Fantastyka

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #35

    Urlop to dobra rzecz, gorzej jak jest przymusowy i nie do końca zaplanowany, no ale...mamy poniedziałek! Radujmy się zatem, bo przed nami kolejny tydzień, który aż kipi od atrakcji. Jakich? Tego dowiecie się z naszego Poniedziałkowego Flasha Konwentowego. A możecie wybierać między Wrocławskimi Dniami Fantastyki, Nejiro 8, Medalikonem, Grajewo Game Festival oraz Watconem. To jednak nie wszystko, bowiem w tym tygodniu czekają na Was również  dwa wydarzenia larpowe, a są nimi Ziemie Jałowe oraz Fort.

  • Relacja z konwentu Gostkon: Dwa dni z fantastyką

    Czwarta edycja gostyńskiego konwentu Gostkon już za nami. W tym roku wprowadzono dwie spore zmiany w stosunku do lat ubiegłych. Czy imprezie wyszło to na dobre? Zapraszam do artykułu.

  • Fort ogłasza program atrakcji

    Okres wakacyjny jest zdecydowanie nasycony konwentami i innymi wydarzeniami. Dowodem są choćby ostatnie Poniedziałkowe Flashe Konwentowe, zawierające po 5-8 imprez, a to przecież końcówka czerwca. Ty, razem chcemy przedstawić Wam program atrakcji LARP-a Fort, który odbędzie się już 5-9 lipca w Czyżowicach. Znajdziecie go w grafice poniżej (można kliknąć dla powiększenia).

    fort program

     

    Logo konwentu larpowego FORT

  • Polcon 2017 w Lublinie i patronat medialny

    Z dumą oznajmiamy, iż tegoroczny Polcon, który odbędzie się 24-27 sierpnia w Lublinie, za sprawą Lubelskiego Stowarzyszenia Fantastyki "Cytadela Syriusza" (odpowiadają oni także za Falkony, Nejiro, Dni Jakuba Wędrowycza oraz Lubelskie Dni Fantastyki), został objęty naszym patronatem medialnym. Jesteśmy zaszczyceni mogąc promować to niezwykłe wydarzenie na łamach naszego serwisu. W końcu Polcon jest najstarszym festiwalem fantastyki w kraju, który swój początek ma w 1985 roku.

    Będzie to już druga edycja pod skrzydłami Lublińskiej "Cytadeli Syriusza". Poprzednia miała miejsce w roku 2006, czyli 11 lat temu. Więcej o historii Polconów przeczytacie na stronie fandomu pod TYM ADRESEM. Nie jest ona zbyt piękna, ale to przecież nie o to chodzi w tym wszystkim. Najważniejsza w tym wypadku jest treść kolejnych podstron, z której zawartością naprawdę warto się zapoznać, jako że jest to kawał konwentowej historii w naszym kraju.

    Logo Polcon 2017 w Lublinie

  • Co nas czeka na Fornoście?

    Także i Fornost przedstawił program atrakcji dziesiątej edycji swojego wydarzenia. Mimo że do rozpoczęcia pozostał jeszcze miesiąc, już teraz będziemy mogli rozplanować swój czas na konwencie, a to wszystko za pomocą TEJ LISTY punktów programu.

    Logo Fornost X

  • Recenzja książki: Ben Counter - „Bitwa o Otchłań”

    bitwaootchlan

    Ben Counter - „Bitwa o Otchłań”

    copernicus corporationWydawnictwo: Copernicus Corporation
    Liczba stron: 416
    Cena okładkowa: 44,00 zł

    Stało się. Horus, ukochany syn samego Imperatora, zdradził, przechodząc na stronę Mrocznych Potęg i pociągając za sobą liczne zakony Adeptus Astartes. Jego postępek jednak nie od razu stał się dla wszystkich jawny – skrzętnie wykorzystali to Niosący Słowo, uczniowie prymarchy Lorgara Aureliana, przypuszczając zdradzieckie uderzenie na Macragge, stolicę sektora Ultramar i ojczyznę Roboute Guillimana, założyciela Ultramarines. To właśnie ich zdrada jest treścią najnowszej wydanej nakładem Copernicus Corporation pozycji z serii „Herezja Horusa” - oto „Bitwa o Otchłań” Bena Countera.

