• Wywiad z pisarzem - Andrzej Pilipiuk

    andrzej pilipiuk

    Andrzej Pilipiuk

    Rok urodzenia: 1974
    Miasto pochodzenia: Warszawa
    Rok pierwszej wydanej książki: 1999
    Fanpage: Andrzej Pilipiuk

     

     

     

    Wywiad

    Arkady Saulski: Jest Pan autorem kilkudziesięciu książek, jednak można odnieść wrażenie, iż najbardziej pasjonuje Pana kilka tematów – szczególne miejsce zajmuje tu historia XIX i XX wieku. Dlaczego?

    Andrzej Pilipiuk: Nieodległa historia jest ważna. Po pierwsze, wtedy ukształtował się świat, który nas otacza. Po drugie, stosunkowo łatwo zebrać informacje o tym, jak żyło się ludziom, jakie przedmioty mieli w domach, jakie urządzenia techniczne ułatwiały im pracę i codzienne obowiązki. W tym okresie ukazywała się już prasa codzienna. Wykonywano też fotografie. Mamy listy i pamiętniki zwykłych ludzi, którzy wówczas żyli, czasem możemy porozmawiać z żyjącymi jeszcze świadkami wydarzeń… To kopalnia wiadomości pomocnych, by nadać tekstom polor autentyczności.
    Jestem trochę regionalistą i historykiem amatorem. Nawet dzieje moich rodzinnych Wojsławic kryją masę ciekawych postaci, masę zaskakujących wydarzeń. A przecież nie jest to duża miejscowość.

    AS: W „Przyjacielu Człowieka” wracają Robert Storm oraz doktor Skórzewski – co skłoniło Pana do powrotu do tych postaci?

    AP: Czytelnicy przyzwyczajają się do bohaterów. Lubią co jakiś czas spotykać ponownie znajome postaci. Pisząc opowiadania – te na poważnie, bez Wędrowycza – często używam wymyślonych wcześniej postaci. To także ułatwia pracę. Znajduję pomysł na fabułę, ustalam chronologię wydarzeń, zastanawiam się, czy mam bohatera, za pośrednictwem którego pośrednictwem mógłbym tę historię czytelnikom opowiedzieć.
    Doktor Skórzewski to przy okazji świetna postać, by pokazać pewne „zakręty” medycyny i zarzucone obecnie terapie. Żył w takich latach, że mógł być świadkiem pokonania syfilisu, powstania pierwszych leków przeciwgruźlicznych, ale także zachłyśnięcia się lobotomią czy torakoplastyką. W jednym z tekstów piszę na przykład o tak zwanym Kikucie Krukenberga – dziś to kompletnie zarzucony pomysł, ale w latach po zakończeniu I wojny światowej pozwalał wielu okaleczonym żołnierzom odzyskać choć częściową sprawność…

    AS: Jedno, co jest zawsze zaskakujące dla Pana czytelników, to niekończąca się inwencja w kwestii pomysłów – mimo kilkunastu lat przy piórze stale potrafi Pan zaprezentować coś nowego... Nie, nie chcę zapytać o to, skąd Pan bierze pomysły, tylko o źródła historyczne – z pewnością pisanie takich tekstów, jak „Przyjaciel...” wymaga ogromnej pracy nad źródłami. Które stanowią najlepszy rezerwuar pomysłów czy inspiracji?

    AP: Nasza przeszłość jest kopalnią rozmaitych anegdot. Część z nich można wykorzystać jako źródło inspiracji lub bezpośrednio wpleść w tekst. Notuję wszystkie pomysły. Nawet najgłupsze. Potem siedzę nad nimi i myślę. Czasem z dwu kiepskich pomysłów składa się jeden bardzo dobry. Inspirują mnie miejsca, przedmioty, wydarzenia, o których słyszałem lub czytałem. Zaczynam obracać sobie w głowie różne historie. Czasem coś z tego wychodzi, czasem nie.
    Bywa i tak, że czytam coś i nachodzi mnie myśl. Wszyscy piszą o wampirach, a właściwie dlaczego ja nie piszę o wampirach? Albo przypominam sobie coś, co czytałem przed laty, i łapię się na myśli, że nigdy nie pisałem o szalonych naukowcach – może zatem najwyższy czas? Staram się nie podążać za modami – ale siłą rzeczy czasem fala nakrywa nas z głową i trzeba umieć to wykorzystać. Na przykład pisząc zjadliwą parodię jakiegoś trendu.

    AS: Pomówmy jeszcze chwilę o historii - czy nie miał Pan kiedykolwiek poczucia, iż zamykanie się w historycznych ramach ogranicza Pana inwencję? Czy podczas pisania nie zdarzyło się westchnięcie: „Ach, gdybym tylko nie musiał trzymać się realiów dziejowych!”. A może właśnie wtedy rozwija Pan najbardziej skrzydła?

    AP: Realia dziejowe nie są dla nie żadnym odczuwalnym ograniczeniem. Wręcz przeciwnie. Uważam fantasy, obracające się z reguły w całkowicie zmyślonych rzeczywistościach, za gatunek przeważnie dość jałowy intelektualnie. Owszem – wymyślenie świata od A do Z jest ciekawe, ja jednak wolę najpierw długo grzebać, a potem skleić swoją opowieść z możliwie licznych autentycznych okruchów. Lubię, gdy czytelnik przy okazji lektury dowie się czegoś prawdziwego.
    Czytelnicy bardzo dobrze odebrali moje opowiadania „Wielbłądzie masło” i „Wilcze leże” rozgrywające się podczas okupacji hitlerowskiej. Pokazałem jako bohaterów zwykłych ludzi, którzy ograbieni przez Niemców, zagrożeni w każdej chwili utratą życia, próbują nadal pomagać sobie wzajemnie, usiłują przetrwać i przy tym jeszcze zachować godność… Te teksty nasiałem drobnymi elementami tamtej rzeczywistości. Są tam autentyczne plotki z epoki – poznane dzięki dziennikowi okupacyjnemu malarza z Chełma Z. Waśniewskiego. Jest
    okupacyjna metoda słodzenia kawy – ze wspomnień mojej znajomej staruszki p. Joszt. Miasteczko, w którym rozgrywa się akcja, jest ciut podobne do moich rodzinnych Wojsławic.

    AS: W jakim gatunku czuje się Pan najlepiej? Mamy wszak wiejską fantasy, horror, historie alternatywne... I czy kusiło Pana kiedykolwiek, by wyjść poza te ramy i napisać coś w gatunku, w którym nie czuje się Pan komfortowo? A jeśli tak – to jaki byłby to gatunek?

    AP: Fantasy to raczej nie moja bajka. Myślę natomiast od lat o napisaniu swojej space opery. Może coś o kosmicznych archeologach. Albo o spotkaniach z obcą cywilizacją. Myślę nad powieścią lub cyklem opowiadań, w którym Europę po wybuchu superwulkanu na Polach Flegrejskich nęka wieloletnia wulkaniczna zima… Taki zimowy postapokaliptyk.

