• Festiwal Fantastyki Pyrkon 2021 przeniesiony na lipiec!

    Wszyscy czekamy na wielkie konwenty i festiwale. Z nadzieją wypatrywaliśmy tegorocznego Festiwalu Fantastyki Pyrkon 2021 w Poznaniu, który wstępnie dostał majową datę. Z oczywistych względów realizacja wydarzenia w takim terminie okazała się zbyt trudna, jednak nie zostaliśmy z niczym. Dziś ogłoszono, że Pyrkon planowany jest w dniach 2-4 lipca 2021 roku i przygotowania do niego trwają! Trzymamy więc kciuki i wyczekujemy powrotu największych konwentów!

    pyrkon 2021

  • Historia najsłynniejszego szermierza natchnionego - „Virion. Zamek" pod patronatem!

    VirionFanom „Achai” Andrzeja Ziemiańskiego Viriona nie trzeba przedstawiać. Jest szermierzem natchnionym, mistrzem miecza, który stoczył aż nazbyt wyrównany pojedynek z Achają, a także wrakiem człowieka, ledwie cieniem dawnego siebie. W najnowszej powieści Andrzeja Ziemiańskiego jest jednak kimś znacznie więcej. „Virion. Zamek” to pierwszy tom historii o tym, jak były skazaniec sprzymierzający się z upiorami staje oko w oko z apokalipsą.

    Premiera książki 27 stycznia.

     

  • Recenzja książki: „Świat w pudełku" - Katarzyna Rupiewicz

    Tytuł książki

    Katarzyna Rupiewicz - „Świat w pudełku”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Genius Creations
    Liczba stron: 287
    Cena okładkowa: 34,99 zł

    W dalekiej przyszłości powoli odbudowuje się zniszczona cywilizacja. Na zgliszczach starego świata musi powstać nowy, ale problem w tym, że należy go stworzyć z dwóch rzeczy: technologii, czyli tego, co znane, tego, co przetrwało apokalipsę, a czego pozostali przy życiu ludzie się boją, oraz tego, co nowe, co dopiero przyjdzie im ujawnić. Jedno z odkryć dokonało się jednak niespodzianie i przyniosło ze sobą coś, czego ludzkość wcale nie chciała poznać. Tym czymś są kukiełki, czyli inne, nieznane i niezbadane istoty noszące w sobie potężną moc. W dodatku jest tylko jedna rzecz, którą należy zrobić, gdy stanie ci na drodze – zabić ją. Taki właśnie jest „Świat w pudełku”, który wyszedł spod pióra Katarzyny Rupiewicz.

    Ludzie w większości żyją w niewielkich osadach terroryzowani przez bandy Sępów i pod rzekomą opieką Rządów, które od owych Sępów niewiele się różnią. Ocaleni nie korzystają z osiągnięć przodków, takich jak broń czy elektronika, bo to przez nie świat spotkała zagłada. Co jakiś czas w osadzie pojawia się kukiełka. Jeśli znajdzie ją szaman – efekt genetycznych eksperymentów starej cywilizacji, obdarzony niezwykłymi darami, jak choćby mocą uzdrawiania i prekognicji – to czerpie z niej energię. Dla ludzi jednak priorytetem jest zabicie owej istoty, dlatego główna bohaterka, A, za wszelką cenę stara się wtopić w tłum, skopiować emocje, „wyuczyć się” człowieczeństwa na pamięć, by nie zostać wykrytą, by przeżyć. Sprawę ułatwia jej wygląd – w odróżnieniu od znanych ludziom kukiełek nie przypomina dwunastoletniej dziewczynki, lecz dorosłą kobietę. A wewnątrz siebie przechowuje niewyobrażalne pokłady energii. Jej skryta natura musi jednak ulec zmianie, gdy trafia do dziwnej wspólnoty, gdzie spotyka jeszcze dziwniejszego szamana i zostaje uwikłana w plan obalenia jednego z Rządów.

    Tak wygląda „Świat w pudełku” stworzony przez Katarzynę Rupiewicz. Jest to pierwsza książka z motywem postapokaliptycznym, która wywarła na mnie tak pozytywne wrażenie. Bo pomimo tego, że rzeczywistość tego świataz jednej strony wygląda znajomo (jeśli weźmie się pod uwagę inne historie z tego gatunku), to z drugiej pozostaje całkowicie oryginalna. Małe, zamknięte społeczności, strach przed Rządami, ciemnota i zacofanie, walka o tereny i podział kobiet na płodne i niepłodne, a zatem te wartościowe i te nie, obecność kukiełek, szamanów, naukowców i samozwańczych przywódców – to przerażające, odpychające miejsce. I chyba właśnie dlatego ma tak niewyobrażalnie dobry klimat. Rzeczywistość po końcu świata sprowadzonym przez poprzednie pokolenia splata się z powrotem magii, zielarstwa i zjawisk nadprzyrodzonych. Sposób, w jaki historia została napisana, oferuje wiele, bo nieraz autorka wprawiła mnie w osłupienie nagłym i zaskakującym zwrotem akcji, która nie jest może szczególnie wartka czy trzymająca w napięciu, ale tak naprawdę mam wrażenie, że wcale nie miała taka być. W końcu mówimy tu o zamachu stanu, a takich decyzji nie podejmuję się pochopnie, a już tym bardziej nie realizuje na poczekaniu. Katarzyna Rupiewicz postawiła na wodzenie czytelnika za nos, zabawę schematami, podawanie coraz większej liczby wskazówek i faktów tylko po to, by odbiorca pomyślał, że rozgryzł tę zagadkę. Jednak szybko pokazuje mu, że nawet się do tego rozwiązania nie zbliżył. Sama fabuła jest równie nieprzewidywalna i z pozoru nielogiczna jak szamani ukazani w książce.