    Tytułowa Otchłań jest potężnym statkiem kosmicznym, zbudowanym w tajemnicy przez Adeptus Mechanicus i wyposażonym w broń zdolną do obracania w popiół całych flot, a nawet planet – teraz, pod komendą Zadkiela z Niosących Słowo, wyrusza w kierunku Ultramaru, by tam dołączyć do zmasowanego ataku żołnierzy Lorgara, mającego raz na zawsze wymazać z mapy twierdzę Trzynastego Legionu. W obliczu tych jakże ponurych okoliczności, swoje siły łączą Cestus z Ultramarines, wilczy strażnik Brynngar, Kosmiczny Wilk, Tysięczny Syn Mhotep, a także Skraal i jego świta Pożeraczy Światów, nieświadomych zdrady własnego zakonu. Marines, choć wywodzący się ze zwaśnionych ze sobą legionów, połączą siły wobec wspólnego zagrożenia i z pomocą nieustraszonej admirał Kaminskiej z Imperialnej Floty wyruszą w desperacki pościg za wrogim pancernikiem. Prócz okrętu o niespotykanej dotąd mocy i potworności rodem z Immaterium, lojaliści będą musieli zmierzyć się z nieznaną im wcześniej grozą – stawania do walki przeciw tym, których jeszcze niedawno nazywali braćmi.

    Historia opowiadana przez Bena Countera nie jest może najbardziej zawiła pod słońcem, ale opowiedziana została w taki sposób, że wciąga i trzyma w napięciu. Przyznaję, że musiałem na początku trochę się zmuszać do lektury – przynajmniej do momentu, w którym bohaterom udaje się przeniknąć na pokład Otchłani – później jednak, kiedy akcja nabrała rozpędu, trudno było odłożyć książkę i zająć się pilniejszymi sprawami. Jest kilka niespodziewanych zwrotów, które skutecznie przykuwają uwagę, a chociaż większość objętości powieści zapełniają opisy starć (te są akurat zupełnie niezłe, odpowiednio wyważone pomiędzy dynamiką i szczegółowością) i podniosłe dialogi typowe dla tej serii, to jednak czyta się przyjemnie.

    Skoro mowa o bohaterach, ci, w porównaniu z niektórymi pozycjami z „Herezji Horusa”, nawet dają się polubić – ale i na to trzeba dać im szansę, żeby zdążyli pokazać sobą coś więcej niż standardowy zestaw cech swojego zakonu. Brynngar na przykład jest awanturnikiem i ochlapusem, który ani jednego słowa w ciągu powieści nie wypowiada normalnie, zamiast tego ciągle warcząc przez ściśnięte gardło, co najpierw śmieszy, a potem po prostu irytuje. Dużo więcej głębi ma Mhotep, obciążony klątwą swojego legionu, ale mimo to zachowujący honor i godność jednego z aniołów Imperatora – albo, o dziwo, Cestus, który wyjątkowo jak na Ultrasa ma nieco charakteru i daje się nawet polubić. Zadkiel za to mógłby być pierwszym laureatem nagrody najbardziej ślamazarnego czarnego charakteru ostatniego roku – jak na kogoś dowodzącego statkiem zdolnym jedną salwą rozwalać całe planety sprawia wrażenie kompletnie pozbawionego ikry, co próbuje nadrabiać spontanicznym wysyłaniem swoich najlepszych ludzi na pewną śmierć. Reszta postaci pojawiających się w „Bitwie o Otchłań” jest po prostu płaska i jednowymiarowa.