    Wydane dotychczas pozycje (w chwili publikacji wywiadu):

    Cykl o Jakubie Wędrowyczu

    • Kroniki Jakuba Wędrowycza
    • Czarownik Iwanow
    • Weźmisz czarno kure...
    • Zagadka Kuby Rozpruwacza
    • Wieszać każdy może
    • Homo bimbrownikus
    • Trucizna
    • Konan Destylator
    • Karpie bijem

    Cykl Kuzynki

    • Tom 1: Kuzynki
    • Tom 2: Księżniczka
    • Tom 3: Dziedziczki
    • Tom 4: Zaginiona

    Cykl Pan Samochodzik

    Andrzej Pilipiuk wydał też w latach 1999-2005, pod pseudonimem Tomasz Olszakowski, 19 tomów kontynuacji przygód Pana Samochodzika:

    • Pan Samochodzik i... Arka Noego
    • Pan Samochodzik i... rubinowa tiara
    • Pan Samochodzik i... tajemnice warszawskich fortów
    • Pan Samochodzik i... zaginiony pociąg
    • Pan Samochodzik i... sekret alchemika Sędziwoja
    • Pan Samochodzik i... zaginione poselstwo
    • Pan Samochodzik i... łup barona Ungerna
    • Pan Samochodzik i... zagubione miasto
    • Pan Samochodzik i... wynalazek inżyniera Rychnowskiego
    • Pan Samochodzik i... potomek szwedzkiego admirała
    • Pan Samochodzik i... ikona z Warszawy
    • Pan Samochodzik i... Czarny Książę
    • Pan Samochodzik i... więzień Jasnej Góry
    • Pan Samochodzik i... brązowy notes
    • Pan Samochodzik i... Adam z Wągrowca
    • Pan Samochodzik i... diable wiano
    • Pan Samochodzik i... mumia egipska
    • Pan Samochodzik i... Relikwiarz świętego Olafa
    • Pan Samochodzik i... Zamek w Chęcinach

    Cykl Norweski dziennik

    • Tom 1: Ucieczka
    • Tom 2: Obce ścieżki
    • Tom 3: Północne wiatry

    Cykl Oko Jelenia

    • Droga do Nidaros
    • Srebrna Łania z Visby
    • Drewniana Twierdza
    • Pan Wilków
    • Triumf Lisa Reinicke
    • Sfera Armilarna
    • Sowie zwierciadło

    Cykl Wampir z...

    • Wampir z M-3
    • Wampir z MO
    • Wampir z KC

    Źródło: Wikipedia

  • Program Fantasmagorii 2020 już dostępny!

    Pojawił się już program tegorocznej Fantasmagorii, konwentu organizowanego w Gnieźnie w dniach 7–9 lutego. Każdy miłośnik fantastyki znajdzie tu coś dla siebie: prelekcje, filmy gry i konkursy.

    Cały plan jest poukładany według sal (tematycznie), więc bez problemu można znaleźć każdą atrakcję. W każdej części poświęconej osobnej sali (m.in. Larpowa, sala prelekcji, dotycząca Star Wars, Anime itd.) jest rozpisane, co i o której godzinie się odbywa. Program jest dostępny tutaj.

    A więcej info o wydarzeniu tu.

    Baner Fantasmagoria 2020

  • „Wiedźmin” sukcesem Netflixa - serial bije rekordy platformy

    „Wiedźmin” z pewnością był najgłośniejszym i najbardziej wyczekiwanym serialem 2019 roku, co pokazują statystki oglądalności. Produkcja o zabójcy potworów przyciągnęła przed ekrany 76 milionów subskrybentów w ciągu miesiąca. Dało jej to pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych tytułów Netflixa. Zdobyła też podium wśród seriali, pokonując 3 sezon „Stranger Things”.

    Co to oznacza dla samej platformy? Przede wszystkim wzrost akcji, które przewyższyły nie tylko Disneya i Amazona, ale nawet Apple'a. To jednak nie koniec rekordów – nie oszczędzono również na marketingu i promocji. „Wiedźmin” był pod tym względem najlepiej dofinansowaną produkcją w historii. Spółka wydała na ten cel ponad 879 milionów dolarów. Zwiększyła się również liczba jej abonentów – do 176 milionów.

    A co to oznacza dla nas, szarych odbiorców? Z pewnością możemy liczyć na to, że Netflix nie pokusi się o utratę swojej kury znoszącej złote jaja i w 2020 oraz 2021 roku przeznaczy więcej pieniędzy na przygotowanie kolejnych sezonów „Wiedźmina” i innych tytułów, podnosząc ich jakość.

    wiedzmin serial logo

  • Monety z „Wiedźmina” dla Fundacji Hospicyjnej

    Mennica Gdańska wydała dwie monety o tematyce „Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego. Jest też jedyną mennicą na świecie, która otrzymała od autora licencję na ich produkcję. To wielka gratka dla fanów „Wiedźmina” i kolekcjonerów monet.

    Każda osoba, która dokona zakupu, ma możliwość pomóc opiekunom ciężko chorych osób. Do końca stycznia trwa promocja na monety, a środki z ich sprzedaży częściowo pomogą Fundacji Hospicyjnej.

    Środki zebrane z akcji zostaną przeznaczone na wsparcie opiekunów rodzinnych i zapewnienie bieżącej opieki w domach ciężko chorych osób, planowana jest też budowa Centrum Opieki Wytchnieniowej, które będzie mogło zaopiekować się 90 rodzinami. Więcej o całej akcji możecie przeczytać tutaj.

    Na konto Fundacji wpłynie 100 zł ze sprzedaży mniejszej monety i 1000 ze sprzedaży kilogramowej. Przy zakupie przez internet w uwagach wystarczy wpisać hasło Fundacja Hospicyjna, a przy zakupie telefonicznym należy je podać obsłudze sklepu.

    Pierwsza moneta wybita jest ze srebra próby 999 i waży 62,2 gramy, ma nominał 5 dolarów. Do końca stycznia można ją kupić w cenie 1399 zł. Rewers przedstawia Geralta i Yennefer, którzy próbują uratować barda Jaskra, walcząc z Dżinem. Wiedźmiński miecz jest zdobiony czystym złotem, a Yennefer trzyma kolorową kulę wydrukowaną za pomocą drukarki 3D. Na awersie widać miecze Geralta na tle sali z Cintry. Pudełko na monetę ma nadruk Wilka, symbol cechu Wiedźmina. Ta moneta ma nakład 300 sztuk.

    Druga moneta o średnicy 100 mm waży kilogram i ma nominał 50 dolarów. Jej koszt to 13 999zł. Jej rewers przedstawia scenę z Calanthe, królową Cintry, i Jeżem Erlenwaldu który oświadcza, że chce pojąć Pavettę, córkę królowej, za żonę. Scena pochodzi z opowiadania „Ostatnie Życzenie”. Na awersie zobaczyć można moment przyjazdu Geralta do Cintry. Moneta zdobiona jest dwoma agatami, przechowywana w drewnianej szkatułce z grawerem o kolorze niebieskim. Kilogramowa moneta została wydana w nakładzie 200 sztuk.

    Monety z Sagi Wiedźmin

  • Współczesny „Beowulf”? – „Dziedziczka jeziora” Marii Dahvany Headley pod patronatem!

    Dziedziczka jezioraWilla wiedzie spokojne, pozbawione zmartwień życie jako żona dziedzica Herot Hall – swój czas poświęca opiece nad synem Dylanem, spotkaniom z innymi matkami, uczęszczaniem na przyjęcia urodzinowe i urządzaniem podwieczorków. Herot Hall, pełne dobrobytu, zdaje się być idealnym miejscem do życia. Pozory lubią jednak mylić i dla okolicznych mieszkańców to urocze miasteczko jest istną twierdzą, której strzegą niezliczone bramy, kamery i fotokomórki.