    Miłym dodatkiem są historie, gdzie pierwszoosobową narrację A zastępuje trzecioosobowa i przenosi czytelnika w przeszłość innych postaci. Takie wstawki pojawiają się na końcu każdego rozdziału i choć nie dorównują mu długością, to pozwalają lepiej poznać i zrozumieć pozostałych bohaterów. Te „przerywniki” nakreślają ich motywy, marzenia czy cele oraz sprawiają, że przestają być tylko i wyłącznie przypadkowymi towarzyszami nieszczęsnej kukiełki, a stają się pełnowymiarowymi bohaterami.

    Muszę przyznać, że spodobało mi się to, że zaczęłam podważać motywacje zachowania niektórych postaci, kwestionować ich działanie, a przede wszystkim rozumieć, że nic w tym świecie nie jest czarno-białe.

    „Świat w pudełku” to jedna z tych pozycji, które byłam w stanie docenić dopiero po skończonej przygodzie i mając przed oczami całokształt, choć nie zabrakło bardziej chaotycznych opisów i zdarzało mi się analizować pewne działania dwukrotnie zanim zrozumiałam, co tak właściwie zaszło. Nie jest to pozycja, którą czyta się jednym tchem, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć. To dobrze napisana i zaskakująco przyjemna lektura. Przyznam, że po cichu liczę na kontynuację.

     

  • Recenzja książki: „Ten pierwszy raz"

    Tytuł książki

     „Ten pierwszy raz”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Genius Creations
    Liczba stron: 322
    Cena okładkowa: 39,99 zł

    Czy jesteśmy sami w kosmosie? To pytanie dręczy ludzkość od zarania dziejów. Próbujemy szukać dowodów na istnienie cywilizacji pozaziemskich i snujemy różne teorie, chociaż zdarzają się i tacy, którzy kompletnie odrzucają hipotezę o istnieniu obcych ras. Kosmos jednak jest niezbadany, co wielokrotnie podkreśla się we wszystkich opowiadaniach zebranych w antologii „Ten pierwszy raz”.

    Zbiór zawiera pięć futurystycznych opowiadań najwyżej ocenionych przez znakomite jury w składzie: Diana Cereniewicz, Marcin Dobkowski, Krystian Karolak, Marek Ścieszek oraz Tymoteusz Wronka w konkursie zorganizowanym pod tym samym tytułem co książka. Każdy z tekstów przedstawia bardzo skrajne wizje pierwszego kontaktu ludzi z obcymi. Czy jednak zawsze to obcy są tymi złymi? Wszystko zależy od perspektywy. Ludzie lubią podział na „my” i „oni”. Bojąc się nieznanego, od razu zakładają, że owe nieznane musi równać się niebezpieczne, a nie zawsze tak jest. Najbardziej zauważalne jest to w opowiadaniu „Uniwersalistyka” autorstwa Małgorzaty Wieczorek. Ludzie tak bardzo boją się niezbadanego, że zamiast przywołać jedynie lingwistkę, sprowadzają również jednostkę kontaktową trenowaną do likwidacji obcych.

    Fabuła we wszystkich opowiadaniach jest rozbudowana, możemy liczyć na ciekawe zwroty akcji i barwnych bohaterów wywodzących się z wielu różnych narodowości. Jednak, zapewne przez ograniczoną liczbę znaków, większość historii wydaje się urwana w kulminacyjnym momencie. W „Gwiazdy gasną nad MOA192b” Anny Wołosiak-Tomaszewskiej jest widoczna próba wciśnięcia zbyt dużej ilości akcji do zbyt krótkiego tekstu. Zapewne gdyby opowiadanie to było powieścią, autorka miałaby szansę bardziej je rozwinąć. Takiego problemu nie zauważymy jednak w opowiadaniu „Wow!” Anny Hrycyszyn – jest idealnie „rozłożone” i nie zostajemy z niedosytem. We wszystkich tekstach widzimy również motyw marzeń i pragnienie ludzkości, by rozwiązać odwieczną zagadkę.

    Każde z opowiadań ma łatwo rozpoznawalnego głównego bohatera, którego przeszłość jest lepiej rozwinięta od historii pobocznych osób. Wszystkie postacie są pod pewnymi względami do siebie podobne – boją się obcego, ale jednocześnie o nim marzą i ekscytują się nim. Bohaterowie są też różnej narodowości, co bardzo naturalnie łączy się z futurystycznymi fabułami, ale trochę przeszkadza w czytaniu, zwłaszcza gdy poszczególne osoby rozróżnia się tylko pod względem ich nacji. Z początku wręcz się w tym gubiłam, mając czasem wrażenie, że czynność wykonał inny bohater. Myślę jednak, że najbardziej rozwinięte postacie pierwszoplanowe mamy w „Uniwersalistyce” oraz „Sekundzie do północy”.

    Channery Chen, główna bohaterka „Uniwersalistyki” ukończyła uniwersalistykę, czyli zreformowaną lingwistykę. Na prośbę rektora, której nie mogła odmówić ze względu na możliwą utratę dochodów, ląduje ona na stacji Ra. Kobieta cierpi na klaustrofobię, o czym dowiaduje się dopiero podczas lotu w kapsule. Możemy zauważyć, że jest ona uparta, wierna swoim ideałom oraz nie ma uprzedzeń. Jako jedyna chce pomóc dzieciom, które przeżyły katastrofę Łowcy Przeznaczenia, jednego z pierwszych statków kolonizacyjnych. Pragnie też rozwiązać zagadkę ich ocalenia z wypadku, w którym zginęła cała załoga.

    Główną postacią opowiadania „Sekunda do północy” jest Setella Demitriou, kobieta zdeterminowana, znająca własną wartość, dumna i niepoddająca się pomimo trudności i własnych słabości. Ma swoje marzenia i cele, do których nieustannie dąży. Dzięki tym cechom pracująca w biurze Stella wpada na trop jednego z większych odkryć ludzkości i umożliwia światu kontakt z obcą rasą.

