Fantastyka

  • Recenzja ksiązki: „Dobro złem czyń”

    okładka dobro złem czyń finalna„Dobro złem czyń - Antologia”

    genius creations Autorzy: Magdalena Kucenty, Dorota Dobrzyńska, Łukasz Trykowski, Filip Laskowski, Istvan Vizvary, Karolina Cisowska, Maciej Oleszek, Justyna Lech, Sylwia Finklińska
    Wydawnictwo: Genius Creations
    Liczba stron: 367
    Cena okładkowa: 29,99 zł

     Kiedy w 2015 roku wydawnictwo Genius Creations ogłosiło start pierwszego ze swoich konkursów literackich, blisko stu pięćdziesięciu młodych (przynajmniej stażem) adeptów pióra zwietrzyło swoją szansę na debiut na fantastycznej scenie, do dnia zamknięcia zbierania prac – 31 października – nadsyłając aż sto siedemdziesiąt osiem tekstów. Jeśli wierzyć wynikom na stronie wydawnictwa, walka była w większości wyrównana, a czoło stawki wyprzedzało resztę o pojedyncze punkty. Wreszcie, po ponad roku, możemy zapoznać się z efektami tych zmagań, odbywających się pod hasłem przewodnim „Dobro złem czyń” – również taki tytuł nosi zbiór dziesięciu wyróżnionych w nich opowiadań.

    Pierwszym, co rzuca się w oczy podczas lektury, jest bez wątpienia dość imponująca rozpiętość tematyczna. W zbiorze przeważa przede wszystkim modne ostatnio dystopijne science-fiction (siedem, a nawet osiem na dziesięć tekstów), teksty mocno różnią się jednak sposobami autorów na interpretację motywu przewodniego – jak sugeruje tytuł antologii, był nim wątek osiągania dobra za pomocą mocno dyskusyjnych, nieetycznych metod. Mamy więc opowiadania opierające się na głośnych problemach współczesnej etyki, jak aborcja i eutanazja, klasyczną już problematykę poświęcenia jednego istnienia dla ratowania innego, dziesięciorga innych, a nawet całego porządku społecznego, padnie też pytanie o cenę, jaką jesteśmy gotowi zapłacić za sprawiedliwość.

    Zbiór otwiera zwycięski tekst Magdaleny Kucenty – „Algorytm mniejszego zła”. W ponurym świecie przyszłości, gdzie oparta na elektronice cywilizacja runęła wskutek jednej burzy słonecznej, bezlitosna sztuczna inteligencja, Saloma, uważnie obserwuje myśli i uczucia każdego z ludzi za pośrednictwem Nimrodów – biomechanicznych implantów, w jakie wyposażony jest każdy. Agentami Salomy są nadzorcy, ludzie niezdolni do odczuwania emocji. Jeden z nich, główny bohater opowiadania, zostaje obarczony zadaniem odnalezienia Kasandry, młodej kobiety spodziewającej się dziecka – i nakłonienia jej, wszelkimi dostępnymi środkami, do usunięcia ciąży. Jednak to właśnie Kasandra stanowi klucz do rozwikłania zagadki tajemniczych urywków wspomnień, jakie kołaczą się w jego głowie. Mimo interesującej kreacji świata przedstawionego, dobrego warsztatu pisarskiego autorki i interesującego sposobu prowadzenia fabuły, nie podbiło ono mojego serca – być może ze względu na niezbyt głębokie ujęcie tematu.

    Kolejne, „Duchy Ziemi Obiecanej” Doroty Dobrzyńskiej, jedno z dwóch moich faworytów w całym zbiorze, przenosi nas na ziemską kolonię na drugim końcu galaktyki. Tytułowa Ziemia Obiecana miała być ratunkiem dla ludzi z umierającej planety, a okazała się śmiertelną pułapką – przybysze z Ziemi już dawno porzucili marzenia o nowej cywilizacji, teraz starając się jedynie pozostać przy życiu. Agnes, główna bohaterka tej historii, ma osobliwy dar widzenia osób zmarłych. Kiedy z pośmiertną wizytą odwiedza ją Katrina Torn, pilot frachtowca obwiniająca Agnes o odebranie jej męża, medium staje się ostatnią nadzieją dziesiątki pasażerów rozbitego statku, zagrzebanych w piaskach na powierzchni planety. Jednak czy butna, egoistyczna pani pilot będzie w stanie poświęcić resztki wspomnień, dzięki którym jeszcze istnieje, aby ocalić swoich pasażerów? Świetnie nakreślone sylwetki bohaterów, wszechogarniający klimat mrocznej space opery, a także niezła historia z przekonującym podwójnym dnem są dokładnie tym, co czyni z tego opowiadania najmocniejszą część tego zbioru.

    „Od nagłej i niespodziewanej...” Łukasza Trykowskiego jest lekkim, pisanym nieco z przymrużeniem oka tekstem o przyszłości, w której wielka korporacja odkryła sposób na nieśmiertelność, rozpowszechniła go, a potem... skomercjalizowała śmierć. Tajny agent Watykanu wyrusza z misją, podczas której będzie musiał zaryzykować piekielne męki, aby wyzwolić od wiecznej egzystencji pełnej cierpienia całe miliardy – poprzez znalezienie sposobu na masową eutanazję nieśmiertelnych mimo woli. Opowiadanie jest zdecydowanie lżejsze od swoich poprzedników, miałem jednak wrażenie, że mieszanka elementów poważnych i humorystycznych nieco zaszkodziła jego spójności.