    W jaskini poza granicami miasta żyje z kolei Dana, która jest kompletnym przeciwieństwem Willi. To weteranka wojenna, próbująca przetrwać wraz z niechcianym i nieplanowanym synem Grenem.

    W końcu drogi Grena i Dylana krzyżują się i chłopcy podejmują decyzję o wspólnej ucieczce. Wtedy też splatają się losy Willi i Dany. Żadna z nich jednak nie wie, że Herot Hall otacza się zabezpieczeniami, by odgrodzić się właśnie od Grena.

    „Dziedziczka jeziora” jest współczesną adaptacją „Beowulfa”, opowiedzianą z perspektywy matki Grendela.

    Premiera książki już 12 lutego.

  • Premiera „Cyberpunk 2077” przesunięta o pół roku

    Wczoraj wieczorem CD PROJEKT RED na swoim Twitterze wydał komunikat, z którego wynika, że premiera gry zostaje przesunięta na 17 września 2020 roku. Jak podają REDZI, gra jest już w zasadzie skończona i grywalna, ale wymaga szlifów i poprawek. Studio nie chce wydawać tytułu, który nie jest „kompletny”.

    Pełna treść komunikatu poniżej:

    Chcielibyśmy Państwu przekazać ważne informacje dotyczące daty wydania gry Cyberpunk 2077.

    Dzisiaj postanowiliśmy przesunąć premierę z kwietnia na 17 września 2020.

    Gra jest kompletna i można ją przejść od początku do końca, czeka nas jednak jeszcze wiele pracy.
    Night City jest ogromne, zróżnicowane i pełne przygód; biorąc pod uwagę jego skalę i złożoność uznaliśmy, że potrzebujemy więcej czasu, aby zakończyć testowanie, usunąć usterki i nadać grze ostateczny szlif. Chcemy, aby Cyberpunk 2077 był ukoronowaniem naszej pracy na obecnej generacji konsol. Dzisiejsza decyzja da nam kilka cennych miesięcy, których potrzebujemy, by gra mogła zasłużyć na miano doskonałej.

    Będziemy Państwa regularnie informować o naszych postępach.

    Do zobaczenia w Night City!

    Pod tekstem podpisali się Marcin Iwiński (CO-FOUNDER) oraz Adam Badowski (HEAD OF STUDIO).

    Czy jest to dobry ruch ze strony CD PROJEKT RED? Lepiej chyba wydać lepszy produkt później, niż poprawiać go już „na produkcji”, jak to mają w zwyczaju niektórzy wydawcy.

    cyberpunk 2077

  • Zmarł Christopher Tolkien, syn J.R.R. Tolkiena

    Dzisiaj, 16 stycznia, zmarł Christopher Tolkien. Odszedł z nieznanych przyczyn w wieku 95 lat.

    Był najmłodszym z trójki synów J.R.R. Tolkiena. Po śmierci ojca to on zajmował się edycją i publikacją jego niedokończonych dzieł. Skompletował i zredagował zapiski m.in. z „Slimarillionu”, dwunastotomowej „Historii Śródziemia”, powieści „Beren i Lúthien” oraz „Dzieci Húrina”. Stworzył również szczegółową mapę Śródziemia, opublikowaną we „Władcy Pierścieni”. W 2016 roku otrzymał Medal Bodlajański za wybitny wkład w literaturę, kulturę, naukę i komunikację, przyznawany przez Uniwersytet Oxfordzki.

    Do niego też należały prawa autorskie do dzieł opublikowanych po śmierci ojca. Wszelkie restrykcje co do ich potencjalnych ekranizacji wygasają 70 lat odejściu właściciela.

    Christopher Tolkien

  • Recenzja książki: „Miłość bogów" - Rafał Dębski

    Tytuł książki

    Rafał Dębski - „Miłość bogów”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Fabryka Słów
    Liczba stron: 368
    Cena okładkowa: 42,90 zł

    Do trzech razy sztuka! Rafał Dębski powrócił, a wraz z nim ostatni tom trylogii „Piastowskie fantasy”. Akcja powieści przenosi nas do średniowiecza, gdzie poznajemy najstarszego syna Bolesława Krzywoustego, Władysława zwanego Wygnańcem. Jego losy oraz przygody tworzą tło dla powieści, a miejscem wydarzeń została tym razem Saksonia, w której po przegranej walce z braćmi osiadł Wygnaniec.

    Nieznajomość poprzednich tomów nie wpłynie znacząco na lekturę obecnego. W całej książce jest zaledwie kilka nawiązań do wydarzeń z „Kiedy Bóg zasypia” czy „Jadowitego Miecza”. Jednak ci, którym te pozycje nie są obce, mogą wyłapać kilka smaczków, a nawet zdziwić się obecnością w głównej akcji postaci, które wcześniej uchodziły za poboczne. Jest to dobra wiadomość dla osób, które niekoniecznie chciałyby zagłębiać się w całą serię.

    Dla znających poprzednie części dużą zmianą będzie też klimat ostatniej części. Ja sama z pewną ulgą przyjęłam jego spokojniejszą wersję, bo, w przeciwieństwie do wcześniejszych tomów, w tym nie mamy żadnych wojen czy sporów politycznych. Nie ma rzezi, zbiorowych walk czy dynamicznych potyczek. Dębski skupił się na bardziej prostych problemach, a dokładniej dworskich konwenansach, intrygach i romansach. Dużym zaskoczeniem był dla mnie rozbudowany wątek miłosny, którego się nie spodziewałam, a który idealnie współgrał z fabułą i dodawał jej powiewu świeżości. Sama fabuła jest dość tajemnicza i rozwija się powoli. Przez długi czas daje nam tylko i wyłącznie rosnącą masę pytań, i nawet zakończenie nie przynosi odpowiedzi na wszystkie z nich. Tego typu otwarte zakończenia są ciekawe, ale jednocześnie pozostawiają niedosyt.

    Pomimo zmian klimatu powieści, postacie pozostały takie jak poprzednio – dobrze wykreowane, zróżnicowane i wyraziste. Autor nie pożałował im przemian, temperamentu, osobistych dramatów czy chwil na osobiste przemyślenia. Wciąż nie potrafią one pozyskiwać zwolenników, wpadają w kłopoty i nie zawsze wychodzą z nich cało. Mnie właśnie ten sposób kreowania postaci przyciąga najbardziej. Do takiego bohatera łatwo jest się przywiązać i zaciekawić jego losami. 

    Naprawiono też kilka błędów z poprzednich części. Tym, czego mi zabrakło była magia. Wcześniej została przedstawiona skąpo i skupiała się głównie na potworach i makabrycznych rytuałach oraz opisie dokonywanych przez nich mordów. Tu jest podobnie, ale w mniejszym stopniu, a obok potworów stoją tu bóstwa, przesądy i zwyczaje.  Dostajemy też informację o tym, jak wielki miały one wpływ na życie dworskie, a nawet decyzje władców.