    W „Gwiazdy gasną nad MOA192b” pierwszoplanową bohaterką jest nieustraszona (obawiająca się jedynie głównego mechanika) kapitan statku Wang Wei, która budzi wyraźny respekt u członków swojej załogi. Podczas gdy statek kolonizacyjny zbacza z kursu na skutek wypadku, kobieta zachowuje trzeźwość umysłu i stara się znaleźć rozwiązanie trudnej sytuacji.

    Największym marzeniem Jakuba Góreckiego z „Wow!” było sprostanie oczekiwaniom ojca i znalezienie się w jednostce wyruszającej na pierwszy świadomy kosmiczny zwiad w poszukiwaniu życia pozaziemskiego. Chłopak jest niezdecydowany i nie widząc dla siebie innych opcji na życie, podąża za nie do końca wiadomo czyim marzeniem – swoim czy ojca.

    Porucznik Tomasz Gadzinowski z „Dalekiego zwiadu” jest znany ludziom pod pochodzącym od nazwiska pseudonimem Gadzina. Poznajemy go w momencie wybudzenia z hibernacji opisanym dość barwnie. Opowiadanie to wydaje mi się dużo mroczniejsze od pozostałych choćby ze względu na dość dokładny opis zwłok czy też zauważalnie złe nastawienie do obcych.

    Warto też wspomnieć o kwestii językowej, która w antologii prezentuje się dość interesująco. Autorzy posługują się słownictwem popularnonaukowym i codziennym. Każdy z twórców ma swój indywidualny styl pisania. Zarówno w opowiadaniu „Sekunda do północy” autorstwa Agnieszki Sudomir, jak i w „Dalekim zwiadzie” Macieja Różalskiego pisarze używają języka w ciekawy sposób, zachęcający czytelnika do wczucia się w sytuacje postaci. W „Sekunda do północy” mamy bogaty opis przeżyć wewnętrznych głównej bohaterki, natomiast w „Dalekim zwiadzie” autor przedstawia nam wszystko w sposób bardzo obrazowy. W opowiadaniu „Gwiazdy gasną nad MOA192b” statek zostaje ukazany jako mózg – autorka wyodrębnia jego części, dzięki czemu mamy wrażenie, jakbyśmy znajdowali się na pokładzie i uczestniczyli w akcji.

    Nie zabrzmi to może profesjonalnie, jednak muszę przyznać, że książka znalazła się na mojej półce w głównej mierze dzięki wyjątkowo pięknej okładce, która naprawdę mnie zachwyciła. Wydawnictwo doskonale zadbało o stronę graficzną książki. Dopatrzyłam się dwóch małych błędów w druku w postaci dziwnych znaków graficznych wewnątrz słów, nie utrudniało to jednak czytania.

    W mojej opinii „Ten pierwszy raz” jest ciekawą pozycją dla osób zainteresowanych przestrzenią pozaziemską, obcymi czy też podróżami w kosmos. Barwne opisy, ciekawe fabuły oraz przedstawienie różnych perspektyw na pewno pozwoli czytelnikowi wręcz zanurkować w galaktykę. Zachęcam Was do lektury, a sama czekam, aż autorzy postanowią wydać bardziej rozbudowane wersje swoich dzieł.

  • Do ostatniej kropli krwi - Antologia „Gladiatorzy” pod patronatem!

    GladiatorzySprzedani, porwani, ubezwłasnowolnieni albo wprost przeciwnie – walczący z własnej woli, korzystający z zaawansowanych technologii lub wstępujący na arenę pokrytą piachem, za broń mając jedynie własne ciało, ludzie i bestie. Walczący w Zonach, na kosmicznych arenach i w Koloseum o życie, sławę, pieniądze.

    Bohaterów antologii „Gladiatorzy” różni niemal wszystko, ale każdy z nich ma jeden cel – przeżyć.

    Na książkę składa się z 21 opowiadań, które wyszły spod pióra zarówno debiutantów, jak i doświadczonych autorów, m.in. Magdaleny Kozak, Andrzeja Pilipiuka, Mai Lidii Kossakowskiej, Jarosława Grzędowicza i Michała Gołkowskiego.

    Premiera 13 listopada.

  • Recenzja gry: Harry Potter: Hogwarts Battle - Obrona przed czarną magią

    Harry Potter: Hogwarts Battle - Obrona przed czarną magią

    Harry Potter Obrona Przed Czarną Magią

    Wydawnictwo REBEL

    Wydawca: Rebel
    Autor: Kami Mandell, Andrew Wolf
    Rodzaj: strategiczne
    Poziom skomplikowania rozgrywki: średni
    Losowość: niewielka
    Stopień interakcji: wysoki
    Gra składa się z:
    -planszy – maty treningowej
    -4 kart domów
    -8 znaczników domów
    -24 kart początkowych
    -31 kart uroków
    -129 kart Hogwartu
    -5 znaczników ogłuszenia
    -30 żetonów
    -instrukcji

    Marzyłeś kiedyś o tym, drogi Czytelniku, że jesteś w świecie z „Harry’ego Pottera”? A może chciałeś władać magią, jak bohaterowie tych filmów i książek? Posługiwanie się magicznymi przedmiotami, posiadanie zwierzaka czy rzucanie zaklęć na pewno jest interesującą propozycją. Przedstawiam grę, dzięki której będziesz mógł przenieść się do świata magii chociaż na chwilę.

