackson
    Rodzaj: Karciana
    Poziom skomplikowania rozgrywki: Średni
    Losowość: Duża
    Gra składa się z: 
    - 165 kart Drzwi i Skarbów
    - Kość sześciościenna
    - Instrukcja

    Reedycje wychodzą różnie, niektóre są lepsze, inne gorsze. Czasem też nie ma między nimi żadnej różnicy. Dużo też zależy od tego, jaki był produkt początkowy. Bo co w przypadku, kiedy mamy do czynienia z reedycją czegoś bardzo dobrego? No cóż, wtedy możemy mieć do czynienia z jubileuszową reedycją pierwszego „Munchkina”.

    W tym roku obchodzimy XV lecie „Munchkina” i z tego powodu doświadczamy różnych dobroci w znanym już, karcianym uniwersum. Choć ciężko tu mówić o jednym świecie, kiedy gra czerpie pełnymi garściami zewsząd, ukazując każdy możliwy aspekt popkulturalny w krzywym zwierciadle. Reedycja jest niemal dokładną kopią debiutu, z jedną różnicą: ilustracje zostały całkowicie zmienione. Ich autorem jest Ian McGinty, podczas kiedy oryginalne wykonał John Kovalic. Na tym właściwie moglibyśmy zakończyć recenzję, ale przecież nie wszyscy są w posiadaniu pierwotnej gry, a to idealna okazja, żeby ją zakupić. Czy warto? Zobaczmy.

    munchkin2

    Jak to „Munchkin”, także i ta część ma jakiś motyw przewodni. W tym wypadku do czynienia mamy z szeroko pojętą fantastyką, natrafimy więc na elfy, krasnoludów, niziołków, wojowników, magów i kapłanów oraz smoki, jednorożce czy pegazy. A to wszystko w nieprawdopodobnie groteskowym ujęciu. Gra potrafi rozbawić do łez i wywołać nielichą konsternację na twarzy. Trzeba pamiętać, że zarówno zasady, jak i prześmiewczy charakter gry, to sedno „Munchkina”.

    Pod względem samej rozgrywki, pochwały godny jest balans między poszczególnymi elementami. Wydaje mi się, że szczególną wagę przyłożono do wzmocnień potworów i innych uprzykrzaczy, dzięki czemu gra nie kończy się tak szybko i nie jest łatwo pozostać długo na prowadzeniu. Nierzadko zdarza się, że nawet z przewagą nad resztą graczy wynoszącą kilka poziomów oraz munchkinprzy byciu o krok od zwycięstwa, reszta zawodników jest w stanie dogonić, a nawet wykończyć finalistę. Trzeba się też ciągle pilnować, gdyż dróg do zwycięstwa jest tyle, ile pomysłów i dobrych taktyk. A wciąż jeszcze liczy się szczęście. Nigdy nie wiesz kiedy Kapłan zyska zwycięski poziom, wyciągając ze stosu odpowiednią kartę.

    Nowe ilustracje wprowadzają mocny powiew świeżości i cieszą oko. Zdecydowanie widać różnicę, szczególnie kiedy już zdążyło się przyzwyczaić do pierwotnej wersji. A jeżeli zaczyna się swoją przygodę z „Munchkinem” dopiero teraz, jest to idealna okazja do zakupu.

    Dodatkowo zamieszczam zdjęcia przykładowych kart z obu wersji podstawowego „Munchkina”:

  • Ruszyła oficjalna strona ComicCon Warszawa

    Po Kielcach czas na Warszawę! Wczoraj bowiem ruszyła oficjalna strona ComicCon Warszawa, czyli wielkiego święta fanów komiksów i ogólnie pojętej popkultury. Co prawda 10 i 11 czerwca to daty wciąż odległe, ale już teraz możecie na niej znaleźć choćby ceny biletów lub godziny otwarcia. Więcej szczegółów znajdziecie w linku poniżej, a my trzymamy rękę na pulsie i jeżeli tylko pojawi się tam coś nowego, damy Wam znać.

  • Patronat nad Drugą Rudą Mithrilu

    Chyba wszystkim dobrze znany jest fakt, że krasnoludy i smoki nie zawsze żyją w dobrej komitywie. Wiele jest przekazów dokumentujących tę niełatwą historię dwóch ras, ale...od każdej zasady istnieją wyjątki. Dlatego też jest nam niezmiernie miło poinformować, iż objęliśmy swoim patronatem konwent Druga Ruda Mithrilu: W Kopalniach Morii, który odbędzie się w dniach 28-29 stycznia w Miejskim Centrum Kultury im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej. Obiecujemy, że nie zniknie nawet jedna bryłka!