    „Kapelusz, garnitur i płaszcz z gabardyny” Filipa Laskowskiego to drugi z moich faworytów tego zbioru. W odległej przyszłości syntetyczny człowiek nazwiskiem Kerkoliac mieszka w Warszawie i trudni się handlem dziełami sztuki. Lukratywne zlecenie od starego antykwariusza, Azdavooda, zmusi go do poszukiwań prawdy o mężczyźnie utrwalonym na portrecie sprzed dwustu lat. Nie chcę zdradzać wiele więcej, dodam więc tylko, że tekst kusi i intryguje niepowtarzalnym klimatem i unikalną wizją świata, jest kapitalny pod względem warsztatu, a zakończenie wprowadza nieco zamieszania i zmusza do tego, by przeczytać całość jeszcze raz – zasługuje na uwagę choćby dlatego, że to sztuczka, która rzadko się udaje.

    „Papierowe dusze” są drugim nagrodzonym w konkursie tekstem Magdaleny Kucenty. Ponownie mamy niezłą kreację świata przedstawionego i ciekawą intrygę kręcącą się wokół fali tajemniczych morderstw w futurystycznym świecie, w którym wirtualna rzeczywistość stanowi wygodną nakładkę na tę prawdziwą, ciut mniej piękną i kolorową. Chociaż to dopiero piąte miejsce, czytało mi się je zdecydowanie lepiej niż „Algorytm”, tutaj również jednak brakowało mi czegoś, co wzbudziłoby zainteresowanie losami głównej bohaterki, która faktycznie wydawała się jakby zrobiona z papieru.

    „Wkład Własny” Istvana Vizvary wyłamuje się z całej plejady utworów science fiction, serwując nam raczej coś w rodzaju mocno nietuzinkowego urban fantasy. Poważnie – ile znacie opowiadań, w którym główną siłą napędową fabuły jest morderczy ekspres do kawy? Absurdalna fabuła i swobodny, humorystyczny sposób pisania cechujący autora mocno kontrastują z poważną tematyką zawartych w tekście rozważań – a te dotyczą problemów zaskakująco bliskich każdemu z nas. Trudno jest połączyć jedno z drugim w sposób, który sprawiłby, że całość da się przeczytać – stąd moje zdziwienie, że tekst Vizvary zajął dopiero szóste miejsce. Zdecydowanie jest to jedna z najmocniejszych pozycji w zbiorze.

    „Sklepik z motylami” Karoliny Cisowskiej jest tekstem co najmniej osobliwym, przepełnionym akcją i zapierającym dech widowiskowością świata przedstawionego. Wyczuwałem tu – może mylnie – pewną inspirację tekstami Jacka Dukaja, szczególnie powieścią „Inne Pieśni”, może za sprawą stylistyki dającej się opisać słowem „arcanepunk”. I chociaż opowiadanie jest dobre językowo i technicznie, wydawało mi się, że szczątkowa fabuła stanowiła tu jedynie pretekst dla efektownego opisu starcia.

    Ósmym opowiadaniem w zbiorze jest „Dobra robota” Macieja Oleszka, powrót do science fiction i klasyczna historia dobrego gliny, który zstępuje na złą drogę, aby osiągnąć szczytny cel. Kaprys losu sprawia, że w czasie rutynowej interwencji Thomas Holloway trafia na trop tajemnicy, której odkrycie będzie wymagało od niego coraz większych poświęceń i czynów coraz bardziej ohydnych. Tekst nieźle opisuje to spiralne staczanie się w dół głównego bohatera, ale poza tym ma do zaoferowania nieco naciąganą, niezbyt angażującą fabułę, z której tak naprawdę niewiele zostaje wyjaśnione – nie wiemy, kim tak naprawdę są uczestnicy konspiracji i dlaczego, poza osobistą motywacją w postaci zemsty, główny bohater robi to, co robi.

    „Poławiaczka pięknych grzechów” Justyny Lech jest opowiadaniem dużo mniej przyziemnym, balansującym nieco na krawędzi narkotycznego snu, jednak równie niejasnym i enigmatycznym. Dzieje głównej bohaterki, zwiedzającej mroczne zakamarki Warszawy w odległej przyszłości i żywiącej się historiami z życia napotkanych społecznych wyrzutków oparte są może na interesującym pomyśle i mają gęsty, obcy klimat – na mój gust jednak okazały się nieco zbyt pretensjonalne.

    Zbiór zamyka „Serendypia kontra skopolamia” Sylwii Finklińskiej, lekka i przyjemna historyjka o detektywie obdarzonym niezwykłym talentem uzyskiwania niezbędnych informacji na drodze... ślepego trafu. Los zetknie go z Wierą – której moce zmuszają wszystkich wkoło, łącznie z nią samą, do mówienia wyłącznie prawdy – i skłoni do poszukiwań jej siostry, Swiety, porwanej przez miejscowy gang. Szybko okazuje się jednak, że z pozoru prosta misja ratunkowa stanowi ledwie preludium do nieco grubszej afery.

    Dobro złem czyń” pozostawiło mnie z mieszanymi uczuciami. Różnie to bywa ze zbiorami opowiadań – częstym chwytem jest stawianie tekstów świetnych w jednym szeregu z zupełnie miernymi, aby te pierwsze jakoś sprzedały te drugie. Tutaj jednak poziom całości jest zaskakująco wysoki – nie ulega wątpliwości, że uczestnicy konkursu dali z siebie wszystko. I chociaż nie wszystkie opowiadania przypadły mi do gustu, nie sposób odmówić im ani technicznej biegłości, ani tego, że każde z nich ma w sobie coś oryginalnego, nietypowego, nawet jeśli gdzieś wcześniej widzianego, to chociaż przedstawionego w nowym, interesującym świetle. Choćby z tego powodu po nowy zbiór Genius Creations warto sięgnąć – ale nie tylko dlatego. Młodych pisarzy po prostu trzeba wspierać, zwłaszcza tych, którzy mają zadatki na to, by w przyszłości stworzyć coś, czym będzie się zachwycać kolejne pokolenie fantastów.