    Mało płynne przejścia między wątkami, które dokuczały mi w „Jadowitym Mieczu”, zniknęły. Historie poszczególnych postaci tym razem łączą się i uzupełniają. Losy bohaterów przedstawione są jako ciąg przyczyn i skutków, tego, jak wielkie konsekwencje ma jeden czyn czy też decyzja, a nawet nieszczęśliwie skierowane uczucie. Ścieżki postaci nieraz się krzyżują, co zostało przedstawione w sposób  czytelny i zrozumiały. Przemyślenia i wspomnienia bohaterów pozwalają zrozumień nie tylko ich charakter, ale i to, co kieruje nimi podczas przygód.

    Pomimo tych wszystkich cech, nie jest to książka, którą byłabym w stanie przeczytać jednym tchem. Były w niej sytuacje, przy których musiałam się na chwile zatrzymać, przeanalizować je, i dopiero kontynuować lekturę.

    Każdy rozdział bardziej pobudza ciekawość, a historyczna prawda przeplatająca się ze słowiańską magią hipnotyzuje umysł. Wykreowany przez Rafała Dębskiego świat urzeka dbałością o szczegóły i realia epoki, a wizja wciąż czającego się gdzieś w cieniu niebezpieczeństwa wywołuje dreszcze. Niepowtarzalny klimat powieści zdecydowanie pozostanie mi na długo w pamięci i serdecznie polecam tę książkę każdemu, kto szuka dobrej polskiej fantastyki.

  • Marvelowy człowiek-nietoperz w natarciu - trailer „Morbiusa” w sieci!

    Marvelowi nigdy dosyć nowych historii i bohaterów. Poza tymi wielkimi i znanymi z „Avengersów” i filmów o poszczególnych bohaterach drużyny mamy także nieco mniej znane postacie. Jedną z nich jest Morbius – człowiek-nietoperz, ale jeżeli widzicie tutaj nawiązanie do Batmana, to spieszymy z wyjaśnieniem, że nietoperze to chyba jedyne, co łączy te postacie. Pierwszy trailer nowego dzieła twórców nowego „Spider-Mana” jest już dostępny w sieci i możecie go zobaczyć poniżej. Podoba Wam się nieco mroczniejsza wersja przygód niezwykłych nadludzi?

    morbius marvel trailer

  • Wywiad z pisarzem - Arkady Saulski

    arkady saulski

    Arkady Saulski

    Rok urodzenia: 1987
    Miasto pochodzenia: Gdynia
    Rok pierwszej wydanej książki: 2016
    Fanpage: Arkady Saulski - Kolonia Literacka

     

     

    Wywiad

    Paweł Richert, Pożeracz Światów: Nie lubisz, gdy nazywa się Ciebie pisarzem, wolisz być „autorem książek”. Jak godzisz pracę dziennikarza ekonomicznego z powieściopisarstwem?

    Arkady Saulski: Nie godzę (śmiech). To znaczy – dziennie piszę od kilkunastu do kilkudziesięciu stron… Tylko że nie są to strony powieści, lecz artykułów, które piszę w ramach życia zawodowego, głównie dotyczące ekonomii, transportu, gospodarki morskiej, segmentu gamingowego, czasami historii gospodarczej. Na pisanie mam czasu niewiele, dlatego staram się wykorzystywać każdą chwilę, aczkolwiek nie jest to łatwe, bo jednak po ośmiu, dziesięciu godzinach pisania tekstów ekonomicznych niełatwo się przestawić na literaturę, ale coś tam staram się jednak robić. Mimo to należę do autorów, którzy piszą wolno, zdecydowanie za wolno jak na mój gust, ale co zrobić, realiów nie przeskoczę. Zapewniam czytelników, że jak wygram milion w „totka”, to będę pisał częściej, na ten moment muszą uzbroić się w cierpliwość. A co do kwestii „autor czy pisarz”, hmm, zdecydowanie „autor”. Wydałem trzy książki i wszyscy z uporem określają mnie mianem pisarza. Donald Tusk wydał czternaście książek i jakoś nikt nie nazywa go pisarzem, choć przecież były premier ma w tym zakresie znacznie większe osiągnięcia ode mnie. Dlatego wolę jednak pozostać przy dyplomatycznym „autorze” – jak kiedyś wydam dwadzieścia pozycji i będę żył z pisania, to rozważę zmianę określenia (śmiech).

    PR: Opowiadania postapo, historyczne, groza, powieści science fiction i fantasy – jakim jeszcze gatunkiem nas zaskoczysz? Zmierzasz w jakimś nowym kierunku czy może planujesz dalszy ciąg Kronik Czerwonej Kompanii/Serca lodu?

    AS: Gdy byłem młodszy, ze sceptycyzmem podchodziłem do autorów skaczących od gatunku do gatunku, uznając, że pisarz powinien wyspecjalizować się i osiągnąć mistrzostwo najpierw w jednym segmencie… Po czym przyszło co do czego i już na etapie opowiadań w latach 2010-2016 skakałem od jednego klimatu do drugiego (debiutowałem zresztą w „Nowej Fantastyce” u Macieja Parowskiego jako autor… grozy!). Jestem więc niekonsekwentny, przyznaję. A co do gatunków, cóż, mniej więcej od gimnazjum, kiedy ukształtował się mój fantastyczny gust, mam trzy ulubione: fantasy, postnuklear, cyberpunk. Czasem przychodzą mi do głowy pomysły na opowiadania czy książki w innych klimatach niż wymienione, więc staram się siadać do nich w ramach ćwiczenia stylu (tak powstał dwutomowy cykl o Czerwonej Kompanii). Z fantastyki zawsze najbardziej chciałem pisać fantasy, przygotowywałem się do tego mentalnie przez kilka lat, ale dopiero w 2018 roku udało się napisać pierwszą powieść w tym klimacie, czyli „Serce Lodu”. Aczkolwiek zawsze to podkreślałem i podkreślam – moim absolutnie ukochanym gatunkiem jest western, i tak po prawdzie to ja zawsze piszę westerny, tylko umiejscowione w realiach czy to kosmicznych, czy fantasy (śmiech). A co do dalszych planów? Czerwona Kompania to na obecną chwilę sprawa zamknięta. Wola kontynuacji z mojej strony jest, ale cykl cieszył się zbyt małym zainteresowaniem rynkowym, by którykolwiek wydawca rozważał jego dalsze pociągnięcie. No i trudno, biznes jest biznes, nie mam żalu, płyniemy dalej. Na pewno chętnie napisałbym coś jeszcze w gatunku fantasy, bo tu pomysłów nie brakuje, aczkolwiek na pewno nie byłby to „drugi tom” poprzedniej książki czy ścisły ciąg dalszy – tego typu cykle mnie samego odstraszają jako czytelnika, więc nie chcę skazywać własnego odbiorcy na podobne odczucia. Raczej będzie to nowa opowieść, z nowymi bohaterami, rozgrywająca się w tym samym świecie, bo jest to koncepcja najbardziej do mnie przemawiająca, a niestety w segmencie polskiej fantasy praktycznie nieobecna.

    PR: Jak układa się współpraca z wydawcami?

    AS: Lepiej niż dobrze! Wchodząc do literatury słyszałem zaiste mrożące krew w żyłach historie o relacjach pisarz-wydawca, i muszę stwierdzić, że w moim przypadku absolutnie nigdy nie miało to miejsca. Zarówno z Drageusem, jak i z Fabryką Słów współpracowało i współpracuje mi się bardzo dobrze! Wydawcy wyrażają zrozumienie dla mojego widzenia literatury, ja staram się zaś wychodzić naprzeciw ich oczekiwaniom względem tego, co i jak piszę. Jest dobrze, mam wielkie szczęście, że trafiłem akurat tam, gdzie trafiłem.