    Gra „Harry Potter: Hogwarts Battle – Obrona przed czarną magią” to karcianka dla dwóch osób z mechaniką budowania talii. Przenosimy się w sceny rodem z „Komnaty Tajemnic” i stajemy z przeciwnikiem do bitwy na zaklęcia. Każda osoba wybiera swój dom i swojego zwierzaka, następnie dostaje dziewięć kart początkowych. Nic nie pozostaje bez znaczenia. Planowanie rozgrywki zaczyna się już na etapie wybierania domów, gdyż każdy z nich ma inną charakterystykę. Przed sobą widzimy planszę, bibliotekę pozwalającą na zdobycie pieniędzy i cztery karty do kupienia. Na ręce mamy zawsze pięć kart i ewentualne karty dodatkowe, które możemy otrzymać dzięki efektom specjalnym innych kart.

    Karty dobieramy ze swojej talii, budowanej przez nas w trakcie rozgrywki. Niektóre po zagraniu generują , za pomocą której dodajemy do naszej talii kolejne karty, spośród kilku losowo dostępnych. Karty dzielą się na trzy główne typy: ów, którzy zostają z nami na stałe po ich dobraniu, zaklęć oraz przedmiotów, które dają natychmiastowe efekty. Gra pozwala na wiele różnych strategii: można skupić się na szybkiej ofensywie, rozbudowanej defensywie, negowaniu akcji przeciwnika, a także na manipulacji taliami.

    Interakcja między graczami jest rozbudowana i nie ogranicza się wyłącznie do zadawania obrażeń. Niektóre efekty pozwalają niszczyć, kraść lub podmieniać karty z talii przeciwnika. Można też dodawać do talii drugiego gracza negatywne efekty w formie uroków.

    Gra dzieli się na kilka rund, pomiędzy którymi gracze zachowują talię budowaną w ciągu całej rozgrywki. Zwycięzcą zostaje osoba, która jako pierwsza wygra trzy rundy.

    Planszówka stawia na planowanie. Losowość oczywiście istnieje: między innymi przy dobieraniu kart z przetasowanej talii gracza, jednak to od niego zależy, jakie karty kupi. Trzeba działać szybko, bo trzy tury mijają nieubłaganie.

    Karty w grze nawiązują do świata Harry’ego Pottera bez wyjątku, jednak rysunki mogłyby być lepsze, a żetony Gra nie ma wielu wad i poza powyższymi jest jeszcze jedna – luka w instrukcji. Wybór domu na początku gry wpływa na styl rozgrywki danej osoby. Przykładowo, jeśli wybierzemy Slytherin, możemy posługiwać się nieprzyjemną magią uroków. Niestety, nie jest to wyszczególnione, a pełną charakterystykę domów poznajemy dopiero po paru rozgrywkach. Czas jednej rozgrywki zależy od dynamiki gry, a więc również od samych graczy i losowanych kart. Zazwyczaj wynosi około godziny.

    Podsumowując, grało się naprawdę przyjemnie. Każda rozgrywka pozostawiała niedosyt. Kart jest bardzo dużo, dlatego można grać nie raz, a nadal nie znać wszystkich. Dobrze, że wprowadzono element interakcji między graczami: nie jest to powszechne w grach tego typu, a sprawia, że można się świetnie bawić. Dlatego bierz swoją różdżkę i walcz! Niechaj zacznie się pojedynek na magię!

  • Trailer „The Watch" - serialu osadzonego w Świecie Dysku!

    Zapowiadany od niemal dziewięciu lat „The Watch" to coś, na co czekają wielbiciele twórczości Terry'ego Pratcheta. Premiera serialu ma się odbyć już w styczniu 2021 roku. Prime Focus Productions uraczyło nas już oficjalnym trailerem.

  • Krakowskie Międzynarodowe Targi Książki 2020 odwołane!

    24. edycja Międzynarodowych Targów Książki planowana na weekend 22-25 października 2020 roku została odwołana z powodu nasilającej się pandemii.

  • Relacja z konwentu: CyberKapi 2020 albo czas, kiedy twoje plany się walą, a ty i tak jesteś zadowolony

    Kapitularz był kolejnym ogólnopolskim konwentem, którego organizatorów sytuacja w kraju zmusiła do przeniesienia imprezy do sieci lub odwołania jej. Najważniejsze jednak, że nie zrezygnowano z dostarczenia odwiedzającym dużej ilości rozrywki.

  • Głosowanie na Nagrodę Fandomu Polskiego im. Zajdla rozpoczęte!

    15 czerwca została ogłoszona lista powieści i opowiadań z 2019 roku nominowanych do Nagrody Zajdla.

    Obecnie ruszył proces rejestracji osób uprawnionych do głosowania. Swój głos oddać może każdy, pod warunkiem że od 1 września do 10 listopada zarejestruje się w bazie. Z powodu odwołania Polconu i Opolconu, a co za tym idzie braku funduszy nagrody, wyjątkowo została wprowadzona opłata rejestracyjna w wysokości 20 zł.

    Głosowanie potrwa do 15 listopadai odbędzie się przy pomocy kodów, które zostaną wysłane na adresy mailowe zarejestrowanych osób.

    Tegoroczni zwycięzcy zostaną ogłoszeni online.

    Dokładny proces rejestracji, wszystkie niezbędne dane oraz miejsce do wpisania kodu znajdziecie tutaj.

    Nominacje do Nagrody Zajdla 2019

  • PyrkONline - najbardziej fantastyczne miejsce spotkań w internecie

    Pyrkon 2020 został odwołany w formie stacjonarnej. Organizatorzy nie poddali się jednak tak łatwo i 9-22 października odbędzie się PyrkONline, w dodatku na dość nietypowych warunkach.

  • Jesienne Warszawskie Targi Fantastyki 2020 pod patronatem!

    Kolejne Warszawskie Targi Fantastyki odbędą się 28-29 listopada 2020 roku w warszawskim Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy przy ul. Brackiej 25. Bramy budynku będą otwarte dla uczestników od godziny 10.00 do 20.00 w sobotę i niedzielę

  • Program Filozofikonu już dostępny!