  • Czary na tegorocznym SPOCie

    Tegoroczny SPOT zapewni uczestnikom wiele godzin atrakcji. Larpy, gry terenowe i rpg to jednak nie wszystko, bowiem po raz szósty na SPOCie zorganizowany zostanie konkurs Czary.

    Tegoroczna edycja została rozszerzona i Czary 2017 przyznane zostaną nie tylko za najlepszy larp i za najlepszy strój. Pierwszy raz nagrodzony zostanie także najlepszy gracz. W konkursie może wziąć udział każdy, a na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody. Nie ma tu też specjalnego jury, głosy oddają sami uczestnicy.

    Więcej informacji na temat konkursu znajdziecie tutaj.

  • Patronat medialny nad projektem filmowym "ANGEL.A"

    Z nieukrywaną przyjemnością chcielibyśmy podzielić się z Wami informacją o wyjątkowym patronacie medialnym. Po raz pierwszy bowiem objęliśmy nim film, a w zasadzie projekt filmowy noszący tytuł ANGEL.A.   Angel.A

     

  • Recenzja mangi: CLAMP - „Kobato”

    kobato

    Kobato

    JPF

    Autor: CLAMP
    Wydawnictwo: J.P.FANTASTICA
    Ilość tomów: 6
    Cena okładkowa: 19,90 zł

    „Kobato” to manga wydana przez grupę Clamp, która na swoim koncie ma także „Chobits” i „Wish”. Główną bohaterką jest Kobato Hanato i to od jej imienia wywodzi się tytuł mangi. Dziewczyna przybyła na Ziemię z niebieskim, pluszowym pieskiem, by zrealizować swe życzenie. Jednakże najpierw musi spełnić określony warunek – napełnić buteleczkę wyleczonymi sercami ludzi. Pierwszym zadaniem Kobato jest zdobycie butelki, co wcale nie jest takie łatwe, ponieważ jest dokładnie sprawdzana przez Ioryogi’ego – gadającego pluszowego pieska, który jest towarzyszem Kobato. Zapalona do działania dziewczyna chce jak najszybciej wykonać swoje zadanie, jednak pomimo tego, że ludzie naokoło mają pełno trosk, problemów, niechętnie przyjmują pomoc od nieznajomej. Dodatkowo Kobato przez swoją naiwność ciągle wpada w kłopoty, dlatego najpierw musi się wiele nauczyć o życiu na Ziemi i jej mieszkańcach. Z pomocną łapą zawsze przychodzi Ioryogi, który pomimo uroczego wyglądu ma wybuchowy charakter, łatwo traci cierpliwość i w dość ostry sposób wytyka swojej towarzyszce błędy oraz ją karci. Przeszłość gadającego pieska jest nam nieznana, jednak możemy się domyślać, że wcześniej Ioryogi wyglądał inaczej.

    Już od samego początku Kobato ma pod górkę: pierwsze próby zdobycia buteleczki kończą się niepowodzeniem, a nieporadna dziewczyna nie ma dachu nad głową i jest zmuszona spać na placu zabaw. Dodatkowo łatwo wpada w tarapaty, lecz wyciąga ją z nich nieznajomy, który nie daje sobie nawet podziękować. Jednakże los w końcu uśmiecha się do bohaterki i trafia ona do przedszkola Yomogi, którego właścicielka – Sayaka Okiura – jest zadłużona i potrzebuje rąk do pracy. Dziewczyna bez wahania oferuje swoją pomoc. Nie chce w zamian pieniędzy, pragnie tylko uleczyć serce pani Sayaki. W przedszkolu spotyka młodzieńca, który pomógł jej wcześniej – Kiyokazu Fujimoto. Wybawca dziewczyny jest dość szorstki wobec niej i sprawia wrażenie mało przyjaznego. Co gorsza, długi przedszkola są niemałym problem, przez co Kobato zostaje wciągnięta w kolejne kłopoty.

    „Kobato” to historia przedstawiona w dość cukierkowy sposób, poruszająca życiowe problemy. Główna bohaterka jest urocza, szczera, niewinna, łagodna i zawsze oddanie wierzy w ludzi. Jej postać może budzić u czytelników irytację, jeśli ktoś bardzo nie lubi niezdarnych, słodkich osobowości. Z drugiej strony, kto inny niż pogodne dziewczę pasowałoby do roli uzdrawiacza ludzkich serc? Bardzo dobrze przedstawiono postać pani Sayaki, która jest silną kobietą po przejściach i nie użala się nad swoim losem. Wątek opiekuna Kobato – Ioryogi’ego – wprowadza nutę tajemnicy, na czym zyskuje cała fabuła.
    Manga jest lekka i może poruszyć wrażliwych odbiorców, ponieważ z podobnymi troskami życia mamy do czynienia na co dzień. Kreska jest bardzo delikatna i słodka, tła są przedstawiane rzadko, jedynie wtedy, gdy zachodzi taka konieczność. Bohaterowie narysowani są bardzo dokładnie, ich ubrania są ładne (w szczególności zróżnicowane stroje Kobato). Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to pysk pluszowego pieska, który wiele razy był otworzony pod dziwnym kątem, co wręcz raziło w oczy i nie pasowało do słodkiej maskotki. Szczególne pochwały należą się za kolorowe okładki oddające klimat całej serii. Co można jeszcze dodać? Manga pod względem graficznym jest ładna, ale bez fajerwerków. Tłumaczenie jest proste i przejrzyste, przez co tomy czyta się szybko.