    PR: Aktywnie obserwujesz rynek gier komputerowych. Czy nie kusi Cię, by napisać powieść w uniwersum jakiejś znanej produkcji? Jak to wygląda od strony praw autorskich? Czy podobnie jak w fanfikach do gier fabularnych?

    AS: Fanfik? Zdecydowanie nie! Wolę tworzyć własne światy, aczkolwiek zdarza mi się czytać z zainteresowaniem na przykład książki z uniwersum Zony. Co do praw autorskich to jest to indywidualna kwestia podejścia danej firmy – jedne nie dopuszczają nawet do tworzenia niekomercyjnych fanfików ze światów swych produkcji, inne są bardziej otwarte. Co do gier fabularnych, to w tym roku istotnie napisałem trzy opowiadania, których akcja rozgrywała się w światach stworzonych przez Games Workshop – było to związane z wydarzeniem Odlhammer Weekend w Warszawie. Tutaj sprawa była dość klarowna i dla organizatorów, i dla GW, i dla mnie: teksty nie miały charakteru komercyjnego, podobnie jak samo wydarzenie – był to event czysto, powiedzmy, towarzyski, fanowski, toteż nie mieliśmy żadnych problemów z uzyskaniem stosownych zgód. Hmm, teraz wychodzi na to, że istotnie jednak pisałem fanfik, ale był to ewenement, jednorazowe wydarzenie i tekst napisany na prośbę bardzo fajnej ekipy (którą przy okazji z tego miejsca pozdrawiam!).

    PR: Często uczestniczysz w konwentach – MiniCon, Smokon czy Krzyżakon, czy spotkania w gronie fandomu jakoś wpływają na proces twórczy, stanowią inspirację?

    AS: Nie, no bez przesady – rok 2019, zapewne w związku z debiutem w Fabryce Słów był dla mnie intensywny konwentowo, ale tak to raczej nieczęsto bywam na takich spotkaniach. Aczkolwiek są imprezy, które, jeśli mogę, staram się wspierać moją obecnością. Na pewno takim konwentem był krakowski Smokon, bardzo sympatyczna impreza, na której straciłem konwentowe dziewictwo. Krzyżakon to świetne spotkanie na malborskim zamku, zaś gdyńska ekipa Miniconu wykonuje naprawdę wspaniałą robotę i myślę, że w kilka lat Pasja Minicon będzie jedną z najważniejszych imprez tego typu w Polsce. A czy wpływa to na proces twórczy? Zdecydowanie, choćby dlatego, że przez konwenty mam jeszcze mniej czasu na pisanie (śmiech). A serio, to lubię spotykać się z konwentowiczami, rozmawiać, dzielić opinie, uwagi, to bardzo sympatyczne. Budowanie relacji jest ważne, dużo zyskuję dzięki takim wydarzeniom i zawsze jestem za nie wdzięczny.

    PR: Czerwona kompania obfitowała w whisky, w „Sercu Lodu”, jak przystało na świat fantasy, było piwo. Alkohol jako niebagatelny czynnik społeczny, czy spodziewać się jakichś nowych trunków w nadchodzącej twórczości? Czy to już zamknięty akcent?

    AS: Paradoksem jest to, że im mniej piję, tym więcej piszę o piciu. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, dlaczego wplatam tego typu wątki do swoich książek. Lubię dobrą whisky, to prawda, ale preferuję Kentucky Bourbon. Co do piw, to niestety w Polsce trudno znaleźć w tej chwili coś naprawdę wartościowego, choć obecność piw rzemieślniczych sprawia, że sytuacja i tak jest lepsza niż była tę dekadę temu. Obecność trunków w literaturze traktuję jako kolejny element wprowadzenia życia do światów, które tworzę. Staram się, by były to miejsca wiarygodne, w których ludzie, oprócz tego, że przeżywają wielkie przygody, podróżują w kosmosie, walczą z potworami i odnajdują starożytne artefakty, to też… żyją. Jedzą, śpią, ubierają się, handlują i piją. Handel, tak w Czerwonej, jak i „Sercu...” opisałem, mam wrażenie, równie dalece i szczegółowo, a jednak wszyscy zwracają uwagę na ten alkohol. Może dobra whisky jest bardziej „sexy” od sprawnie wynegocjowanej umowy kupna-sprzedaży? Nie wiem, ale jeśli czytelnik identyfikuje dzięki temu moją literaturę wśród szeregu innych książek, rozpoznaje ją, cóż, bardzo mnie to cieszy. A jak ma ochotę ją czytać przy kominku ze szklanką wypełnioną Lagavulin, Jackiem Danielsem albo Busmillsem (chyba moim ulubionym), to jestem, jako autor, zaszczycony.

    Wywiad przeprowadzony przez blog Pożeracz Światów.

    Wydane dotychczas pozycje (w chwili publikacji wywiadu):

    Kroniki Czerwonej Kompanii:

    1. Czarna kolonia
    2. Wilk

    Samodzielne powieści:

    1. Serce lodu
  • Warszawskie Targi Fantastyki 2020 pod patronatem!

    Kolejna, wiosenna edycja Warszawskich Targów Fantastyki odbędzie się już 21-22 marca 2020 roku w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy w Warszawie przy ul. Brackiej 25.

    Organizatorzy zapraszają na intensywne dwa dni wypełnione spotkaniami z pisarzami i grą w planszówki i karcianki. Każdy fan fantasy, steampunku, postapo czy anime znajdzie tu coś dla siebie. Bramy Morii pozwolą odwiedzić świat Tolkiena, będzie można też stworzyć śliczne origami i narysować coś fantastycznego, a Strefa Relaksu pozwoli nabrać sił przed dalszym zwiedzaniem Targów. Na sobotę planowany jest koncert na powitanie Wiosny. Na Targach będzie można znaleźć też wiele stoisk z książkami, plakatami, figurkami, ręcznie wykonaną biżuterią i innymi gadżetami.

    Bilety będzie można kupić przez cały okres trwania Targów w kasach przy wejściu do budynku. Bilet normalny kosztuje 10 zł, a ulgowy – 5 zł. Dzieci do lat 7 wchodzą za darmo.

    Od osób poniżej 18 roku życia jest wymagana pisemna zgoda rodzica (do pobrania na stronie WTF), a młodzi do 13 roku życia mogą przebywać na terenie Targów wyłącznie pod opieką rodzica.

    Można też zgłaszać się do pomocyprzy Targach lub wystawić własne stoisko.

    Baner Warszawskich Targów Fantastyki 2020

  • Jak napisać książkę? Autor ma dla ciebie radę!

    Od momentu, gdy wydałem pierwszą książkę, sporo osób zgłosiło się do mnie z zestawem dość podobnych pytań. Jak wydać? Jak pisać? Co zrobić, by zaistnieć? Do tego tak w skrócie sprowadzają się liczne pytania innych młodych autorów, w znaczącej większości będących jeszcze długo przed debiutem.

    maszyna do pisania

  • Netflix przywraca do życia He-Mana!