  • Recenzja książki: Łukasz Orbitowski - „Wigilijne psy i inne opowieści”

    wigilijne psyŁukasz Orbitowski - „Wigilijne psy i inne opowieści"

    sqn Autor: Łukasz Orbitowski
    Wydawnictwo: SQN
    Liczba stron: 476
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Łukasz Orbitowski, będący autorem coraz bardziej popularnym i docenianym w ostatnich latach, w swoim dorobku literackim ma naprawdę pokaźną liczbę opowiadań. Część z nich została zebrana w zbiór "Wigilijne psy" i po raz pierwszy wydana w 2005 roku. Tymczasem, po jedenastu latach, w nasze ręce trafia drugie, odnowione wydanie "Psów", wzbogacone o trzy dodatkowe opowiadania i zredagowany przez autora wstęp. Biorąc pod uwagę fakt, że o Orbitowskim wiele ostatnio słyszymy, niejeden czytelnik zobaczywszy "Wigilijne psy i inne opowieści" na półce sklepowej, postanowi po nie sięgnąć i bliżej zapoznać się z autorem. Dobrze jednak zadać sobie pytanie – czy rzeczywiście warto?

    "Wigilijne psy" zawierają w sobie jedenaście opowiadań, z których tylko jedno powstało po premierze pierwszego wydania zbioru. Mamy więc do czynienia z dorobkiem artystycznym młodego, dwudziestoparoletniego pisarza, który we wstępie określił samego siebie z tamtego okresu jako "młodego, wściekłego Orbitowskiego", którego jedynym marzeniem było to, "żeby świat spłonął". W rzeczy samej, to właśnie czuje się podczas lektury – że czyta się opowiadania napisane przez młodego, wręcz nieporadnego w swojej niepokorności pisarza.

    Oprawa graficzna "Psów" może posłużyć za metaforę jej treści. Na okładce i pomiędzy kolejnymi opowiadaniami widzimy szary, ponury blok mieszkalny. Stanowi on swoiste streszczenie klimatu wszystkich opowiadań zawartych w tym zbiorze – są one osadzone w niepokojącym uniwersum polskich blokowisk, w marazmie ciemnego, brudnego miasta. Czytając "Wigilijne psy", zaglądamy przez okna tych bloków do życia zarówno niezwykłych, jak i zupełnie przeciętnych bohaterów. Znajdujemy wśród nich bardzo nieliczne postacie wzbudzające sympatię i wiele sylwetek, które każdemu kojarzą się raczej nieprzyjemnie – są wśród nich ojcowie topiący szczenięta w rzekach, rewizorzy-mordercy, zaćpani dresiarze i zapici młodzieńcy mający w głowach tylko jedno.

    O Orbitowskim mówi się, że prezentuje specyficzny, w pewien sposób niepokojący styl. Trzeba przyznać, że faktycznie jest w tym stwierdzeniu trochę racji – sposób jego pisania jest charakterystyczny. Autor dosyć zręcznie łączy wątki fantastyczne z elementami grozy i czarnym humorem, co nie jest łatwą sztuką. Niepokojący? Zależy od kontekstu oceny. Jeśli weźmiemy pod uwagę samą aurę opowiadań – owszem, niepokoi, ale uczucie to towarzyszy tylko pierwszym dwóm, może trzem opowiadaniom. Potem powszednieje, zaczyna nudzić i irytować powtarzającym się bez końca schematem. Jeśli natomiast uznamy, że proza Orbitowskiego niepokoi, ponieważ wskazuje na czarne chmury zbierające się nad poziomem polskiej literatury współczesnej - ja zgodzę się w pełni i entuzjastycznie przytaknę.

    Jeśli rozważacie przeczytanie "Wigilijnych psów", powinniście odpowiedzieć sobie na pytanie, czego oczekujecie. Jeśli interesuje was bardzo ambitna, nasycona licznymi kontekstami kulturowymi pozycja albo jeśli preferujecie bogaty, zawiły styl i lekturę wnoszącą coś do waszego życia – nie jest to książka dla was. Jeśli natomomiast jesteście zwolennikami prostego, okrojonego wręcz pisarstwa i nie przeszkadza wam pewna przewidywalność i schematyczność opowiadań, bardzo zróżnicowanych jakościowo, ale niestety nie treściowo – "Czytajcie. A świat niech spłonie".

  • Kto odwiedzi tegoroczny Opolcon?

    Wiecie, co odbywa się w Opolu w dniach 18-20 listopada? Czwarta edycja Opolconu, czyli corocznego konwentu wszystkich miłośników fantastyki. A wiecie może, jacy goście pojawią się tym razem? My wiemy i poniżej prezentujemy obecną listę potwierdzonych osób. Oczywiście, nie jest ona ostateczna.