    Ten tytuł polecam przede wszystkim fanom optymistycznych, kolorowych historii o szczęśliwym zakończeniu. Jeśli jesteś zwolennikiem zwrotów akcji, zawiłej fabuły czy tajemniczych postaci, to stanowczo odradzam tę serię. Znajdziesz tu tylko pogodny klimat z niezdarną bohaterką ogrzewającą ludzkie serca.

  • Konkurs cosplay w czasie Warsaw Comic Con

    No to może jeszcze jeden konkurs cosplay? Tym razem mamy dla Was ten odbywający się w czasie Warsaw Comic Con (tego w Nadarzynie), konkretnie 3 czerwca. A tak w ogóle to nie będzie jeden konkurs, tylko dwa: sceniczny z rundą jury i zdjęciowy online.

    Za organizację odpowiedzialna jest Zofia Skowrońska z Zula Costumes, a łączna pula nagród wynosi 11 tysięcy złotych w gotówce. Udział mogą wziąć zarówno pojedyncze osoby, jak i grupy. Dla każdej opcji przewidziany został odpowiedni formularz zgłoszeniowy. Znajdziecie je na stronie www, razem z regulaminem konkursu. W przypadku osób niepełnoletnich potrzebna jest jeszcze zgoda rodziców.

    Sam konkurs to jednak nie wszystko, bowiem w czasie eventu planowane są warsztaty i prelekcje poświęcone sztuce tworzenia kostiumów.

     

  • Znamy szczegółowy program Pyrkonu!

    Krótka informacja na poprawę wieczornego nastroju. Pyrkon opublikował na swojej stronie szczegółowy program atrakcji! Choć do Festiwalu został jeszcze nieco ponad miesiąc, już teraz warto do niego zajrzeć i dobrze zaplanować sobie ostatni weekend kwietnia.

    Na stronie dostępny jest wygodny filtr, dzięki któremu w łatwy sposób znajdziecie interesujące Was atrakcje, ustawiając odpowiedni blok programowy, salę prelekcyjną, czy choćby godzinę. Oczywiście, możecie z owej opcji nie korzystać, jednak samych bloków jest 14, więc chyba warto zawęzić obszar poszukiwań. Przypominamy też, że obecny program może jeszcze ulec zmianie.

  • Recenzja książki: Susan Dennard - „Prawdodziejka”

    prawdodziejkaSusan Dennard - „Prawdodziejka”

    sqnAutor: Susan Dennard
    Wydawnictwo: SQN
    Liczba stron: 400
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    „Zróbcie miejsce na półce z ulubionymi książkami” – tak o „Prawdodziejce” Susan Dennard napisała autorka Sarah J. Maas, znana m.in. z cyklu „Szklany tron”. Mamy tu wartką akcję, ciekawych bohaterów, magię i niebezpieczny świat wielkiej polityki, czyli wszystko to, co powinno znaleźć się w dobrej powieści fantasy. Czy warto jednak przygotować miejsce na półce z ulubionymi pozycjami właśnie dla tej konkretnej książki?

    Powieść „Prawdodziejka” jest pierwszym tomem cyklu „Czaroziemie” i jednocześnie stanowi wprowadzenie w świat pełen wszechobecnej magii, który poznajemy, śledząc losy dwóch niezwykłych młodych kobiet – Safiyi fon Hasstrel i Iseult det Midenzi. Obie są niezarejestrowanymi czarodziejkami o bardzo niezwykłych mocach, których ujawnienie mogłoby wpłynąć nie tylko na dalsze losy dziewczyn, ale także znanego im świata.

    Nieszczęśliwym zrządzeniem losu Safiya i Iseult ściągają na siebie gniew niezwykle groźnego krwiodzieja, maga, który potrafi panować nad przepływem krwi nie tylko innych ludzi, ale także swojej, a tym samym uleczyć każdą, nawet śmiertelną ranę. Jego celem staje się prawdodziejka i za punkt honoru stawia sobie pochwycenie Safi, która jest mu potrzebna do realizacji pewnego planu. Chce także pozbawić życia Iseult. Ponadto czarodziejki zostają wplątane w wielką politykę. W Czaroziemiu panuje rozejm podpisany po długiej i wyniszczającej wojnie. Został zawarty na dwadzieścia lat, a czas jego obowiązywania właśnie dobiega końca. Kolejny konflikt zbrojny zaczyna wisieć w powietrzu, a każdemu z władców zależy nie tylko na bogactwie i nowych terenach, ale też na tym, by po swojej stronie mieć prawdodziejkę, czyli wywodzącą się ze szlacheckiego rodu Safiyę fon Hasstrel. Nie będą więc szczędzić środków, by dopaść dziewczynę. Jak z tymi wszystkimi problemami poradzą sobie przyjaciółki? W iście awanturniczym stylu i z pomocą kilku sojuszników, między innymi przystojnego nubreveńskiego księcia...

    Same główne bohaterki wydają się być kobietami z krwi i kości – choć młode, posiadają spore życiowe doświadczenie i ukształtowane charaktery. Wywodząca się z arystokratycznego rodu Safiya włada niebywale rzadką magią, która pozwala jej wyczuć każde kłamstwo i złe intencje rozmówcy – jest jedyną w Czaroziemiu prawdodziejką. Jej umiejętność jest niezwykle cenna, wiele osób chciałoby wykorzystać ją do własnych celów, dlatego dziewczyna zdecydowała się pilnie strzec sekretu o naturze swojej magii. Marzy też o prawdziwej wolności w miejscu, gdzie nie będzie musiała ukrywać swych zdolności prawdodziejki i będzie mogła sama o sobie decydować. A decyzje Safi podejmuje jeszcze zanim pomyśli, bo przedkłada działanie nad zimne kalkulacje.