    Największym powodem do marudzenia, jaki daje lektura kolejnej odsłony „Herezji Horusa”, jest zakończenie. Akcja urywa się wraz z rozstrzygnięciem głównego wątku – pogoni za Otchłanią – pozostawiając wydarzenia tła, czyli bitwę o Macragge, kompletnie nierozstrzygniętymi. Nie wiadomo, czy stoczona przez lojalistów Imperatora śmiercionośna, pełna poświęceń walka ostatecznie dała obrońcom Ultramaru szansę na zwycięstwo, czy też nie, a przynajmniej nie dowiemy się tego z powieści. Ponieważ zagrożenie ze strony Niosących Słowo było główną motywacją, dla której bohaterowie robili to, co robili, pozostawienie czytelnika bez tej informacji jest po prostu frustrujące i nadaje lekturze posmak bezcelowości.

    Mimo tych wszystkich narzekań, czytając „Bitwę o Otchłań” bawiłem się nieźle. Z pewnością dużo bardziej spodoba się ona oddanym fanom uniwersum Warhammera 40 000, lubującym się w zgłębianiu każdego zakamarka jego historii. Dla pozostałych to lekkie, niewymagające, dynamiczne czytadełko na wieczór albo dwa i jako do takiego należy do tej książki podchodzić. Nic ambitnego – ale wcale niezłe w swojej nieambitności.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #34

    Cześć i czołem! Wakacje za pasem, rok szkolny dla uczniów szkół już się skończył i można słodko się obijać. No chyba, że się jest studentem, albo się pracuje, wtedy obijanie się niekoniecznie jest skuteczne. My wakacji nie mamy i wciąż trwamy na naszym stanowisku, wbrew wszystkiemu (nawet te mordercze upały nie są w stanie nas powstrzymać). W cotygodniowym cyklu Poniedziałkowy Flash Konwentowy znajdzie się miejsce dla pięciu różnych imrez w całej Polsce. Będą to Kutnowskie Dni Fantastyki, Imagikon: Konwent MagówDreamhavenDąbrowskie Dni Fantastyki FPS IIIFantastyka na Sportowo.

  • Neil Gaiman – „Koralina”

    koralina

    Neil Gaiman - „Koralina”

    mag newWydawnictwo: MAG
    Liczba stron: 112
    Cena okładkowa: 25,00 zł

    „Koralina” to niewielka, bo licząca zaledwie 103 strony minipowieść Naila Gaimana, która doczekała się ekranizacji w 2009 roku. Wydanie, które miałam przyjemność recenzować jest szóstym z kolei. Taka ilość wznowień świadczy o ciągłym zainteresowaniu czytelników nie tylko twórczością autora, ale również samą książką.

    Bohaterką powieści jest jedenastoletnia Koralina, która przeprowadziła się z rodzicami do starego domu otoczonego równie starym ogrodem. Oprócz Koraliny i jej rodziców, budynek zamieszkują panny Spink i Forcible, które w przeszłości były aktorkami, oraz „szalony starzec z wąsami” trenujący mysi cyrk.

    Dzień po przeprowadzce dziewczynka postanawia zwiedzić dom. Z natury jest ciekawa i bardzo lubi „badać” otaczający ją świat. Inspekcja mieszkania dowiodła, że jest w nim dwadzieścia jeden par okien i czternaścioro drzwi, z których tylko jedne są zamknięte na głucho. Koralina nie byłaby sobą, gdyby nie sprawdziła co się za nimi kryje… Gdy otwiera je pierwszy raz, widzi jedynie ceglaną ścianę. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie otworzyła ich ponownie. Wtedy odkrywa przejście do drugiego domu, który z początku wydaje się taki sam. Są w nim takie same meble, ale zabawki w pokoju Koraliny zdają się żyć własnym życiem a szafa wypełniona jest cudownymi ubraniami. W nowym domu są też nowi rodzice, którzy różnią się od prawdziwych rodziców Koraliny tym, że w miejscu oczu mają błyszczące czarne guziki. Pragną, by dziewczynka pozostała z nimi na zawsze. Druga matka próbuje przekupić ją smacznymi potrawami i nieograniczoną miłością, jednak Koralina czuje niepokój.

    W podróży do po drugiej stronie drzwi bohaterce towarzyszy kot. Jak powszechnie wiadomo, koty to zwierzęta tajemnicze i magiczne, widzące więcej i dalej niż inni. Są to także ulubieńcy samego autora, więc trudno się dziwić, że w tej powieści Gaiman umieścił czarnego futrzaka w roli przewodnika tytułowej postaci. Dzięki jego wskazówkom Koralina osiąga swój ostateczny cel, ratując wszystkich domowników przed złem.