    Czy pamiętacie jeszcze He-Mana z jego charakterystycznym strojem (wiele go nie było) i okrzykiem „Na potęgę posępnego czerepu!”? Był bohaterem niezwykle popularnej animacji w latach 80. Netflix nie próżnuje i wskrzesza kolejne znane marki, w tym właśnie He-Mana. Zapowiedziano serial o przygodach dzielnego bohatera – „Master of the Universe: Revelation” – który będzie bezpośrednią kontynuacją zeszłomilenijnej produkcji. To jednak nie koniec wieści. Planowany jest także reboot oryginalnej serii „He-Man i Władcy Wszechświata”, więc w zasadzie dostaniemy równolegle dwa seriale (oby tylko w odpowiedniej kolejności).

    he man netflix

  • Wyjątkowe wydanie sagi „Wiedźmin" już w sprzedaży!

    Na polskim rynku pojawiło się wiele wydań sagi o przygodach o Wiedźminie. Dostaliśmy wydania w twardej oprawie, miękkiej, inspirowane grą, filmem... Słowem - do wyboru, do koloru. 13 grudnia w księgarniach pojawiła się jednak zupełna nowość, mianowicie wydanie w miękkiej oprawie, inspirowane Netflixowym serialem. Na minimalistycznych, czarnych okładkach zobaczymy symbole, które pojawiały się tu i ówdzie w różnych filmach i grafikach promocyjnych, między innymi wiedźmiński medalion. Pierwszy tom dodatkowo zaopatrzony jest w obwolutę z grafiką z serialu, którą bez problemu można zdjąć i cieszyć się jednolitą kolekcją. 

    Za całą sagę trzeba będzie jednak słono zapłacić. Cena regularna kompletu wynosi 517 złotych, ale niektóre księgarnie oferują je już za około 300-400 zł. W skład cyklu wchodzą zbiory opowiadań „Ostatnie życzenie" i  „Miecz przeznaczenia", powieść  „Sezon Burz" i pięć tomów przygód Geralta i Ciri. 

    Wydanie serialowe Wiedźmina

  • Wywiad z pisarzem - Andrzej Ziemiański

    andrzej ziemianski

    Andrzej Ziemiański

    Rok urodzenia: 1960
    Miasto pochodzenia: Wrocław
    Rok pierwszej wydanej książki: 1987

     

     

     

     

    Wywiad

    Arkady Saulski: Saga o Virionie dociera wraz z ostatnią książką do finału, a Pan może pochwalić się zamknięciem kolejnego cyklu w świecie Achai. Moje pierwsze, być może banalne pytanie brzmi: co dalej? Zaś drugie – czy pisząc pierwszą „Achaję” spodziewał się Pan, że zabrnie w ten świat, jego historię i losy tych bohaterów tak głęboko?

    Andrzej Ziemiański: No i widzi Pan, ze mną tak zawsze jest. Chciałem być wolnym człowiekiem, bez zobowiązań, a tu Virion krzyczy, że jego historia nie jest skończona, że mam opowiadać dalej. I w dodatku znalazł sojuszników w osobach moich wydawców, którzy wtórują mu gromkimi głosami: pisz dalej Viriona! No i co ja mam zrobić? Historia szermierza natchnionego rzeczywiście skończona nie jest. Te cztery tomy to tylko opowieść o młodości Viriona, nic więcej. Jeszcze nie pokonał legionu Moy, jeszcze nie spotkał Achai. Będę więc musiał poddać się woli czytelników, którzy również chcą dalszego ciągu, i napisać, co wydarzyło się dalej.
    A pisząc „Achaję”, miałem w głowie ogólny zarys całości aż do czasów współczesnych, czyli epoki późniejszej niż ta opisana w „Pomniku…”.

    AS: Choć najbardziej monumentalne pozycje, które wyszły spod Pańskiego pióra, wchodzą w skład „achajowego” uniwersum, to jednak nie lękał się Pan sięgania po inne gatunki. Czy można się spodziewać kontynuacji lub prequelu jakiegoś innego dzieła z przeszłości?

    AZ: To bardzo prawdopodobne. Czytelnicy na spotkaniach często domagają się kontynuacji opisu życia Toy. I przyznam, że ta postać również we mnie siedzi mocno i twierdzi, że jeszcze nie powiedziała wszystkiego o sobie. Nie wiem jednak, kiedy będę mógł usiąść do tego na poważnie. Dwa razy chodziła mi już po głowie kontynuacja, najpierw „Bomby Heisenberga”, potem „Autobahn nach Poznań”, i dwa raz nic z tego nie wyszło. Zresztą autostradę Wrocław - Poznań właśnie kończą budować. Może więc zamiast pisać kontynuację opowiadania warto poczekać trochę i zobaczyć na własne oczy, co będzie dalej…

    AS: „Pomnik Cesarzowej Achai” czy „Virion” to długie, skomplikowane cykle, nad którymi praca musiała być nie tylko intensywna, ale też wymagająca. Czy podczas pisania miewał Pan momenty, kiedy czuł Pan zmęczenie tym światem, tymi bohaterami? A może opowieść tak porywała, że nie było czasu na tego typu odczucia?

    AZ: Zmęczenia bohaterami nigdy nie czułem. Jeżeli coś mi się nie podoba, to kończę historię danego bohatera i zaczynam pisać o czymś innym. Ale częściej jest odwrotnie. Fascynacja danym bohaterem i jego możliwościami rośnie i wielokrotnie ci, którzy byli drugoplanowi, stają się nagle postaciami znaczącymi dla rozwoju fabuły.
    Natomiast jeśli opisy świata zaczynają mi wydawać się zbyt jednorodne, to generalnie wykonuję skok o tysiąc lat i już wszystko wygląda zupełnie inaczej.

    AS: Uniwersum „Achai” dość silnie oparte jest na okresie antycznym, ze szczególnym uwzględnieniem hellenistycznej i romańskiej części basenu Morza Śródziemnego. Jak wyglądał research podczas pisania? Czy były jakieś informacje historyczne, które szczególnie mocno wpłynęły na kształt tego świata? A może takie, które musiał Pan odrzucić, by zachowana została pierwotna wizja pisarza?

    AZ: Researchem jest całe moje życie. Antykiem interesowałem się od czasów młodości. Najpierw były powieści Witolda Makowieckiego „Diossos” i „Przygody Meliklesa Greka” (czy imię Melikles nie wydaje się czytelnikom „Viriona” znajome?). Potem jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, genialny, fantastyczny, najbardziej cool na całym świecie Joe Alex i jego „Czarne okręty” – gigantyczna powieść, która nauczyła mnie myśleć o antyku w kategoriach współczesności.
    A potem, w miarę dorastania pojawiło się „Sprzysiężenie” Johna Herseya – książka w formie listów, raportów rzymskiego policjanta, który szpiegował wrogów cesarza w ubikacji w termach, oraz „Upadek Agatona” Johna Gardnera – książka opisująca rodzinne kłótnie rozgrywające się w starożytnej Grecji prowadzone jak najbardziej współczesnym językiem.
    No i z całym tym bagażem poszedłem na studia, na architekturę, gdzie zaczęło się studiowanie antyku na poważnie. I nie kończy się do dziś.
    Dlatego na pytanie, jak długo trwał research, mogę odpowiedzieć jedynie: nie wiem. On jeszcze trwa.

    AS: Na koniec chciałem zapytać o moją osobistą ulubienicę: co dalej z Toy? Czy istnieje szansa, byśmy otrzymali o tej bohaterce równie rozbudowany cykl jak o bohaterach uniwersum Achai?