    Druga z bohaterek, Iseult, jest więziodziejką – potrafi widzieć nici więzi innych osób i dzięki temu na podstawie ich koloru odczytywać uczucia i intencje. Z kart powieści nie dowiadujemy się o jej magii więcej, zresztą sama Is nie wie dokładnie, czym jest jej moc i jak nią władać, nie posiada też umiejętności, które normalnie związane są z więziodziejstwem. Stanowi też przeciwieństwo Safi: od dziecka uczono ją powściągliwości w zachowaniu i wyrażaniu uczuć, dlatego więziodziejka wydaje się być chłodna i wyrachowana. Poza tym życie nie szczędziło jej przykrości.

    Te dwie młode kobiety o tak różnych charakterach łączy nie tylko przyjaźń – są dla siebie więziosiostrami, co sprawia, że nie potrafią żyć z dala od siebie i bez wahania oddałyby za siebie życie. Oprócz naszych czarodziejek mamy jeszcze wielu innych bohaterów, którzy – choć czasem zaledwie wspomniani – posiadają konkretne, widoczne od razu cechy.

    Nie da się ukryć, świat przedstawiony przez Susan Dennard w „Prawdodziejce” jest ciekawy i mimo że bazuje na często wykorzystywanym temacie magii i czarodziejstwa, zachęca, by go poznawać wraz z kolejnymi kartami powieści. Pisarka stworzyła przemyślany i logiczny system magii, pełen różnej maści czarodziejów – wiatrodziejów, ogniodziejów, błyskodziejów, jadodziejów i wielu innych – jednak niewiele o nim wiemy. Da się zauważyć, że autorka skupia się raczej na samej akcji, przygodzie i podróży, która wiedzie Safi i Is w nieznane.

    Przyznam szczerze, że ciężko mi jednoznacznie uznać, że „Prawdodziejka” zasługuje na miejsce na mojej półce z ulubionymi książkami. Niezwykłą trudność sprawiło mi przebrnięcie przez pierwsze 80 stron powieści, a to za sprawą magicznego świata stworzonego przez pisarkę. Jest on na tyle oryginalny i rozbudowany, że trudno poznać go i zrozumieć przy tak bardzo lakonicznym przedstawieniu, jakie serwuje nam autorka. Opisy są skromne, a większość informacji czerpiemy z dialogów bohaterów, którzy znając zasady funkcjonowania realiów, w których przyszło im żyć, dostarczają nam niewielu wskazówek (np. wyjaśnienie pojęcia więziosiostra znajdziemy dopiero w połowie historii). Nie da się ukryć, że takie podejście do tematu może zniechęcić odbiorcę, zwłaszcza że bez wyjaśnienia jednych zagadek wprowadza się kolejne. Być może ma to swoje uzasadnienie – pisarka skupiła się na rozwijaniu akcji i wątku fabularnego, a reszta stanowi zaledwie tło, w dodatku ledwie naszkicowane. Wyraźnie czuje się też, że ta powieść to długi wstęp do czegoś większego. Spory niedosyt i tak pozostaje.

    Kiedy jednak przebrniemy przez zawiłości konstrukcji świata przedstawionego i poukładamy sobie te szczątkowe jego elementy, akcja może zaskakująco wciągnąć. Jest pełna zagadek, zwrotów, niespodziewanych wydarzeń, dzięki czemu czyta się przyjemnie. Wpływa też na to język tekstu, który jest plastyczny i przyjemny, wzbogacony o lekki humor i dynamiczne, choć niezbyt precyzyjne opisy walk.

    Na pochwałę zasługuje także samo wydanie powieści: przyciągająca wzrok okładka ze skrzydełkami, przyjemny w dotyku papier, dokładne klejenie i nierozmazująca się pod palcami farba drukarska. Warto też zwrócić uwagę na mapkę Czaroziemia, którą znajdziemy zaraz na początku książki.

    Czy „Prawdodziejka” jest książką godną polecenia? Zdecydowanie tak, bo mimo kilku niedociągnięć (przynajmniej w moim odczuciu) posiada wszystko to, co w dobrej powieści fantasy znaleźć się powinno: wciągającą fabułę, wartką akcję, intrygę, tajemnice, sporo magii, trochę wielkiej polityki, a ponadto subtelny romans i przyjaźń, którą ceni się ponad życie. Nie ma jednak co liczyć na miłość do tej książki od pierwszego słowa. Powieść stanowi za to niezłe wprowadzenie w cykl – zbyt wiele wątków pozostało bez rozwiązania i tylko sięgnięcie po kolejne tomy pozwoli zaspokoić ciekawość.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #22

    Dzień dobry, to znowu my. Życzymy smacznej kawusi i udanego popołudnia. A do kawusi proponujemy lekturę kolejnego Poniedziałkowego Flasha Konwentowego, w którym tym razem znalazła się podziemna Planszówkowa Szychta, świdnicki Świdkon oraz łańcucki Festiwal Gier Planszowych.

  • Bilety i atrakcje Fornostu

    Trochę odległa to przyszłość, ale dziś przenosimy się myślami do ciepłego przełomu lipca i sierpnia, serca wakacji. Wszystko za sprawą konwentu Fornost, na który już teraz możecie zakupić akredytację. Cena za cały tydzień wynosi 130 zł, jednak do 7 maja istnieje możliwość zakupu karnetu w przedpłacie, w cenie 90 zł. Nie jest to oczywiście jedyna opcja, bowiem do wyboru są także bilety jednodniowe za 25 zł, a dodatkowo akredytacja na samą Grę Główną (4-6 sierpnia), której cena wynosi 70 zł.

    Wciąż trwają też zapisy na punkty programu. Do końca kwietnia możecie popisać się kreatywnością i podzielić się z organizatorami swoimi pomysłami na atrakcje. Im bardziej nieszablonowe, tym chętniej zostaną one przyjęte. Twórcy programu mogą ponadto liczyć np. na zwrot części kosztów akredytacji.