    Twórczość Naila Gaimana to przede wszystkim fantastyka grozy. Autor w niebanalny sposób kreuje nowe światy, często bazując na mitologii czy ludowych podaniach i przesądach. Czytając jego powieści nie odczuwa się strachu, ale poznawaniu treści towarzyszy mały dreszczyk emocji, który narasta wraz ze zbliżaniem się do punktu kulminacyjnego. I tak właśnie jest w przypadku „Koraliny”, o której to postaci nie wiadomo zbyt wiele. Z resztą nie jest to niezbędne. Autor skupia się bardziej na relacjach bohaterki z rodzicami i jej walki z drugą matką. Podobnie nie precyzuje, czym konkretnie jest stwór podający się za drugą matkę Koraliny.

    Druga matka z guzikowymi oczyma kojarzy mi się z pająkiem. To odczucie towarzyszyło mi przez całą lekturę. Dowodem tego mogą być żuki, które jadła jak cukierki, błyszczące czarne guziki (pająki mają oczy jak guziczki), czy jej szponiaste palce u rąk. Myślę, że drugą matkę-pająka można uznać na pewien symbol zagrożenia, z którym kiedyś przyjdzie się każdemu zmierzyć. Koralinie się udało. Zmieniła się jej relacja z rodzicami a sąsiedzi zaczęli poprawnie wymawiać jej imię. Można więc uznać, że, pokonując zło, bohaterka zdjęła z siebie zły czar. Ale nie odbyło się to za sprawą różowej wróżki tylko gry o nie tylko własne życie.

    Historia Koraliny niektórym przypomina współczesną opowieść o Alicji w Krainie Czarów. Jest zwierzak-przewodnik, tajemnicze przejście i przede wszystkim starcie, oparte na sprycie i sile intelektu. Czy można więc uznać bohaterkę za współczesną Alicję? Myślę, że tak.

    Trudno stwierdzić do jakiego przedziału wiekowego skierowana jest ta książka. Myślę jednak, że zarówno nastolatkowie jak i starsi czytelnicy poszukujący przyjemnego dreszczyku podczas czytania będą zadowoleni.

  • Cosplayowe info Medalikonu

    Skoro już skusiliśmy Was informacjami o możliwości wygrania żyrandola na Medalikonie, to teraz trochę szczegółów dotyczących konkursu cosplay. Przede wszystkim, nie zapomnijcie się zgłosić, gdyż można to zrobić jeszcze tylko przez tydzień. 30 czerwca upływa termin zgłaszania się do konkursu.

    Sędziami konkursu zostali:
    Marta Kramer z „Martwa Craft & Cosplay”
    Marta Mazurek z Body Art
    Igor Cieślak z Stygian VI Cosplay

    Żyrandole Nagrody przyznawane będą za zdobycie I, II, III miejsca oraz za Projekt Własny. Dodatkowo liczyć można na wyróżnienia. Poniżej znajdziecie też pełny regulamin konkursu:

  • Zmiana daty Central Europe Comic Con!

    Dosłownie kilkanaście minut temu, organizatorzy Warsaw Comic Con - PTAK Warsaw EXPO - powiadomili o przeniesieniu terminu swojej jesiennej imprezy na 24-26 listopada, tak aby nie kolidowała ona z Coperniconem, ani 28. Międzynarodowym Festiwalem Komiksu i Gier w Łodzi (miał się on odbyć na tydzień przed dwoma powyższymi). Jest to świetna wieść dla ludzi, którzy chcieli odwiedzić obie imprezy, a nie uśmiechało im się wybieranie między jedną a drugą.

    Kolejną dobrą wiadomością są coraz częstsze obietnice, że blok komiksowy będzie o wiele większy i lepiej zorganizowany niż na pierwszej edycji wydarzenia. Jest też wiele innych przesłanek na to, że organizacja wzięła sobie do serca „głos ludu” i zamierza poprawić to, co niekoniecznie wypaliło. Żywimy gorącą nadzieję, że tak się też stanie i Warsaw Comic Con Fall Edition (bo tak brzmi nowa nazwa wydarzenia) będzie eventem, który będziemy wspominać przez długie miesiące.