    Już w ten weekend (12.09-13.09) odbędzie się kolejny wirtualny konwent – Filozofikon. Tegoroczna edycja wpisuje się w obchody 99. rocznicy urodzin Stanisława Lema, stąd też  przyświeca jej hasło „Podróż piąta” zaczerpnięte z „Dzienników gwiazdowych” tegoż autora. Nie dziwi więc, że program wydarzenia w dużym stopniu nawiązuje do zagadnienia fantastyki naukowej, oczywiście w filozoficznym duchu towarzyszącym imprezie.

  • Recenzja książki: „Mroczny zew" - Maciej Liziniewicz

    Tytuł książki

    Maciej Liziniewicz - „Mroczny zew”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
    Liczba stron: 352
    Cena okładkowa: 39,90 zł

    Po udanym debiucie, jaki zapewniła mu powieść ,,Czas pomsty”, Maciej Liziniewicz powrócił z kolejną odsłoną przygód szlachcica Nadolskiego. Realia XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej, brutalność, strach, pojedynki, a także znani już bohaterowie po raz kolejny zagościli na kartach powieści przygodowo-historycznej o jakże tajemniczym tytule „Mroczny zew”.

    Żegota Nadolski, który w pierwszej części był miotanym przez los zubożałym szlachcicem, teraz zdołał odzyskać swoje włości i przywrócić im świetność. Ma teraz nowe życie, nową małżonkę, a w dodatku niedługo ma przyjść na świat jego potomek. Przyszłemu ojcu teraz ani w głowie powrót do dawnego awanturniczego życia i dalekich wypraw. W końcu odzyskał spokój. Zło jednak wciąż nie przepadło na dobre. Wraz z nadejściem zimy do dworku przyjeżdżają starzy znajomi z wieścią, że doszło do kilku krwawych morderstw, a winą za nie obarcza się niedawno zmarłą córkę pewnego szlachcica. Dla głównego bohatera jest to duży problem, bo odkąd odzyskał utracone szczęście, a największym lękiem napawa go myśl, że na powrót mógłby wszystko stracić, ale nie godzi się przecież odmówić pomocy ludziom, którym zawdzięcza szczęście. Nie pozostaje mu jednak nic innego, jak wraz z dawnymi towarzyszami ponownie wyruszyć na szlak i wyjaśnić krwawą sprawę która już od samego początku będzie jedynie bardziej się komplikować.

    Istotną rzeczą w kolejnej odsłonie przygód szlachcica jest to, że nie wymaga ona znajomości poprzedniej i równie dobrze można zacząć poznawać twórczość autora od „Mrocznego zewu”. Ci jednak, którzy sięgnęli po „Czas Pomsty”, od początku będą mogli wychwycić pewne smaczki związane z historią przygód głównego bohatera oraz zrozumieją owe enigmatyczne słowa „ale o prawdziwych zdarzeniach wiedzą nieliczni”, które znajdziemy na końcu niektórych opisów. Jest to bardzo pomysłowa i przemyślana strategia, bo rozbudza ciekawość, jednocześnie nie wywołując w nowym czytelniku poczucia zagubienia. Co ciekawe, nie tylko zmienił się główny motyw, bo nie jest to walka z duchami przeszłości, ale też śmiem stwierdzić, że sam Nadolski został zepchnięty na drugi plan przez jego towarzyszy – Stillera i Murraya.

    Autor zachował swój unikalny styl i pomysłowość. Nie zabraknie tu zatem dobrze nakreślonego tła historycznego czy oddania charakteru epoki. Poza awanturniczymi szlachcicami, sporami o ziemię, okrucieństwem XVIII wieku, archaizacją słownictwa i wszystkim tym, co tak przyciągało w pierwszej części, dostaniemy także ukazaną dość szeroko perspektywę konfliktów na tle religijnym oraz metod wykorzystywania wiary do osiągnięcia własnych celów. Rozczaruję jednak tych, którzy oczekiwali od kolejnego tomu większej ilości motywów fantastycznych. Pomimo tego, że trzymamy się motywu upiora i bestii, w której istnienie czytelnik może wierzyć lub nie, to jednak ciężko mówić o fantastyce. Mitów i magii jest tu niewiele, a i te tłumaczy w sposób logiczny i sensowny. To samo wykazuje także śledztwo. Podejście do tematu oddaje jednak sposób myślenia ówczesnego ludu, który jeszcze nie do końca porzucił wiarę przodków i wciąż miał w sobie zakorzeniony strach przed złymi mocami. Ponadto powieść czerpie garściami nie tylko z realiów dawnych czasów, ale i z pełnego tajemnic i opowieści folkloru Bieszczad, na terenie których przyszło bohaterom przebywać.

    W tej powieści pierwsze skrzypce gra wątek dotyczący krwawej zagadki i prób jej rozwiązania. Autor powoli odsłania kolejne fakty, świetnie prowadzi fabułę i do samego końca nie zdradza rozwiązania, które – jak na XVIII- wieczne realia przystało – nie jest w stu procentach dobre. Jednak reszta przygód jest w znacznej mierze przegadana, nieraz pojawiają się fragmenty nie wnoszące nic do fabuły. Ciągnące się gawędy opowiadane przy ognisku czy biesiadzie czasami faktycznie bywają zabawne czy ciekawe przez wzgląd na wplecione anegdoty, ale szybko nudzą i spowalniają rozwój fabuły. Mimo tego „Mroczny zew” to wciąż świetnie napisaną książką w klimatach grozy i z fabułą pełną tajemnic. Bez problemu przypadnie do gustu zarówno zwolennikom powieści kryminalnych, jak i historyczno-przygodowych. Maciej Liziniewicz po raz kolejny udowodnił, że wie, co robi, i nie brakuje mu ani kunsztu, ani ambicji – już zapowiada kolejną część serii.