    Więcej szczegółów znajdziecie na oficjalnej stronie wydarzenia, a link do niej w naszym kalendarzu.

  • Konwenty Południowe na żywo

    Chcieliście kiedyś spotkać się z naszą redakcją? Taką okazję daje Wam tegoroczny Pyrkon! A konkretnie Strefa Fantastycznych Inicjatyw, na której pojawi się nasze stoisko. Na miejscu będziecie mogli porozmawiać i zadać pytania członkom redakcji, zrobić zdjęcia i osobiście przekazać nam Wasze pomysły. Będą też gadżety i inne atrakcje, ale to już nasza słodka tajemnica i musicie ją poznać sami. Zapraszamy serdecznie i czekamy na Was!

  • Goście i Krewni Pyrkonu

    Pisząc te słowa do Pyrkonu zostały jeszcze...42 dni. Niedawno było o mapce, a teraz mamy wyśmienity moment, by przybliżyć Wam trochę sylwetki tegorocznych gości Festiwalu. A są to z pewnością nazwiska warte uwagi. Mało tego, wzorem kolejnych lat, także i teraz będziecie mogli zostać Krewnymi Pyrkonu. Więcej szczegółów tradycyjnie znajdziecie poniżej.

  • Ustawa o książce, czyli wydawnicze kontrowersje

    Od kilku dni w środowisku czytelników i wydawców książek toczą się burzliwe dyskusje, a to za sprawą kontrowersyjnego projektu ustawy, złożonego przez Polską Izbę Książki i przyjętego do konsultacji przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt, nad którym pracowano od jesieni 2014 roku, dotyczy m.in. wprowadzenia na okres dwunastu miesięcy po premierze jednolitej, ustalonej przez wydawcę lub importera ceny książki. W założeniu ma to zapewnić równe szanse na rynku zarówno małym księgarniom, jak i dużym sieciom księgarskim. Jak będzie naprawdę? Kto zyska, a kto starci na zmianie prawa? Przyjrzyjmy się bliżej projektowi ustawy, którego pełną treść znajdziecie TUTAJ.

  • Zapoznaj się z programem Whomanikonu

    A gdyby tak pokazać Wam jeszcze jeden program...Nie ma sprawy! Wielkimi krokami zbliża się bowiem druga edycja konwentu przeznaczonego dla wszystkich fanów Doktora Who. Whomanikon, bo o nim tu mowa, opublikował już prawie ostateczną wersję tabeli programowej. Nie zdradzając za dużo powiemy tylko, że z pewnością warto do niej zajrzeć.

    Tabelkę znaleźć możecie na stronie wydarzenia, a konkretnie w tym miejscu.

  • Recenzja książki: Aleksandra Janusz - „Utracona Bretania”

    utracona bretania

    Aleksandra Janusz - „Utracona Bretania”

    nasza ksiegarnia Autor: Aleksandra Janusz
    Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
    Liczba stron: 576
    Cena okładkowa: 39,90 zł

    Uwaga! Niniejsza recenzja może zawierać delikatne spojlery, których ciężko uniknąć przy omawianiu drugiego tomu powieści. Czytasz na własną odpowiedzialność. Recenzję tomu pierwszego znajdziesz TUTAJ.

    Jedna z najważniejszych postaci umiera. Dwie czarodziejki i jedna malarka wyruszają w dalszą podróż, wbrew swojej woli porwane przez tajemniczego i mrocznego kapłana oraz uzbrojony oddział żołdaków. W tym samym czasie, w zupełnie innym miejscu, Szalona Meg i Belinde wciąż pomagają rebelianckiej armii w ofensywie. O fabule właściwie nie mogę i nie powinienem mówić absolutnie nic więcej, gdyż Aleksandra Janusz ponownie raczy nas bardzo dobrze poprowadzonymi splotami akcji oraz pełną i zupełnie nieoczekiwaną zmianą kierunku przygody. Kiedy już wydaje nam się, że znamy główny cel, pojawia się coś nowego: informacja, człowiek, okoliczności. I nagle okazuje się, że nic nie jest do końca takie, jak myśleliśmy, a przyjaciół i wrogów możemy znaleźć w najmniej oczekiwanych miejscach.

    „Utracona Bretania” to opowieść nieco dojrzalsza od poprzedniczki. Ukazuje wojnę i jej następstwa dla zwykłych mieszkańców miast i wiosek. Odziera z szat możnowładców, przedstawiając ich czytelnikowi całkowicie nagich i wcale nie mam na myśli fizycznej formy odzienia. Nie brakuje także dworskich intryg, prób wykorzystania dla własnej korzyści ludzi i okoliczności czy zwyczajnego podstępu, jednak nasi bohaterowie zgrabnie, choć niecodziennie, radzą sobie z przeciwnościami. Nie zawsze jest kolorowo. Czytelnik wcale nie jest utwierdzony w przekonaniu o niezniszczalności głównych bohaterów i niejednokrotnie zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmują. Nie jest też łatwo przewidzieć rozwój wypadków, co bardzo cenię w dobrej lekturze. Jeżeli książka potrafi mnie zaskoczyć, czuję się zobowiązany wystawić jej dobrą notę.

    Postacie. Chyba najbardziej wyraźny aspekt lektury. Każdy z bohaterów i postaci pobocznych jest bardzo dobrze „rozpisany” i nie można przyczepić się do tego, że ktoś zachowuje się zupełnie nielogicznie. Można też dosyć głęboko wejść w skórę większości z nich i zrozumieć w pełni ich motywy, choć niekoniecznie są one widoczne na pierwszy rzut oka. Każdy bohater jest złożony i… ludzki. Ma swoje mocne i słabe strony, jest konsekwentny, potrafi się zastanowić i dopasować (lub nie) do danej sytuacji. Czytając książkę, nie czułem tego „spłaszczenia”, które często dotyka wiele naprawdę dobrych powieści, w których bohater po prostu jest, ale właściwie nie wiadomo dlaczego robi to, co robi, lub jego powody są bezsensowne, trywialne i naciągane.