    Jeżeli był to wybieg marketingowy, to trzeba przyznać, że udał się idealnie.

    Warsaw Comic Con Fall Edition logo

  • Worek ziemi i żyrandol... Przywitajcie Medalikon!

    Wczoraj, przy okazji Weekendów z Black Monkiem wspominaliśmy o ciekawych inicjatywach w ramach wydarzeń, o których piszemy. Dziś powiemy Wam o Medalikonie. Jest to niewielki (choć wcale też niemały) konwent odbywający się co roku w Częstochowie. Tegoroczna edycja o wdzięcznej nazwie „Medalikon 2017 - Lampa Alladyna” odbędzie się 7-9 lipca. I została oczywiście objęta naszym patronatem medialnym.

    No dobra, ale o co chodzi z tym workiem ziemi i żyrandolem? Otóż była to część nagród do zdobycia w konkursie cosplay i innych konkursach odbywających się podczas konwentu. Tak, poważnie, cosplayerzy mogli wygrać żyrandol... Czego to ludzie nie zrobią dla sławy, chwały i worka ziemi... Ba, żyrandoli nie brakowało, gdyż organizacja miała ich do rozdania aż 8 palet. Mamy nadzieję, że w tym roku będą meble kuchenne, albo chociaż tostery ;-). Chociaż żyrandol też może być!

    Medalikon 2017 logo

  • Dni Jakuba Wędrowycza opatrzone patronatem

    Fanów twórczości Andrzeja Pilipiuka jest wśród Was - czytelników portalu - niemało, dlatego pewnie ucieszy Was wieść o zbliżającej się dwunastej edycji Dni Jakuba Wędrowycza, które odbędą się już 21-23 lipca w Wojsławicach Kolonia! Podczas obchodów będziecie mogli uczestniczyć w takich atrakcjach jak picie bimru na czas, egzorcyzmowaniu zbłąkanych duchów, pogoń za Bardakamiprelekcje, konkursy i koń-kursy, gry terenowe i LARP-y! Zwyczajnie nie możecie tego przegapić, ale uważajcie, żeby nie wkurzyć Wędrowyczów. Inaczej możecie zostać w Wojsławicach już na zawsze ;-).

    Logo XII DNi Jakuba Wędrowycza

  • Zgłoś program na Polcon 2017 w Lublinie

    Żaden konwent nie mógłby się odbyć bez punktów programu, nawet Polcon, a przecież większość prowadzą osoby niezwiązane z organizacją. Takie jak Wy. A to oznacza, że żadne wydarzenie nie ma szans na odbycie się bez Was. Czy teraz czujecie się ważni? Bardzo dobrze! W takim razie jedyne co Wam pozostało, to zgłosić swoją propozycję na prelekcję, wykład, konkurs, warsztat czy inny rodzaj rozrywki dla innych uczestników. Formularz zgłoszeniowy znajdziecie pod adresem: http://polcon2017.pl/zgloszenia-programu/.

    Logo Polcon 2017 Lublin

  • Jagacon ponownie objęty patronatem

    Jagacon to świętokrzyski konwent miłośników fantastyki, mangi i anime, gier i tematom pokrewnym, trwający aż trzy dni w terminie 28-30 lipca. Tegoroczna, piąta już edycja odbędzie się w Miedzianej Górze w pobliżu Suchedniowa. Ten multifandomowy konwent z roku na rok przyciąga rzesze uczestników i zbiera całkiem dobre recenzje, co oznacza, że warto się tam wybrać. Dodatkowo nie mogliśmy odmówić organizacji i sobie samym, objęcia patronatu nad kolejną już edycją Jagaconu. Wszystkie potrzebne informacje jak zwykle znajdziecie w naszym kalendarium.