  • Recenzja książki: „Czas Pomsty" - Maciej Liziniewicz

    Tytuł książki

    Maciej Liziniewicz - „Czas Pomsty”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
    Liczba stron: 416
    Cena okładkowa: 39,90zł

    Można odnieść wrażenie, że polskie powieści z historią w tle przeżywają prawdziwy rozkwit. W dodatku jest też duże zainteresowanie mitologią Słowian. Już niejedni próbowali łączyć te wątki. Spróbowali tego między innymi Komuda, Piekara, Sapkowski. W ostatnim czasie podjęła się tego kolejna osoba i tak oto do księgarni trafiło dzieło Macieja Liziniewicza.

    Już na samym wstępie poznajemy głównego bohatera – mężczyznę o długich szarych włosach, posępnym spojrzeniu i twarzy zdobionej blizną. Nosi na plecach miecz i podróżuje w milczeniu. Zapachniało „Wiedźminem”? Jednak Żegota Nadolski wcale nie jest zabójcą potworów, a żołnierzem i właśnie wraca z wojny. Jego dobytek został zniszczony podczas najazdu Tatarów, a żona wraz z dziećmi zabita. On sam coraz częściej zdaje się myśleć o tym, by dołączyć do nich. Jakby tego wszystkiego było mało, to na zgliszczach jego rodzinnego domostwa osiadł inny szlachcic, nie zważając na to, że Żegota nadal żyje. Do starego żołnierza wracają jednak siły, a w żyłach zaczyna gotować się krew, gdy dowiaduje się, że to wcale nie Tatarzy zabrali mu to, co miał najcenniejsze. Wyrusza więc na poszukiwanie sposobu rozwikłania tajemnicy morderstwa rodziny i sposobu odpędzenia złych mocy, które niczym czarne chmury kłębią się nad nim. To wcale nie jest dla szlachcica łatwe, pomimo legend, jakie o nim krążą, że żadnej walki mieczem nie przegrał, bo jak ma pokonać coś, co nie krwawi?

    Tu też pojawia się ciekawa sprawa, bo książka okazała się bardziej mroczna, niż się tego po niej spodziewałam. Głównie przez zaskakująco lekki stosunek do śmierci wykazywany przez bohaterów oraz dokładne opisy ran i cierpienia, którego przez całą historię nie brakuje. Nawet humor, który pojawia się od czasu do czasu, jest raczej czarny. Dodatkowo sam element fantasy podbija tą mroczną aurę przez obecności potwora, a także wiedźm i tajemniczego czarownika. Trzeba jednak oddać autorowi, że niezwykle sumiennie i wiernie nakreślił realia historyczne XVIII wiecznej Rzeczypospolitej. W tle obserwujemy wojny i konflikty, którymi nękana była ojczyzna, oraz panujące w niej stosunki międzyludzkie. Autor stara się również odtworzyć sposób myślenia ówczesnych ludzi, którzy głęboko wierzyli w istnienie wiedźm i demonów. Dla nich obcowanie z rozmaitymi domniemanymi potworami było codziennością. Współczesny czytelnik poza dosłownym odbiorem ma też możliwość logicznego przeanalizowania zjawisk, zwłaszcza że sam autor podpowiada pewne dość wiarygodne wyjaśnienia istnienia zjawisk nadprzyrodzonych. Poza tym jest też intryga, gonitwy, wędrówka i pojedynki, które najczęściej powodowane są legendarną dumą i awanturnictwem naszej szlachty. Dla mnie stanowiły też pewną perełkę, bo są opisane niezwykle dynamicznie, przyjemnie i w sposób, dzięki któremu nie sposób się od nich oderwać. Z niezwykłą łatwością przychodzi wczucie się w klimat toczonych walk, wręcz gdzieś z tyłu głowy słychać brzęk stali. Powieść ma wszystko to, co powinna mieć dobra pozycja awanturniczo-przygodowa, ten gatunek nawet bardziej pasuje mi do niej niż fantastyka czy powieść historyczna.

    Dużym plusem jest tu też archaizacja słownictwa nie tylko w dialogach, ale i narracji. Autor zrobił to przyjemnie dla oka, nie szarżował z wyrażeniami, oddał ducha powieści, a ponad wszystko uczynił to łatwym w odbiorze, nawet dla ludzi niemających wcześniej do czynienia z tym typem słownictwa. Do minusów za to zaliczę z pewnością niektóre wątki, które albo są przepełnione nazwiskami, o których i tak po minucie się zapomina, albo ciągną się niemiłosiernie długo, czasami wręcz nudząc. Nawet jeżeli są to tylko poboczne perypetie mające stworzyć tło dla głównego wątku, to pomimo tego mogły być lepiej dopracowane.

    Powieść sama w sobie nie jest jakimś wielkim odkryciem, nie wnosi też nic zaskakującego i odkrywczego do gatunku. Czuć w niej wpływ prac Komudy, a nawet Sapkowskiego. Jest mroczna, brutalna i owiana pogańską wiarą naszych przodków. Zdecydowanie nie jest to coś pisane ku pokrzepieniu serc, jak to czynili dawni wieszcze i Nadolski nowym Kmicicem nie zostanie. Maciej Liziniewicz wykreował jednak bardzo wiarygodny i powodujący dreszcze świat, a nawet zdołał poprowadzić w nim historię z naszą rodzimą mitologią w tle. Moim zdaniem autor ma zadatki na to, by odnieść sukces i sama z chęcią to sprawdzę, sięgając po kolejny tom.

  • Filozofia, Lem i fantastyka - piąta edycja Filozofikonu pod patronatem!

    Filozofikon jest konwentem i konferencją naukową, który łączy ludzi o różnym stopniu wtajemniczenia w dziedzinie filozofii (studentów, doktorantów, doktorów itd.) z pasjonatami popkultury. Co roku poruszane są zagadnienia filozoficzne w grach wideo, mangach, anime, książkach i innych.