    Niestety, nie wszystko jest takie różowe. Jedna rzecz nieco mnie nużyła, a jest nią okrutne przeciąganie i mała ilość akcji. Z jednej strony ma to swoje uzasadnienie, bo – tak jak pisałem wyżej – opowieść skupia się właściwie na politycznym obliczu Utraconej Bretanii, przez co całość nieco traci. Fabuła potrafi miejscami nużyć i czytelnik nie może doczekać się aż skończą się te wszystkie dysputy i knowania i zacznie się coś dziać. Brakuje też opisów bitew. Autorka umyślnie unika opisywania jakichkolwiek większych potyczek. Niby mamy wojnę, maszerujące armie, plądrowanie, walki i zniszczenia, ale nic nie jest przedstawione czytelnikowi na żywo. Po prostu stwierdza się fakt, że takie a takie zdarzenia miały miejsce i tyle. Psuje to trochę klimat wielkiej wojny, którą ogarnięte jest królestwo. Ma to też swoje dobre strony, gdyż „zmiękcza” powieść na tyle, że młodsi czytelnicy bez przeszkód mogą wziąć się do czytania bez obaw rodziców o jakieś obrazowo przedstawione brutalizmy.

    Wciąż uważam, że powieść trąci kobiecym stylem pisania zarówno w przedstawieniu bohaterów, jak i właśnie w spłyceniu wszelkich walk i widowiskowych akcji. Niemniej książka jest bardzo dobra i mimo tej drobnej niedoskonałości wciąż gorąco ją polecam i nie mogę doczekać się trzeciej części, choć zakończenie drugiej może sugerować, że będzie nudno. Wierzę jednak, że Aleksandra Janusz stanie na wysokości zadania i jak zwykle pozytywnie mnie zaskoczy!

  • Ruszyła oficjalna strona Krzyżakonu

    Ruszyła oficjalna strona konwentu Krzyżakon! Nam osobiście bardzo przypadł do gustu wijący się z prawej strony sympatyczny smoczy kolega, taka solidarność gatunku. Wam z kolei na pewno spodoba się fakt, że na stronie znaleźć możecie już formularze zgłoszeniowe dla wystawców, prelegentów i gżdaczy.

    Formularz dla prelegentów znajduje się tutaj, natomiast wystawcy powinni zajrzeć tutaj. Chętni do pomocy i wsparcia organizacji Krzyżakonu z pewnością będą chcieli zapoznać się z tym formularzem. Więcej informacji już wkrótce.

  • Relacja z konwentu: zjAva8

    Gry planszowe i fabularne, LARP-y i prelekcje dotyczące wszystkiego, co z nimi związane – takie atrakcje można było znaleźć podczas ZjAvy 8, konwentu zorganizowanego w Warszawie w dniach 17-19 lutego. Trzydniowe święto gier przyniosło mnóstwo atrakcji i wiele pozytywnych emocji. Zgodnie z informacją organizatorów, ponad 700 osób przez trzy dni miało okazję wziąć udział w sesjach RPG, grać w planszówki czy wcielać się w różne role podczas LARP-ów.

    Osobiście na ZjAvie byłem po raz pierwszy, wcześniej jakoś się nie złożyło, ale ma to swoje dobre strony, bo mogę ocenić imprezę obiektywnie, bez odwoływania się do tego, że „w poprzednich edycjach...” i tak dalej. Może jednak po kolei.

  • Recenzja mangi: Kafka Asagiri, Sango Harukawa - „Bungou Stray Dogs - Bezpańscy Literaci"

    Bungou stray dogs okl

    Bungou Stray Dogs - Bezpańscy Literaci

    waneko

    Autor: Kafka Asagiri, Sango Harukawa
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 2, seria dalej powstaje
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Na początku pierwszego tomu „Bungou Stray Dogs” spotykamy Atsushi’ego Nakajimę – przymierającego głodem, błąkającego się po Jokohamie chłopaka, który został wyrzucony z sierocińca. Na skraju śmierci głodowej jego jedynym marzeniem jest ciepły posiłek. Aby przeżyć, nasz bohater postanawia napaść pierwszą osobę, na którą się natknie, i ją okraść. I właśnie w tym momencie zauważa dryfujące w rzece ciało człowieka…Bez namysłu rzuca się na ratunek mężczyźnie o imieniu Dazai. W ramach podziękowań Atsushi otrzymuje od uratowanego i jego znajomego danie chazuke. Okazuje się, że obaj mężczyźni są członkami organizacji zwanej Zbrojną Agencją Detektywistyczną, zrzeszającej Uzdolnionych, czyli ludzi o nadnaturalnych umiejętnościach. Według pogłosek agencja specjalizuje się w sprawach niebezpiecznych, których nie można powierzyć milicji czy wojsku. Nasz bohater dowiaduje się, że Osamu Dazai oraz Doppo Kunikida prowadzą śledztwo w sprawie ludożerczego tygrysa, który od pewnego czasu grasuje po okolicy. Niespodziewanie Atsushi zostaje wplątany w dochodzenie, które przybiera niespodziewany obrót.