    Logo konwentu Jagacon

  • Recenzja książki: Susan Dennard - „Wiatrodziej”

    wiatrodziej

    Susan Dennard - „Wiatrodziej”

    sqnWydawnictwo: SQN
    Liczba stron: 400
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Uwaga! Poniższa recenzja może zdradzać wątki fabularne z poprzedniej części cyklu „Czaroziemie”. Recenzję pierwszego tomu powieści Susan Dennard można znaleźć tutaj.

    Drogi Czytelniku, zanim przejdę do właściwego tematu tego tekstu, czyli zdradzę Ci, czy warto sięgnąć po „Wiatrodzieja” Susan Dennard, muszę Ci się do czegoś przyznać: cierpię na pewnego rodzaju fobię. Boję się kolejnych tomów powieści. Zdecydowanie wolę opowieści zamknięte w jednej książce, które nie zmuszają mnie do ponownego zagłębiania się w konkretny powieściowy świat. Martwię się, czy zostaną zaspokojone moje oczekiwania, bo te w niektórych przypadkach bywają zbyt wysokie. Tym razem z pewnymi obawami sięgnęłam po kontynuację „Prawdodziejki”. Czy były one uzasadnione?

    „Wiatrodzieja” wypatrywała cała rzesza fanów Susan Dennard. Pisarka ponownie zafundowała swoim bohaterom mnóstwo niezwykłych przygód, brawurowych ucieczek, pogoni, porwań i wybuchów, a nam zaserwowała książkę interesującą, poziomem zbliżoną do pierwszej części cyklu. Trzeba też znów Dennard przyznać, że od pierwszych stron nie cacka się z czytelnikiem i wrzuca go w sam środek akcji, a ten – oszołomiony tym, co otrzymał – musi w locie łapać wszelkie informacje.

    Dwa tygodnie po wydarzeniach, które miały miejsce w „Prawdodziejce”, na Janie dochodzi do wybuchu. Wszystko wskazuje na to, że był to skrupulatnie zaplanowany zamach na życie Merika. Potwornie poparzony i poraniony książę cudem uchodzi z życiem, dla świata jednak umarł. Pozwala wszystkim sądzić, że napad był udany. Dzięki temu może bez skrępowania wieść życie człowieka cienia i spróbować odkryć zagadkę swojej „śmierci”, o zabójstwo posądzając własną siostrę, Vivię. Wkracza tym samym na mroczną i niebezpieczną ścieżkę zemsty, z której ciężko będzie mu zawrócić. Jednak chęć odkrycia prawdy i jej zrozumienia będą silniejsze niż strach, a to, czego się dowie, całkowicie odmieni jego sposób patrzenia na świat.

    Podobny wybuch jak na okręcie księcia ma miejsce także na statku cesarzowej Vanessy. Niestety, jej załoga nie ma tyle szczęścia, co ludzie Merika – prawie wszyscy giną w płomieniach morskiego ognia, którego woda nie jest w stanie ugasić. Dzięki magii Vanessa i Safi ratują życie, jednak wciąż nie są bezpieczne – w ślad za nimi podąża grupa piekielnych bardów, których zadaniem jest spacyfikowanie cesarzowej i dostarczenie domny Safiyi przed oblicze cesarza Henrica.

    Sytuacja Iseult oddzielonej od swojej więziosiostry również nie jest zbyt ciekawa. Uciekła z pola walki w Lejnie, jednak rozszczepieńcy wysłani przez Lalkarkę podążali za nią krok w krok aż na Ziemie Niczyje. Tam niespodziewanie więziodziejka znalazła sojusznika, dzięki któremu będzie w stanie poznać istotę swojej magii.

    Susan Dennard nie poprzestaje jednak na ukazywaniu losów tylko tej trójki głównych bohaterów znanych już z poprzedniej części. Przybliża nam także dwie inne postacie, które do tej pory mogliśmy uznawać za poboczne. Sporo miejsca poświęca krwiodziejowi, Aeduanowi, oraz siostrze księcia Merika, Vivii. Dzięki temu możemy spoglądać na wydarzenia z perspektywy już nie trzech, ale pięciu osób, w dodatku również tych, które do tej pory uznawaliśmy za przeciwników – poznajemy pobudki działaj Vivii, dowiadujemy się sporo o przeszłości Aeduana.