    AZ: Jak powiedziałem wyżej: Toy przychodzi do mnie często i dopomina się. Jest przecież jeszcze jedna uśpiona Valkiria, którą może otrzymać jej wróg. Są źli Rosjanie, którzy mimo niepowodzeń przez cały czas pracują nad swoimi implantami bojowymi. Cała masa nieprzyjaciół knuje i spiskuje aż dysząc, żeby zagrozić światu i być może już niedługo niepozbierana Toy będzie musiała go ratować.
    Nie wiem tylko, kiedy to nastąpi. Dajmy więc wrogom chwilę na stworzenie prawdziwego zagrożenia.

    Wydane dotychczas pozycje (w chwili publikacji wywiadu):

    Pojedyncze powieści:

    • Wojny urojone
    • Zabójcy szatana
    • Bramy strachu
    • Nostalgia za Sluag Side
    • Dziennik czasu plagi
    • Przesiadka w przedpieklu
    • Miecz Orientu
    • Toy wars
    • Breslau forever
    • Ucieczka z Festung Breslau
    • Das Building
    • Wzgórze zwane Cymbo
    • Żołnierze grzechu
    • Za progiem grobu

    Achaja

    • tom I
    • tom II
    • tom III

    Pomnik Cesarzowej Achai

    • tom I
    • tom II
    • tom III
    • tom IV
    • tom V

    Imperium Achai. Virion

    • Wyrocznia
    • Obława
    • Adept
    • Szermierz

    Zbiory opowiadań

    • Daimonion
    • Zapach szkła
    • Toy Wars
    • Pułapka Tesli

    Źródło: Wikipedia

  • Finalny zwiastun serialowego „Wiedźmina” – 8 dni do premiery!

    Do premiery Netflixowej adaptacji przygód wiedźmina Geralta, zwanego Białym Wilkiem, zostało zaledwie 8 dni. Już 20 grudnia serwis streamingowy przeżyje prawdopodobnie prawdziwe oblężenie. Z tej okazji, by podtrzymać zainteresowanie (tak jakby było to potrzebne), Netflix wypuszcza nowe materiały, prezentacje kolejnych bohaterów serialu oraz finalny zwiastun. Wszystkie materiały możecie obejrzeć poniżej, do czego gorąco zachęcamy!

  • Mordimer Madderdin powraca

    przekletekrainyMordimer Madderdin wreszcie doczekał się kolejnej odsłony swoich przygód. Każdy, kto tęsknił za tym marudzącym i narzekającym sługą Świętego Officjum, może znów spotkać Mordimera, tym razem na kartach powieści „Ja, Inkwizytor. Przeklęte krainy”, która ukazała się pod patronatem Konwentów Południowych.

    Recenzję tego tytułu znajdziecie oczywiście na naszej stronie, a dokładnie tutaj.

  • Wkrocz w nowy rok z planszówkami i fantastyką – Konwent Miścon pod patronatem!

    W Polsce wydarzeń kulturalnych związanych z fantastyką nie brakuje, Przemyśl zdaje się jednak mocno odstawać pod tym względem na tle reszty kraju. Z pomocą przychodzi Miścon – jednodniowe wydarzenie dedykowane fanom fantastyki i gier analogowych, organizowane w ramach projektu Zwolnieni z Teorii. Miścon odbędzie się 29 lutego w II LO w Przemyślu. A co na nim znajdziemy?

    Przede wszystkim pokaźny games room przygotowany przez GraTy i zawierający około dwustu tytułów, sesje RPG, panele dyskusyjne i prelekcje, strefę handlową oraz LARP. Odbędzie się również spotkanie z lokalną autorką.

    Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny

    Banner Miśconu

  • Relacja z konwentu: Falkon 2019

    Istnieją takie wydarzenia, które organizowane są w danym mieście od tak długiego czasu, że właściwie stają się jego solidną częścią. Nie inaczej jest z Falkonem. Ten lubelski konwent, który już po raz dziewiętnasty wpisał się w historię miasta, odbył się w dniach 8-10 listopada na terenie Targów Lublin.

  • Wywiad z pisarzem - Michał Gołkowski (ponownie)

    Wywiad Michał Gołkowski

    Michał Gołkowski (ponownie)

    Rok urodzenia: 1981
    Miasto pochodzenia: Sochaczew
    Rok pierwszej wydanej książki:2013 
    Fanpage: Michał Gołkowski - ofiszyl fanpejcz

     

     

     

    Wywiad

    Arkady Saulski: Właśnie zakończył Pan prawdziwie monumentalną trylogię „Bramy ze Złota”. Nie zwalnia Pan tempa, bowiem już zapowiedział kolejną powieść z cyklu „Stalowe Szczury”, rozgrywającą się w alternatywnym uniwersum I wojny światowej. Skąd zainteresowanie historią?

    Michał Gołkowski: Historia zawsze była dla mnie tą ciekawszą, bo ukrytą częścią składową teraźniejszości. Wychowałem się w wielkim, starym domu, pełnym trzeszczących podłóg, dziwnych zakamarków, zakurzonych słojów i stojących wszędzie książek. Nie było miesiąca, żeby dziadek nie wykopał w ogródku czegoś z ziemi – a to monety z XVIII wieku, a to naboju do pierwszowojennego Mosina. Albo gwoździa od trumny, bo zdarzyło się raz i tak!
    Jestem potomkiem rodziny humanistów, miłośników języka i jego dziejów, którzy zawsze rozpatrywali książkę przez pryzmat czasów, w których powstawała, i równoległych z nią wydarzeń historycznych. Od małego czułem, że tego, co jest tu i teraz, jest niewspółmiernie mniej od rzeczy, które już były tam i kiedyś – a więc że historia jest o wiele obszerniejsza, jeśli nie wręcz ciekawsza niż teraźniejszość.
    Poza tym nikt, nikt nie jest w stanie wymyślić ciągu zdarzeń tak bardzo niesamowitego, niewiarygodnego, obłąkanego i zaskakującego jak to, co czasami dzieje się naprawdę. Najlepsze scenariusze pisze ponoć życie, więc wystarczy sięgnąć pomiędzy karty historii i znaleźć tam wszystko, co potrzebne. Tym bardziej, że historia zatacza koła, a my wyłącznie powtarzamy nowymi słowami te same opowieści.

    AS: Pisząc fabuły umiejscowione w okresach historycznych lub quasi-historycznych, z pewnością pracuje Pan na źródłach. Jak wygląda w Pana przypadku kwerenda? Czy natrafił Pan na jakieś źródła, które w toku pisania lub dalszych badań uznał za niewiarygodne lub przeciwnie – bardzo rzetelne a niedoceniane?