    Co więcej, Dazai werbuje młodzieńca do Agencji, by pomóc mu odbić się od finansowego dna. Od tej pory chłopak zyskuje dach nad głową. Jednakże praca w organizacji Uzdolnionych nie jest wcale taka łatwa i nie należy do najprzyjemniejszych. Już w trakcie swojego pierwszego dochodzenia Atsushi kładzie swoje życie na szali. Zostaje zaatakowany przez członków Mafii Portowej – najmroczniejszej i najbardziej niebezpiecznej organizacji przestępczej półświatka mającej w porcie swoje terytorium, w tym przez słynnego Uzdolnionego na usługach Mafii – Akutagawę.

    „Bungou Stray Dogs” ma dwa sezony anime liczące po 12 odcinków. Ten tytuł to typowa przygodówka z elementami sensacji. Jest tutaj przedstawiony motyw walki dobra (Zbrojna Agencja Detektywistyczna) ze złem (Mafia Portowa). Po jasnej stronie mocy mamy Atsushi’ego, a po ciemnej Akutagawę. Pojawiają się intrygujące postacie takie jak: Dazai, którego przeszłość nie jest znana, Yukichi Fukuzawa - dyrektor Zbrojnej Agencji Detektywistycznej, oraz Ryuunosuke Akutagawa, który sieje postrach w sercach członków Agencji. W mandze występują też komiczne wstawki w postaci pomysłów Dazaia na swoje samobójstwo, a także drastyczne sceny, jak np. ranni bohaterowie, jednakże te ujęcia nie są aż tak przerażające.

    Na obwolucie pierwszego tomu widzimy członków Agencji wraz z Atsushim Nakajimą, oryginalny tytuł jest koloru białego, co daje miły kontrast z czarnym tłem, zaś nad nim widnieje pomarańczowy polski odpowiednik tytułu: „Bezpańscy literaci”. Na okładce jest przedstawiona krótka komediowa historyjka poboczna. Kreska jest miła dla oka, aczkolwiek autor mógłby jeszcze bardziej popracować nad anatomią tygrysa. Tłumaczenie jest przejrzyste i jedyne, do czego mogę się przyczepić, to teksty Akutagawy. Wypowiedzi „Jam jest Akutagawa”, „Co, jakbyś go była trafiła?!” brzmią jak staropolszczyzna, którą znamy co najwyżej z lektur szkolnych.

    Na końcu tomu znajduje się posłowie, jednakże nie od autorów, tylko od głównych postaci: Dazaia i Atsushi’ego w postaci komicznego dialogu. Jako ciekawostkę można dodać, że imiona i nazwiska przeważającej części postaci, które pojawiają się w tej mandze, zostały zapożyczone od największych pisarzy i poetów japońskich, natomiast Zdolności to tytuły bądź nawiązania do ich najwybitniejszych utworów.

    Mówiąc krótko, pierwszy tom pozostawił u mnie niedosyt (szczególnie informacja z ostatniej strony), ponieważ zostało wprowadzonych wiele postaci i aby dowiedzieć się o nich czegoś więcej, trzeba sięgnąć po kolejne tomy. Ciężko powiedzieć, z jakimi zadaniami zmierzą się w przyszłości nasi bohaterowie, ale jedno jest pewne: kluczową rolę odegra Atsushi, którego będzie wspierał jego mentor – Dazai. Jeśli miałabym wskazać postacie, dla których warto zakupić mangę, to jest to z pewnością nasz niedoszły samobójca oraz psychopatyczny zabójca. Podsumowując – jeśli lubisz klimaty detektywistyczne połączone z konfliktami mafijnymi, to ten tytuł jest w sam raz dla Ciebie. Ta propozycja jest także odpowiednia dla zwolenników nadprzyrodzonych mocy oraz nietuzinkowej komedii z dramatycznym zapleczem.

  • Zdobądź Twierdzę i Cytadelę jednym biletem

    Przypominamy, że możecie już kupić bilety na dwa wydarzenia, których nazwy mocno nawiązują do pewnych budowli o charakterze obronnym. Na Festiwal Fantastyki Twierdza oraz Festiwal Fantastyki Cytadela przygotowane zostały karnety 3-dniowe normalne i ulgowe, a także specjalny karnet rodzinny (2+1 lub więcej dzieci, maksymalnie do pięciu osób). To jednak nie wszystko, bowiem możecie się również zaopatrzyć w bilet łączony, uprawniający Was do wejścia na obie imprezy

    Wejściówki sprzedawane będą w dwóch turach przedsprzedaży, a także w czasie festiwali. Dodajmy, że dzieci poniżej 6 roku życia wchodzą za darmo, natomiast osobom między 6 a 18 rokiem życia przysługują bilety ulgowe. Osoby niepełnoletnie wymagają ponadto zgody opiekunów, a te poniżej 12 lat powinny znajdować się pod stałym nadzorem osób dorosłych.

  • Relacja z konwentu: Liskon 2017

    Kędzierzyn-Koźle w dniach 25 i 26 lutego, za sprawą odbywającego się w Zespole Szkół Żeglugi Śródlądowej wydarzenia, był celem zlotu fanów tematyk fantastyki, manga, anime oraz science fiction. W ten weekend odbyła się trzecia edycja Liskonu, konwentu, który zrzesza wielbicieli wszelkich ciekawych i kreatywnych, choć nie zawsze konwencjonalnych sposobów spędzania wolnego czasu.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #19

    Poniedziałek wcale nie musi być zły. Wystarczy spojrzeć w kalendarz i od razu człowiekowi poprawia się humor. Jak mogłoby być inaczej, skoro już w ten weekend kolejna dawka wielkiego e-sportu na Intel Extreme Masters 2017: CS:GO i SC2? Do tego bydgoski Bykon, Pruszkowski Weekend Fantastyki i planszówkowy Ballcon. Chcecie wiedzieć więcej? Sprawdźcie więc nasz Poniedziałkowy Flash Konwentowy.