    Każda z tych postaci snuje własną historię, ma swoje przygody. Wywołuje to wrażenie pewnego „poszatkowania” fabuły, jednak nie przeszkadza specjalnie w odbiorze całości. Plusem takiego rozwiązania jest możliwość poznawania bohaterów dokładnie, kawałek po kawałku.

    Całość akcji powieści rozgrywa się w ciągu siedemnastu dni. W tym czasie losy wszystkich postaci ulegają gwałtownej zmianie. Dostajemy tym samym opowieść mroczniejszą od poprzedniczki: Merik stracił przyjaciela, jego kraj jest na granicy wojny, poddani głodują, na Safi polują bezwzględni piekielni bardowie, za Iseult podąża nie tylko Lalkarka, ale też krwiodziej. Na dokładkę władcy okolicznych państw pragną śmierci Vanessy oraz mocy prawdodziejki, która zapewni im zwycięstwo w zbliżającej się nieubłaganie wojnie. To wszystko składa się na dość ciekawą opowieść, jednak zawiedzie się ten, kto oczekiwał wyjaśnienia kwestii intrygujących już od czasu „Prawdodziejki”. Próżno szukać tu odpowiedzi na pytanie, czym właściwie są Cahr Aweni czy Prastudnie, na jakiej zasadzie działa magia tego świata, o co właściwie toczy się w Czaroziemiach wojna. Mam wrażenie, że Dennard ciągnie czytelnika za rękę, ponagla i przekonuje, że to, co nas wcześniej intrygowało i chcielibyśmy poznać bliżej, jest zupełnie nieistotne. Ważna jest akcja! Gdy spojrzy się na to w ten sposób, „Prawdodziejka” przestaje być prologiem do czegoś większego (a takie wrażenie odniosłam przy lekturze). Pisarka wprowadza nowe elementy bez wyjaśniania starych zagadek – ważniejsze jest to, co dzieje się wokół bohaterów, niż świat, w którym wszystko się rozgrywa.

    Jednemu jednak nie można zaprzeczyć: Susan Dennard posiada umiejętność kreowania ciekawych bohaterów. Wszyscy wydają się być postaciami z krwi i kości, mają konkretnie określone charaktery, a motywy ich postępowania są zrozumiałe i uzasadnione. Na pochwałę zasługuje również język – jest plastyczny i obrazowy, utrzymuje jednocześnie poziom z pierwszej części powieści.

    Jeśli chodzi o wydanie „Wiatrodzieja”, to wydawnictwo SQN jak zwykle stanęło na wysokości zadania, oddając czytelnikowi do rąk książkę z piękną okładką, która idealnie koresponduje z opowieścią w niej zawartą.

    Czy zatem moje obawy odnośnie do sięgnięcia po kontynuację „Prawdodziejki” były uzasadnione? Częściowo na pewno. Przede wszystkim miałam nadzieję, że autorka przybliży nam swój powieściowy świat, rozwieje chociaż niektóre wątpliwości, wyjaśni niezrozumiałe kwestie. Niestety, nie doczekałam się. Dostałam za to galopującą akcję, która momentami przyprawiała o zawrót głowy, oraz ciekawych bohaterów.

    Czy warto sięgnąć po „Wiatrodzieja”? Jeżeli przypadła Wam do gustu „Prawdodziejka”, to nie będziecie zawiedzeni. Poznacie dalsze losy ulubionych postaci i dowiecie się o nich kilku interesujących rzeczy, będziecie mogli też popłynąć z wartkim nurtem akcji wprost w otwarte zakończenie i oczekiwać kontynuacji powieści.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #33

    Dziś pobijamy kolejny rekord. W dzisiejszym Poniedziałkowym Flashu Konwentowym aż 9 (!) wydarzeń! Będą to XXIV Międzynarodowy Festiwal Fantastyki w Nidzicy, Stalowowolskie Spotkania z Fantastyką 2017, Gdańskie Spotkania Komiksowe GDAK 2017, Zlot fanów Uniwersum Metro 2033, Gostkon 2017, Wondercon 4.0, Krzyżakon 2017, GoodGame League 2017 oraz LAGcon 2017. Nie ma co przeciągać, przejdźmy do dania głównego ;-).