    Tegoroczna, piąta już edycja Filozofikonu odbędzie się 12-13 września w formie streamingu na Facebooku i Zoomie. Zbiega się ona z obchodami 99. urodzin Stanisława Lema i to jemu zostanie poświęcona część konwentu, chociaż organizatorzy zastrzegają, że nie będą ograniczać się tematycznie.

    Poznaliśmy już pierwszych gości Filozofikonu. Będą nimi dr Łukasz Kucharczyk, autor rozprawy doktorskiej pt. „Granice ciała. Somapoetyka w twórczości Stanisława Lema i przygotowywanej książki pod tym samym tytułem”, publicysta w „Rocznikach Humanistycznych KUL”, „Ruchu Literackim”, recenzent współpracujący z „Toposem”.
    Drugim gościem jest natomiast Szymon Kloska, krytyk i aktywista literacki. Prowadził programy telewizyjne i audycje o literaturze, od 2017 roku związany z programem „Kraków Miasto Literatury UNESCO”.

    Konwentu nie tworzą jednak sami goście. Do 15 sierpnia przyjmowane są zgłoszenia posterów reflektujących nad sposobem, w jaki filozofia może analizować popkulturę oraz filozoficznych treściach jakie się w popkulturze pojawiają.

    Wszystkie szczegółowe informacje znajdziecie pod tym linkiem.

    Tego samego dnia mija również termin wysyłania zgłoszeń prelekcji. Zgłosić może się tutaj każdy, niezależnie, czy posiada stopień naukowy, czy jest studentem, czy pasjonatem. W poniższym linku znajdziecie listę przykładowych tematów oraz formy.

    Znajdzie się również coś dla mistrzów gry, artystów, rzemieślników, rękodzielników i innych twórców, którzy zarażają swoją pasją i miłością do popkultury lub filozofii. Wystarczy wysłać wypełniony formularz.

    22 sierpnia to ostatni gwizdek dla cosplayerów – bo czymże byłby konwent bez konkursu cosplay? To wtedy właśnie wtedy zamykane są zgłoszenia do Marvellous Cosplay, w którym bardzo łatwo jest wziąć udział. Wystarczy wypełnić formularz i na podanego w poniższym linku maila wysłać przynajmniej jeden link do posta na Facebooku, Instagramie, TikToku lub innym portalu społecznościowym.

    A może... artykuł? Prowadzony jest nabór tekstów do monografii wydawniczej w otwartym dostępie, będącej drugim tomem serii wydawniczej „PhilosophyPulp”. Seria ma ukazać się tej jesieni, a wyda ją Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie. Teksty przyjmowane będą do 26 września - link.

    Banner Filozofikonu

  • Recenzja książki: Jacek Piekara – „Ja, Inkwizytor. Przeklęte Przeznaczenie”

    Tytuł książki

    Jacek Piekara - „Ja, Inkwizytor. Przeklęte Przeznaczenie”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: 
    Liczba stron: 420
    Cena okładkowa: 43,90 zł

    Dzięki wysiłkom inkwizytora Mordimera Madderdina oraz jego cudownej wybranki Nataszy wyprawa wojenna Ludmiły, ruskiej księżnej z Peczory, dobiega wreszcie końca, kiedy armie uzurpatora złożyły broń i zaczęły błagać prawowitą władczynię o zmiłowanie. Upojona łatwym zwycięstwem Ludmiła zdaje sobie sprawę ze straszliwej ceny, jaką będzie musiała ponieść – o czym jednak nie wie, prawdziwe zagrożenie jeszcze nie zostało zażegnane. Ukrywa się znakomicie – tam, gdzie wszyscy mogą je zobaczyć. Nikt nie spodziewa się tragicznego finału wydarzeń na Rusi, a na pewno nie spodziewa się ich Mordimer – ani czytelnik sięgający po zaskakujące zwieńczenie przygód inkwizytora w dzikiej, wschodniej krainie. Oto przed wami „Ja, Inkwizytor. Przeklęte przeznaczenie”.

    Pamiętacie, jak przy okazji recenzji „Przeklętych kobiet” wspominałem, że przestanę czytać kolejną część przygód inkwizytora Madderdina przy kolejnym widowiskowym (i powtarzalnym) opisie łóżkowych igraszek Mordimera z jego ruską wybranką? Z pewną dumą, ale i z pewną ulgą pragnę donieść, że „Przeklęte przeznaczenie” przeczytałem od początku do końca. Nie było tragicznie, choć nawet tutaj zdarzały się fragmenty, od których mój zgryz sam zazgrzytał boleśnie. Przykładem jest opis bluźnierczego rytuału mającego przypieczętować pakt, jaki Ludmiła zawarła z mateczką Olgą – nie jest wyjaśnione, gdzie tutaj pojawia się „straszliwa cena”, jaką musiała ponieść władczyni, po całej imprezie nawet zadowolona – a co ma do tego Mordimer, występujący w roli głównej atrakcji wieczoru, mogę tylko zgadywać. W trzeciej i ostatniej części tego cyklu dzieje się jednak odczuwalnie więcej niż w pozostałych dwóch, dzięki czemu przynajmniej jest o czym czytać.

    To nie jest jedyna rzecz, która się poprawiła. Odniosłem wrażenie, że „Przeklęte przeznaczenie” jako tekst jest dużo solidniejsze – i pod względem literackim, i rozplanowania fabuły. Pojawiają się nagłe, dość mocno zaskakujące zwroty akcji oraz z dawna wyczekiwane poczucie zagrożenia, szczególnie w drugiej połowie powieści, kiedy całość nabiera niewiarygodnego jak na tę serię rozpędu. Doszło nawet do tego, że przez chwilę czułem się zaangażowany w lekturę.