    MG: Nie wierzę w szykowanie się do pisania książki *przed* rozpoczęciem pracy.
    Jeśli miałbym w ogóle nie mieć pojęcia o danym okresie i miejscu – weźmy na ten przykład starożytne, albo i średniowieczne Chiny – to w ogóle bym nie brał się za pisanie o nim, bo musiałoby to być albo skrajną głupotą, albo zwyczajną butą, żeby wierzyć, że można rzetelnie zrobić coś, o czym nie wie się nic. Dlatego też zawsze zaczynam od miejsc i czasów, o których mam już jako taką wiedzę, a potem pogłębiam ją w trakcie, w miarę zapotrzebowania. W ten sposób unikam sytuacji, gdy znajduję coś, co uznaję za tak ciekawe, że koniecznie, nieodwołalnie, musowo chcę to pokazać czytelnikowi – bo wtedy ten ostatni nieodmiennie ma wrażenie, że autor próbuje zabłysnąć, olśnić go swoją wiedzą eksperta. Czytelnicy doskonale czytają nie tylko książkę, ale i jej twórcę, i bardzo szybko wyłapują takie chwile słabości.
    Wierzę natomiast w zarażanie ludzi swoją pasją. Nie próbuję pozycjonować siebie jako eksperta od czegokolwiek, bo ja nadal się uczę, uczę wraz z moim odbiorcą, ale zdecydowanie jestem w każdym wypadku pasjonatem danego tematu. Na tej zasadzie zakochałem się w Wielkiej Wojnie podczas pisania „Stalowych Szczurów”. Wcześniej, owszem, interesowała mnie, ale dopiero podczas robienia badań przy pisaniu książki zrozumiałem, jak cudownie obłąkany był to czas.
    Źródła są niewiarygodne z założenia, bo piszą je ludzie. Każdy bardziej obszerny tekst literacki musi być w taki czy inny sposób nacechowany poglądami, propagandą lub światopoglądem. Dla przykładu, większość kronik średniowiecznych „cierpi” na chroniczną dyskalkulię megalomańską, wyolbrzymiając liczbę walczących w bitwach i zamieszkujących miasta ludzi dziesięcio-, a najpewniej i dwudziestokrotnie.
    Najbardziej niedocenione źródło? Pochodzące z epoki minojskiej krótkie notatki kwatermistrzowskie znajdowane w pałacach Krety. Liczba wydanych oficerom hełmów, odebrane promienie do strzał, zamówione koła do rydwanów. Widać i czuć w tym ogrom oraz złożoność machiny gospodarczo-wojennej, jaką musiała stanowić wówczas ta ikonicznie wręcz piękna wyspa. Zdecydowanie preferuję teksty krótkie, robocze i techniczne od kronik czy peanów na cześć władców, bo to one najpełniej przekazują nam może i wąski, ale niezmiernie wymowny wycinek rzeczywistości.

    AS: W trylogii „Bramy ze Złota” przedstawia Pan rozmaite kultury umiejscowione na różnych szerokościach geograficznych. Badanie której z nich było najtrudniejsze?
    Szczerze mówiąc, nadal zagadką są dla mnie ludy Wielkiego Stepu. To pokłosie diametralnie odmiennej od naszej kultury, mentalności i religii, która przecież przez długi czas stała nie to, że u progu, ale wręcz w przedpokoju średniowiecznej Europy i zupełnie poważnie rozważała wejście w butach na salony!

    MG: Absolutnie zafascynowali mnie Ongurowie, czyli lud koczowniczy będący założycielem tak zwanego (nieszczególnie trafnie) Pierwszego Carstwa Bułgarskiego. Pozornie prymitywni nomadzi, którzy pod wodzą obdarzonego nietuzinkową wizją chana zdecydowali się rzucić wyzwanie samemu Imperium Rzymskiemu ze stolicą w Konstantynopolu – i na dość długi czas faktycznie dali radę przyćmić jego blask.
    Chan Terwel, bo to o nim mowa powyżej, miał być nieledwie postacią drugo- albo i trzecioplanową. Już czytając o nim czułem, że będzie kimś o wiele ważniejszym, zaś tworząc jego postać poczułem, że w zasadzie to jakby dobrze pomyśleć, to fajnie by było napisać osobną książkę – o nim samym.
    To właśnie takie smaczki, takie rodzynki w cieście sprawiają, że pisanie książek daje mi tyle radości i satysfakcji, bo jest to podróż, która nie kończy się nigdy.

    AS: Przed premierą „Świątyni na Bagnach” opisywał Pan, iż wiele miejsc nakreślonych w książce jest autentycznych. Czy mógłby Pan wskazać, o które lokalizacje chodzi?

    Och, oczywiście 😊
    Miejscem, które zainspirowało mnie do napisania samej „Świątyni na Bagnach” był tak zwany Krąg Galindów stojący w lesie pod Białą Piską – uroczym miasteczku, z którego wywodzi się cała rodzina od strony mojej ślicznej małżonki. Polecam każdemu wizytę tam i poczytanie o samym kręgu, bo już nawet historia jego odkrycia jest mocno niesamowita i potrafi zainspirować.
    Siłą rzeczy sama „Świątynia” dzieje się właśnie tam! Pośród bezdroży i mokradeł Puszczy Piskiej, na pagórkach i w ciemnych dolinach Mazur Garbatych, pomiędzy największymi jeziorami, z których – gdy dobrze poszukać – można znaleźć rzeczkę, która potem wpada do większej rzeki, toczącej swe wody ku morzu. Te miejsca istnieją naprawdę, trzeba tylko je znaleźć!

    AS: „Stalowe Szczury” eksplorują okres Wielkiej Wojny, zaś opowieść Zahreda pozwala Panu na podróż przez różne okresy historyczne. Lecz czy są okresy, o których chciałbym Pan napisać, ale jeszcze nie nadarzyła się okazja? Jeśli tak, to o jakie czasy mogłoby chodzić?

    Ojej, ojej! To może powiem, jakie są plany. Tak będzie łatwiej i prościej.
    Teraz jestem w trakcie eksplorowania dystopijnej, przyszłościowej wizji Federacji Rosyjskiej, więc zamiast obserwować przeszłość, zabawiam się ekstrapolowaniem przyszłości.
    Następne w kolejności są trzy powieści osadzone w XVI wieku, które poruszą temat podboju, a raczej holokaustu Meksyku dokonanego przez wojska Corteza, następnie powstania chłopskiego Floriana Geyera i wreszcie niesławnego Sacco di Roma, czyli złupienia Rzymu przez hiszpańskich kondotierów. Wspólnie stanowią trylogię „Świat we krwi”.
    Nieustająco mam w głowie całą fabułę „Ostatniego Cesarza”, czyli powieści stricte historycznej o dojściu do władzy, światłych rządach i w końcu śmierci ostatniego wielkiego i prawdziwego cesarza, czyli Manuela Komnena w drugiej połowie XII wieku w Konstantynopolu.
    Kusi mnie tchnieniem dżungli i zapachem świeżo suszonych liści herbaty „Krwawa Kompania”, a więc opowieść o poszukiwaniu ostatnich prawdziwych bogów pośród zapomnianych i opuszczonych miast XVIII-wiecznych Indii.
    Ja naprawdę mam więcej pomysłów niż czasu, żeby je spisywać w formie kolejnych książek 😊

    Wydane dotychczas pozycje (w chwili publikacji wywiadu):

    1. Cykl Siedmioksiąg grzechu
      Spiżowy gniew, Bogowie Pustyni, Bramy ze złota 1. Świątynia na bagnach, Bramy ze złota 2. Złote miasto
    2. Cykl .S.T.A.L.K.E.R.:
      Ołowiany świt, Drugi brzeg, Droga Donikąd, Sztywny, Powrót
    3. Cykl Stalowe Szczury:
      Błoto, Chwała, Konigsberg, Otto
    4. Cykl Komorniczy:
      Komornik, Komornik ++ Rewers, Komornik +++ Kant
    5. Powieść:
      Moskal.
    6. Antologie:
      Pióra Falkonu - Na nocnej zmianie, Idiota skończony