  • LAGcon wspiera akcję „Cosplayer też człowiek”!

    Organizacja konwentu LAGcon wyraziła wsparcie dla organizowanej na rzecz wszystkich uciśnionych konwentowiczy akcji „Cosplayer też człowiek”. Wbrew nazwie, nasze działania mają znacznie szerszy zakres i mają na celu przysłużyć się każdemu uczestnikowi. Więcej szczegółów znajdziecie TUTAJ.

    Tymczasem jak się ma wsparcie do faktycznych działań? Dzięki uprzejmości Adrianny Mac, znanej także jako Daiyamondo, będziecie mogli odwiedzić prelekcję poruszającą tematykę konwentowego savior vivre, na którym także będzie poruszony temat naszej akcji. Serdecznie zapraszamy na jej panel, który odbędzie się w sobotę o godzinie 15:00, w sali panelowej 1. Atrakcja nazywa się „Cosplayowy savoir-vivre, czyli „weź mnie nie dotykaj””.

    Cały program atrakcji znajdziecie TUTAJ.

    logo konawentu Lagcon

  • Ostry patronat na Chrzanowskich dniach fantastyki

    Wiele miast ma swoje Dni Fantastyki. Między innymi Wrocław, Olsztyn czy Kutno. My opowiemy Wam o Chrzanowskich Dniach Fantastyki, których dziewiąta odsłona została objęta naszym patronatem medialnym. Impreza odbędzie się 16-17 września w Miejskim Ośrodku Kultury Sportu i Rekreacji w Chrzanowie, który jest jednocześnie organizatorem wydarzenia.

    W planach są oczywiście LARP-y, prelekcje o tematyce literackiej i pokrewnej oraz gry planszowe. Nie można także zapominać o konkursie literackim „Pigmalion Fantastyki”, którego rozstrzygnięcie planowane jest na drugi dzień CHDF.

  • Zagraniczni goście i program atrakcji Wrocławskich Dni Fantastyki

    Wysyp programów spowodowany jest zbliżającymi się terminami poszczególnych wydarzeń. Choć Wrocławskie Dni Fantastyki mają nieco więcej czasu w zapasie, także publikują swój program atrakcji (znajdziecie go TUTAJ). Jest on bardzo czytelny i podzielony na siedem bloków lun 17 sal. Możemy także przeszukiwać rozpiskę po tagach lub godzinowo, więc zaplanowanie sobie czasu jest niezwykle proste.

    To jednak nie wszystkie wieści. Zaproszono gości z zagranicy i to nie byle jakich. Wrocławski Zamek na poczatku lipca odwiedzą między innymi:
    Graham Masterton - brytyjski pisarz horrorów, który napisał dziesiątki świetnych książek z tego gatunku;
    Angus Watson - również pochodzący z Wielkiej Brytanii dziennikarz, podróżnik i odkrywca;
    Brian McClellan - wprost z USA, pisarz znany choćby ze swojej Trylogii Magów Prochowych;
    Lazare Gvimradze - mieszkający w stolicy gruzji rysownik współpracujący między innymi z Bioware przy produkcji „Mass Effect: Andromeda”.

    Jak widzicie, nie będzie można narzekać na nudę, a Dni Fantastyki jeszcze chyba nigdy aż tak nie kusiły do przyjazdu!

    Baner Wrocławskie Dni Fantastyki 2017

  • Arkhamer 2017 publikuje program atrakcji

    Niedawno Arkhamer opublikował program atrakcji najnowszej edycji wydarzenia. Co w nim znajdziecie? Prelekcje z zakresu popkultury i fantastyki, baśni i legend czy choćby kultury azjatyckiej. Ponadto będzie można wziąć udział w warsztatach i konkursach lub rozegrać LARP-a. Szczegóły i rozpiskę poszczególnych punktów znajdziecie w TEJ TABELI.

    Arkhamer 2017 baner