    Największym zarzutem, jaki wysnułem przeciwko „Przeklętym kobietom”, był ten, że zakończenie jest urwane i kompletnie niczego nie wyjaśnia. Dla odmiany, finał „Przeklętego przeznaczenia” wyjaśnia bardzo dużo, jednak nadal mam wobec niego bardzo, ale to bardzo mieszane uczucia. Rozwiązanie akcji może się wydawać mocno naciągane – nawet sam Mordimer zauważa, że miało miejsce deus ex machina, a jeśli on był w stanie dostrzec coś takiego, to znaczy, że sprawa jest, mówiąc oględnie, poważna.

    Pojawia się również uzasadnienie, dla którego protagonista zachowywał się w czasie „trylogii ruskiej” (określenie samego autora, nie moje) inaczej niż mogliby się tego spodziewać długoletni fani cyklu, a także dlaczego wśród późniejszych wydarzeń nie znajdziemy choćby słowa wzmianki o tym, co się tu stało. I chociaż spełnia ono wszelkie warunki, aby te zjawiska logicznie wytłumaczyć, jednocześnie uderza w kolosalną sztampę. Nie chcę zdradzić za dużo, zapytam więc delikatnie – widzieliście może „Facetów w Czerni”?

    Fragmentem tekstu, który w „Przeklętym przeznaczeniu” podobał mi się najbardziej, było posłowie. Jacek Piekara potrafi w fascynujący sposób opowiadać o swojej pracy, a chociaż moje odczucia z całości cyklu są, by nazwać rzecz delikatnie, mierne, poznawanie szczegółów jego powstawania, czytanie o różnych niewykorzystanych motywach oraz zamiarach autora na ciąg dalszy było… dziwnie satysfakcjonujące. Na tyle, by zachęcić mnie do przyglądania się jego kolejnym posunięciom.

    Jako zakończenie trylogii „Przeklęte przeznaczenie” wypada nieźle. Nie jest wybitnie, ale widać pewien postęp w stosunku do poprzednich części. Pozostaje mieć więc nadzieję, że mamy tu do czynienia z początkiem tendencji wzrostowej. Jak będzie naprawdę – pokaże czas.

  • Czas poznać to najważniejsze imię

    imie bogaNie powinno się oceniać książki po okładce, prawda? Ale co zrobić, jeśli jej wygląd sprawia, że masz ochotę wziąć ją w swoje ręce i zacząć przerzucać kolejne zadrukowane strony? Co zrobić, gdy opis powieści zachęca do zagłębienia się w treść? Warto jednaj wcześniej sprawdzić, czy ten ładnie zapakowany cukierek pod tytułem „Imię Boga” nie okaże się przypadkiem trudną do przełknięcia gorzką pigułką.

    Recenzję powieści Michała Dąbrowskiego znajdziecie tutaj.

     

  • Zgłoś się jako cosplayer lub twórca atrakcji na Sabat Online-Fest!

    Sabat Online-Fest zbliża się wielkimi krokami. Na stronie konwentu pojawiają się nowe informacje – m.in. o zmianie godzin, w których odbędzie się konwent. Początkowo Sabat Online-Fest miał trwać nieprzerwanie od godz. 10:00 w sobotę do godz. 20:00 w niedzielę. Obecnie godziny trwania konwentu to 10:00-21:00 w sobotę oraz 10:00-21:00 w niedzielę.

    Dodano także formularze zgłoszeniowe dla twórców atrakcji i cosplayerów.

    Uwielbiasz tworzyć stroje, wcielanie się w ulubionych bohaterów sprawia Ci frajdę, a występ przed publicznością to dla Ciebie bułka z masłem? Zgłoś się na konkurs cosplay!

    A może masz nietypowe hobby lub obszerną wiedzę, którą lubisz dzielić się z ludźmi? Wypełnij formularz i dołóż własną cegiełkę do stworzenia konwentu jako twórca atrakcji!

    Banner Sabat Online-Fest

  • Premiera „Krwi Imperium” Briana McClellana już 7 sierpnia!

    7 sierpnia 2020 roku ukaże się „Krew Imperium” – trzecia, finałowa część trylogii „Bogowie Krwi i Prochu” pióra Briana McClellana.

    Trylogia Bogów Krwi i Prochu dzieje się w uniwersum Magów Prochu. Opowieść o młodym narodzie, rewolucji, magii i walce z pradawnymi siłami uwodzi całkiem świeżym podejściem do magii, niespodziewanymi zwrotami akcji i nietuzinkowymi postaciami.  Po spokojniejszej drugiej części przyszedł czas na burzliwy finał historii o rewolucji w Fatraście. Najazd Bena Styke’a na Imperium Dynizyjskie przerywa potężny sztorm, Michael Bravis próbuje uniemożliwić wrogom wykorzystanie artefaktu, a lady Krzemień prowadzi adrańską armię na Landfall. Zbliża się ostateczna bitwa, bohaterowie, , by ją wygrać, muszą podjąć trudne decyzje, przezwyciężyć swoje słabości i zawiązać sojusze. Jedno jest pewne – w „Krwi Imperium” nie zabraknie emocji i akcji!

    Brian McClellanjest amerykańskim pisarzem fantastyki. Mieszka w Cleveland z żoną, kotem i dwoma psami. Jest pszczelarzem, pasjonatem opowieści historycznych, lubi też gry wideo. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczął już jako nastolatek. Ukończył kurs kreatywnego pisania na Uniwersytecie Brigham Young, gdzie poznał Brandona Sandersona. Jego wsparcie pozwoliło McClellanowi rozwinąć skrzydła. W 2013 roku ukazała się jego pierwsza książka z trylogii „Magów Prochowych” – „Obietnica Krwi” – która sprawiła, że popularność autora zaczęła rosnąć. W Polsce ukazała się jego trylogia „Magów Prochowych”, trylogia „Bogów Krwi i Prochu”, a także zbiór opowiadań z tego uniwersum – „Sługa Korony”.

    Krew Imperium - okładka